Eksmisja na Osiedlu Maltańskim, fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor
Środowa eksmisja pana Krzysztofa z Osiedla Maltańskiego zakończyła się interwencją policji i hospitalizacją Bronisławy Waszkiewicz, prezes Stowarzyszenia Maltańskie Nasz Dom. Mężczyzna od lat mieszkał na terenie osiedla, którego grunty zostały sprzedane przez Kościół deweloperowi. Wokół przyszłości mieszkańców od miesięcy trwa spór. Wcześniej pojawiały się zapewnienia, że do eksmisji nie dojdzie. Po środowych wydarzeniach mieszkańcy mówią o szoku, utracie zaufania i pokazie siły. Kolejna eksmisja ma odbyć się 26 sierpnia.
Eksmisja, której miało nie być
Po środowej eksmisji pana Krzysztofa na Osiedlu Maltańskim stała się kolejnym punktem zapalnym w wieloletnim sporze o przyszłość tego miejsca. Komornik pojawił się na terenie osiedla w asyście policji. Doszło do konfrontacji z mieszkańcami, a Bronisława Waszkiewicz, prezes Stowarzyszenia Maltańskie Nasz Dom, trafiła do szpitala. Szczegóły wydarzeń opisujemy tutaj.
Po wydarzeniach emocje wśród mieszkańców nie opadły. Mówią o poczuciu oszukania, utracie zaufania i brutalnym potraktowaniu. Jednocześnie przedstawiciele miasta wskazują na wcześniejsze propozycje dla pana Krzysztofa oraz legalność przeprowadzonej eksmisji. W tle pozostają również wcześniejsze deklaracje przedstawicieli Kościoła, zgodnie z którymi do eksmisji mieszkańców miało nie dochodzić.
Sprawa Osiedla Maltańskiego jest jednak znacznie starsza niż środowe wydarzenia. Z wyroku z października ubiegłego roku wynika, że sąd dopuścił możliwość eksmisji na terenie posesji. Kościół miał również prawo sprzedać ziemię deweloperowi. Najstarsze rodziny mieszkają na osiedlu od pokoleń, a przez lata funkcjonowały tam za zgodą Kościoła. Przez pewien czas mieszkańcy byli również meldowani na tym terenie przez Miasto Poznań, które pobierało podatek od nieruchomości.
Eksmisja była jedynym rozwiązaniem
Mieszkańcy Osiedla Maltańskiego byli stałymi gośćmi na posiedzeniach Komisji Polityki Mieszkaniowej, gdzie starali się przedstawiać radnym swoją perspektywę. W środę doszło do pierwszej eksmisji. O jej przebieg i okoliczności postanowiliśmy zapytać przewodniczącą wspomnianej komisji.
– W mediach społecznościowych zauważyłam nagranie, które obrazuje całą sytuację i pana Krzysztofa, który był eksmitowany z tego terenu. Były różne propozycje dla pana, pan nie przyjmował żadnej propozycji i żeby być w porządku w stosunku do innych mieszkańców, którzy są w różnych sytuacjach, to miasto wyciąga dłoń do pana Krzysztofa. Nie wiem dokładnie, dlaczego pan Krzysztof tego nie przyjął. Natomiast to, co widziałam na filmie, nie wyglądało za ciekawie. Opór mieszkańców Osiedla Maltańskiego jest zrozumiały – komentuje Małgorzata Woźniak, przewodnicząca Komisji Polityki Mieszkaniowej UMP z klubu Koalicja Obywatelska.
W ocenie przewodniczącej komisji sam fakt korzystania przez mieszkańców z gruntu, który do nich nie należy, również ma znaczenie w całym sporze.
– Nikt nie może przebywać za darmo na jakimś gruncie – dodaje Małgorzata Woźniak.
Wskazuje przy tym, że skoro wcześniejsze propozycje nie zostały przyjęte przez pana Krzysztofa, eksmisja była jednym z możliwych rozwiązań.
Zupełnie inaczej wydarzenia oceniają mieszkańcy i osoby zaangażowane w ich obronę. Szczególną uwagę zwracają na obecność licznych funkcjonariuszy podczas środowej eksmisji.
