Emocje po eksmisji Sandry Mayer na Osiedlu Maltańskim. Będzie zaskarżenie czynności komornika i specjalne posiedzenie komisji

Eksmisja pani Sandry na Osiedlu Maltańskim, fot. Hanna Mielnik/ Radio Meteor

Środowa eksmisja na Osiedlu Maltańskim w Poznaniu wywołała gwałtowne reakcje mieszkańców, polityków, dziennikarzy i przedstawicieli Kościoła. Podczas interwencji policja wynosiła protestujących, a na miejscu pojawiły się ekipy ogólnopolskich stacji telewizyjnych. Pełnomocnik mieszkańców zapowiada zaskarżenie czynności komornika. Miasto zwołało również specjalne posiedzenie Komisji Polityki Mieszkaniowej Rady Miasta Poznania, które odbędzie się 15 września. Sprawą zainteresował się także Kościół. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, arcybiskup Zbigniew Zieliński ma skierować specjalny list do księży i wiernych niezadowolonych z przebiegu eksmisji podczas mszy świętej.

Druga eksmisja na Osiedlu Maltańskim

Pierwsza eksmisja na Osiedlu Maltańskim odbyła się 12 sierpnia. Wtedy dom musiał opuścić pan Krzysztof. Do kolejnej doszło 2 września. Tym razem eksmitowana była pani Sandra, samotna matka z dzieckiem, które co jakiś czas ją odwiedza. Wokół jej domu zgromadziło się znacznie więcej protestujących i dziennikarzy niż w przypadku pierwszej eksmisji.

Za obie egzekucje odpowiadał komornik Paweł Śliwiński, który zwrócił się o pomoc do policji. Podczas drugiej eksmisji na miejscu pojawiło się kilkudziesięciu funkcjonariuszy. Policja przekazała później, że wylegitymowano 62 osoby, a wobec części protestujących zostaną skierowane do sądu wnioski o ukaranie za przeszkadzanie w interwencji.

– W środę na poznańskiej Malcie była przeprowadzona egzekucja komornicza oparta na prawomocnym wyroku sądowym, prawomocnym wyroku eksmisyjnym – mówi mł. insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Jak przekazał rzecznik, protestujący nie chcieli nawiązać kontaktu z policjantami ani reagować na prośby zespołu antykonfliktowego. Z tego powodu funkcjonariusze zdecydowali się na usunięcie osób blokujących działania komornika.

– Zgodnie z prawem komornik zwrócił się o pomoc do policjantów. Udzielenie tej pomocy polega na udostępnieniu przedmiotowej parceli komornikowi, tak aby mógł wykonać wyrok sądowy. Ponieważ protestujący nie reagowali na żadne polecenia, dowodzący tymi działaniami podjął decyzję, aby wynieść te osoby poza teren – dodaje Borowiak.

Sprawa wzbudziła jednak poważne kontrowersje dotyczące zarówno sposobu przeprowadzenia eksmisji, jak i działań policji. Podczas interwencji protestujący krzyczeli do funkcjonariuszy między innymi “Gestapo”.

Kordon policji na eksmisji, fot. Hanna Mielnik/ Radio Meteor

Ekspert uważa, że funkcjonariusze wykonywali swoje ustawowe zadania. W jego ocenie udział policji wynikał bezpośrednio z wniosku komornika prowadzącego egzekucję.

– Policja jest od tego, aby wykonywać pewne zadania, które nakłada ustawa o policji. Komornik do swoich czynności dobrał policję, która powinna pomóc mu wykonać czynności egzekucyjne – ocenia Maciej Sztuba, były komendant miejskiej policji w Poznaniu

Sztuba podkreśla przy tym, że w jego ocenie sama eksmisja została przeprowadzona zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Były komendant odniósł się również do obecności dziennikarzy podczas interwencji. Jego zdaniem funkcjonariusze nie mieli obowiązku organizowania działań w taki sposób, aby przedstawiciele mediów mogli obserwować eksmisję z bezpośredniej odległości.

– Czy któryś przepis nakazuje policji ułatwienie pracy dziennikarzom? Redaktorzy, którzy tam się znaleźli, powinni być za plecami policji. Policja nie będzie torowała drogi dziennikarzom, aby mieli fajne obrazki – uważa.

