Mecz przy ulicy Bułgarskiej miał być tylko formalnością. Kolejorz wracał do Poznania z trzybramkową przewagą, a nadzieje na awans po pierwszym meczu były ogromne. Aarhus przyjechał do stolicy Wielkopolski, aby dokonać niemożliwego – to im się udało. Natomiast Lech zapisał się w historii, lecz w tej niezbyt chlubnej.

Walka na trybunach
Już przed meczem można było ujrzeć wagę tego spotkania. Frekwencja na Enea Stadion przekroczyła 36 tysięcy osób. Poza dużą liczbą fanów mistrza Polski do Poznania przybyło wielu sympatyków Aarhus, którzy pełni nadziei przed meczem zaprezentowali oprawę na spotkanie.

Kibice Kolejorza nie pozostali dłużni i chwilę po pierwszym gwizdku wywiesili swoje tifo, które nawiązywało do kultowego filmu Fight Club.

Atmosfera na stadionie była gorąca, a trybuny były słyszalne przez całe spotkanie. Ostatecznie to kibice z Danii mieli powody do świętowania.
Analizy VAR i świetny Emmery
Lech pewnie wszedł w spotkanie i już od początku pojedynku stwarzał sobie sytuacje. Największą była po rzucie rożnym w 20. minucie, gdy po dośrodkowaniu Luisa Palmy piłka odbiła się od ręki Jonasa Jensena-Abbewa i sędzia przyznał rzut karny dla gospodarzy. Jak się jednak okazało, futbolówka najpierw uderzyła udo Duńczyka i jedenastka została anulowana. Odwołanie karnego zmotywowało Aarhus do ofensywy, a zdecydowana większość ataków szła lewą stroną, na której występował świetnie prezentujący się Frederik Emmery. To jego stroną rozpoczęła się akcja, po której Tobias Bech zdobył pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Lech miał jeszcze szansę wyrównać wynik przed zakończeniem pierwszej połowy, lecz Palma fatalnie spudłował z bliskiej odległości.
Na początku drugiej części meczu kolejny raz Emmery był motorem napędowym akcji mistrzów Danii. W 51. minucie oddał bardzo groźny strzał, który obronił Mateusz Lis, a dwie minuty później po jego dośrodkowaniu piłkę ręką w polu karnym zagrał Robert Gumny. Początkowo sędzia tego spotkania, Juxhin Xhaja nie podyktował rzutu karnego, lecz po konsultacji z VAR-em bez zastanowienia wskazał na jedenasty metr. Do jego wykonania podszedł kapitan drużyny, Kristian Arnstad, który pokonał Lisa. Już tylko jedna bramka dzieliła mistrzów Danii do zremisowania w dwumeczu, a zawodnikom Lecha z minuty na minuty coraz mocniej chwiały się nogi.
Na stojąco Europy nie zwojujesz
Po stracie drugiej bramki Niels Frederiksen postanowił dokonać zmiany. Słabo dysponowanego Luisa Palmę zastąpił Allahyar Sayyadmanesh, lecz Irańczyk nie był w stanie poprawić gry ofensywnej Lecha. Mistrz Polski był statyczny i powolny, a Aarhus nie miał problemu z przewidzeniem zamiarów Kolejorza.
Kiedy w tak ważnym meczu nie potrafi się utrzymać kontroli na własnym boisku, to goście dyktują tempo gry. Po rzucie rożnym wykonanym przez Erica Kahla piłkę głową uderzył najwyższy na boisku Frederik Tingager i podwyższył prowadzenie na 0:3. Aarhus dokonał niemożliwego – odrobili trzybramkową stratę z pierwszego meczu przegranego u siebie. Lech zdołał oddać jeszcze jeden strzał w regulaminowym czasie gry, ale Mads Hedenstad bez problemów obronił uderzenie Sayyadmanesha.
Pięciominutowa euforia
Mistrz Polski bojowo wszedł na dogrywkę. W większości to zmiennicy tworzyli sytuacje bramkowe, ale to ostatecznie strzał Michała Gurgula spowodował, że padł gol. Co prawda Hedenstad wybronił uderzenie obrońcy, ale nie mógł nic poradzić na dobitkę Filipa Jagiełły.
