
Boiska nowej szkoły na Strzeszynie miały być dostępne dla mieszkańców, jednak pojawiła się informacja o ich całkowitym zamknięciu w roku szkolnym 2026/2027. Po interwencji mieszkańców i Wydziału Oświaty dyrekcja placówki zapowiedziała zmianę zasad i udostępnienie boisk w dni robocze po godz. 17. To jednak nie koniec sprawy. W tle pozostaje spór o dostęp do szkolnych pomieszczeń, wcześniejsze konflikty z Radą Osiedla, a także kontrowersje dotyczące dyrektorki Elżbiety Przybylak i jej aktywności w mediach społecznościowych.
Boiska miały być dostępne, pojawiła się kartka o ich zamknięciu
O sprawie poinformowali nas słuchacze, którzy zwracali uwagę na problem z dostępnością infrastruktury sportowej przy Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 20 przy ul. Stanisława Rostworowskiego 15. Na ogrodzeniu pojawiło się ogłoszenie podpisane przez dyrekcję. Wynikało z niego, że w związku z zawarciem umów najmu obiektów sportowych boiska szkolne w roku szkolnym 2026/2027 będą niedostępne dla mieszkańców.
– Na ogrodzeniu wisi komunikat: „W związku z zawarciem umów najmu obiektów sportowych boiska szkolne w roku szkolnym 2026/2027 będą niedostępne dla mieszkańców”. Nie chodzi o ograniczenie godzin, tylko o cały rok szkolny i całą bazę sportową nowej szkoły – trzy boiska i bieżnię – napisał Jan Matusewicz, radny i zastępca przewodniczącej Zarządu Osiedla Strzeszyn.

Radny zaznaczał, że wypowiada się w swoim imieniu, ponieważ Rada Osiedla nie zajęła jeszcze oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Przypominał również, że prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak sam mówił o tym, że boiska będą dostępne dla mieszkańców.
– Umowy najmu obiektów szkolnych w Poznaniu zawierane są na godziny, w oparciu o minimalne stawki godzinowe z zarządzenia Prezydenta Miasta. Najem godzinowy nie wyczerpuje całej doby ani całego tygodnia, więc nie tłumaczy zamknięcia obiektu dla mieszkańców na okrągły rok – dodaje Matusewicz.
Problem szybko trafił również do władz miasta. Jak poinformował Wydział Oświaty, decyzja o całkowitym nieudostępnieniu boisk mieszkańcom nie była z nim konsultowana.
– Decyzja dotycząca nieudostępnienia mieszkańcom boisk w roku szkolnym 2026/2027, po zakończeniu zajęć lekcyjnych, została podjęta samodzielnie przez dyrektora Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 20 bez wiedzy i konsultacji z Wydziałem Oświaty – mówi Małgorzata Szerszeń, kierownik Oddziału Ekonomicznego Wydziału Oświaty UMP.
Miasto wskazuje jednocześnie, że dyrektorka ma obowiązek przekazać Wydziałowi Oświaty harmonogram korzystania z boisk przez firmy komercyjne.
– Dyrektorka z założenia powinna dążyć do harmonijnej współpracy ze środowiskiem, w którym funkcjonuje placówka – dodaje Szerszeń.
Po interwencji pojawił się kompromis
W piątek, pięć dni po narastających protestach związanych z decyzją dyrekcji, odbyło się spotkanie z Wydziałem Oświaty Urzędu Miasta Poznania. Według przekazanych nam informacji do kompromisu miał również doprowadzić prezydent Jacek Jaśkowiak.
Nowe rozwiązanie zakłada dostęp mieszkańców do części infrastruktury sportowej po zakończeniu zajęć szkolnych.
– Rozwiązania opracowane z Wydziałem Oświaty dotyczą dostępności boisk każdego dnia roboczego od godz. 17:00, ponieważ do wspomnianej godziny uczniowie przebywają na terenie szkoły. Jasne jest to, że oni mają pierwszeństwo. Zostanie opublikowany harmonogram na naszej stronie, gdzie będzie opisana dostępność boisk i wyraźnie wskazane, w jakich godzinach mieszkańcy będą mogli z nich korzystać – mówi Elżbieta Przybylak, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 20 w Poznaniu.

Wyjątkiem będzie boisko do siatkówki i koszykówki. Zgodnie z zapowiedzią dyrekcji będzie można korzystać z niego każdego dnia od godz. 17 do 20.30. Harmonogram ma natomiast uwzględniać treningi odbywające się na boisku piłkarskim.
