Osiedle Maltańskie bez tajemnic. Konflikt, który podzielił Poznań

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie dji_fly_20260504_130852_555_1777893073408_photo_optimized-1024x576.jpg
Osiedle Maltańskie z lotu ptaka, fot. Stanisław Mazurczak/Radio Meteor

Osiedle Maltańskie od miesięcy pozostaje jednym z najgłośniejszych tematów społecznych w Poznaniu. Spór dotyczący przyszłości terenu przy ul. Warszawskiej 82 obejmuje mieszkańców, kurię, dewelopera, miasto oraz polityków. W tle są wieloletnie umowy dzierżawy, kwestie własności gruntów, postępowania sądowe, plany nowej zabudowy oraz pytania o odpowiedzialność instytucji wobec społeczności mieszkającej tam od pokoleń.

Miejsce, które dzieli 

Na pierwszy rzut oka to tylko fragment Poznania między ulicą Warszawską a Jeziorem Maltańskim. Kilka ulic, domy w różnym stanie, płoty, ogródki, świetlica, codzienne życie. Ale na Osiedlu Maltańskim od dawna nie chodzi już tylko o adres. Chodzi o pamięć, strach, prawo własności, pieniądze. 

Dla jednych to teren wymagający uporządkowania prawnego, urbanistycznego i technicznego. Dla innych dom. Czasem od trzech pokoleń. Czasem jedyne miejsce, z którym wiążą się wspomnienia. 

– To jest mój dom, moja historia i moja tożsamość. Miejsce, o które dbam i które kocham. Wiążą się z nim wszystkie moje wspomnienia. Nie dość, że tracimy domy, to jeszcze poczucie bezpieczeństwa. Zawiodło również zaufanie, a to wszystko dla ogromnych pieniędzy – mówi Patrycja Bartoszewska, której rodzina mieszka na osiedlu od 1949 roku. 

Na Maltańskim konflikt prawny dawno przestał być tylko sprawą dokumentów. Stał się codziennością. Wchodzi do domów, rozmów rodzinnych, dziecięcych pokojów, sąsiedzkich spotkań i świetlicy, która dziś jest czymś więcej niż lokalem. To punkt oporu, miejsce zebrań i symbol wspólnoty, która czuje, że musi walczyć o własne istnienie. 

Od zakonników do współczesnego sporu 

Historia Osiedla Maltańskiego w Poznaniu sięga XIX wieku. Tereny położone pomiędzy dzisiejszą ulicą Warszawską a Jeziorem Maltańskim należały wówczas do Zakonu Joannitów. Po kasacie zakonu przez władze pruskie w 1832 roku nieruchomości przejęła archidiecezja poznańska. Przez kolejne dekady obszar funkcjonował głównie jako teren ogrodów działkowych oraz zaplecze rolnicze dla mieszkańców rozwijającego się miasta. 

Według informacji przedstawianych przez kurię, parafia św. Jana Jerozolimskiego za Murami była właścicielem gruntów przy ul. Warszawskiej 82 co najmniej od 1883 roku. Sama nazwa świątyni nawiązuje do jej położenia poza dawnymi murami Poznania. Jak przekonują mieszkańcy, przez lata Kościół zachęcał ludzi do osiedlania się na tym terenie, co miało budować lokalną wspólnotę wiernych. 

Przełomowym momentem był rok 1931. Proboszcz ks. Karol Mazurkiewicz wydzierżawił teren Związkowi Towarzystw Ogrodów Działkowych. Oficjalnie miały tam powstać działki pracownicze bez prawa stałego zamieszkania. Po II wojnie światowej obszarem zarządzały Pracownicze Ogródki Działkowe „Wolność”, które funkcjonowały do początku lat 90. 

W praktyce jednak już od lat 20. XX wieku zaczęła rozwijać się tam zabudowa mieszkaniowa. Najpierw były to prowizoryczne domki i rozbudowywane altany działkowe. Z czasem pojawiły się budynki jednorodzinne. Według opracowań urbanistycznych oraz publikacji „Kronika Miasta Poznania” rozwój zabudowy następował etapami. Koncepcję włączenia tego obszaru w strukturę miasta opracował m.in. architekt Władysław Czarnecki. 

– W przemysłowo-magazynowej części Komandorii, między ulicami św. Michała i Krańcową, można wyróżnić dwie enklawy mieszkalne: zespół wspomnianych wcześniej domów jednorodzinnych z lat 30. i powojennych oraz zespół bloków mieszkalnych z lat 60. przy ulicach Warszawskiej i Krańcowej. W tym czasie ul. Warszawska była jeszcze mało ruchliwą, dwupasmową ulicą o nawierzchni z kostki bazaltowej obsadzoną drzewami – czytamy w rozdziale „Od Komandorii do Antoninka” autorstwa Gabrieli Klause w „Kronice Miasta Poznania” nr 4/2010. 

Administracyjnie Osiedle Maltańskie zostało uznane za jednostkę pomocniczą w 1994 roku. Od 2010 roku weszło w skład większego obszaru Warszawskie–Pomet–Maltańskie. Dziś obejmuje rejon ulic Warszawskiej, Krańcowej, Grodzińskiej i Termalnej. 

Dokładna liczba mieszkańców pozostaje sporna. Według danych Urzędu Miasta Poznania pod adresem Warszawska 82 w kwietniu 2025 roku zameldowanych było 637 osób. Zarządca osiedla mówi natomiast o około 100 rodzinach, czyli 300–400 mieszkańcach. Sami mieszkańcy twierdzą, że jeszcze kilka lat temu społeczność była znacznie większa. 

– Według deklaracji śmieciowych jest tam niecałe 400 osób. Zatem ten problem dotyczy 30, może 40 rodzin. To są rodziny, które do nas nie przyszły. Są to osoby zdecydowane na walkę z tą sytuacją – mówi Jacek Masiota, pełnomocnik kurii metropolitalnej. 

Deweloper kupił teren za 421 mln zł 

Przez lata sytuacja własnościowa Osiedla Maltańskiego pozostawała nieuregulowana. Mieszkańcy żyli na gruntach należących do Kościoła, często inwestując własne pieniądze w rozbudowę domów, opłacając podatki i podpisując umowy dzierżawy. Przełom nastąpił w styczniu 2026 roku, kiedy teren został sprzedany spółce JHM Development za 421,18 mln zł netto. Transakcja objęła około 12,2 hektara terenu. 

