Druga edycja Bittersweet Festival dobiegła końca. Na Cytadeli przez trzy dni występowali artyści z Polski i zagranicy, a wydarzenie przyciągnęło tłumy. Organizatorzy mówią o sukcesie i zapowiadają kolejną edycję. Nie brakuje jednak głosów krytycznych. Mieszkańcy skarżyli się na hałas, aktywiści wskazują na stan terenu, a wątpliwości dotyczą również wpływu imprezy na Cytadelę. Miasto zapowiada, że przed podjęciem decyzji o przyszłości festiwalu poczeka na raporty.
Trzy dni muzyki na Cytadeli
Bittersweet Festival po raz drugi odbył się na poznańskiej Cytadeli. Wydarzenie, które od początku wzbudzało emocje przede wszystkim ze względu na swoją lokalizację, przyciągnęło 120 tys. osób. Na scenach pojawiły się największe gwiazdy światowej muzyki, w tym Robbie Williams, Gorillaz i Twenty One Pilots.
Organizatorzy drugą edycję oceniają jako udaną. Zwracają uwagę zarówno na frekwencję, jak i reakcje publiczności.
– Druga edycja była niesamowitym sukcesem. Line-up dowiózł, jesteśmy zadowoleni z tego, jakie emocje towarzyszyły całemu festiwalowi, takie momenty jak Robbie Williams śpiewający dla mamy jednej z uczestniczek, czy uczestniczka śpiewająca z Jecie J – mówi Szymon Liedtke, rzecznik prasowy festiwalu Bittersweet.
Pozytywnie wydarzenie oceniali również sami festiwalowicze. Jeden z uczestników zwrócił uwagę na atmosferę, organizację i dobór artystów.
– Niesamowite wydarzenie, świetna organizacja, cudowny line-up. Poznań może być dumny, że ma tak wspaniałe wydarzenie muzyczne, którego w tym mieście brakowało. Nie mogę się doczekać kolejnej edycji! – ocenił jeden z festiwalowiczów.
Organizatorzy zapowiadają jednocześnie, że nie zamierzają ignorować uwag, które pojawiły się podczas tegorocznej edycji.
– Wyciągamy na bieżąco wnioski. Nie byliśmy głusi na głosy osób, które były na festiwalu oraz poza festiwalem – dodaje Szymon Liedtke.
Kolejna edycja ma być więc przygotowana z jeszcze większą dbałością o szczegóły.
– Stawiamy poprzeczkę wysoko i na następny rok jest ona jeszcze wyżej – mówi Liedtke.
Pierwszy dzień przyniósł najwięcej uwag
Nie wszystkie sygnały, które docierały do organizatorów, były jednak pozytywne. Już pierwszego dnia pojawiły się zgłoszenia dotyczące funkcjonowania festiwalu.
– Dotyczyły one przepustowości, na które reagujemy. Natomiast w drugim i trzecim dniu możemy zobaczyć reakcję w social mediach, które przede wszystkim były pozytywne – tłumaczy rzecznik prasowy festiwalu Bittersweet.
W mediach społecznościowych pojawiły się również zarzuty dotyczące namawiania uczestników do wyrobów tytoniowych. Organizatorzy nie potwierdzają takich sytuacji.
– Podejmowaliśmy wszystkie kroki, które miały poprawić komfort uczestników i żadne negatywne opinie do nas nie wpływały – dodaje Szymon Liedtke.
Wejście na teren festiwalu Bittersweet, fot. FN
Podobne kontrowersje dotyczyły zaplecza imprezy. Jednym z tematów była liczba beczkowozów zapewniających wodę. W tym roku na terenie festiwalu były trzy takie pojazdy.
– Myślę, że te zarzuty dotyczące braku odpowiedniej ilości wody są stawiane przez osoby, których w ogóle nie było. My reagujemy na wszystkie sygnały i nie otrzymaliśmy opinii na to, żeby tych beczkowozów było za mało – odpowiada Szymon Liedtke.
Zrzucona budka lęgowa na poznańskiej Cytadeli, fot. Strona Czynna
Do naszej redakcji trafiły również zdjęcia przedstawiające zniszczoną budkę lęgową. Organizatorzy twierdzą jednak, że nie otrzymali wcześniej zgłoszenia w tej sprawie.
– Jeżeli takie zdarzenie miało miejsce, będziemy reagować. Reagujemy nie tylko na to, co się dzieje na terenie festiwalu, ale i również poza nim – mówi Liedtke.
Dźwięk docierał daleko poza Cytadelę
Jednym z najpoważniejszych punktów sporu pozostał hałas. Organizatorzy podkreślają, że po pierwszym dniu liczba zgłoszeń wyraźnie spadła.
– Było ciszej. Festiwal odbywa się w mieście, więc to natężenie dźwięku uciekało poza tę Cytadelę, nasza infolinia, jak i mail „Dobry sąsiad”, działały bez ustanku. Dostaliśmy trochę zgłoszeń – mówi rzecznik.
Pierwszego dnia było najwięcej zgłoszeń.
– Pierwszego dnia było ich kilkanaście, natomiast drugiego oraz trzeciego kilka – mówi.