Dyrektorka tłumaczy, że pierwotna kartka miała przede wszystkim rozwiązać problem kolizji pomiędzy zajęciami komercyjnymi a mieszkańcami korzystającymi z boisk.
– Dochodziło do takich sytuacji, że przychodziły dzieci, czyli mieszkańcy, którzy chcieli korzystać z boiska, na którym odbywały się treningi. Nie była to komfortowa sytuacja dla klubów, bo to jest normalne – jeśli ktoś wejdzie na zajęcia i będzie przeszkadzał, nie da się ich prowadzić – mówi Elżbieta Przybylak.
Nie wszystkich przekonuje jednak zapowiadany harmonogram. Rada Osiedla Strzeszyn wskazuje, że szkoła dysponuje dużą infrastrukturą, a mieszkańców osiedla są tysiące.
– Pani dyrektor zapowiada harmonogram korzystania z boisk, natomiast ja chciałbym zapytać panią dyrektor, jak sobie wyobraża wpasowanie kilkunastu tysięcy ludzi w ten zaplanowany przez panią dyrektor grafik – mówi Bartłomiej Mikołajczak, członek Rady Osiedla Strzeszyn.
Na Strzeszynie ubywa infrastruktury sportowej
Sprawa ma dla mieszkańców dodatkowe znaczenie, ponieważ infrastruktury sportowej na Strzeszynie jest coraz mniej. Rada Osiedla utrzymuje dwa boiska powierzone jej przez Miasto – przy ul. Krajeneckiej i ul. Owidiusza. Oba są ogólnodostępne i bezpłatne.
W tym roku postępowanie dotyczące remontu boiska przy ul. Owidiusza zakończyło się kwotą znacznie wyższą niż zabezpieczone środki miejskie. Rada Osiedla podjęła więc uchwałę o dopłacie z własnego budżetu do wysokości wymaganej do przeprowadzenia remontu, bez górnego limitu.
Jednocześnie boisko w Parku Alberta Camusa zostało rozebrane w wykonaniu prawomocnego wyroku sądu.
– Szkoła jest tak zaprojektowana, aby móc wykorzystywać ją do celów społecznych. Problemy związane z dostępnością pomieszczeń mają różne organizacje działające dla mieszkańców. Mówię tutaj o Centrum Inicjatyw Lokalnych, Radzie Osiedla czy Kole Gospodyń Miejskich. Natomiast do przestrzeni dostać się nie można – mówi Bartłomiej Mikołajczak.
Jak wskazuje członek Rady Osiedla, samorząd osiedlowy od wielu miesięcy zabiegał o kontakt z dyrekcją, jednak rozmowy miały kończyć się przede wszystkim na odwoływaniu się do przepisów prawa.
– Mówimy tu o zaplanowanym utrudnianiu działalności Rady Osiedla oraz innych organizacji – dodaje Mikołajczak.

Szkoła wynajmuje również boiska klubom sportowym. Jak wskazuje Mikołajczak, ma to być sposób na pozyskiwanie pieniędzy na remonty placówki.
– Z tego, co się orientuję, dyrektor wynajmuje boisko w celach remontowych szkoły. Przyzna pan, że remont tej szkoły w najbliższych miesiącach nie grozi, więc cel jest niezbyt potrzebny – mówi.
Podkreśla jednocześnie, że problem nie dotyczy wyłącznie samych boisk.
– Temat nie dotyczy tylko tych boisk, bo to jest wierzchołek góry lodowej, która spowodowała tę lawinę wywołaną przez media w ostatnim tygodniu – mówi Bartłomiej Mikołajczak.
Spór o salkę i działalność mieszkańców
W podobny sposób miał rozpocząć się konflikt dotyczący korzystania przez mieszkańców z pomieszczeń szkoły. Elżbieta Poterska z Zarządu Osiedla Strzeszyn opisuje, że 11 lutego, po otrzymaniu kluczy do salki, rozpoczęto organizowanie w niej miejsca spotkań dla lokalnej społeczności.
