Sea You 2026, czyli dowód na to, że trójmiejska scena ma się dobrze

Trójmiasto już od wielu lat okazuje się być jednym z filarów kształtujących polską scenę muzyczną. To z niego wywodzą się często konkretne trendy w muzyce, które obserwujemy później na szerszą skalę, a także artyści, którzy stają się w pewien sposób przełomowi dla swojego gatunku. Sea You to stosunkowo młody showcase, który zdążył już pokazać, że jest ważnym graczem wśród innych polskich festiwali. To właśnie tutaj pokazywali się tacy artyści jak: The Cassino, asthma, Belmondawg z Expo 2000, Seweryn czy The Ferrules. Trudno więc zaprzeczyć, że to festiwal, który warto śledzić.

W tym roku Sea You niezaprzeczalnie pełnił funkcję otwarcia sezonu festiwalowego. Odbywając się tydzień przed poznańskim Next Festem nakreślił czyje działania warto śledzić i na kogo koncerty warto się wybrać. Sea You jest o tyle specyficznym showcase’em, że wszystko odbywa się na dwóch scenach mieszczących się w jednym budynku. Skutkuje to w tym, że publika zespołu Blenders, trafia w praktycznie pełnym zestawie na występ Budki Surfera by Unda. Wychodzi to fenomenalnie, ponieważ pomimo początkowego braku entuzjazmu, z każdym kolejnym kawałkiem coraz bardziej „buja się” i oddaje energię raperów.

Sea You jest też o tyle ważne, że to właśnie jego laureat nagrody publiczności, dostaje możliwość zagrania na Inside Seaside, czyli jednym z najważniejszych festiwali muzyki alternatywnej w Polsce. W tym roku będziecie mogli usłyszeć zespół Spoiwo, który pomimo specyfiki teatru Szekspirowskiego w Gdańsku, gdzie odbywa się Sea You dał show na miarę scen międzynarodowych.

fot. Zuza Oleszczak

Nie zabrakło także mocniejszego gitarowego brzmienia, o które zadbały dla nas Loveworms czy Bazgrołki. Nie będę ukrywać – były to koncerty, na które najbardziej czekałam, jadąc na festiwal, a oba przerosły moje oczekiwania. Bazgrołki całkowicie wypełniły salę, a sami muzycy, stworzyli jeden z najbardziej hipnotycznych koncertów, na jakich byłam. Czułam się jak w transie, z którego nie chciałam, by mnie ktoś wybudził. Występ Loveworms, wywołał we mnie odczucia, mimo, że pozornie inne, to na wielu płaszczyznach podobne. Poczułam, że to ten rodzaj koncertów, na których chcę być. Jeżeli tak ma wyglądać przyszłość sceny noise’owo-psychodelicznej, to ja poproszę bilet w pierwszym rzędzie.

Sea You
fot. Zuza Oleszczak

Ważnym elementem festiwalu był także niepodważalnie koncert Budki Surfera, czyli projektu powstałego na 10-lecie projektu Unda. Niejednokrotnie słyszymy o tzw. „undziarskim” brzmieniu, które weszło do powszechnego użycia przy opisywaniu rapu, co tylko podkreśl, jak ważny jest to projekt dla całej społeczności tego gatunku w Polsce. Pomimo słów konferansjera, że „Undy już nie ma” zarówno Miły ATZ, jak i Kapi, obalają te słowa, mówiąc, że pomimo poczucia rozgraniczenia pomiędzy Budką Surfera, a Undą, projekt ten żyje i jest ważnym elementem życia dla wielu osób. Show Budki, tylko potwierdziło te słowa.

fot. Zuza Oleszczak

Wśród tegorocznych artystów pojawiły się też nazwiska, o których myślę, że w najbliższym czasie zrobią spory szum. Przede wszystkim spokojna jestem o przyszłe kariery Kasoil oraz Natalii Muiangi. Dawno nie widziałam tak przebojowych wokalistek, które swoją energią zarażają każdego obecnego na sali. Kasoil dawała swój koncert, otwierając ostatni dzień festiwalu, na scenie Magazyn. Pomimo że jest to ta mniejsza ze scen, Kasia zapodała nam taką bombę energetyczną, że definitywnie był to jeden z najbardziej zapamiętywalnych występów. Wraz ze swoim zespołem, dziewczyny udowadniają, że damska scena muzyczna ma się doskonale, a same artystki niedługo będą porównywane do, chociażby zespołu Lor, w najlepszych tego zdania znaczeniu. Natalia Muianga za to, w moich oczach zasłużyła na miano polskiej Raye połączonej z Olivią Dean. Koncert ten był najwyższej jakości, a zespół Natalii tylko dopieszczał jej niesamowity głos.

Sea You
fot. Zuza Oleszczak

Jak na większości showcase’ów ważnym elementem były także odbywające się od wczesnego popołudnia panele. Mi udało się uczestniczyć na dwóch z nich. Pierwszym było case study Męskie Granie Orkiestra. Poprowadził Piotr Stelmach (Radio 357), którego rozmówcami byli: Krzysztof Bąk (organizator Męskiego Grania), Bartek Królik (dyrektor muzyczny) i Andrzej Smolik (kompozytor, ojciec – założyciel Męskiego Grania). Rozmowa ta była o tyle ciekawa, że nie tylko ukazała zaplecze jednego z najważniejszych polskich festiwali, ale także relacje panujące pomiędzy muzykami tworzącymi tę orkiestrę przez przekrój edycji. 

Drugi z paneli dotyczył gdyńskiej sceny hip-hopowej, poprowadził go Jędrzej Olczyk (Newonce) z Miłym ATZ, Dr Slalomem znanym szerzej jako Kapi z Undy oraz 2k88. Pomimo tego, że rozmowa dotyczyła hip-hopu, padło tam jedno zdanie, które moim zdaniem najlepiej opisuje, czym jest trójmiejska scena muzyczna. Parafrazując – scena trójmiejska stoi na rapie i psychodeli – a to dużo mówi o tym, jaka jest muzyka nadmorska. I po dwóch dniach spędzonych na Sea You zgadzam się z tym stwierdzeniem. Trójmiejscy artyści są niepokorni i szczerzy tak jak te dwa gatunki, a emocje, które budzi ich muzyka są niepodrabialne.

Autorka: Zuza Oleszczak

Po więcej relacji z koncertów zapraszamy na stronę Magazynu Muzycznego