Eksmisja na Osiedlu Maltańskim stała się faktem. Pan Krzysztof: „Dla mnie jest to wyrok”

Eksmisja na Osiedlu Maltański, fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor

Na Osiedlu Maltańskim w Poznaniu doszło do pierwszej siłowej eksmisji mieszkańca. Komornik w asyście policji wszedł do domu pana Krzysztofa, a drzwi do nieruchomości zostały wyłamane łomem. Na miejscu doszło do przepychanek i interwencji funkcjonariuszy. Karetka zabrała Bronisławę Waszkiewicz, prezes Stowarzyszenia Maltańskie Nasz Dom. Rzeczy pana Krzysztofa zostały wywiezione, a sam mężczyzna trafił na miesiąc do hotelu robotniczego.

Komornik pojawił się w asyście policji

Od rana na terenie Osiedla Maltańskiego trwały działania związane z wykonaniem decyzji sądu z października ubiegłego roku. Przed posesją gromadzili się mieszkańcy oraz osoby wspierające pana Krzysztofa. W oczekiwaniu na rozpoczęcie czynności odtwarzali w zapętleniu nagranie z wypowiedzią ks. Pawła Deskura, proboszcza parafii pw. św. Jana Jerozolimskiego za Murami.

Krzysztof Obst został pokazany przed swoim domem, fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor

Podczas spotkania z mieszkańcami w czerwcu 2024 roku duchowny zapewniał, że nie dojdzie do sytuacji, w której mieszkańcy zostaną pozostawieni bez dachu nad głową.

– Gwarantuję to głową jako proboszcz i jako duszpasterz tego terenu, że nie ma mowy o eksmisjach, że przyjeżdża komornik i wystawia na bruk rzeczy i mówi: radźcie sobie. Mowy nie ma – mówił w czerwcu 2024 roku ks. Paweł Deskur.

Te słowa mieszkańcy przypominali w dniu eksmisji, oczekując przed posesją na rozpoczęcie czynności.

Komornik Paweł Śliwiński pojawił się na miejscu w asyście policji. Początkowo chciał wejść na teren posesji, jednak przejście blokowała Bronisława Waszkiewicz, prezes Stowarzyszenia „Maltańskie Nasz Dom”. Doszło do rozmów pomiędzy komornikiem a pełnomocnikiem mieszkańców.

W tym czasie protestujący zaczęli skandować hasła skierowane do osób związanych ze sprawą. Wśród nich pojawiały się między innymi „Masiota na bruk” oraz „Deskura przysłać”.

Atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Komornik ponownie próbował wejść na posesję, jednak mieszkańcy nie chcieli go wpuścić. Ostatecznie na teren nieruchomości weszli funkcjonariusze wraz z komornikiem.

Dziennikarz próbował uzyskać wyjaśnienia

Na miejscu obecny był również Piotr Żytnicki, dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Próbował uzyskać od komornika informacje dotyczące prowadzonych czynności oraz wcześniejszych deklaracji Kościoła dotyczących eksmisji mieszkańców.

Piotr Żytnicki przed posesją eksmitowanego, fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor

– Ja wykonuję swoje działania na podstawie przepisów ustawy Prawo prasowe. Sprawa jest publiczna i chcemy usłyszeć wyjaśnienia. Kościół deklarował, że nie będzie żadnej eksmisji z udziałem komornika – mówił Piotr Żytnicki.

Komornik nie chciał odpowiadać na pytania dziennikarza i poprosił o kontakt z rzecznikiem Rady Komorniczej.

Następnie na terenie posesji rozpoczęły się rozmowy z przedstawicielką spółki Komandoria. Kobieta nie zgodziła się na publikowanie jej wizerunku w mediach. W trakcie rozmowy dziennikarz przypomniał jej, że wcześniej odpowiadała na wiadomości kierowane do spółki w sprawie sytuacji mieszkańców.

Pojawiły się również pytania dotyczące samego postępowania. Mieszkańcy zarzucali komornikowi, że wcześniej miał zbierać informacje na temat osób mieszkających na Osiedlu Maltańskim.