– Naprawdę, czy potrzebnych było tylu uzbrojonych policjantów? Tak jakby byli przygotowani do walki z chuliganami, jak mieliby przyjechać kibice. To był mieszkaniec, który tam mieszkał – mówi Patrycja Bartoszewska, mieszkanka Osiedla Maltańskiego.
Patrycja Bartoszewska podczas jednego z protestu, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor
Jak relacjonuje Bartoszewska, sama obserwowała eksmisję za pośrednictwem mediów społecznościowych. Jej zdaniem skala zabezpieczenia była dla mieszkańców sygnałem przewagi siłowej.
– Sam widok uzbrojonego policjanta w kask, z tarczą, zmusza do refleksji: „Jestem tutaj i mogę ci zrobić krzywdę”. To była bardzo duża pozycja siły. My jesteśmy na tej pozycji przegranej. Nie każdy ma odwagę obronić ciałem eksmisję – komentuje.
W czasie eksmisji na miejscu była również Bronisława Waszkiewicz. Prezes Stowarzyszenia Maltańskie Nasz Dom próbowała nie dopuścić do wejścia komornika do domu pana Krzysztofa. Doszło do konfrontacji z policją.
– Było to bardzo złe. Było to bardzo mocne dla mnie przeżycie. Musieli mnie zabrać do szpitala na całą dobę – mówi Waszkiewicz.
Jak relacjonuje, próbowała pomóc eksmitowanemu mieszkańcowi, jednak funkcjonariusze mieli jej to uniemożliwić.
– Jak stałam przed drzwiami, to powiedziałam, żeby mnie nie dotykali, bo będę to uważała za gwałt na moim ciele. Nikt nie posłuchał. Zaczęli mnie szarpać. Nie pozwolili mi wstać z kanapy. Chciałam iść pomóc Krzysztofowi. Nie dało się. Kazali mi się uspokoić i gdy chciałam wstać, to zemdlałam – mówi Radiu Meteor.
Sytuacja mieszkańców budzi coraz większe emocje
Środowe wydarzenia były dla części mieszkańców szczególnie trudne również dlatego, że nikt nie spodziewał się, że sytuacja zakończy się w taki sposób.
– Czuję smutek, czuję, że te wszystkie wartości są zdeptywane, ludzie są nieważni, że wszystkie zapewnienia były nieważne. Czuję się okłamana, oszukana i to przez instytucję, która poucza innych o wartościach moralnych, która im wpaja te wartości moralne – komentuje Patrycja Bartoszewska.
Przed eksmisją mieszkańcy skierowali list otwarty do proboszcza oraz arcybiskupa Zielińskiego. Prosili w nim o przeniesienie terminu eksmisji. Jak relacjonują, odpowiedzi nie otrzymali.
Patrycja Bartoszewska nie była obecna podczas samej eksmisji, ponieważ była w pracy. Na miejscu znajdował się natomiast jej mąż, Marek Bartoszewski, który brał udział w próbie zakłócenia eksmisji.
– Gdy wrócił do domu, my bardzo długo siedzieliśmy w ciszy. W tej samej chwili każdy z nas nie wiedział, co ma myśleć o tej sytuacji, bo nikt się tego nie spodziewał, że Kościół katolicki posunie się do takich działań, że nawet policja bez powodu zaatakuje mieszkańca – mówi.
Marek Bartoszewski przepychający się z policją, fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor
Dla mieszkańców środowa eksmisja nie jest więc pojedynczym wydarzeniem, ale kolejnym elementem konfliktu, który od dłuższego czasu wpływa na ich codzienne życie.
– To miał być pokaz siły, dominacji. My taki pokaz oglądamy codziennie. Ja codziennie sprawdzam, czy moi sąsiedzi mieszkają, proszę mi uwierzyć, czy są drzwi i okna. Tak sprawdzam, czy ktoś jest, jak przyjeżdża. Do koparek się przyzwyczaiłam, ale teraz sprawdzam, czy jest płot, czy jest ogrodzenie, czy już jest ogrodzenie zajęte. To jest straszne, ja nikomu tego nie życzę – tłumaczy Bartoszewska.