– W związku z faktem, iż na terenie nieruchomości przebywają obecnie osoby trzecie, będziemy prowadzić działania zmierzające do zapewnienia im możliwości przeniesienia we właściwym horyzoncie czasowym – poinformował deweloper w oficjalnym oświadczeniu.  

Kuria Metropolitalna Poznańska nie ujawniła szczegółowo, na co zostaną przeznaczone środki ze sprzedaży. Ograniczyła się do krótkiego komunikatu:  

– Środki uzyskane ze sprzedaży nieruchomości zostaną wykorzystane zgodnie z przepisami prawa kościelnego.  

Jak wynika jednak z dokumentów, do których dotarliśmy, już w 2019 roku w liście kierowanym do Watykanu wskazywano, że pieniądze mają zostać przeznaczone m.in. na sfinansowanie remontu siedziby Wydziału Teologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, rozbudowę archidiecezjalnej Caritas i Liceum Katolickiego, wsparcie parafii Archidiecezji Poznańskiej w utrzymaniu i renowacji kościołów oraz budowę ośrodka pomocy społecznej z domem dla seniorów i osób niesamodzielnych. 

Umowy o dzierżawę gruntu  

Jednym z najbardziej dyskusyjnych wątków są umowy dzierżawy. Mieszkańcy twierdzą, że już od 2002 roku byli nakłaniani do podpisywania umów dzierżawy, które dziś stały się jednym z głównych argumentów wykorzystywanych przeciwko nim w sporach sądowych. 

Bronisława Waszkiewicz przed Osiedlową świetlicą, fot. Hanna Adamczyk/Radio Meteor

– Straszyli nas sądami i eksmisjami. Mówiono nawet, że nie będziemy pochowani w ziemi święconej – relacjonuje Bronisława Waszkiewicz, prezes stowarzyszenia „Maltańskie Nasz Dom”, które powstało w 2024 roku. Organizacja prowadzi zbiórki, protesty oraz działania medialne. 

Jak podkreśla Pani prezes, sama przez lata odmawiała podpisania umowy dzierżawy. 

– Przez 20 lat próbowano mnie zastraszyć. Ostatecznie 12 lutego 2024 roku otrzymałam pozew eksmisyjny. Nie poddałam się. Złożyłam sprawę o zasiedzenie i postępowanie wkrótce się rozpocznie – mówi. 

Pierwszy termin rozprawy wyznaczono na 6 maja, jednak został odwołany. Na razie sąd nie podał nowej daty. Równolegle toczą się kolejne postępowania dotyczące zasiedzenia, eksmisji oraz wykupu gruntów. 

Część mieszkańców przypomina, że przez lata płaciła podatki od nieruchomości. W ich odczuciu byli traktowani przez miasto jak mieszkańcy, gdy trzeba było pobierać należności, lecz niekoniecznie, gdy pojawił się spór o bezpieczeństwo i przyszłość. 

– Przez 50 lat płaciliśmy podatki. Do 2006 roku były one regularnie pobierane. W 2002 roku podpisałam również umowę dzierżawną z Kościołem i byłam przekonana, że daje mi ona jakąś formę zabezpieczenia. Myślałam, że jeśli pojawią się problemy, pomoże mi miasto albo parafia – mówi Patrycja Bartoszewska. 

Zupełnie inaczej sprawę przedstawia pełnomocnik kurii. Jacek Masiota podkreśla, że mieszkańcy od początku wiedzieli, iż nie są właścicielami gruntów. 

– Mieszkańcy Osiedla Maltańskiego, m.in. państwo Bartoszewscy, którzy od trzech pokoleń mieszkają na tych terenach, posiadali umowy dzierżawy albo umowy dotyczące ogródków działkowych i zawsze wiedzieli, że nie są właścicielami nieruchomości. Mimo to mogli z niej korzystać za około 50 zł miesięcznie. To w żadnym zakresie nie była cena rynkowa. Przez kilkadziesiąt lat korzystali z dobrodziejstwa Kościoła – przekonuje. 

To dwie zupełnie różne wizje tego samego miejsca. W jednej widzimy ludzi, którzy latami budują domy w poczuciu, że ktoś im pozwala. W drugiej mieszkańcy przez dekady korzystają z cudzej własności, wiedząc, że nie mają do niej praw. 

Prawo kontra los ludzki  

Mimo kolejnych wyprowadzek część mieszkańców nadal zapowiada walkę o pozostanie na osiedlu. W sądach wciąż toczą się sprawy dotyczące zasiedzenia, eksmisji oraz wykupu gruntów. Według mieszkańców na terenie osiedla nadal mieszka około 200 rodzin. Kuria twierdzi natomiast, że problem dotyczy już jedynie 30–40 rodzin, które nie chcą skorzystać z proponowanej pomocy mieszkaniowej. Dr hab. Sławomir Palicki z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu wyjaśnia, że w przypadku zasiedzenia kluczowe znaczenie ma dobra lub zła wiara. 

– Można uznać czyjeś prawo do własności w przypadku zasiedzenia w dobrej wierze po 20 latach, natomiast w złej wierze po 30 latach. Dobra wiara oznacza przekonanie, że korzysta się z nieruchomości zgodnie z prawem. Zła wiara występuje wtedy, gdy dana osoba wie, że formalnie nie ma prawa własności, a mimo to korzysta z nieruchomości – tłumaczy ekspert. 

Jak dodaje, sądy analizują również, czy mieszkańcy zachowywali się jak posiadacze samoistni. 

– Istotne jest to, czy dana osoba zachowywała się jak właściciel: dbała o nieruchomość, inwestowała w nią, opłacała podatki czy ponosiła koszty utrzymania – mówi Palicki. 

Ekspert nie sprowadza jednak sprawy wyłącznie do paragrafów. 

– W tej sytuacji zalecałbym kompromis, czyli rozsądne rozważenie praw, ale też po prostu humanitarne podejście do losów ludzkich. Warto zwrócić uwagę, że mamy na szali z jednej strony interes zgodny z prawami rynku, zgodny z literą prawa, dewelopera, natomiast z drugiej strony mamy mnóstwo poturbowanych osób – ocenia. 