Sztuba zwraca także uwagę na obciążenie psychiczne funkcjonariuszy uczestniczących w tego typu interwencjach. Jak zaznacza, policjanci muszą wykonywać swoje obowiązki również w sytuacjach, które są dla nich trudne.

– Myślę, że ci policjanci nie poszli tam z radością i ochotą, nie cieszyli się z tego powodu, bo to są trudne działania. Oni też są ludźmi, przeżywają pewne stresy i problemy z tym związane, ale swoją pracę wykonać tam muszą – mówi Sztuba.

Dziennikarze o działaniach policji

Przebieg drugiej eksmisji obserwowało wielu dziennikarzy z różnych redakcji. Jak relacjonuje dziennikarz „Gazety Wyborczej”, od początku funkcjonariusze przygotowani byli na możliwość siłowego rozwiązania sytuacji.

– Policja od początku przygotowała kaski i tarcze, co oznacza, że policja dopuszczała od początku siłowe przeprowadzenie eksmisji – mówi Piotr Żytnicki, dziennikarz „Gazety Wyborczej”

Eksmisja Sandry na Osiedlu Maltańskim, fot. Hanna Mielnik/ Radio Meteor

Według dziennikarza podczas interwencji ograniczano również możliwość obserwowania wydarzeń przez media. W pewnym momencie komornik miał powiedzieć, że jest gotowy przełamać opór protestujących. Wtedy liczba policjantów została zwiększona.

– Odległość dziennikarzy od eksmisji była zwiększona o kilka metrów. Oznaczało to, że jedynie ci dziennikarze, którzy znajdowali się na terenie posesji pani Sandry, między innymi na dachu zabudowań, mogli zostać na miejscu i obserwować to, co się dzieje. Ja natomiast byłem od strony alejki, po drugiej stronie płotu, gdzie policja wobec mnie podjęła próbę usunięcia z tego miejsca – relacjonuje Żytnicki.

Dowodzący akcją przez megafon poprosił dziennikarza o opuszczenie terenu. Żytnicki odmówił. Jak relacjonuje, później funkcjonariusze mieli ograniczać jego możliwość obserwowania działań.

– Jestem przekonany, że policjantom chodziło o to, żeby dziennikarze wiedzieli jak najmniej, filmowali jak najmniej – uważa.

Dziennikarz zapowiada kolejną skargę

Największe problemy miały pojawić się już po zakończeniu samej eksmisji, gdy na miejscu potrzebna była pomoc medyczna. Żytnicki twierdzi, że właśnie wtedy doszło do sytuacji, w której funkcjonariusz miał go popchnąć.

– Stanęło na tym, że jako jedyny dziennikarz stanąłem przy ogrodzeniu i przyglądałem się z bliska tym działaniom policji. Największy problem policja czyniła po eksmisji. W momencie, kiedy była potrzebna pomoc medyczna, stałem, aby zobaczyć, jaki jest stan osób poszkodowanych. Policjantom to się nie podobało, że byłem przy karetce, więc jeden z funkcjonariuszy podszedł do mnie i bez żadnego uprzedzenia popchnął mnie i wypchnął poza kordon policjantów. Ledwo zachowałem równowagę, spadły mi okulary – relacjonuje dziennikarz.

Żytnicki przypomina również sytuację z pierwszej eksmisji. Miał wtedy zarejestrować moment, w którym policjant bez uprzedzenia agresywnie popchnął mieszkańca, Marka Bartoszewskiego. Dziennikarz zgłosił sprawę komendantowi wojewódzkiemu i miejskiemu policji w Poznaniu. Do tej pory nie otrzymał odpowiedzi. Teraz mówi o kolejnej skardze.

– Rozważam całkiem poważnie napisanie skargi na funkcjonariusza, który mnie popchnął, a być może również zawiadomienie do prokuratury. Nie wynika to z mojej złośliwości. Uważam, że jeżeli oczekujemy zachowania zgodnego z prawem chociażby od osób protestujących, to powinniśmy tym bardziej oczekiwać takiego zachowania od funkcjonariuszy – mówi Żytnicki.