Wcześniejsze zapewnienia wracają po eksmisji
Jednym z głównych tematów po środowych wydarzeniach stały się wcześniejsze deklaracje dotyczące eksmisji mieszkańców. Mikołaj Woźniak, dziennikarz poznańskiej „Gazety Wyborczej”, przypomina rozmowę, którą wraz z Piotrem Żytnickim przeprowadził z mecenasem Jackiem Masiotą.
– W naszym artykule z Piotrem Żytnickim dostaliśmy zapewnienie mec. Masioty, który reprezentuje i archidiecezję, i spółkę Komandoria, i dewelopera, który kupił ten teren, że eksmisje są przez Kościół zakazane na tym terenie i on ma jedną zasadę etyczną – zakaz eksmisji. Komorników może używać w ustaleniu technicznych szczegółów, stanu technicznego na działce, ale nie będzie eksmisji w postaci tej, którą widzieliśmy ostatnio – mówi Mikołaj Woźniak.
Dziennikarz przyznaje, że wcześniejsze zapewnienia zostały potraktowane poważnie.
– Byliśmy naiwni, że uwierzyliśmy w zapewnienia Kościoła. One naprawdę brzmiały szczerze – dodaje.
Jak zaznacza Mikołaj Woźniak, przed rozmową z mecenasem Masiotą nie było przygotowanej tezy dotyczącej przyszłości osiedla. Chcieli przede wszystkim poznać stanowisko Kościoła.
– Nie spodziewaliśmy się jasnej deklaracji, że eksmisji nie będzie – mówi.
Sprawa Osiedla Maltańskiego ma jednak bardziej złożony charakter.
– My nie możemy sprawy Osiedla Maltańskiego rozpatrywać, że rację ma jedna strona albo druga – tłumaczy Woźniak.
Osiedle Maltańskie z lotu ptaka, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor
Z wyroku z października ubiegłego roku wynika, że sąd dopuścił możliwość eksmisji na terenie posesji. Kościół miał również prawo sprzedać ziemię deweloperowi. Jednocześnie mieszkańcy od pokoleń są związani z tym miejscem. Najstarsza rodzina ma mieszkać na terenie osiedla od trzech pokoleń.
– Trudno mieć do nich pretensje, że osiedlili się na nie swoim gruncie – mówi Woźniak.
Spór dotyczy również sposobu traktowania mieszkańców
W ocenie Woźniaka jednym z najważniejszych problemów nie jest wyłącznie sam fakt własności gruntu, ale sposób, w jaki mieszkańcy byli traktowani przez kolejne lata.
– Nikt nie chciał rozmawiać o tym, że oni najpierw otrzymywali zapewnienia z jednej strony, że zasadniczo nic im nie grozi, że nie będzie eksmisji. Wcześniej nie było wiadomo, jakie są plany Kościoła wobec tej ziemi. Z perspektywy tych osób najgorsze jest to, że nikt nie traktował ich jako partnera do rozmowy – mówi Woźniak.
Na przestrzeni lat mieszkańcy byli jednak związani z miejscem nie tylko emocjonalnie. Przez pewien czas Miasto Poznań meldowało tam mieszkańców i pobierało podatek od nieruchomości.
Zdaniem dziennikarza właśnie dlatego historia osiedla jest bardziej skomplikowana niż zwykły spór pomiędzy właścicielem terenu a osobami, które na nim mieszkają.
Woźniak uważa również, że gdyby właścicielem terenu od początku był prywatny inwestor, prawdopodobnie nie byłoby całej historii Osiedla Maltańskiego w obecnym kształcie.
Miasto nie pojawiło się podczas eksmisji
Kolejnym elementem krytyki jest rola Miasta Poznania. Według Woźniaka mieszkańcy oczekiwali większego zaangażowania miejskich instytucji.
– Myślę, że oni oczekiwali tego, że miasto zaangażuje się w ten konflikt. Co jest dobitne w tej eksmisji, która była w tym tygodniu, to fakt, że na eksmisji nie było żadnego przedstawiciela miasta. Ten pan, który był eksmitowany, był podopiecznym MOPR-u, tam się nie pojawił nikt, ani pełnomocnik Prezydenta ds. lokatorów. Miasto nie zainteresowało się tą sprawą – uważa dziennikarz poznańskiej „Gazety Wyborczej”.