To właśnie ten rozdźwięk sprawia, że sprawa Maltańskiego tak silnie porusza emocje. Prawo własności jest jasną kategorią. Ale dom, w którym mieszkały trzy pokolenia, już nie mieści się łatwo w tabeli, akcie notarialnym czy planie inwestycyjnym. 

Niepewna codzienność mieszkańców 

Centrum życia społecznego osiedla pozostaje świetlica. To tam mieszkańcy spotykają się, rozmawiają, planują działania, przygotowują transparenty. Wokół niej skupia się wspólnota, która czuje, że znalazła się pod presją. 

– To jest nasz dom. Mamy tu rodzinę, wszystko budowaliśmy pod siebie. Nie mam zamiaru się stąd wyprowadzać – mówi Marek Bartoszewski. 

Mieszkańcy twierdzą jednak, że największe napięcie pojawiło się pod koniec 2024 roku, kiedy na teren osiedla zaczęły wjeżdżać koparki, a w okolicy pojawili się przedstawiciele firm wyburzeniowych. W relacjach mieszkańców regularnie powraca poczucie strachu i niepewności związanej z przyszłością. 

– W grudniu 2024 roku koparki wjechały na osiedle. Mieszkańcy porównywali to do kolędy. Księża to koparki, a ministranci to przedstawiciele firm wyburzeniowych – relacjonuje jedna z mieszkanek. 

Według mieszkańców atmosfera na osiedlu z miesiąca na miesiąc stawała się coraz bardziej napięta. Niektórzy mówią o presji psychicznej i obawie przed utratą dorobku całego życia. 

– Panowie z firmy wyburzeniowej powiedzieli jednej z mieszkanek, że nie zniszczyli jej domu tylko dlatego, że paliło się światło. To zmroziło wszystkich mieszkańców – relacjonuje Patrycja Bartoszewska. 

Na płotach pojawiły się tabliczki „Teren prywatny. Wstęp wzbroniony”. Dla mieszkańców to nie tylko komunikat prawny. To reakcja na lęk. Na poczucie, że ich przestrzeń przestała być bezpieczna. 

Tabliczka „Teren prywatny” na Osiedlu Maltańskim, fot. Hanna Adamczyk/Radio Meteor

Konflikt dotyka także dzieci.

– To jest trudne. Nie zabieramy córki na demonstracje, staramy się zapewnić jej bezpieczną przestrzeń mimo obecności koparek. Zrobiliśmy gruntowny remont jej pokoju, żeby nadal mogła być po prostu dzieckiem – mówi Patrycja Bartoszewska. 

Rodzice podkreślają, że próbują oddzielać codzienne życie rodzinne od konfliktu wokół osiedla, choć, jak przyznają z każdym miesiącem staje się to coraz trudniejsze. 

– Ona (dop. red. córka) nie może znieść, kiedy proboszcz przychodzi do jej szkoły – relacjonuje Bartoszewska. 

W takich zdaniach najlepiej widać, że ten konflikt dawno wyszedł poza kwestie własnościowe. Wszedł w psychikę, relacje rodzinne i poczucie bezpieczeństwa. 

Zdegradowane osiedle 

Kuria podkreśla, że obecny stan osiedla nie może być dłużej utrzymywany. Wskazują na nielegalny charakter części zabudowy, problemy z instalacjami oraz zły stan techniczny wielu budynków. 

– Sytuacja dotycząca instalacji wodnych i elektrycznych jest patologiczna w czystej postaci – mówi Masiota. 

Hasła pojawiające się na płotach osiedla nawiązywały do planów nowej, wysokiej zabudowy mieszkaniowej, która ma powstać na tym terenie. Podczas naszej wizyty można było zobaczyć zarówno zadbane domy, jak i budynki znajdujące się w bardzo złym stanie technicznym. 

Banery wywieszone przez mieszkańców, fot. Hanna Adamczyk/Radio Meteor

W ostatnich latach na osiedlu wielokrotnie interweniowały służby. W krótkim czasie spłonęło tam siedem samochodów. Policja zatrzymała w tej sprawie 28-letniego mężczyznę. 

– Podejrzany usłyszał zarzut uszkodzenia mienia poprzez podpalenie samochodów oraz kradzieży pojazdu. Grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności – informuje sierż. Michał Wiśniowski z Komenda Miejska Policji w Poznaniu. 

Poprosiliśmy również Straż Pożarną o przygotowanie statystyk dotyczących interwencji na terenie osiedla. W 2022 roku odnotowano tam 67 interwencji, w 2023 roku – 62, w 2024 roku – 70, a w 2025 roku – 69. Od początku 2026 roku straż pożarna interweniowała tam już 25 razy. 

Strażacy podkreślają jednak, że nie wszystkie zgłoszenia dotyczyły pożarów. Część interwencji związana była z alarmami technicznymi lub zdarzeniami drogowymi. 

– Najwięcej alarmów fałszywych dotyczyło zgłoszeń monitoringu pożarowego dla jednego z obiektów – informuje asp. Martin Halasz z Komenda Wojewódzka Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu. 

Natomiast jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń ostatnich miesięcy pozostaje historia mieszkanki, której dom został uszkodzony po wybuchu butli gazowej. Według relacji mieszkańców budynek miał zostać zabezpieczony zgodnie z decyzją nadzoru budowlanego, jednak ostatecznie został wyburzony. 

Ruina po wybuchu butli z gazem, fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor

– Córka chciała zabrać pamiątki i potrzebne rzeczy, jednak zarządca nie pozwolił jej wejść do domu – relacjonują mieszkańcy. 

Cała sytuacja wywołała ogromne emocje wśród sąsiadów i stała się kolejnym symbolem narastającego konfliktu wokół osiedla. 

Zdegradowana kanalizacja

Osobny temat to system odprowadzania wody. Mieszkańcy od lat wskazują na brak pełnej kanalizacji sanitarnej. 

– Mamy szamba. Były kontrole i nie wykazały większych uchybień – mówi Marek Bartoszewski. 

Według mieszkańców w przeszłości podejmowano próby rozwiązania problemu, jednak inwestycja miała utknąć na etapie formalności związanych z własnością gruntów. 

