Lidia Ostałowska – „Bolało jeszcze bardziej”

To prawdziwa wizytówka kunsztu reporterskiego Lidii – zbiór tekstów o polskim bólu.

Sylwia Chutnik

Dwadzieścia lat, dwanaście poruszających historii i jedna Polska, czyli zbiór reportaży Lidii Ostałowskiej pt. „Bolało jeszcze bardziej”.

Słuch na ludzkie nieszczęście

Lidia Ostałowska była jedną z najwybitniejszych polskich reporterek. Od 1989 roku publikowała swoje teksty na łamach Gazety Wyborczej. Wykładała w Polskiej Szkole reportażu. W 2012 roku została nominowana do Nagrody Literackiej NIKE (za „Farby wodne”) oraz Nagrody Gwarancje Kultury. Zmarła w 2018 roku.

źródło: facebook.com

Paweł Wroński, wspominając Ostałowską, opisał ją jako dziennikarkę „o niebywałym słuchu na ludzkie nieszczęście”.

Polska wzdłuż i wszerz

Ten słuch z całą pewnością można dostrzec, czytając jej ostatnią książkę pt. „Bolało jeszcze bardziej”. W swojej pracy Ostałowska zabiera czytelników w podróż po Polsce. Polsce, której wolelibyśmy nie widzieć. Polsce pełnej cierpienia, niesprawiedliwości i wykluczenia. Po zapoznaniu się z każdym kolejnym reportażem tytułowy ból jest coraz bardziej dostrzegalny.

Będąc w opisywanych w książce miejscach, dziennikarka stara się jak najdokładniej zapoznać czytelnika z bohaterem. Dlatego w rozdziale o szalikowcach czy Magiku z Paktofoniki nie zabraknie wulgaryzmów, a w pierwszym reportażu ze wschodu Polski – gwary.

Silne kobiety

„Zdarzyło się w Atlantydzie”, czyli reportaż otwierający cykl, to próba pokazania skutków transformacji gospodarczej. Obrady okrągłego stołu, częściowo wolne wybory, reformy Balcerowicza. Zmiany wprowadzone pod koniec lat 80. odwróciły Polskę do góry nogami. Szereg przemian miał wpływ nie tylko na polityczną, ale i społeczną sferę kraju.

Dla wielu mieszkańców wschodnich terenów zamknięcie PGR-ów w latach 90. było niczym wyrok. Odebranie jedynego źródła utrzymania, próba odnalezienia się w nowej, niełatwej rzeczywistości. Liczenie każdego grosza, aby zapewnić rodzinie minimum. Z takimi problemami zmaga się bohaterka pierwszego reportażu – Włodarska. 

Kobieta dba o to, żeby dzieci miały co jeść i w czym chodzić. W tym okresie nie każdemu może zapewnić odpowiednie obuwie. Część z nich chodzi zimą w adidasach, inne w gumowych butach. Mimo złej sytuacji materialnej Włodarska stara się żyć tak, aby na wszystko starczyło pieniędzy. Ubrania kupuje w sklepach z odzieżą używaną, sama przygotowuje dżemy, smalec. Ostałowska nie opowiada tu tylko historii popegeerowskich wsi, ale ukazuje, jak silne potrafią być kobiety. W pewnym momencie bohaterka zaczyna mówić, jak radzą sobie jej sąsiadki: „Ta rower złoży z częściowo starych, żeby na bilet nie wydać. Tamta ziółek nazbiera.”

Kolejnym rozdziałem, który Ostałowska poświęca kobietom, jest „Czasem odwiedzają mnie demony”. Reportaż ten, jakże dziś aktualny, powstał z listów przesłanych do redakcji. Agata, Marta, Martyna, Ewa czy Aleksandra piszą, że dokonały aborcji. Jedne tego żałują, drugie odczuwają ulgę. Jednak, co wymaga podkreślenia, każda z tych kobiet w momencie podjęcia decyzji, miała inne problemy, inny powód, żeby to zrobić. Lidia Ostałowska po pierwsze – nie ocenia żadnej z nich, po drugie – nie zostawia czytelników z samymi opowieściami bohaterek, ale całą sprawę bada głębiej. Zasięga opinii psychiatrów, terapeutów i działaczy społecznych.

