
Pan Mykoła Studzinskyi przyjechał do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu, ponieważ lekarz rodzinny uznał, że jego stan może wymagać natychmiastowej pomocy. Nie spodziewał się jednak, że zamiast kilku godzin na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym spędzi w placówce niemal trzy dni, a po powrocie do samochodu zobaczy rachunek za parking opiewający na 1350 złotych. Po nagłośnieniu sprawy szpital przyznaje, że zawiodła komunikacja z operatorem parkingu i zapowiada zmiany w procedurach.
„Nie jedziesz do domu, jedziesz na SOR”
Sprawę jako pierwszy opisał „Głos Wielkopolski” po zgłoszeniu od swojego czytelnika.
Pan Mykoła przyznaje, że wizyta w szpitalu nie była wcześniej planowana. Po konsultacji z lekarzem rodzinnym usłyszał, że powinien jak najszybciej udać się na Szpitalny Oddział Ratunkowy.
– Mój lekarz rodzinny po badaniu powiedział, że muszę szybko jechać na SOR, bo to mogło być zagrożenie życia. Powiedział: „Nie jedziesz do domu, jedziesz na SOR” – relacjonuje w rozmowie z Radiem Meteor.
Mężczyzna przyjechał do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego własnym samochodem. Jak wspomina, przy wjeździe zauważył regulamin parkingu, jednak w tamtym momencie całą uwagę skupiał na swoim stanie zdrowia.
– Widziałem regulamin, ale było to napisane bardzo małymi literami. Zobaczyłem tylko informację o 10 złotych. Dopiero później okazało się, że ta kwota dotyczyła pół godziny postoju – mówi.
Po przyjęciu na SOR lekarze stwierdzili, że jego stan jest znacznie poważniejszy, niż początkowo przypuszczano. Pacjent miał bardzo wysokie ciśnienie tętnicze, przyspieszoną akcję serca i zaburzenia rytmu. Zapadła decyzja o hospitalizacji na Oddziale Intensywnej Terapii Kardiologicznej.
– Przyjechałem tylko na SOR, ale od razu powiedzieli mi, że mam ciśnienie 200, serce 150, dużo arytmii i nie mogą mnie wypuścić – opowiada.
Pobyt w szpitalu trwał prawie trzy dni. Samochód przez cały ten czas pozostawał na parkingu znajdującym się na terenie placówki.
Rachunek opiewał na 1350 złotych
Po zakończeniu leczenia pan Mykoła wrócił po samochód. Wówczas dowiedział się, że za niespełna trzy doby postoju powinien zapłacić 1350 złotych.

Pacjent próbował wyjaśnić sytuację z obsługą parkingu. Jak relacjonuje, zaproponował pozostawienie swoich danych i wystawienie wezwania do zapłaty, ponieważ musiał wrócić do domu, aby przyjąć leki.
– Powiedziałem, żeby spisali moje dane i wystawili wezwanie do zapłaty. Musiałem wrócić do domu, miałem brać leki – wspomina.
Według jego relacji nie otrzymał na to zgody i przez kilka godzin nie mógł opuścić parkingu.
– Siedziałem tam prawie pięć godzin. Bez leku, bez jedzenia, bez wody. Byłem bardzo zdenerwowany – mówi.
Po całym zdarzeniu złożył reklamację dotyczącą naliczonej opłaty. Na decyzję w tej sprawie nadal czeka.
Od 1 maja obowiązuje nowy cennik parkingu przy Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym. Opłata wynosi 10 zł za każde rozpoczęte 30 minut postoju, co oznacza, że koszt całodobowego parkowania sięga 480 złotych. Dla porównania, doba postoju na parkingu Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. Józefa Strusia kosztuje 30 zł, natomiast przy Szpitalu Wojewódzkim w Poznaniu – 80 zł.
Problem dotyczy nie tylko pacjentów
Historia pana Mykoły zwróciła uwagę również na kwestie związane z dostępnością miejsc parkingowych przy Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym.
Jedna z pielęgniarek pracujących w placówce w rozmowie z Radiem Meteor zwraca uwagę, że liczba miejsc parkingowych od dawna nie odpowiada potrzebom pracowników.
– Tych miejsc parkingowych jest zdecydowanie za mało, niż faktycznie pracownicy potrzebowaliby – mówi.
Szpital zatrudnia około 4,5 tysiąca osób w kilku lokalizacjach. Jak wskazuje rozmówczyni, lista oczekujących pracowników na możliwość wykupienia miejsca parkingowego liczy już ponad 400 osób.