Staraliśmy się porozmawiać z prezydentem, jednak w odpowiedzi rzeczniczka prezydenta Jaśkowiaka, Joanna Żabierek, poinformowała nas, abyśmy kontaktowali się ze spółką Komandoria. Wieczorem w piątek Radio TOK FM opublikowało natomiast komentarz prezydenta, w którym odniósł się on do sytuacji na Osiedlu Maltańskim.
Jacek Jaśkowiak zwrócił uwagę na sytuację pana Krzysztofa oraz inne problemy, które – w jego ocenie – występowały na terenie osiedla.
– Ta osoba podłączyła nielegalnie prąd, kradła prąd z Enei, przez ostatnie 20 lat nigdzie nie pracowała. Sama definicja eksmisji budzi wielkie emocje. Ten pan otrzymał różne propozycje – mówił Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania.
Prezydent odniósł się również do sytuacji innych mieszkańców oraz sposobu wykorzystywania znajdujących się na terenie osiedla zabudowań.
– Mieliśmy też tam szereg patologii. Jeżeli ktoś ma zabudowania, wynajął to na rzecz uchodźców z Ukrainy czy Białorusi, sam mieszka w Niemczech i czerpie z tego znaczące przychody, nie jest to jego własnością, to nie są czarno-białe sytuacje. 80 procent z tych budynków nie miało umowy na wywóz nieczystości – stwierdził Jaśkowiak.
Woźniak zwraca również uwagę na wcześniejsze wypowiedzi prezydenta Poznania.
– Miasto skomentowało w ten sposób, że raz prezydent Jaśkowiak angażuje się po jednej ze stron tego sporu, przyrównuje mieszkańców tego osiedla do koczowiska Romów przy ul. Lechickiej, wtedy prezydent zajmuje jakieś stanowisko. Teraz sprawy nie komentuje, miasto nie komentuje, bo raz mówi, że nie komentuje, bo nie jest stroną w tej sprawie, innym razem zabiera głos w tej sprawie – mówi.
Jak dodaje, mieszkańcy mogą pojawiać się na posiedzeniach Komisji Polityki Mieszkaniowej, jednak jego zdaniem samo to nie oznacza realnego zaangażowania miasta.
– Mieszkańcy mogą przychodzić na posiedzenie Komisji Polityki Mieszkaniowej, tam może być ich sprawa poruszana, ale na końcu miasto i tak się nie angażuje, bo na końcu mówi o tym, że to nie jest ich sprawa – dodaje.
Słowa ks. Deskura z 2024 r., fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor
Do słów ks. Pawła Deskura, które podczas środowej eksmisji były wielokrotnie odtwarzane, odniosła się również przewodnicząca Komisji Polityki Mieszkaniowej.
– Ks. Deskur nie pojawił się na żadnej komisji mieszkaniowej. Może boi się konfrontacji z mieszkańcami – mówi Woźniak.
Propozycje dla pana Krzysztofa nie zakończyły sporu
Wokół samej eksmisji pojawiła się również kwestia warunków, jakie przedstawiano panu Krzysztofowi w związku z koniecznością opuszczenia domu.
– Pan Krzysztof, eksmitowany, powiedział, że dostałby 12 tys. zł za wyprowadzkę i cóż miałby z tym zrobić, bo na rynku prywatnym to jest wynajem na chwilę tak naprawdę – tłumaczy Woźniak.
Według dziennikarza znaczenie miał również czas, jaki mieszkaniec miał otrzymać na opuszczenie domu.
– Podobno pan Krzysztof byłby w stanie się zgodzić na ofertę kurii, gdyby dostał tydzień na wyprowadzkę. Takiej szansy mu nie dano. Ta oferta, która wiązała się z wyprowadzką, to było tu i teraz. Nie było, że za tydzień, tylko teraz. Negocjacje, które miały się tam odbyć, to były dwie możliwości: albo pan Krzysztof wyprowadza się dzisiaj, albo pan Krzysztof wyprowadza się dzisiaj – dodaje.