– Aquanet żądał, żeby ksiądz podpisał zgodę na budowę kanalizacji – dodaje Bronisława Waszkiewicz. 

Poprosiliśmy o sprawdzenie czy taki wniosek został skierowany do Aquanetu. 

– Nie dysponujemy wnioskiem mieszkańców Osiedla Maltańskiego dotyczącym budowy sieci kanalizacji sanitarnej – przekazał Przemysław Ciupka. 

Do sprawy odniósł się również pełnomocnik kurii mec. Jacek Masiota. Jak zapewnia, gdyby temat został oficjalnie zgłoszony, kuria musiałaby podjąć działania. 

– Jeżeli mielibyśmy taką sytuację, od razu byśmy się nią zajęli – przekazał. 

Te rozbieżności dobrze pokazują mechanizm całego konfliktu. Każda strona ma swoje dokumenty, wspomnienia i poczucie racji.  

Miasto: pomoc jest. Mieszkańcy: to za mało  

Miasto Poznań podkreśla, że prowadzi programy wsparcia mieszkaniowego dla osób z Osiedla Maltańskiego. Według urzędu od 2021 roku złożono ponad 200 wniosków o lokale komunalne i socjalne, a około 75 gospodarstw domowych zostało objętych różnymi formami pomocy. 

– Przedstawiciele Osiedla Maltańskiego są obecni na każdym posiedzeniu Komisji Polityki Mieszkaniowej Rady Miasta Poznania – wskazuje Dobrosława Janas z UMP. 

Miasto przypomina o programach takich jak „POZnań i zamieszkaj”, „Mieszkanie dla Seniora” czy „Lokale do remontu”. Jak twierdzą mieszkańcy, kuria nie przedstawia żadnego programu pomocowego, tylko chce ich „wysiedlić”. Te zarzuty odpiera pełnomocnik kurii, który uważa, że miasto realizuje swoje obowiązki wynikające z przepisów prawa, a działania pomocowe prowadzone są równolegle przez kilka instytucji. 

Trzy ścieżki pomocy

Kuria wskazuje, że funkcjonują trzy ścieżki wsparcia dla mieszkańców, uzależnione od ich sytuacji materialnej i prawnej. Jak przekazuje mec. Masiota, pomocą miało zostać objętych około 120 rodzin. 

Pierwsza ścieżka dotyczy osób spełniających kryteria lokali komunalnych. W takich przypadkach miasto przyznaje mieszkania, a kuria, jak twierdzi pełnomocnik, wspiera cały proces finansowo i organizacyjnie, m.in. poprzez remonty lokali, pomoc w przeprowadzce czy rozliczenia. 

Druga ścieżka obejmuje osoby o wyższych dochodach, które nie kwalifikują się do lokali komunalnych, ale mogą ubiegać się o mieszkania TBS lub inne formy najmu miejskiego. 

Trzecia ścieżka dotyczy porozumień z ZKZL, w ramach których przekazywane są pustostany remontowane następnie pod potrzeby konkretnych rodzin. Koszt takich remontów, według kurii wynosi od 80 do 120 tys. zł za lokal. 

– Problem Osiedla Maltańskiego jest załatwiony w 80 procentach – ocenia Jacek Masiota. 

Jak ustaliliśmy, strona kościelna planuje w ciągu najbliższych dwóch lat zakończyć proces „porządkowania” sytuacji mieszkaniowej na terenie Osiedla Maltańskiego. 

Rodziny z propozycjami mieszkań

Dodaje również, że część rodzin otrzymała już konkretne propozycje mieszkań, a proces wsparcia obejmuje nie tylko przydział lokali, ale także ich remonty i pomoc w przeprowadzce. 

– Załatwiliśmy tam aż dwa mieszkania, ponieważ mieszkała tam matka z córką i dziećmi, czyli trzy pokolenia. Zażyczyli sobie dwóch lokali i tak też zostały przydzielone z listy prezydenckiej. Później zostaliśmy zaatakowani przez Partię Razem, że starsza seniorka nie może wychodzić z mieszkania, bo zachorowała. Nie zauważono jednak, że wcześniej wykonaliśmy podjazd, gdy była jeszcze zdrowa. A mimo to jesteśmy krytykowani – mówi Masiota. 

Podkreśla stan domów na Osiedlu. 

– Te budy, w których mieszkają mieszkańcy, są w strasznym stanie – mówi. 

Dom na Osiedlu Maltański, fot. Hanna Adamczyk

Mieszkańcy i wspierający ich aktywiści patrzą na to inaczej. Ich zdaniem pomoc mieszkaniowa nie rozwiązuje najważniejszego problemu: utraty domów, sąsiedzkiej wspólnoty i miejsca, z którym są związani od pokoleń. 

– Mamy ponosić konsekwencje za naszych przodków, którzy się tutaj osiedlali? – pyta Patrycja Bartoszewska. 

Chcą komunalizacji terenu

Wśród mieszkańców pojawia się postulat komunalizacji terenu. Zwolennicy tego rozwiązania wskazują, że podobne przypadki miały już miejsce w Poznaniu. Jako przykład podają osiedle przy ul. Księdza Skorupki na Górczynie, gdzie, jak twierdzą miasto przejęło i skomunalizowało grunt o zbliżonym charakterze własnościowym. 

– Ten teren należał do Kościoła, a został skomunalizowany. To osiedle również zostało utworzone przez księdza proboszcza mniej więcej w tym samym czasie co Osiedle Maltańskie – mówi Anna Pieciul z Partia Razem. 

Zdaniem zwolenników komunalizacji mogłoby to pozwolić na uregulowanie sytuacji prawnej mieszkańców i zapewnienie im stabilności mieszkaniowej bez konieczności opuszczania domów, z którymi związani są od pokoleń. Natomiast odmienne zdanie ma Prezydent Poznania 

– My nie możemy teraz przeznaczyć 420 milionów złotych, żeby darować tym, którzy mają swoje samowole budowlane – komentuje Jacek Jaśkowiak, Prezydent Poznania  

Prezydent przywołał rozmowę z obecnym wiceministrem Rozwoju i Technologi, Tomaszem Lewandowskim, który zgadza się, że utrzymywanie tego terenu nie leży ani w interesie Miasta ani Kościoła. 