Sama również nie ma możliwości korzystania z parkingu przy szpitalu. Jak mówi, każdego dnia do pracy musi dojeżdżać komunikacją miejską, ponieważ nie ma szans na otrzymanie miejsca postojowego.
Jej zdaniem problem odczuwają również mieszkańcy okolicznych ulic, gdzie samochody pozostawiają zarówno pracownicy, jak i osoby odwiedzające szpital.
– W normalnych godzinach trudno znaleźć wolne miejsce – dodaje.
Pielęgniarka zwraca również uwagę na sytuację pacjentów przyjmowanych w trybie nagłym. Jak podkreśla, osoby trafiające na SOR często nie wiedzą, czy po kilku godzinach wrócą do domu, czy też zostaną przyjęte na oddział.
– Ktoś przyjeżdża, bo ma problem zdrowotny i nagle okazuje się, że musi zostać. To nie jest zaplanowana wizyta – podkreśla.
Jej zdaniem naliczenie wysokiej opłaty w takich okolicznościach może być dla wielu osób poważnym obciążeniem finansowym.
– To są bardzo duże pieniądze. Dla niektórych może być to nawet część miesięcznej wypłaty – mówi.
Szpital: sytuacja była wyjątkowa
Do sprawy odniósł się dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu Stanisław Szczepaniak. Jak podkreśla, od momentu uruchomienia nowego systemu parkingowego na teren szpitala wjechało już ponad 10 tysięcy samochodów i dotychczas nie odnotowano podobnej sytuacji.
Według dyrektora był to wyjątkowy przypadek, ponieważ pacjent przyjechał do szpitala samodzielnie, a następnie z przyczyn medycznych musiał pozostać w nim przez kilka dni.
– Ponad 10 tys. aut od tego czasu wjechało na teren szpitala i był to pierwszy tego typu przypadek. Przypadek szczególny, ponieważ pacjent zdecydował się na samodzielny przyjazd do szpitala i tam musiał pozostać – mówi Stanisław Szczepaniak.
Dyrektor przyznaje jednocześnie, że sposób przekazania informacji pacjentowi po zakończeniu hospitalizacji nie był właściwy. Jak wyjaśnia, w takich sytuacjach możliwe jest indywidualne rozpatrzenie sprawy i odstąpienie od naliczonej opłaty.
– Komunikacja z operatorem parkingu była niewłaściwa. Pacjent nie skorzystał z informacji operatora o konieczności skontaktowania się z administracją szpitala, która kazuistycznie podeszłaby do tematu, uchylając opłatę dla pacjenta znajdującego się w takiej sytuacji – wyjaśnia.
Parking ma zapewnić rotację
Jak podkreśla dyrekcja, parking przy Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznego nie został zaprojektowany z myślą o wielodniowym postoju samochodów. Jego głównym zadaniem jest zapewnienie sprawnej rotacji pojazdów oraz umożliwienie szybkiego przywożenia i odbierania pacjentów.
– Nie jest to parking długoterminowy ani przeznaczony na wielodniowy pobyt samochodów na terenie szpitala. Jego celem jest zapewnienie maksymalnej przepustowości w przypadku przywożenia pacjentów i odbierania pacjentów – tłumaczy Stanisław Szczepaniak.
Jak dodaje, ponad 40 procent kierowców korzystających z parkingu opuszcza go w ciągu 15 minut, dzięki czemu nie ponosi żadnych opłat.
Szpital zapowiada zmiany
Po nagłośnieniu sprawy Uniwersytecki Szpital Kliniczny zapowiada usprawnienie procedur dotyczących pacjentów, którzy niespodziewanie zostają hospitalizowani.
Placówka chce, aby osoby znajdujące się w podobnej sytuacji już na etapie kontaktu z operatorem parkingu otrzymywały jasne informacje o możliwości ubiegania się o obniżenie lub anulowanie opłaty.
– Zamierzamy udrożnić system, zapewniając, że pacjent przede wszystkim u operatora systemu parkingowego uzyska informację, co powinien zrobić, żeby mieć opłatę obniżoną tudzież zlikwidowaną i żeby mógł bez problemu ze szpitala wyjechać – zapowiada dyrektor.
Pan Mykoła nadal oczekuje na rozpatrzenie złożonej reklamacji. Jego historia rozpoczęła dyskusję o zasadach funkcjonowania parkingów przy szpitalach i o tym, jak powinny być traktowane osoby, które trafiają do placówki w trybie nagłym i nie mają wpływu na długość swojej hospitalizacji.
Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!