Dziennikarz przyznaje, że obrazy z eksmisji mocno zapamięta na dłuższy czas.

– Dopiero dzisiaj, w czwartek, doszedłem do tego, co widziałem, bo byłem absolutnie przebodźcowany tym hałasem, tymi krzykami i tymi scenami – mówi.

Karetka na Osiedlu Maltańskim, fot. Hanna Mielnik/ Radio Meteor

Wśród obrazów, które szczególnie zapadły mu w pamięć, znalazła się sytuacja z udziałem pani Bronisławy, która została zabrana przez karetkę.

– Kiedy widziałem panią Bronisławę, kiedy zemdlała i zobaczyłem takie jej wiotkie ciało, to jest obraz, który zostanie ze mną na dłużej. Nie przypominam sobie takich scen z mojej 20-letniej kariery dziennikarskiej – przyznaje.

Dziennikarze wyrażają swoje emocje po eksmisji

Do sprawy odniosła się również dziennikarka TOK FM Marta Zdanowska. W mediach społecznościowych opisała między innymi moment, który miała obserwować po opuszczeniu domu przez panią Sandrę.

– Piotr Żytnicki napisał po wczorajszej eksmisji samotnej matki z dzieckiem na Osiedlu Maltańskim w Poznaniu, że niektóre obrazy zostaną w nim na zawsze. Ze mną na pewno pozostanie widok tego, jak eksmitujący od razu po opuszczeniu przez panią Sandrę lokalu zabrali się za dewastację jej domu, w którym mieszkała od 33 lat – wybili dziury w dachu, wymontowali drzwi i wybili okna. Ale zostanie też obraz wielkiej solidarności – ludzi, którzy zrobili wszystko, co mogli, żeby tę eksmisję zablokować i którzy nie pozwolili, żeby pani Sandra była w tym dniu sama – napisała Zdanowska.

Spór o teren i reakcja miasta

Osiedle Maltańskie od lat jest przedmiotem sporu dotyczącego własności i prawa do zamieszkiwania. Część mieszkańców mieszka tam od trzech pokoleń.

W styczniu tego roku doszło do dwóch transakcji jednego dnia. Najpierw parafia sprzedała ziemię Kościołowi, a następnie Kościół sprzedał ją deweloperowi JHM Development. Wartość transakcji miała wynieść 421 mln zł, a płatność ma być rozłożona na raty.

Banery na ogrodzeniu Osiedla Maltańskiego, fot. Hanna Mielnik/ Radio Meteor

Według Piotra Żytnickiego istotne znaczenie ma również dokument, na podstawie którego prowadzona była egzekucja. Dziennikarz kwestionuje jego prawidłowość, wskazując na podmiot wymieniony w tytule wykonawczym.

– Tytuł wykonawczy był dokumentem wadliwym, bo widniała tam parafia zamiast archidiecezji, która ma umowę użytkowania, bądź dewelopera – mówi dziennikarz.

Żytnicki zwraca uwagę również na to, że jego zdaniem sytuacja prawna terenu zmieniła się wcześniej.

– Dlaczego parafia we wrześniu tego roku domaga się wydania tej działki, domaga się eksmisji, skoro od dziesięciu miesięcy nie ma z nią nic wspólnego? Komornik wydawał się głuchy na te argumenty – dodaje.

Środowa eksmisja ma zostać zaskarżona przez pełnomocnika mieszkańców.

Komisja miasta tylko o eksmisji

Na wydarzenia zareagował również poznański magistrat. Przewodnicząca Komisji Polityki Mieszkaniowej, zdecydowała o zwołaniu posiedzenia poświęconego wyłącznie tej sprawie.

– Po zapoznaniu się z materiałem, który widziałam, postanowiłam zwołać komisję tylko z tym punktem, żeby to ostatecznie wyjaśnić. Jasne jest, że każdy ma inną wersję – powiedziała Radiu Meteor Małgorzata Woźniak, przewodnicząca komisji polityki mieszkaniowej, klub radnych koalicja obywatelska.