– Miały z niego korzystać grupy sąsiedzkie, seniorzy, chóry, CIL, Koło Gospodyń Miejskich czy osoby prowadzące darmowe korepetycje. Grafik był pełny, a entuzjazm ogromny. Niestety szybko nastąpiło zderzenie z rzeczywistością – pani dyrektor z dnia na dzień zaczęła blokować dostęp do sali. Dochodziło do tak absurdalnych sytuacji, że np. grupa 40 seniorów odbiła się od zamkniętych drzwi. Takie działania były regularne, co skutecznie zniechęciło większość grup do spotykania się w tym miejscu. O otwarty dostęp do boisk jako Rada Osiedla walczymy od roku. Przeszliśmy szereg mediacji, próbowaliśmy rozmawiać i szukać kompromisów, ale po drugiej stronie nie ma woli współpracy. Szkoła i jej infrastruktura powinny służyć całej społeczności Strzeszyna. Nasze osiedle zasługuje na gospodarza, który rozumie pojęcie dialogu i chce współtworzyć lokalną społeczność, zamiast ją odgradzać – mówi Elżbieta Poterska z Zarządu Osiedla Strzeszyn.

Dyrekcja przedstawia jednak inną wersję wydarzeń. Jak tłumaczy Elżbieta Przybylak, Rada Osiedla otrzymała pomieszczenie do realizacji swoich potrzeb statutowych, a umowa została zawarta pomiędzy szkołą a Wydziałem Wspierania Jednostek.
– Rada Osiedla dostała w użytkowanie na swoje potrzeby statutowe pomieszczenie, które znajduje się w tym samym fragmencie budynku szkoły co Biblioteka Raczyńskich. Rada Osiedla udostępniła je różnym podmiotom i z tych pomieszczeń korzystano odpłatnie. Harmonogram dostałam na maila i zostałam postawiona przed faktem dokonanym – mówi Elżbieta Przybylak.
Dyrektorka sprawdziła, czy taki sposób korzystania z pomieszczenia jest zgodny z prawem. Jak twierdzi, uzyskała informację, że konieczne jest wskazanie jednego podmiotu, który bierze pełną odpowiedzialność za wydarzenie. Takiego podmiotu miało zabraknąć.
– Chcę, aby taka umowa powstała, żeby wszystko odbywało się zgodnie z literą prawa. Natomiast trudności pojawiają się ze spotkaniem dwóch stron – mówi Przybylak.
Do jednego ze spotkań miało nie dojść z powodów osobistych.
– Zostałam zaproszona na spotkanie z Radą Osiedla krótko przed świętami, natomiast odpisałam, że nie mogę uczestniczyć, ponieważ zmarła moja mama. Dostałam kondolencje. Po zebraniu Rady dostałam maila informującego, że Rada Osiedla wraz z Zarządem Osiedla postanowiła, że różne podmioty będą korzystały z pomieszczeń – mówi dyrektorka.

Przybylak deklaruje, że jest gotowa rozmawiać z Radą Osiedla, mieszkańcami, a także mediami.
– Była też taka sytuacja, że byłam umówiona z nowym przewodniczącym Rady Osiedla, natomiast do spotkania nie doszło, mimo że zapraszałam i chciałam się poznać – mówi.
Spór dotyczył również próby chóru w sali gimnastycznej. W środę miał odbyć się kolejny test, przy czym za dostęp do klucza odpowiadał członek osiedla.
– Jeden konkretny przykład dobrze oddaje charakter tej współpracy. Gdy okazało się, że udostępnianie salki mieszkańcom wymaga dodatkowych godzin pracy osoby sprzątającej, Rada Osiedla zaproponowała aneks do umowy i sfinansowanie tych godzin z własnego budżetu – od 200 do 500 zł. Propozycja nie została przyjęta. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że nikt z pracowników szkoły nie zgadza się na sprzątanie tej sali. Do dzisiaj też nie ma informacji, jak inaczej dyrekcja widzi rozwiązanie kwestii sprzątania, skoro nie przyjęła pieniędzy – mówi Jan Matusewicz.
Zarzuty dotyczące dyrektorki. W tle sprawy z przeszłości
Spór o dostęp do boisk i pomieszczeń szkoły sprawił, że powróciły również wcześniejsze kontrowersje związane z Elżbietą Przybylak.
24 marca 2025 roku Przybylak przystąpiła do konkursu na stanowisko dyrektora Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 20 przy ul. Stanisława Rostworowskiego 15 w Poznaniu. Konkurs wygrała. W skład komisji konkursowej wchodzili trzej przedstawiciele prezydenta miasta, a także przedstawiciele związków zawodowych, kuratorium i innych podmiotów.