– Stał Pan pod czyimś domem i zadawał pytania. Może pan odpowiedzieć na pytanie, jakie pytania pan zadał oraz dlaczego po cichu zadaje pan różne pytania? – pytał Marek Bartoszewski, mieszkaniec osiedla.

– Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie – odpowiedział Paweł Śliwiński.

Według mieszkańców komornik miał pojawić się na osiedlu również dzień przed planowaną eksmisją. Pan Krzysztof zwrócił się do niego w tej sprawie.

– Nie było mnie w domu, a Pan skakał przez płot. Dlaczego? – pytał pan Krzysztof.

Na to pytanie komornik również nie odpowiedział.

Sposób prowadzenia całej sytuacji wywołał także emocje wśród osób obecnych na miejscu. Piotr Żytnicki po rozmowie z komornikiem przekazał:

– Czuję się oszukany przez mec. Masiotę – mówił dziennikarz „Gazety Wyborczej”.

Spór o odpowiedzialność za eksmisję

W trakcie rozmów pojawiła się również kwestia tego, kto formalnie jest wnioskodawcą eksmisji. Przedstawicielka spółki Komandoria miała wskazać JHM Development. Mieszkańcy zakwestionowali tę informację, wskazując na dokumenty, z których – według nich – wynika, że postępowanie zostało wszczęte na wniosek Archidiecezji Poznańskiej.

Interwencja policji przed wejściem do posesji, fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor

W dalszej części wydarzeń doszło do kolejnej próby przeprowadzenia czynności. Według relacji mieszkańców komornik dostał się na posesję pod pretekstem prowadzonych rozmów z policją.

Bronisława Waszkiewicz ostrzegała wcześniej zgromadzonych mieszkańców, że sytuacja może zakończyć się siłowym wejściem na teren nieruchomości.

– Mówiłam Wam, że wykorzystają tę sytuację. Nie słuchaliście – mówiła Bronisława Waszkiewicz, prezes Stowarzyszenia „Maltańskie Nasz Dom”.

Po tych słowach posesję otoczył kordon policji. Na miejscu pojawili się również funkcjonariusze w hełmach oraz ekipa odpowiedzialna za wyprowadzkę rzeczy.

Doszło do przepychanek. Według relacji mieszkańców członkowie ekipy wyprowadzkowej uderzyli Marka Bartoszewskiego, a następnie skierowali się w stronę drzwi domu. Pan Krzysztof zamknął się w środku, natomiast Bronisława Waszkiewicz próbowała nie dopuścić komornika do przeprowadzenia dalszych czynności.

– Tak się zachowuje Kościół w tym kraju, archidiecezja wyrzuca ludzi na bruk. Policja w kaskach przyjechała, żeby nas tłamsić – mówił Marek Bartoszewski.

Po tych słowach mieszkańcy zaczęli wspólnie skandować „Kościelni czyściciele” oraz „Policja broni bogatych przed biednymi!”.

W pewnym momencie funkcjonariusze zaczęli siłowo usuwać Bronisławę Waszkiewicz z terenu posesji. Kobieta była szarpana i wynoszona przez policję. Na miejsce wezwano karetkę, która następnie zabrała ją do szpitala.

Po usunięciu prezes stowarzyszenia ekipa wyprowadzkowa przystąpiła do opróżniania domu. Drzwi nieruchomości zostały wyważone przy użyciu łomu. Pracownicy zaczęli wynosić rzeczy znajdujące się w środku i przenosić je do podstawionego busa.

W ten sposób rozpoczęła się pierwsza siłowa eksmisja mieszkańca Osiedla Maltańskiego.o.

Pan Krzysztof trafi do hostelu

Rzeczy pana Krzysztofa zostaną przewiezione do hotelu robotniczego, w którym mężczyzna będzie mógł zamieszkać przez najbliższy miesiąc. Koszt zakwaterowania ma zostać pokryty.