Posiedzenie komisji odbędzie się 15 września. Mają w nim uczestniczyć wszystkie strony sporu. Relacje z przebiegu będzie dostępna na naszej stronie. Wcześniej przedstawiciele mieszkańców mają pojawić się również na posiedzeniu 8 września.

Dom Sandry Mayer po eksmisji, fot. Hanna Mielnik/ Radio Meteor

Woźniak zwraca uwagę na propozycje, które miały zostać przedstawione pani Sandrze. Jej zdaniem kwestie dotyczące możliwości pomocy mieszkańcom powinny zostać dokładnie omówione podczas posiedzenia komisji.

– Chciałabym, żebyśmy sobie to jasno wyjaśnili na komisji. Jeżeli jest wyrok, były propozycje, to trzeba ponosić odpowiedzialność za swoje czyny – mówi.

Radna komentuje również środową eksmisję, podczas której ponad 50 osób blokowało wejścia do domu pani Sandry. Wśród nich pojawił się Piotr Ikonowicz, były poseł SLD.

– Nie można wciągać w to stu osób i robić z tego widowiska – dodaje.

Woźniak wskazuje również na wcześniejszy sposób korzystania przez mieszkańców z terenów osiedla. Jej zdaniem należy w tym kontekście uwzględniać stan prawny poszczególnych działek.

– Ja rozumiem ten opór, ale trzeba spojrzeć na fakty. W jakiś sposób były to działki dzierżawione, na niektórych nie było już dzierżawy. Doskonale każdy zdaje sobie sprawę, jaki jest stan prawny tam, gdzie zamieszkiwał – mówi.

Radna odnosi się przy tym do sytuacji, w której mieszkańcy budowali domy na gruntach, które formalnie nie należały do nich.

– Każdy by chciał wybudować sobie na gruncie nie swoim dom, a później mówić, że ten grunt mu się należy – dodaje Woźniak.

Mieszkańcy zapowiadają dalszą walkę

Mieszkańcy nie zamierzają kończyć działań po środowej eksmisji. Według Stowarzyszenia Maltańskie Nasz Dom dotychczasowe działania doprowadziły już do ograniczenia liczby planowanych eksmisji.

– Pan Masiota zaprzestał eksmisji w tym roku, czyli osiągnęliśmy cel, który chcieliśmy. Miał kilka eksmisji do końca października i odstąpił od nich – mówi Radiu Meteor Bronisława Waszkiewicz, prezes Stowarzyszenia Maltańskie Nasz Dom

Bronisława Waszkiewicz podczas pierwszej eksmisji, fot. Hanna Adamczyk (archiwum)

Jako pierwsi poinformowaliśmy, że eksmisji w tym roku ma nie być, co potwierdzili nam mieszkańcy.

– Na 99 proc. nie będzie w tym roku żadnych eksmisji – mówił Radiu Meteor Jacek Masiota, pełnomocnik kurii.

Pani Sandra nie mieszka na stałe z dzieckiem. Prawo do opieki nad 15-letnim dzieckiem ma ojciec, natomiast matka spotyka się z synem raz na jakiś czas.

– Można powiedzieć, że eksmitowano matkę z dzieckiem, bo na początku był tutaj, potem u ojca, a zaraz znowu ma tutaj wrócić. Ale gdzie? – pyta.

Podczas środowej eksmisji dwie osoby straciły przytomność. Wśród nich była sama Waszkiewicz, która podobnej sytuacji doświadczyła również podczas pierwszej eksmisji. Kobieta opisuje także obrażenia, których miała doznać podczas interwencji.

– Poszarpali mnie, palec mam wybity, siniaki – opisuje.

Kobieta podkreśla, że mieszkańcy byli świadomi, iż eksmisja może mieć gwałtowny przebieg, jednak skala wydarzeń miała ich zaskoczyć.

– Byliśmy przygotowani na wszystko, ale nie idzie się do tego przygotować. To jest dla nas szok, wykorzystanie policji, która jest za publiczne pieniądze utrzymywana, przeciwko własnym obywatelom – dodaje.