Trener Aarhus, Jakob Poulsen postanowił szybko działać i już po dwóch minutach dokonał podwójnej zmiany. Jedną z nich było zejście Emmery’ego, którego zastąpił 18-letni Tomas Kristjansonn. Nastolatek nie potrzebował wiele czasu, aby zrobić różnicę w meczu. Już w 100. minucie zdobył bramkę na 1:4 dla mistrzów Danii. Po spotkaniu trener Poulsen mówił o swoim zawodniku w samych superlatywach:
Tomas [Kristjansonn] to świetny zawodnik w pojedynkach 1 na 1. Wiemy, że jeśli tak zagra, to jest w stanie stworzyć zagrożenie. Ma 18 lat i strzelił świetnego karnego w górny róg bramki. To był topowy występ z jego strony.
Lech chciał jeszcze zdobyć gola przed drugą częścią dogrywki. Daniel Hakans przebiegł kilkadziesiąt metrów z piłką, zanim podał do Yannicka Agnero, jednak Hedenstad obronił strzał Iworyjczyka. Chwilę później nie dał się pokonać Antoniemu Kozubalowi, który uderzał głową po dośrodkowaniu Joela Pereiry. Ostatnie 15 minut nie przyniosło zbyt wielu dogodnych sytuacji, co skutkowało serią rzutów karnych.
Lech w Lidze Mistrzów? Poczekamy co najmniej rok
Początek serii jedenastek zaczął się dla Lecha kapitalnie. Filip Jagiełło wyprowadził mistrza Polski na prowadzenie 1:0, a Kristian Arnstad trafił w słupek. Następne dwa karne Kolejorza to dwie niewykorzystane szanse na podtrzymanie prowadzenia – zarówno Sayyadmanesh i Kozubal nie wykorzystali swoich jedenastek. Za sprawą Tingagera i Kristjansonna Aarhus wyszedł na prowadzenie 1:2. Pomimo trafień Agnero i Pereiry wyniku nie dało się już uratować. Janii Serra pewnie pokonał swój rzut karny, a serię zakończył Tobias Bech.
“Mamy zespół, w którym wielu zawodników potrafi strzelać karne. Kristian[Arnstad] strzelił w trakcie spotkania. a w trakcie serii nie trafił. Dla mnie najważniejsza jest pewność siebie. Jeśli masz wątpliwości co do strzelenia karnego to ci się nie uda” – skomentował po meczu Poulsen.
Marzenia o Lidze Mistrzów w Poznaniu w sezonie 2026/27 kończą się tutaj. Aarhus gra dalej, a ich rywalem w trzeciej rundzie eliminacji będzie Sabah Baku, drużyna, w której występuje Tymoteusz Puchacz.
Od zmiennika do bohatera
Mads Hedenstand dwumecz z Lechem Poznań zaczynał na ławce. Na boisku pojawił się tylko dlatego, że pierwszy bramkarz mistrzów Danii, Jesper Hansen zobaczył czerwoną kartkę. Po meczu z mistrzem Polski 25-letni bramkarz jest największym bohaterem Aarhus. W czasie 120 minut meczu Hedenstad dokonał 8 udanych interwencji, a w serii jedenastek obronił dwa karne. Trener Lecha, Niels Frederiksen pochwalił postawę bramkarza na pomeczowej konferencji prasowej:
W pierwszym meczu, w Aarhus to my byliśmy bardzo efektywni i wykorzystywaliśmy swoje szanse. Dzisiaj to Aarhus był bardziej efektywną drużyną. Nie wydaje mi się, że stworzyli więcej szans niż my, ale byli bardziej skuteczni. Ich bramkarz zagrał bardzo dobre spotkanie.
Europejskie czwartki
Jak teraz będzie wyglądać europejska przygoda Lecha w tym sezonie? W trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Europy Kolejorz zmierzy się z farerskim Klaksvikiem, który przegrał w dwumeczu z Żalgirisem Kowno 0:1. Pierwszy mecz odbędzie się w Poznaniu, 6 sierpnia o godzinie 19:00. Przed tym spotkaniem Lech pojedzie jeszcze do Krakowa, aby 1 sierpnia o 17:30 zmierzyć się z Wieczystą.

Jakub Cichy
***
Po więcej ciekawych tekstów ze świata sportu zapraszamy tutaj -> Planeta Sportu