– Przez informacje przekazane przez pana komornika teraz wszystkie te rzeczy, które zostały wywiezione, należące do pana Krzysztofa, zostaną umieszczone w jakimś hotelu robotniczym, który jest opłacony na miesiąc. No i to jest miejsce, do którego pan Krzysztof się wprowadzi dzisiaj na miesiąc – mówi adw. Marcin Czachor, pełnomocnik mieszkańców Osiedla Maltańskiego

Adw. Marcin Czachor w rozmowie z dziennikarzami, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor

Problem pojawia się jednak w momencie, gdy opłacony pobyt się zakończy. Pan Krzysztof nie pracuje, a jego jedynym dochodem są świadczenia wynoszące około tysiąca złotych miesięcznie. Przy takich dochodach znalezienie i późniejsze utrzymanie własnego mieszkania może być dla niego bardzo trudne.

Jak przekazał pełnomocnik mieszkańców, wcześniej prowadzone były rozmowy z przedstawicielem wierzyciela dotyczące dalszego zakwaterowania mężczyzny. Pojawiła się nawet propozycja, aby hotel został opłacony przez rok. Nie udało się jednak doprowadzić do przesunięcia terminu eksmisji.

– Natomiast propozycja była taka, że oni opłacą ten hotel robotniczy na 12 miesięcy. Natomiast nie chcieli zrezygnować z tego, że pan Krzysztof ma się wyprowadzić dzisiaj. Ja prosiłem o dodatkowy tydzień, na to się nie zgodzili – powiedział.

Ostatecznie pan Krzysztof musiał opuścić swój dom. Jego rzeczy zostały wywiezione, a mężczyzna trafił do zapewnionego mu zakwaterowania. Na razie wiadomo, że będzie mógł przebywać tam przez miesiąc. Później będzie musiał znaleźć rozwiązanie, które pozwoli mu zabezpieczyć miejsce do życia.

Pan Krzysztof o swojej sytuacji

Sam eksmitowany inaczej przedstawia rozmowy dotyczące możliwego rozwiązania jego sytuacji. Jak mówi, nie oczekiwał dużego mieszkania ani wysokiej kwoty. Potrzebował przede wszystkim miejsca, w którym mógłby zamieszkać i którego utrzymanie byłoby możliwe przy jego dochodach.

– Mogliśmy się jakoś dogadać, no nie wiem, mieszkanie. Mi by wystarczyło pokój, kuchnia, łazienka, a chcieli mi zaproponować 12 tys. Co ja mam z tym zrobić? Mamy wynająć mieszkanie i umowę przedstawić, że ja wynajmuję, jak ja nie mam pieniędzy, z opieki pobieram tysiąc złotych – mówi Krzysztof Obst, eksmitowany.

Mężczyzna podkreśla, że nie pracuje i nie ma środków, które pozwoliłyby mu samodzielnie wynająć mieszkanie. Dlatego sama propozycja pieniędzy, bez zapewnienia stałego miejsca do życia, nie rozwiązywała jego problemu.

– Dla mnie to jest wyrok, bo co ja mam zrobić, nie pracując nigdzie – podkreśla

Po eksmisji mężczyzna może liczyć na pomoc sąsiadów. Mieszkańcy osiedla zapowiadają, że będą starali się wesprzeć go w najbliższym czasie. Taka pomoc nie będzie jednak trwała w nieskończoność.

– Czuję się jak zbity pies, wszystko ładnie, pięknie gadają, ale co ja mam zrobić – dodaje.

Pan Krzysztof nie kryje emocji po opuszczeniu domu, w którym mieszkał od lat.

Kuria przedstawia swoją wersję rozmów

W sprawie pojawiło się również stanowisko kurii, która przedstawia inną wersję rozmów prowadzonych z panem Krzysztofem. Według jej przedstawiciela mieszkańcom objętym postępowaniami eksmisyjnymi miała być oferowana pomoc, również w postaci lokalu i wsparcia finansowego.