Prezes stowarzyszenia zapowiada również skierowanie listu do Watykanu. Ma on zostać przetłumaczony na język włoski, a dołączone do niego mają być zdjęcia z eksmisji. Stowarzyszenie wysłało również list do parlamentarzystów, premiera Donalda Tuska oraz prezydenta Karola Nawrockiego.

Waszkiewicz zapowiada też udział przedstawicieli mieszkańców w posiedzeniach komisji 8 i 15 września. Chce podczas nich przedstawiać stanowisko mieszkańców.

– Muszę bronić tych mieszkańców, bo podjęłam się ważnej funkcji. Tak jak umiem, tak działam. Robię wszystko, aby mieszkańcom pomóc – mówi.

Kobieta spędziła dobę w szpitalu. Jest osłabiona, a jeden z jej palców został wybity, co powoduje uszczerbek na zdrowiu.

Politycy ostro o działaniach Kościoła i miasta

W spór wchodzi Partia Razem, której przedstawiciele pojawili się na drugiej eksmisji. W sprawie sytuacji na Osiedlu Maltańskim posłanka Partii Razem interweniowała również w Sejmie. Jak zaznaczała, zwracała uwagę na problem premierowi i prezydentowi.

– To jest absurdalna sytuacja. W XXI wieku, w 2026 roku, sprzedano ludzi z ziemią. Mamy do czynienia z bardzo brutalną i agresywną akcją zarówno policji, jak i komornika. Komornik powinien odstąpić od eksmisji – komentuje środowe wydarzenia Radiu Meteor Marcelina Zawisza, posłanka Partii Razem

Marcelina Zawisza przed poznańskim magistratem, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor (archiwum)

Posłanka krytycznie ocenia również działania Kościoła i ich konsekwencje dla mieszkańców Osiedla Maltańskiego.

– Ta chciwość Kościoła prowadzi do ludzkich tragedii – mówi posłanka.

Zawisza przypomina również, że mieszkańcy chcieli spotkać się z prezydentem Poznania. Jak wskazuje, oczekiwali od władz miasta podjęcia się roli mediatora.

Według posłanki miasto przez 30 lat nie skomunalizowało terenu. Za brak udostępnienia dokumentów dotyczących Osiedla Maltańskiego zawiadomiła CBA.

Zawisza ostro ocenia również sposób przeprowadzenia środowej eksmisji i obrazy, które pojawiły się w mediach.

– To były barbarzyńskie obrazki. To był obraz silnego państwa wobec ludzi, a nie silnego państwa wobec silnych – mówi Zawisza.

Inaczej sytuację ocenia Jacek Jaśkowiak. Prezydent Poznania podkreśla, że miasto od lat stara się pomagać mieszkańcom. Wskazuje przy tym na rozmowy prowadzone z mieszkańcami, kurią oraz nowym właścicielem terenu.

– Staramy się w zakresie Osiedla Maltańskiego szukać kompromisów i bardzo wielu mieszkańców skorzystało z ofert. Staramy się współpracować z kurią i nowym deweloperem – mówił Jaśkowiak w rozmowie z telewizją Polsat oraz Radiem Poznań.

Prezydent przekonuje, że miasto od lat proponuje mieszkańcom konkretne formy pomocy.

– Od lat staramy się pomóc mieszkańcom Osiedla Maltańskiego. Przecież te wszystkie rozmowy, to wsparcie dla mieszkańców. Z wieloma osobami mamy kontakt od lat, to są osoby z MOPR-u czy innych instytucji miejskich. Natomiast jak najbardziej jest to sprawa miasta i warunki ludzi, którzy tam mieszkali, ulegają znacznej poprawie – przekonuje prezydent.

Jacek Jaśkowiak podczas konferencji prasowej, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor (archiwum)

Jaśkowiak uważa również, że część osób uczestniczących w proteście nie była mieszkańcami osiedla. Jego zdaniem obecność osób z zewnątrz wpływała na charakter protestu.

– Anarchiści wykorzystują to właśnie do tego, aby taki obrazek kreować, aby te emocje podsycać. Ubolewamy nad tym – mówi.

Prezydent odniósł się także do kwestii spotkania mieszkańców z arcybiskupem. Jak tłumaczył, jego zdaniem nie było możliwości zorganizowania spotkania w proponowanej przez mieszkańców formule.