Ekspert Sławomir Palicki uważa, że miasto nadal może odegrać ważną rolę.

– Piłka leży dziś przede wszystkim po stronie Miasta, w sensie proceduralnym i prawnym. Mieszkańcy mają prawo poczuć się zaopiekowani, a miasto w granicach swoich możliwości i zgodnie z prawem powinno oddziaływać na tego typu trudne sytuacje i pomagać w rozwiązywaniu konfliktu – ocenia. 

Polityka wchodzi na osiedle  

Wraz z narastającym konfliktem wokół Osiedla Maltańskiego sprawa stała się jednym z najgłośniejszych tematów społecznych w Poznaniu. W działania mieszkańców zaangażowali się politycy – Adrian Zandberg, Magdalena Biejat oraz Marcelina Zawisza związani z Partia Razem, a także aktywiści miejscy i środowiska lokatorskie. 

Ze stowarzyszeniem „Maltańskie Nasz Dom” współpracują również osoby związane z Rozbratem oraz Wielkopolskim Stowarzyszeniem Lokatorów. Jak podkreślają mieszkańcy, do działań może dołączyć każdy, kto chce wesprzeć społeczność osiedla. 

Największy rozgłos wywołały jednak dwie kontrole poselskie przeprowadzone przez Marcelinę Zawiszę w Urzędzie Miasta Poznania. Pierwsza odbyła się 6 marca 2026 roku. Posłance towarzyszyli mieszkańcy osiedla, którzy chcieli spotkać się z prezydentem Poznania Jackiem Jaśkowiakiem. Atmosfera od początku była napięta. 

– W tym momencie, jeżeli pani chce się ze mną spotkać, to proponowałbym, żebyśmy tego typu spotkania wcześniej ustalali – mówił Jaśkowiak podczas kontroli, kiedy posłanka wtargnęła z mieszkańcami do jego gabinetu. 

Dotarliśmy do treści interwencji, z której wynika, że kontrola dotyczyła nie tylko sytuacji mieszkańców, ale również relacji pomiędzy Miastem a Kościołem. W interwencji poselskiej, do której dotarliśmy, Marcelina Zawisza domagała się m.in. przekazania umów zawieranych pomiędzy Poznaniem a Archidiecezja Poznańska, informacji dotyczących sprzedaży i przekazywania gruntów kościelnych od 1939 roku, dokumentów związanych z podatkami pobieranymi od mieszkańców Osiedla Maltańskiego, a także korespondencji miasta z kurią, spółką Komandoria oraz kancelarią Masiota i Wspólnicy. 

Posłanka pytała również o powody odmowy powołania pełnomocnika ds. mieszkańców osiedla oraz o podstawy prawne pobierania przez dekady podatków od nieruchomości przy ul. Warszawskiej 82. 

W interwencji pojawiły się także mocne oskarżenia wobec Kościoła i dewelopera. 

– Wielki biznes i Kościół Katolicki za nic mają zasady współżycia społecznego i dążą do bezprawnego pozbawienia mieszkańców osiedla domów – napisano w dokumencie skierowanym do prezydenta miasta. 

Kolejna kontrola, kolejne problemy 

Do drugiej kontroli poselskiej doszło 7 kwietnia 2026 roku. Tym razem odbyła się już formalna rozmowa Marceliny Zawiszy z prezydentem Poznania Jackiem Jaśkowiakiem. Jeszcze przed wejściem do gabinetu posłanka zorganizowała briefing prasowy i spotkała się z mieszkańcami wspierającymi protest. 

– Dlaczego mieszkańcy Osiedla Maltańskiego, którzy są mieszkańcami Poznania, płacą podatki i mają tutaj całe swoje życie, nie mogą liczyć nawet na spotkanie z panem prezydentem? Nie mówiąc już o tym, że prezydent nie chce stanąć po ich stronie w sporze, który może doprowadzić do utraty ich domów? – pytała Zawisza. 

Przed spotkaniem posłanka deklarowała, że nadal liczy na rozpoczęcie dialogu pomiędzy władzami miasta, mieszkańcami oraz kurią. 

– Chcemy rozmowy. Jeśli ktoś ma w nazwie swojej partii słowo „obywatelska”, to minimum powinno być spotkanie z mieszkańcami – mówiła. 

Razem z apelem o dialog

Politycy Partii Razem oraz mieszkańcy podkreślali, że konflikt narastał przez lata właśnie z powodu braku rozmów między miastem, kurią i społecznością osiedla. 

– Gdyby prezydent spotkał się z nami dwa lata temu, nie byłoby nas tutaj. Gdyby spotkał się rok temu, również by nas tu nie było. A gdyby dziś przyjął mieszkańców, o co prosiłam, także nie doszłoby do tego protestu – dodawała Zawisza. 

Na samo spotkanie nie wpuszczono jednak mieszkańców ani asystentki posłanki. Według relacji parlamentarzystki prezydentowi towarzyszyli przedstawiciele magistratu, w tym dyrektorka Biura Spraw Lokalowych Dobrosława Janas, rzeczniczka prezydenta Joanna Żabierek oraz Patryk Pawełczak, szef gabinetu prezydenta. 

Protest przed magistratem, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor

Po zakończeniu rozmów Zawisza poinformowała, że miasto planuje organizację spotkania z mieszkańcami osiedla Warszawskiego, co jej zdaniem nie odpowiada na postulaty mieszkańców Osiedla Maltańskiego. 

– Pan prezydent nie spotka się z mieszkańcami Osiedla Maltańskiego, ale spotka się z mieszkańcami osiedla Warszawskiego. Żądamy osobnego spotkania z mieszkańcami Osiedla Maltańskiego – mówiła. 

Spotkanie z mieszkańcami

Jak się później okazało, prezydent spotkał się z mieszkańcami osiedla Warszawskie – Pomet – Maltańskie 21 maja. W programie przewidziano również indywidualne rozmowy z Jackiem Jaśkowiakiem.

Posłanka oskarżała również władze miasta o brak realnej mediacji pomiędzy mieszkańcami a kurią. Według uczestników protestów samorząd powinien aktywniej angażować się w rozwiązanie konfliktu. 