„Worek” to jedna z tych historii, która zostaje z czytelnikiem na dłużej. Lidia Ostałowska przypomina niegdyś bardzo medialną sprawę rodziny z Wrotnowa (k. Siedlec). W czerwcu 2000 r. policja zatrzymała Wandę Ł.  podejrzaną o poczwórne zabójstwo swoich dzieci. Możliwe, że sprawa nie byłaby odkryta do dziś, gdyby nie anonimowy list wysłany do Prokuratury w Siedlcach o rzekomym zakopywaniu zwłok przez rodzinę Ł. za stodołą. Kiedy policja zjawiła się na miejscu, odnalazła w worku zawieszonym na gwoździu w garażu zmumifikowane kości. Jak się później okazało, część z nich wisi tam od roku, a najstarsze od 10 lat. Podobnie jak w poprzednim reportażu, tak i tu nie doświadczymy ani krzty oceny ze strony autorki książki. Lidia Ostałowska skupia się na ukazaniu tragedii, próbie odnalezienia jej przyczyn, a nie na wydawaniu wyroków.

Paktofonika

W zbiorze Ostałowskiej ciekawym rozdziałem jest „Teraz go zarymuję”, który stał się inspiracją do powstania filmu „Jesteś Bogiem” w reż. Leszka Dawida. To historia o zespole Paktofonika, a ściślej o jednym z jego członków – Magiku, którego wczesna (miał 22 lata), samobójcza śmierć wstrząsnęła nie tylko światem hip-hopu, ale i całą Polską. Ostałowska zabiera czytelników do miasta powstania grupy – Katowic, w których kipi od tęsknoty i cierpienia. Pokazuje, że nawet za największymi sukcesami kryje się ból.

Łódzcy szalikowcy

Przechadzając się ulicami Łodzi, oprócz pomnika jednorożca czy budynku Szkoły Filmowej, możemy dostrzec także wpisane do krajobrazu potyczki słowne na murach, namalowane przez kibiców dwóch drużyn piłkarskich – ŁKS-u i Widzewa. „ŁKS robi herbatę z wody po pierogach” czy „RTS spóźnił się na swoje 5 minut” od kilku lat wzbudzają uśmiech, a oprócz pomazanych murów, nie przynoszą większych strat społeczeństwu. Nie zawsze jednak ograniczały się do takich treści. Jak opisuje Ostałowska, na meczach kibicie potrafili wykrzykiwać antysemickie hasła, a na murach pisać: „Żydzi do gazu”. Szalikowcy nie widzieli w tym nic złego, jak tłumaczyli – słowo „żyd” nie odnosiło się do osób pochodzenia żydowskiego, a do kibiców przeciwnych drużyn. „Nie czuję się antysemitą, ale nie lubię ŁKS-u”. Reporterka po raz kolejny sięga głębiej i rozmawia nie tylko z kibicami, ale również z przedstawicielami miasta i Polskiej Unii Studentów Żydowskich.

Ostałowska o gorszej Polsce?

Mimo że od publikacji „Bolało jeszcze bardziej” minęło 9 lat, to dopiero teraz zaczynamy głośno mówić o aborcji, pedofilii czy biedzie. Teksty Lidii Ostałowskiej, podobnie jak te Justyny Kopińskiej, autorki „Polska odwraca oczy”, traktują o „gorszej” Polsce. Tej z kartotek kryminalnych i rubryk w Ośrodkach Pomocy Społecznej. Tej, której staramy się nie zauważać, mimo tego, że czasem może być bliżej, niż nam się wydaje.

JULIA KALKA