– Nie mogę prosić o spotkanie arcybiskupa z bojówkami razem, by doszło do ataku fizycznego na arcybiskupa. No przecież mieliśmy przykład tego, co robią anarchiści, tego fizycznego ataku pięciokrotnego mistrza Polski w muay thai, który mnie uderzył. No co ja bym prosił arcybiskupa na spotkanie z takimi ludźmi? Przecież to nie jest absolutnie żadna chęć kompromisu, to jest chęć właśnie robienia zadymy – mówi Jaśkowiak.

Prezydent uważa, że jednym z celów protestu było również zwrócenie uwagi mediów na działania policji.

– Celem było to, żeby media pokazały takie obrazki. Celem było to, żeby pokazać policję w określonym świetle i to jest dla mnie bardzo przykre, bo przecież ci policjanci wykonują swoją pracę – dodaje.

Jaśkowiak zaznacza, że osoby, które odrzucają proponowaną przez miasto pomoc, muszą liczyć się z konsekwencjami prawomocnych wyroków sądu.

– Jeżeli ktoś nie chce pomocy, to będą wykonywane wyroki eksmisyjne. To jest oczywiście decyzja spółki Komandoria, to są samowole budowlane. Jeżeli ktoś nie chce skorzystać z pomocy miasta, to my nie możemy nikogo zmusić – mówi.

Prezydent broni również policjantów uczestniczących w interwencji. Jak podkreśla, funkcjonariusze wykonywali swoje obowiązki.

– Te działania nie są brutalne, nie przedstawiajmy policjantów, którzy są przedstawiani w negatywnym świetle. To są ludzie, którzy wykonują swoją pracę i mam do nich wielki szacunek. Poproszę o spotkanie Komendanta Wojewódzkiego Policji, bo też chcę usłyszeć opinię policji. A z tego, co usłyszałem, osoby, które wczoraj blokowały eksmisję, w większości nie są mieszkańcami, tylko osobami zupełnie z zewnątrz – mówi.

Dom Sandry po eksmisji, fot. Hanna Mielnik/ Radio Meteor

Jaśkowiak odnosi się również do kwestii własności gruntu i sytuacji prawnej mieszkańców.

– To, że ktoś dokona samowoli budowlanej, to, że ktoś korzysta z tego, że Kościół pozwalał tak naprawdę tam mieszkać, nie oznacza tak naprawdę tego, że ten Kościół przekazał prawo własności tym osobom – dodaje.

Prezydent odniósł się również do swoich relacji z arcybiskupem. Podkreśla, że pozostają one dobre mimo różnic światopoglądowych.

– Cieszę się, że potrafię rozmawiać z arcybiskupem, dla dobra wspólnego. Być może moje relacje z Kościołem są tak dobre, że jestem ateistą, że nie jestem zaangażowany. Moje relacje są być może tak dobre, bo się de facto nie interesuję piłką. Być może to jest recepta – mówi Jaśkowiak.

Radio Meteor: Kościół reaguje na rosnące emocje

W sprawie eksmisji pojawia się również wątek reakcji wewnątrz Kościoła. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, podczas mszy świętych arcybiskup Zbigniew Zieliński ma wygłosić specjalny list skierowany zarówno do wiernych, jak i księży niezadowolonych z przebiegu eksmisji.

Protestujący podczas eksmisji Sandry, fot. Hanna Mielnik/ Radio Meteor

Zapytaliśmy o to rzecznika Archidiecezji Poznańskiej, ks. Macieja Szczepaniaka. Duchowny odmówił komentarza w tej sprawie.

O sprawę zapytaliśmy również księży. Potwierdzają oni, że wśród duchownych są osoby niezadowolone z przebiegu wydarzeń, jednak proszą o zachowanie anonimowości.

– Czuję żal, że takie rzeczy się dzieją – powiedział nam jeden z księży.

Jednocześnie sprawa coraz mocniej dzieli opinię publiczną. Pytana przez nas prawniczka ocenia środową eksmisję jako wydarzenie, które wykracza poza sam konflikt dotyczący konkretnego terenu.