– To nie jest prezydent deweloperów. To nie jest prezydent Kościoła. To jest prezydent miasta Poznania – podkreślała podczas konferencji prasowej. 

Jeszcze ostrzej wypowiadała się po spotkaniu, zarzucając władzom miasta unikanie bezpośredniej rozmowy z protestującymi. 

– Prezydent miasta tchórzliwie ucieka przed mieszkańcami i nie chce z nimi rozmawiać – komentowała. 

Sprawa coraz bardziej polityczna

Sprawa szybko zaczęła nabierać politycznego charakteru. Pojawiały się także porównania do czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy zdaniem uczestników protestu, kontrole poselskie nie były utrudniane w podobny sposób. 

– Robiłam wiele interwencji za rządów Prawa i Sprawiedliwości i jeszcze nigdy nikt nie złożył zawiadomienia do prokuratury w takiej sprawie – mówiła Zawisza. 

Według relacji posłanki podczas rozmowy pojawiła się propozycja, aby prezydent Poznania został mediatorem w sporze. Zawisza twierdzi jednak, że Jaśkowiak miał stwierdzić, iż miasto nie musi angażować się w konflikt. 

– Prezydent pomaga tylko dużym graczom, tym, którzy mają pieniądze – podsumowuje Patrycja Bartoszewska. 

W trakcie kolejnych konferencji prasowych politycy Partii Razem oraz mieszkańcy coraz częściej podkreślali, że sprawa Osiedla Maltańskiego wykracza poza lokalny spór dotyczący gruntów. 

– Żadna władza nie powinna oddawać ludzi jako „wkładki mięsnej” w sytuacji, gdy mieszkali oni w dobrej wierze, przekonani, że teren należy już do miasta Poznania. Nie można traktować ludzi w ten sposób – mówiła Marcelina Zawisza. 

O komentarz do tych słów poprosiliśmy pełnomocnika kurii, mec. Jacka Masiotę. Prawnik odpierał zarzuty polityków Razem i przekonywał, że wokół sprawy pojawia się coraz więcej politycznych emocji. 

– To jest czysta polityka, zero faktów. Zarówno działania miasta, jak i kurii są wzorcowe. Liczba mieszkań, które uzyskali mieszkańcy, jest absolutnie ponadprzeciętna. Gdyby nie chodziło o Kościół, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej – odpowiadał mec. Jacek Masiota. 

Sam Jacek Jaśkowiak w rozmowie z Radiem Poznań krytycznie odniósł się do działań posłanki Razem. W ostrych słowach zarzucał politykom próbę budowania medialnego rozgłosu wokół konfliktu. 

– Kierują się takimi motywacjami, żeby tylko przyciągnąć uwagę mediów, bo już mają, nie wiem, trzy procent? – komentował prezydent Poznania. 

Po tej wypowiedzi Zawisza ponownie podkreślała, że miasto powinno aktywnie uczestniczyć w rozmowach z mieszkańcami. 

– Pan prezydent powinien być tutaj mediatorem, a nie umywać ręce i mówić, że to nie jego problem – odpowiadała. 

Posłanka odniosła się również do kontrowersji związanych z samą interwencją w urzędzie oraz niewpuszczeniem mieszkańców do budynku. 

– Uważam, że nasze działania były zgodne z prawem, ponieważ na żadnym etapie nie powiedziano nam, że mieszkańcy nie mogą wejść – dodawała. 

Komisji Etyki Poselskiej oddaliła później wniosek o ukaranie posłanki za interwencję w magistracie. 

Głos zabrał także przewodniczący Rady Miasta Grzegorz Ganowicz, kiedy pojawił się postulat powołania nowej komisji ds. Osiedla Maltańskiego. Jak tłumaczył, Miasto posiada już odpowiednie narzędzia do prowadzenia rozmów dotyczących polityki mieszkaniowej. 

– Komisja Polityki Mieszkaniowej ma takie zadania. Powielanie drugiej komisji byłoby bez sensu – mówił. 

Zapytany o brak bezpośrednich spotkań prezydenta z mieszkańcami odpowiedział, że decyzja należy wyłącznie do Jacka Jaśkowiaka. 

– To decyzja pana prezydenta, czy chce się spotkać z mieszkańcami. Ja, jeśli jest taka potrzeba, spotykam się z reguły z każdym, kto oczekuje takiego spotkania. Nie unikam rozmów – dodawał Ganowicz. 

Mieszkańcy mają również pretensje o to, że o sprzedaży terenu dowiedzieli się dopiero z mediów. Według nich zabrakło wcześniejszego poinformowania społeczności o planowanej transakcji. 

– Dlaczego mieszkańcy mieliby mieć wpływ na sprzedaż nieruchomości? – pyta Jacek Masiota. 

Jak dodaje pełnomocnik kurii, mieszkańcy zostali poinformowani o sprzedaży natychmiast po finalizacji transakcji. 

Sprawa trafiła do CBA 

Po dwóch interwencjach poselskich politycy Partii Razem zorganizowali konferencję prasową pod hasłem: „CBA zajmie się sprawą kontaktów z deweloperami i zaniedbaniem sprawy Osiedla Maltańskiego?”. W centrum wydarzenia znalazł się wniosek skierowany do Centralnego Biura Antykorupcyjnego przez Marcelinę Zawisze.

Marcelina Zawisza podczas briefingu przed poznańskim magistratem, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor

Posłanka przekonywała, że brak odpowiedzi na pytania dotyczące relacji pomiędzy miejskimi jednostkami, kurią oraz deweloperem budzi coraz więcej wątpliwości. Według niej sprawdzenia wymaga nie tylko sama sprzedaż Osiedla Maltańskiego, ale także szersze relacje władz miasta z inwestorami działającymi w Poznaniu. 

– Mam głęboką nadzieję, że kontrolerzy CBA będą mieli większy dostęp do dokumentów niż ten, który według pana prezydenta, powinien zostać udzielony posłance w ramach kontroli poselskiej – mówiła Zawisza. 

Jak podkreślała polityczka Razem, wniosek skierowany do CBA obejmuje przede wszystkim sprawę działki przy ul. Warszawskiej 82, sprzedanej na początku 2026 roku spółce JHM Development za 421 mln zł, ale dotyczy również innych decyzji urbanistycznych podejmowanych w mieście. 