– Jest to dla mnie sytuacja nieakceptowalna. Jest to chyba pierwszy przypadek w dziejach placówek oświatowych, że pojawiła się kartka, w której informują, że obiekty rekreacyjno-sportowe są całkowicie wyłączone dla zwykłych mieszkańców – mówi Mariusz Wiśniewski, były zastępca prezydenta Poznania odpowiedzialny za oświatę.

Mariusz Wiśniewski, który przez 11 lat nadzorował poznańską oświatę jako zastępca prezydenta Poznania, podkreśla, że nie łączyłby historii dyrektorki z obecnym konfliktem dotyczącym boisk.
– Każda inicjatywa, która powstaje przy szkołach, ma służyć szkole i lokalnej społeczności. Nie ma innych zasad i nie powinno być. Taka rzecz, która miała miejsce, nie powinna się wydarzyć – mówi Marek Sternalski, radny klubu Koalicji Obywatelskiej i przewodniczący Komisji Oświaty i Wychowania Rady Miasta Poznania.
Komisja Oświaty i Wychowania Rady Miasta Poznania ma zająć się sprawą na najbliższym możliwym posiedzeniu.
Konkurs na stanowisko dyrektora
W sprawie konkursów na stanowiska dyrektorów szkół pojawiają się również nieoficjalne informacje o sytuacjach, w których decyzje komisji nie odpowiadały opiniom części radnych. W przypadku Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 20 konkurs odbył się rok temu.
– Ja się mogłem wyłącznie zastosować do wyboru. Taką decyzję podjęło grono osób i ten wybór należało uszanować – mówi Mariusz Wiśniewski.
Były zastępca prezydenta zaznacza, że komisja konkursowa podjęła decyzję zgodnie z obowiązującą procedurą, a jej wybór należało uszanować.
Jak relacjonuje Wiśniewski, podczas uroczystości otwarcia szkoły na Strzeszynie rozmawiał z Przybylak o dostępności szkolnej infrastruktury dla mieszkańców. Według jego relacji dyrektorka deklarowała wówczas, że od wiosny obiekty będą otwarte, ponieważ wcześniej trwały jeszcze prace wykończeniowe.
– Gdyby było mi dane pełnić dłużej funkcję zastępcy prezydenta Poznania, do takiej sytuacji nie doszłoby – dodaje Wiśniewski
Do kwestii konkursu poprosiliśmy o komentarz Kuratorium Oświaty w Poznaniu. Jak przekazała Karolina Adamska, rzeczniczka Kuratorium przedstawiciele Wielkopolskiego Kuratora Oświaty są członkami komisji konkursowych, ale głosują według własnego uznania i nie otrzymują instrukcji dotyczących sposobu głosowania od kuratora.
Kuratorium podkreśla jednocześnie, że członków komisji obowiązuje tajemnica dotycząca przebiegu jej prac. Oznacza to, że nie można ujawniać szczegółów dotyczących tego, jak przebiegało głosowanie czy jakie stanowiska zajmowali poszczególni członkowie komisji.
W przypadku kandydatury Elżbiety Przybylak Kuratorium wskazuje natomiast, że gdyby nie spełniała ona któregokolwiek z wymaganych kryteriów, nie przeszłaby formalnego etapu konkursu i nie mogłaby uczestniczyć w jego dalszej części. Zdaniem Kuratorium należy więc przyjąć, że spełniała wymagania formalne. Informacje dotyczące przebiegu konkretnego konkursu należy natomiast uzyskiwać od organu prowadzącego, czyli Miasta Poznania, które odpowiada za organizację konkursu i dysponuje jego dokumentacją.
Antyukraiński materiał na Facebooku
Wśród tematów, które wracają przy okazji dyskusji o przyszłości dyrektorki, jest również sprawa publikacji antyukraińskiej treści w mediach społecznościowych.
Przybylak twierdzi, że materiał nie został przez nią opublikowany, a jej prywatne konto mogło zostać przejęte.
– Oddałam sprawę do kancelarii prawnej, gdzie niestety nie potwierdzono tego na 100 procent, ale na 99 procent dokonano włamania na moje osobiste konto na Facebooku. Nie była to moja rolka, nie ja ją rozpowszechniałam, chociażby dlatego, że w przedszkolu mam dzieci z Ukrainy, a od samego początku miałam pracowników z Ukrainy. Jak to miałoby się do całej sytuacji? Dla mnie nie liczy się narodowość, kolor skóry czy przynależność partyjna, a człowiek – tłumaczy dyrektor placówki.