W ocenie dziennikarza sprawa nie dotyczy już tylko jednej osoby.
– To, co się stało u pana Krzysztofa, może się stać u kogoś innego i to rozumiem przez pokaz siły – uważa.
Woźniak podkreśla przy tym, że środowe wydarzenia są dla niego właśnie pokazem siły.
– To, co się wydarzyło w tym tygodniu na Maltańskim, to jest pokaz siły – uważa.
Sytuacja, przed którą ostrzegano
– To, co wydarzyło się na Osiedlu Maltańskim, to jest to, przed czym ostrzegaliśmy przez ostatnie dwa lata. Mam wrażenie, że urzędnicy, pracownicy miejscy, radni, również prezydent Jaśkowiak, nie słuchali i nie wierzyli nam, kiedy mówiliśmy, że sytuacja na Osiedlu Maltańskim zaogni się do tego stopnia, że ludzie będą wyrzucani na bruk – komentuje środową eksmisję Anna Pieciul z Partii Razem.
Jednocześnie zaznacza, że sama eksmisja była zgodna z prawem, choć sposób jej przeprowadzenia ocenia bardzo krytycznie.
– Ta eksmisja była brutalna, ale oczywiście legalna, niemniej wydarzyło się to, o czym informujemy już od dawna – mówi.
Anna Pieciul na jednej z konferencji prasowych, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor
Pieciul zwraca uwagę nie tylko na sytuację pana Krzysztofa, ale również na rolę miasta.
– Jestem poirytowana, oburzona tym, że pan Krzysztof stał się bezdomnym i że do tej bezdomności doprowadza Kościół, ale jestem również oburzona tym, że to idzie za cichym przyzwoleniem miasta – dodaje.
Podczas eksmisji nie było przedstawicieli Partii Razem. Pieciul tłumaczy, że nie oznacza to rezygnacji z zainteresowania sprawą.
– Jestem w stałym kontakcie z przedstawicielami Maltańskiego. Nie jesteśmy w stanie wszędzie być, niemniej była tam nasza fotografka. My cały czas zajmujemy się sprawą Osiedla Maltańskiego – kończy Pieciul.
Próbowaliśmy skontaktować się z posłanką Partii Razem Marceliną Zawiszą, która od miesięcy angażuje się w sprawę Osiedla Maltańskiego. Niestety, nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Posłanka ograniczyła się do krótkiego wpisu w mediach społecznościowych.
– Wczoraj doszło do pierwszej eksmisji na osiedlu maltańskim w Poznaniu. Eksmitowani są ludzie, którzy całe swoje życie spędzili w domach, z których teraz wyrzuca ich kuria. Za 421 mln zł kościół sprzedał teren z ludźmi, których rodzice i dziadkowie mieszkali w tym miejscu. Swoje domy budowali od zera. Własnymi rękami. A co robi miasto? Prezydent odmawia spotkania z mieszkańcami, w sprawie własności ziemi nie robi nic, a miasto mogło ten teren odzyskać. W 2026 roku pozwala na sprzedawanie terenu z „wkładką mięsną” – napisała w mediach społecznościowych Marcelina Zawisza, posłanka Partii Razem
Rozmowa o eksmisjach wróciła w programie WTK
Temat wcześniejszych deklaracji dotyczących eksmisji powrócił również podczas czwartkowego programu WTK. Prowadzący Mateusz Borys przywołał wcześniejsze słowa mecenasa Jacka Masioty dotyczące zakazu eksmisji.
– Mamy wyroki eksmisyjne, ale ich nie wykonujemy, Kościół postawił jeden warunek – zakaz eksmisji i nieetycznych działań – cytował w programie na żywo redaktor Mateusz Borys.
Do tych słów odniósł się sam mecenas Masiota.
– Mówiłem w tej sprawie o kwestiach dotyczących tego, iż eksmisja jest ostatecznością. Panu przytoczyłem liczby – 122 rodziny uzyskały dzięki nam i miastu przede wszystkim dach nad głową i sytuacja, kiedy dochodzi do eksmisji, jest sytuacją ekstraordynaryjną – odpowiedział mecenas Masiota.
Prowadzący dopytywał, czy oznacza to zmianę wcześniejszych warunków.