Podczas konferencji głos zabrała także Anna Pieciul, która wskazywała na szereg inwestycji realizowanych w Poznaniu, budzących jej zdaniem kontrowersje wśród mieszkańców. 

– Pod rządami Jacka Jaśkowiaka w Poznaniu po prostu źle się dzieje. Mieszkańcy od lat obserwują decyzje, które często stoją w sprzeczności z ich interesami. Pojawia się pytanie, kto dziś naprawdę rządzi miastem: mieszkańcy czy deweloperzy? – mówiła. 

Wśród przykładów wymieniano m.in. plan zabudowy Ostrowa Tumskiego, inwestycje na terenie dawnej rzeźni oraz budowę hotelu nad Jeziorem Maltańskim. Politycy Razem przekonywali, że sprawy te powinny zostać dokładnie przeanalizowane przez służby państwowe. 

Posłanka zaznaczała również, że jej wniosek ma związek z prowadzonymi już wcześniej działaniami CBA dotyczącymi poznańskich urzędników oraz śledztwami wokół decyzji administracyjnych podejmowanych w mieście. 

Na zarzuty stanowczo odpowiadał pełnomocnik kurii, mec. Jacek Masiota. Prawnik podkreślał, że wszystkie działania prowadzone były zgodnie z obowiązującymi procedurami i nie ma podstaw do sugerowania nieprawidłowości. 

Międzynarodowy protest w obronie mieszkańców 

Do kolejnej demonstracji doszło 9 maja 2026 roku. Po raz pierwszy w obronie mieszkańców Osiedla Maltańskiego publicznie wystąpili przedstawiciele międzynarodowych środowisk studenckich, artystycznych i akademickich. W marszu pod hasłem „Ziemia ma cenę, człowiek nie” uczestniczyło ponad 150 osób, w tym goście z Hiszpanii, Włoch oraz Ameryki Południowej. 

Demonstracja rozpoczęła się przy ul. Warszawskiej 82. Uczestnicy przeszli przez Osiedle Maltańskie i Park Tysiąclecia pod kościół pw. św. Jana Jerozolimskiego za Murami na Śródce. Protestujący nieśli pęki kluczy — symbol domów, które, jak podkreślali mieszkańcy, są odbierane rodzinom mieszkającym tam od pokoleń. Dźwięk uderzających o siebie kluczy towarzyszył marszowi niemal przez całą trasę. 

Międzynarodowy protest w obronie Osiedla Maltańskiego, fot. Lilia Wołłowicz/ mat. pras.

Wśród uczestników dominowały hasła dotyczące prawa do mieszkania oraz sprzeciwu wobec traktowania mieszkańców wyłącznie jako przeszkody dla inwestycji deweloperskich. 

– Ludzie ponad zysk. Godność ponad wszystko. Dość takiego traktowania – skandowali protestujący. 

Organizatorzy podkreślali, że sprzedaż gruntów przez parafię św. Jana Jerozolimskiego za Murami oraz Archidiecezję Poznańską stała się symbolem szerszego problemu dotyczącego relacji mieszkańców z wielkimi instytucjami i deweloperami. 

W wydarzeniu uczestniczyli także przedstawiciele zagranicznych ruchów społecznych, którzy porównywali sytuację z Poznania do podobnych konfliktów mieszkaniowych w innych krajach Europy. 

– W Hiszpanii również widzieliśmy sytuacje, w których instytucje kościelne sprzedawały domy ludziom żyjącym tam od lat. Przyjechaliśmy powiedzieć jasno: to nie jest lokalny problem. To międzynarodowy wstyd – mówił jeden z uczestników protestu z Barcelony. 

Marsz miał pokojowy charakter, jednak jego uczestnicy nie ukrywali, że konflikt wokół Osiedla Maltańskiego wywołuje coraz większe emocje również poza samym Poznaniem. 

– To, co dzieje się na Maltańskim, to nie jest biznes. To niszczenie życia ludzi. Ale dziś mieszkańcy zobaczyli, że nie są sami, są z nimi ludzie z Polski, Europy i Ameryki Południowej. I nie odpuścimy – podkreślali uczestnicy demonstracji. 

Organizatorzy zapowiedzieli kolejne akcje protestacyjne oraz dalsze nagłaśnianie sprawy także poza granicami Polski. 

Nie wszyscy patrzą tak samo  

Sprawa Osiedla Maltańskiego dzieli opinię publiczną. Są osoby, które jednoznacznie stoją po stronie mieszkańców. Są też takie, które uważają, że obecny stan osiedla jest wynikiem wieloletnich zaniedbań i chaosu przestrzennego. 

Kacper Nowicki ze stowarzyszenia Wspólne Jutro deklaruje solidarność z mieszkańcami, ale zwraca uwagę, że moment na realne uratowanie osiedla mógł minąć kilka lat temu. 

– Nie da się uniknąć pewnych uwarunkowań prawnych – ocenia – Oczywiście pomaganie ludziom jest ważne. Sam do ostatniej kropli krwi walczyłbym o mieszkańców. Natomiast czas na uratowanie tego osiedla był kilka lat temu, kiedy kuria podejmowała decyzję o sprzedaży – stwierdził Nowicki.

Zupełnie inną perspektywę przedstawia autor internetowego profilu „Cała prawda o Maltańskim”, krytyczny wobec obecnego stanu osiedla. 

– Mieszkam w okolicy, chodzę tamtędy regularnie. I od dawna mnie to irytuje: brud, smród, prowizorka. A w mediach widzę wzruszające reportaże o pokrzywdzonych ludziach. Pomyślałem, że ktoś powinien pokazać, co o tym myślą zwykli mieszkańcy okolicy. I tak się złożyło, że tym kimś zostałem ja – mówi. 

Jak podkreśla, nie uważa się za eksperta od urbanistyki czy prawa, ale zwraca uwagę przede wszystkim na estetykę i stan techniczny części zabudowy. 

– Nie jestem urbanistą ani prawnikiem. Ale mam oczy i widzę – dodaje. 

Wsparcie dla części działań miasta i inwestora deklarują również niektórzy samorządowcy. Ewa Jemielity, wiceprzewodnicząca Komisji Polityki Mieszkaniowej z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, zwraca uwagę na propozycje mieszkań komunalnych oraz pomoc oferowaną części rodzin. 