– Obrazki, które widzieliśmy wczoraj, są po prostu dramatyczne, trzeba to powiedzieć jasno i wyraźnie. Jest to skandal, jest to hańba. Nie wyobrażam sobie, jak można tak traktować ludzi i to jeszcze ze strony Kościoła i miasta – komentuje Dagmara Adamiak, prawniczka i przedstawicielka Zielonych Poznań.

Adamiak uważa, że wydarzenia na Osiedlu Maltańskim należy rozpatrywać również w szerszym kontekście problemów mieszkaniowych.

– Musimy też jasno powiedzieć, że to nie jest kwestia tylko tej konkretnej sytuacji, a pokazuje nam całą problematykę dzisiejszego kryzysu mieszkaniowego, który w żaden sposób nie jest rozwiązywany – mówi Adamiak.

Jak dodaje, mieszkańcy mają ograniczone możliwości działania, mimo podejmowanych przez nich prób dialogu.

– Po stronie mieszkańców niewiele jest możliwości działania, bo robią, co mogą, apelują, protestują, chcą rozmawiać. Z drugiej strony nie ma traktowania jak człowieka. Kościół nie ma podejścia takiego, jak powinno wyglądać, czyli szukania rozwiązania – dodaje.

Adamiak krytycznie ocenia również propozycję zapewnienia pani Sandrze miejsca w hotelu robotniczym. Jej zdaniem taka forma pomocy nie odpowiada skali sytuacji rodziny.

– Propozycja zaproponowana pani Sandrze, czyli mieszkanie w hotelu robotniczym przez rok czasu, jest poniżej jakiejkolwiek godności – mówi.

Adamiak apeluje jednocześnie do władz samorządowych i państwowych o zainteresowanie się sytuacją mieszkańców i pomoc mieszkańca.

Konflikt trwa

Piotr Żytnicki, dziennikarz „Gazety Wyborczej” zwraca uwagę, że napięcia wokół Osiedla Maltańskiego narastały od miesięcy. Dziennikarz przypomina między innymi o informacji dotyczącej 14-latki, która miała otrzymać wezwanie do zapłaty za korzystanie z nieswojej ziemi. Wskazuje również na przypadek rozsyłania do dziennikarzy przez agencję PR zmanipulowanych informacji dotyczących Patrycji Bartoszewskiej, o którym jako pierwszy poinformował Witold Kundzewicz, redaktor naczelny epoznan.pl. Niedawno prawnik kurii miał także mówić o szczegółach życia prywatnego pani Sandry, które okazały się nieprawdziwe. Później za te informacje przepraszał.

Patrycja Bartoszewska, mieszkanka Osiedla Maltańskiego, fot. Hanna Adamczyk/ Radio Meteor (archiwum)

Zdaniem dziennikarza wszystkie te wydarzenia przyczyniają się do eskalacji konfliktu. Żytnicki uważa, że środowa eksmisja może mieć konsekwencje wykraczające poza sam teren Osiedla Maltańskiego.

– Te obrazy z eksmisji na Osiedlu Maltańskim poszły w świat. Być może te obrazy skruszą to zlodowaciałe serce arcybiskupa Zbigniewa Zielińskiego, który nie ma odwagi wyjść ze swojego pałacu archidiecezjalnego i spotkać się z tymi ludźmi. Ci ludzie walczą dla zasady, te sceny będą się powtarzać – mówi Żytnicki.

Dziennikarz zwraca uwagę również na historyczny wymiar konfliktu.

– Kościół jedną transakcją kończy wielopokoleniową historię – kończy dziennikarz.

Sprawa Osiedla Maltańskiego nie kończy się więc wraz ze środową eksmisją. Mieszkańcy zapowiadają dalsze działania prawne, w tym zaskarżenie czynności komornika. 15 września radni mają szczegółowo przyjrzeć się przebiegowi eksmisji podczas specjalnie zwołanej komisji. Równolegle oczekiwana jest reakcja arcybiskupa Zbigniewa Zielińskiego na emocje, które wywołały wydarzenia na poznańskiej Malcie.

ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ DOMU PANI SANDRY!

fot. Hanna Mielnik/ Radio Meteor

Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!