– Czyli rozumiem, że Kościół zmienił warunki i już eksmitować można – stwierdzał Borys.
Pełnomocnik kurii metropolitalnej zaprzeczył.
– Nie zmienił warunków. Od początku, jeżeli chodzi o kurię, to są twierdzenia wyłącznie red. Żytnickiego, a jeżeli chodzi o moje twierdzenia, twierdzenia kurii metropolitalnej zawsze trzeba było rozmawiać i pomóc mieszkańcom – odpowiedział pełnomocnik kurii metropolitalnej.
Do tej wypowiedzi wraca Mikołaj Woźniak. Jego zdaniem wcześniejsze słowa mecenasa Masioty były jednoznaczne.
– W telewizji mecenas Masiota twierdził, że czegoś takiego nie powiedział. Powiedział i autoryzował to i mamy nagrania, które to potwierdzają, na których mówi wprost: Kościół zakazał eksmisji. Ta fraza „zakaz eksmisji” pojawiła się kilkukrotnie – komentuje.
Dziennikarz przyznaje również, że przed środową eksmisją pojawiły się wątpliwości, czy ostatecznie do niej dojdzie. Wynikały one z wcześniejszych zapewnień ks. Pawła Deskura i mec. Masioty, że eksmisji nie będzie.
– My nie byliśmy pewni, że dojdzie do tej eksmisji – mówi Woźniak.
Emocje wokół kolejnej eksmisji
Środowa eksmisja nie kończy sprawy Osiedla Maltańskiego. Kolejna ma odbyć się 26 sierpnia i tym razem dotyczyć samotnej matki z dzieckiem.
Informacja o kolejnym terminie dodatkowo zwiększa napięcie wśród mieszkańców. Bartoszewska zwraca uwagę na historię rodziny kobiety, która ma zostać eksmitowana.
– To jest kobieta, której rodzina mieszka od lat 60. To dziesięć lat później niż moja, bo moja od 49. roku. Tutaj mamy całą historię związaną z tym osiedlem i zawsze byliśmy mile widzianymi gośćmi w parafii, traktowano nas jak parafian i jak część tej wspólnoty, a dzisiaj jesteśmy brutalnie z tej wspólnoty wyrzucani na bruk – tłumaczy.
W wypowiedziach mieszkańców powraca również kwestia różnicy pomiędzy nimi a instytucjami dysponującymi znacznie większymi środkami.
– My wszystko robimy charytatywnie. Nie mamy 420 milionów – mówi Bartoszewska.
Dla mieszkańców kolejne tygodnie mogą oznaczać dalszą obserwację terenu i oczekiwanie na następne działania.
– To, co się wydarzyło w tym tygodniu na Maltańskim, to jest pokaz siły – podsumowuje Mikołaj Woźniak.
Codzienność na osiedlu również się zmieniła
Emocje po eksmisji nie dotyczą wyłącznie samego dnia, w którym komornik pojawił się w domu pana Krzysztofa. Bartoszewska mówi o atmosferze, która od dłuższego czasu towarzyszy mieszkańcom.
Jak relacjonuje, hałas koparek jest słyszalny niemal codziennie, a pracownicy firmy wyburzeniowej – w jej ocenie – zachowują się wobec mieszkańców agresywnie.
– Kiedy nagrywałam nielegalne wyburzenie domu, ponieważ nigdzie nie było tablicy informacyjnej, droga nie jest zabezpieczona, a mówimy tu również o drodze rowerowej. Kiedy podchodzę z telefonem i słyszę: „Ja wiem, gdzie ty mieszkasz, przyjadę do ciebie”. Mam u siebie na kamerach, że ten pan jest zaraz pod moim domem. To jest działanie czyścicieli – relacjonuje.
Bartoszewska zwraca uwagę na to, że osoba, która miała wypowiedzieć te słowa, wiedziała, gdzie mieszka.
Prace wyburzeniowe na Osiedlu Maltańskim, fot. Stowarzyszenie Maltańskie Nasz Dom
– Skąd on wie, gdzie ja mieszkam? Oni w naszej alejce nie prowadzą żadnych prac wyburzeniowych – dodaje.