Sprawa nie została zgłoszona policji, ponieważ – jak wyjaśnia dyrektorka – nie ma stuprocentowej pewności, że doszło do włamania.
Miasto również zwróciło się do dyrektorki o wyjaśnienia.
– Pani Elżbieta Przybylak wyjaśniła, że nie zamieszczała żadnych filmików na swoim profilu, nie udostępniała negatywnych treści i komentarzy dotyczących obywateli z Ukrainy, zamierza zgłosić naruszenie odpowiednim organom – mówi Małgorzata Szerszeń.
Inaczej sytuację ocenia Bartłomiej Mikołajczak.
– Mnie się nikt na konto nie włamał, każdy ma prawo do tego typu błędów – mówi członek Rady Osiedla.
Jego zdaniem przy wyborze osoby kierującej tak dużą placówką powinno się zwracać uwagę również na umiejętność współpracy z lokalną społecznością.
– Osoba, która kandyduje na stanowisko tak specyficznej szkoły, powinna mieć również zadawane pytania w obszarze właśnie współpracy lokalnej, z organizacjami. Pani dyrektor może być zaskoczona tym, że u bram jej gabinetu pojawiają się organizacje, które mają trochę większe oczekiwania niż zwykle to bywa w innych szkołach – komentuje.
Sprawa czterolatka i zarzuty z „Gazety Wyborczej”
Rok temu „Gazeta Wyborcza” opisywała zachowania dyrektorki. W publikacjach pojawiały się zarzuty dotyczące m.in. pozywania małoletnich dzieci oraz próby zdyskwalifikowania ucznia.
Przybylak nie zgadza się z przedstawianym obrazem i wskazuje, że zwracała się do redakcji w tej sprawie.
– Napisałam do redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, gdzie zostały napisane pisma z kancelarii prawnej i niestety do dzisiaj nie otrzymałam odpowiedzi. Nie zostało zastosowane żadne sprostowanie i nie było przeprosin – komentuje Przybylak.
Jednym z opisywanych przykładów był pozew skierowany przez dyrektorkę wobec czterolatka, który miał pomalować kredkami służbowe biurko.
Dyrektorka przedstawia jednak inne okoliczności zdarzenia.
– Mieliśmy dziecko bardzo agresywne, które zostało przyprowadzone z grupy ze względu na zagrożenie innych dzieci. Zostało przyprowadzone do mnie do gabinetu, siedziało na krześle, rozmawialiśmy. Wydawało mi się, że sytuacja jest już opanowana. Niestety był kolejny atak agresji i złości. Dziecko porozrzucało wszystko, co miałam na stole, a było tego dużo. Wzięło kredkę, która leżała, i zaczęło rysować po krzesłach materiałowych. Nikt nie wzywał do dziecka policji – tłumaczy Przybylak.
Po zachowaniu chłopca do gabinetu zostali wezwani rodzice. Po rozmowie zabrali dziecko do domu. Na tym jednak sprawa się nie zakończyła.
Dyrektorka zwróciła się do sądu o wgląd w sytuację rodzinną dziecka. Jak tłumaczy, była do tego zobowiązana, ponieważ placówka otrzymała sygnał mogący wskazywać na niewłaściwe zachowania w domu.
– Byłam do tego zmuszona. Jak dzieją się takie sytuacje, nawet w zabawie, kiedy dziecko mówi: „A ja i brat, jak jesteśmy niegrzeczni, to tata bierze pasek, który wisi na korytarzu, i dostajemy paskiem”, jeżeli dziecko w ten sposób mówi wśród rówieśników i słyszy to wychowawca, to powiadamia dyrekcję – mówi Przybylak.

W takich sytuacjach do grupy przychodzi psycholog, który obserwuje zachowanie dziecka. Następnie rodzice są zapraszani na rozmowę i proszeni o wyjaśnienia. Jak podkreśla dyrektorka, rodzic może nie potwierdzić stosowania przemocy.
Sprawa trafia wtedy do odpowiednich instytucji. MOPR oraz dzielnicowy mają przeprowadzić wywiad środowiskowy, a następnie sąd rodzinny podejmuje decyzję o dalszych krokach.
W związku z działaniami dyrektorki pojawiła się skarga oraz kontrole. Jak wynika z przekazanych nam informacji, nie wykazały one nieprawidłowości. Skarga trafiła również do prezydenta Jacka Jaśkowiaka oraz Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, gdzie została odrzucona.