– Miasto wychodzi naprzeciw problemom mieszkańców i wiele osób otrzymało już ofertę mieszkania komunalnego, ponieważ spełniają odpowiednie warunki. Również strona inwestora, spółka Komandoria przy wsparciu Kościoła oferuje mieszkania i pomaga w remontach tych lokali – komentuje Jemielity. 

Radna podkreśla jednak, że rozumie obawy mieszkańców związane z utratą domów i liczy na dalsze zaangażowanie miasta w pomoc osobom zagrożonym eksmisją. 

– Niezależnie od sporów prawnych trzeba pamiętać, że mówimy o ludziach, którzy mieszkają tam od dziesięcioleci i dla których to miejsce jest całym życiem – dodaje. 

Przyszłość zapisana w planach  

W tle sporu są plany dotyczące przyszłej zabudowy. Obowiązujące kierunki planistyczne przewidują na większej części terenu zabudowę do 17 metrów wysokości, czyli około sześciu kondygnacji, a na mniejszym fragmencie do 25 metrów, czyli nawet ośmiu kondygnacji. 

Dla mieszkańców to obraz końca świata, który znają. Miejsca niewielkich domów, ogródków i sąsiedzkiej wspólnoty może zająć nowe osiedle deweloperskie. Dla kurii i inwestora to uporządkowanie terenu, który przez lata pozostawał w nieuregulowanym stanie. 

– Ci mieszkańcy stracą te domy. To nie jest kwestia obawy, tylko przyszłości, która się wydarzy. Jedyne, co trzeba zrobić, to zadbać o to, żeby otrzymali godziwe warunki życia – mówi Jacek Masiota. 

Według pełnomocnika kurii obraz sytuacji przedstawiany w mediach lokalnych i ogólnopolskich znacząco się różni. 

– To, co dzieje się w mediach poznańskich, a to, co w mediach krajowych, to dwa różne światy. Poznaniacy wiedzą, jak wygląda stan rzeczy, a w mediach ogólnopolskich funkcjonuje prosta narracja: zły Kościół i biedni mieszkańcy. To jest błędna teza – ocenia. 

Dr hab. Sławomir Palicki zwraca uwagę, że zła prasa wokół sprawy nie służy nikomu. 

– Zła prasa, która uruchomiła się w ostatnich tygodniach wokół tematu Osiedla Maltańskiego, nie sprzyja nikomu, ani miastu Poznań, ani kurii, ani samemu deweloperowi. Wizerunek też jest pewną wartością i wydaje się, że wszyscy uczestnicy tego spektaklu powinni brać to pod uwagę – podsumowuje ekspert. 

Kontrowersje wokół mieszkanki

W ostatnim czasie w przestrzeni publicznej zawrzało po artykule portalu wpoznaniu.pl, w którym opublikowano informacje, że Patrycja Bartoszewska w wieku 24 lat dokonała podobnej transakcji, sprzedała kamienicę z lokatorami za 8 mln zł. Chodzi o kamienicę przy ul. Kanałowej 10. 

Patrycja Bartoszewska podczas jednego z protestów, fot. Stanisław Mazurczak/Radio Meteor

Do tych ustaleń dotarł Marek Jerzak, dziennikarz portalu, który spotkał się z Patrycją Bartoszewską w jednej z poznańskich kawiarni, gdzie nie spodziewała się pytań dotyczących swojej przyszłości  

– Dla mnie jest to dziwne, to trochę tak, jakby ktoś prywatnie był drwalem, a później publicznie stawał w obronie zieleni – mówi Marek Jerzak, dziennikarz wpoznaniu.pl. 

Po autoryzacji wywiadu, która obyła bez poprawek, a nawet z rozszerzeniem wypowiedzi, do redaktora naczelnego miała trafić prośba o niepublikowanie artykułu. W piśmie powoływano się na przepisy prawa prasowego. Mimo to materiał został opublikowany po konsultacji z prawnikiem specjalizującym się w prawie prasowym. 

– Takich przypadków może być więcej. Być może już wkrótce będzie można o nich przeczytać – dodaje Jerzak. 

Do ustaleń dziennikarzy odniósł się również prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak. 

– To oczywiste, że nie będziemy napychać kieszeni liderce stowarzyszenia Maltańskie Nasz Dom, która kilka lat temu sprzedała kamienicę w Poznaniu (z lokatorami zresztą), więc zapewne stać ją na zakup mieszkania. Z moich informacji wynika, że nie jest jedyną osobą wśród liderów stowarzyszenia o statusie finansowym pozwalającym na zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych – napisał w mediach społecznościowych. 

Próbowaliśmy skontaktować się z Patrycją Bartoszewską, jednak do momentu publikacji materiału nie otrzymaliśmy odpowiedzi. 

Dom, którego nie da się łatwo wycenić 

Osiedle Maltańskie jest dziś jednym z najbardziej emocjonalnych sporów w Poznaniu. Z jednej strony mamy prawo własności, decyzje planistyczne, pieniądze i inwestycję wartą setki milionów złotych. Z drugiej, ludzi, którzy mówią, że nie walczą o abstrakcyjną działkę, ale o dom. 

W tej historii nie ma prostego podziału na czarne i białe. Jest Kościół, który formalnie był właścicielem, deweloper, który kupił grunt oraz miasto, które udziela pomocy mieszkaniowej i próbuje poruszać się w granicach prawa, ale od którego mieszkańcy oczekują także silniejszego gestu mediacyjnego. Są politycy, którzy nagłaśniają sprawę, ale też wprowadzają do niej własną temperaturę. I są mieszkańcy, z różnymi historiami, statusem i możliwościami, których życie znalazło się nagle w samym środku wielkiej transakcji. 

Maltańskie to dziś nie tylko spór o ziemię. To spór o to, ile znaczy dom, jeśli nie stoi na twojej działce. Ile waży historia rodziny, gdy naprzeciw niej leży akt własności. I czy miasto potrafi rozwiązywać takie konflikty tak, by po wszystkim nie zostały tylko nowe budynki, ale też poczucie, że ludzi potraktowano po ludzku. 

Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!