Jak mówi mieszkanka, ona, jej mąż Marek Bartoszewski oraz Bronisława Waszkiewicz są dla części mieszkańców swego rodzaju punktami kontaktowymi. Otrzymują zgłoszenia dotyczące osób pojawiających się na terenie osiedla.
– Wycinali zawiasy od furtek. Została wezwana policja i też ta osoba przedstawiła się jako pracownik ZKZL. Wysłaliśmy zapytanie o dostęp do informacji publicznej i, jak się okazało, ten pracownik nie został wysłany – relacjonuje.
Kolejne działania mieszkańców
Po środowej eksmisji mieszkańcy nie zamierzają kończyć protestów. Bronisława Waszkiewicz zapowiada kolejną manifestację, która ma być większa od dotychczasowych.
– Zorganizujemy jeszcze większą manifestację i sądzę, że policja nie zacznie z nami wojny, bo teraz idziemy na wojnę – kończy.
Do wydarzeń odnosi się również Mikołaj Woźniak, który uważa, że sednem sprawy jest odpowiedzialność instytucji oraz sposób, w jaki przez lata traktowano mieszkańców.
– Ten komentarz opublikowany w czwartek, to, co my myślimy, jest o odpowiedzialności, bo to o odpowiedzialność chodzi – dodaje.
Jego zdaniem szczególna rola Kościoła powoduje, że mieszkańcy mogli oczekiwać od niego innego sposobu rozwiązania konfliktu.
– To jest historia o odpowiedzialności. Instytucja Kościoła jest dość szczególna, temu chyba nikt w Polsce nie zaprzeczy. Kościół ma swoje przywileje, chce się nimi cieszyć, Kościół daje sobie prawo do tego, by mówić, w jaki sposób inni mają żyć i postępować, Kościół mówi o zasadach chrześcijańskich i jest największą tego typu organizacją w Polsce, więc oczekiwalibyśmy, może inaczej niż prywatny właściciel, podejdzie do tych mieszkańców na tym terenie. Jeśli była mowa, że nie będzie eksmisji, no to będzie się tego do samego końca trzymał – mówi.
Woźniak odnosi tę kwestię również do szerszego sporu o rolę Kościoła w życiu publicznym i jego przywileje.
– Jeżeli Kościół chce być firmą i chce działać na zasadach firmy prywatnej, na rynku prywatnym, w takich warunkach, w jakich te firmy działają, to może być, tylko musi zrezygnować z wszystkich przywilejów, które ma, z tego, że finansowo jest szczególny, z tego, że fundusz kościelny istnieje. Możemy uznać, że Kościół jest firmą, ale niech zostaną podjęte jakieś kroki, które będą konsekwentne – tłumaczy.
Eksmisja na Osiedlu Maltańskim, fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor
Jego zdaniem sytuacja Osiedla Maltańskiego jest wyjątkowa również w skali kraju.
– Jeżeli znaleźć by w Polsce taką sytuację, jaka jest na Maltańskim, to myślę, że takiej nie ma albo jest ich mało – kończy.
Środowa eksmisja nie zakończyła więc sporu. Dla mieszkańców stała się kolejnym doświadczeniem, które – jak mówią – zmieniło ich spojrzenie na całą sprawę. W tle pozostają wcześniejsze zapewnienia, pytania o rolę miasta oraz kolejne zapowiedziane eksmisje. Najbliższa z nich ma odbyć się za dwa tygodnie. Również ją będziemy relacjonować.
Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!
Alt-J kojarzeni są przede wszystkim ze swoją mieszanką brzmień, łączącą folktronikę, indie i art rocka. Od premiery debiutanckiego An Awesome Wave mija […]
Rozmowa z Jakubem Orłowskim, marketingowcem festiwalu fantastyki Pyrkon. Z Jakubem rozmawiali: Iga Tomaszewska, Mateusz Cholewa i Ania Łuczak. Dowiedzieli się, jakich […]
W ubiegły weekend, po sześciotygodniowej przerwie zimowej na boiska powrócili piłkarze PKO BP Ekstraklasy. Wśród nich zespoły Warty i Lecha Poznań powiększyły […]