Przybylak odniosła się także do zarzutów dotyczących traktowania dzieci ze specjalnymi potrzebami, w tym dzieci z autyzmem. Zaprzecza, aby dochodziło do poniżania lub nierównego traktowania. Jak mówi, w jednym przypadku pracownicy szkoły zwracali uwagę na zachowanie dziecka i prosili o jego diagnozę.
– Zostało potwierdzone w poradni, że nasze obserwacje były słuszne – twierdzi Przybylak.
Politycy krytykują decyzję, ale różnią się w ocenie dyrektorki
Decyzja dotycząca boisk wywołała reakcje również wśród miejskich i parlamentarnych polityków.
– Decyzja pani dyrektor jest skandaliczna. Ta szkoła nie powstała po to, żeby pani dyrektor mogła prowadzić komercyjną działalność, wykorzystując do tego przestrzeń, która powstała z podatków mieszkańców, ale i również z programu Polski Ład. Teraz pani dyrektor próbuje uprawiać jakąś prywatę – mówi Ewa Jemielity, radna z klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości.
Radna przyznaje, że nie zna dyrektorki osobiście. Jak dodaje, chciała interweniować jako radna w tej sprawie, ale inne tematy okazały się wówczas ważniejsze, a sprawa ucichła.
– Ja bardzo przepraszam, ale jeżeli pan Bartosz Zawieja uważa, że pani dyrektor to dobra osoba na właściwym miejscu, to ja się bardzo dziwię szefowi Koalicji Obywatelskiej – dodaje.
Jemielity uważa również, że niespełnione – w jej ocenie – obietnice prezydenta Jacka Jaśkowiaka mogą zwiększać niechęć mieszkańców do władz miasta, a w konsekwencji prowadzić nawet do referendum.
Inaczej do sprawy podchodzi Bartosz Zawieja, poseł Koalicji Obywatelskiej. Nie broni samej decyzji o zamknięciu boisk.
– Jest to irracjonalne podejście, będziemy sprawę wyjaśniać. Nie wyobrażam sobie, żeby ta decyzja nie została zmieniona. Zgłosiłem już temat radnym – komentuje Bartosz Zawieja.
Poseł podkreśla, że dyrektorka ma duże doświadczenie, ale nie chce oceniać jej zachowania.
Rada Osiedla nie zamierza odpuszczać
Rada Osiedla podkreśla, że nie zamierza rezygnować z walki o dostęp do infrastruktury szkoły. Wskazuje przy tym, że sama ponosi koszty utrzymania innych boisk i była gotowa dołożyć pieniądze również do organizacji korzystania z sali w szkole.
– My na pewno nie składamy broni. To jest przerażające, że w obszarze tego typu działalności musimy rozmawiać tego typu językiem, bo ja sobie nie wyobrażam prostszej rzeczy jak możliwość zarządzania przestrzenią, która została stworzona od fundamentów, które miały służyć lokalnej społeczności. Będziemy próbować się dogadać – kończy Bartłomiej Mikołajczak.
Dyrekcja deklaruje z kolei chęć dalszych rozmów. Elżbieta Przybylak podkreśla, że zależy jej na tym, aby zasady korzystania z przestrzeni szkoły były zgodne z prawem, a jednocześnie możliwie szeroko odpowiadały na potrzeby mieszkańców.
Podczas naszej wizyty w szkole jedno z dzieci podeszło do dyrektorki i powiedziało, że nie chce stąd wychodzić. Może to wskazywać, że przynajmniej część uczniów dobrze czuje się w placówce.

Chcieliśmy również zapytać rodziców odbierających dzieci ze szkoły o relacje z dyrektorką oraz komfort uczniów. Większość odmówiła rozmowy. Część rodziców, z którymi udało się porozmawiać, dopiero zaczęła posyłać dzieci do szkoły i nie miała jeszcze większych doświadczeń we współpracy z dyrektorką.
Ostatecznie więc spór o trzy boiska i bieżnię stał się czymś znacznie większym. Z jednej strony mieszkańcy oczekują dostępu do infrastruktury, która powstała z myślą o lokalnej społeczności. Z drugiej dyrekcja wskazuje na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa, pierwszeństwo uczniów, umowy z klubami oraz wymogi prawne dotyczące korzystania z pomieszczeń.
Na razie kompromis zakłada udostępnienie boisk mieszkańcom w dni robocze po godz. 17. Ostateczny harmonogram został opublikowany 14.09 na stronie szkoły.
Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!