Adw. Jacek Masiota w rozmowie z dziennikarzami, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor

– Oferujemy każdej rodzinie pomoc. I w przypadku tej eksmisji taka sytuacja również miała miejsce. Zarówno przed postępowaniem sądowym, jak i w trakcie postępowania, jak i po postępowaniu sądowym proponowaliśmy pomoc osobie eksmitowanej – mówi Radiu Meteor adw. Jacek Masiota, pełnomocnik kurii

W przypadku pana Krzysztofa miało dojść nawet do konkretnych ustaleń dotyczących jego dalszej sytuacji mieszkaniowej. Według przedstawiciela kurii mężczyzna miał otrzymać mieszkanie oraz dodatkowe wsparcie finansowe. Ostatecznie jednak miał wycofać się z zawartego porozumienia.

– Nawet, co jest dość istotne, doszło do porozumienia. Natomiast, nie wiem, jakichś czynników osób trzecich, z tego porozumienia się osoba eksmitowana wycofała. Pomimo tego, że miała obiecane mieszkanie, pieniądze, etc. – dodaje.

Według tej wersji rozmowy dotyczące pomocy były prowadzone na różnych etapach sprawy, a propozycja miała obejmować nie tylko tymczasowe zakwaterowanie, ale również mieszkanie i wsparcie finansowe. Później pan Krzysztof miał nie chcieć już kontynuować rozmów dotyczących rozwiązania swojej sytuacji.

Interwencja podczas eksmisji

Podczas działań na osiedlu pojawiły się osoby, które próbowały utrudnić przeprowadzenie eksmisji. Doszło do interwencji policji.

Policjanci zabrali prezes Stowarzyszenia „Maltańskie Nasz Dom”, fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor

– Przecież to jest uniemożliwianie wyroku sądu. Przecież to jest przestępstwo. Przecież nie mogą tego robić – mówi o protestujących mieszkańcach Masiota.

Pełnomocnik zwraca uwagę, że dzisiejsze wydarzenia są jednym z elementów większego procesu dotyczącego przyszłości Osiedla Maltańskiego.

122 rodziny już się wyprowadziły

Według danych przedstawionych przez kurię na terenie osiedla znajduje się 286 parceli. Do tej pory swoje domy miały opuścić 122 rodziny. Z częścią mieszkańców zawarto również porozumienia dotyczące wyprowadzki.

– Zakładam, że nie, bo to są incydentalne sytuacje. Proszę pamiętać o liczbach. Mówimy o 286 parcelach. Mówimy o tym, że udało nam się wyprowadzić 122 rodziny. Zawrzeć znacząco więcej porozumień z mieszkańcami i ta sytuacja na osiedlu wygląda bardzo dobrze – mówi pełnomocnik kurii

Nie oznacza to jednak końca postępowań. Kolejne eksmisje mają być jeszcze przeprowadzane. Według pełnomocnika kurii takich przypadków może być kilkanaście.

– Ale są sytuacje takie jak ta dzisiejsza, gdzie po prostu nie ma chęci nawet rozmowy – dodaje.

Kolejna eksmisja już 26 sierpnia

Następny termin eksmisji wyznaczono na 26 sierpnia. Tym razem sprawa dotyczy matki z dzieckiem.

W tym przypadku mieszkańcy złożyli sprzeciw wobec eksmisji. To istotna różnica w porównaniu ze sprawą pana Krzysztofa, gdzie takich działań nie podjęto. Marcin Czachor uważa, że w związku ze złożonym sprzeciwem do eksmisji 26 sierpnia może ostatecznie nie dojść.

Na Osiedlu Maltańskim wciąż pozostają rodziny, które próbują znaleźć rozwiązanie pozwalające im zachować swoje domy. Pełnomocnik mieszkańców wskazuje, że w toku pozostaje kilkadziesiąt spraw eksmisyjnych. Część z nich została zawieszona w związku ze składanymi wnioskami o zasiedzenie.

Protestujący mieszkańcy przed posesją, fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor

Na osiedlu znajduje się około 300 gospodarstw domowych. Mieszkańcy, którzy sprzeciwiają się opuszczeniu swoich domów, nadal deklarują walkę o możliwość pozostania na terenie Osiedla Maltańskiego.

Wideo z dzisiejszego zdarzenia opublikowaliśmy na naszych mediach społecznościowych Instagram, Facebook

WIĘCEJ ZDJĘĆ Z WYDARZENIA

Fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor

Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!