Organizatorzy wskazują również, że mieszkańcy mieli możliwość bezpośredniego kontaktu z festiwalem.
– Myślę, że mieszkańcy mogą być zadowoleni, jeżeli chodzi o kontakt z organizatorem – dodaje Liedtke.
Inaczej sytuację ocenia Jakub Orlik ze Strony Czynnej. Według niego sam fakt istnienia infolinii nie rozwiązywał problemu hałasu.
– Dobry sąsiad nie kłamie i jak się do niego dzwoni, że jest za głośno, to ścisza muzykę – uważa Jakub Orlik z nieformalnej grupy Strona Czynna.
Aktywista przywołuje również relację jednej z mieszkanek, która miała odczuwać drgania w swoim mieszkaniu.
– Dostałem telefon od mieszkanki, że to nie był hałas, tylko po prostu się jej trzęsły ściany, więc wszelkie zapewnienia, że problem dolegliwości mieszkańców będzie rozwiązany, są tutaj totalnie nietrafione – mówi Orlik.
Według niego problem był odczuwalny także w innych częściach miasta.
– To dudnienie, które dociera do mieszkańców, nie przypomina muzyki i może przypominać fajerwerki. Gdy te basy się niosą, trzęsą się ściany, podłoga – uważa aktywista.
Bittersweet Festival z materiałami bezhukowymi, fot. FN
Organizatorzy przyznają, że dźwięk docierał poza Cytadelę, ale zapewniają, że reagowali na zgłoszenia.
– Na wszystkie zgłoszenia reagowaliśmy – odpowiada Szymon Liedtke.
Orlik twierdzi jednak, że problem z hałasem był dla niego na tyle poważny, że miał problemy ze snem.
– Jestem po dwóch nieprzespanych nocach, w czwartek było trochę ciszej, ale potem znowu było głośno i było słychać na Łazarzu – mówi członek nieformalnej grupy Strona Czynna.
Orlik twierdzi, że przez trzy dni festiwalu spał łącznie około 10 godzin. Jak dodaje, zgłaszał problem na infolinii, gdzie miał usłyszeć, że aktualnie występuje głośniejszy zespół, ale potem ma być Chopin. Problem zgłosił również policji.
Cytadela była częścią festiwalowego zaplecza
Kolejny spór dotyczył sposobu wykorzystania terenu. Strona Czynna zwraca uwagę na ślady pozostawione przez ciężki sprzęt.
– Ten teren jest rozjechany w piach. To już nie chodzi o zniszczoną trawę, ale o to, że jest wyjechana droga dla tirów, to wygląda po prostu masakrycznie. Nie wygląda to jak coś, co się w rok zregeneruje – dodaje Jakub Orlik.
Śmieci wysypywały się z koszy, fot. Strona Czynna
Według opinii Zarządu Zieleni Miejskiej teren Cytadeli po wydarzeniu ma przejść rekultywację, która potrwa około sześciu miesięcy.
Aktywista uważa jednak, że same prace nie zmieniają faktu, że mieszkańcy przez pewien czas będą korzystać z terenu w gorszym stanie.
– Ta trawa nie pojawi się magicznie. Mieszkańcy mają gorszy park niż mieli miesiąc temu – mówi Orlik.
Organizatorzy wskazują natomiast, że przy przygotowaniu festiwalu współpracują z Zarządem Zieleni Miejskiej.
– Zarząd Zieleni Miejskiej jest stroną umowy dzierżawy, więc nie ma możliwości pominięcia go w procesie organizacji festiwalu – mówi Szymon Liedtke.
Jak dodaje rzecznik, organizatorzy mieli działać zgodnie z uzyskanymi zgodami.
– Teren użytkowaliśmy zgodnie z pozwoleniami i w terminach, które określa umowa. Jeśli pojawiły się jakieś przesunięcia, miały one charakter wynikający z kwestii bezpieczeństwa i kwestii technicznych, natomiast wszystko odbywa się w ramach dobrej współpracy z gospodarzami terenu – kończy Liedtke.
Orlik zwraca jednak uwagę, że opinia Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, na którą powołują się organizatorzy, dotyczy konkretnego zakresu ochrony przyrody.
– Opinia RDOŚ dotyczy obszaru Natura 2000, czyli nietoperzy. Nie dotyczy trawy, drzew oraz zabytków – wyjaśnia Jakub Orlik.
Organizatorzy chcą kontrolować kolejne problemy
Podczas festiwalu pojawił się również incydent dotyczący wykorzystania części terenu. Jakub Orlik twierdzi, że wszedł do parku dostępnego dla mieszkańców, jednak ochrona miała nakazać mu opuszczenie tego miejsca.
– Poszedłem i usiadłem w parku dostępnym na mapce dla mieszkańców. Ochrona przyszła i powiedziała, że im się to nie podoba i potrzebują tego terenu, żeby tiry mogły jeździć, chwyciła mnie za rękę i siłą przeniosła gdzieś indziej – mówi Jakub Orlik.
Inaczej na kwestie organizacyjne patrzyła Halina Owsianna, która pojawiła się na festiwalu również w ramach kontroli. Zwróciła uwagę na poprawę w porównaniu z poprzednią edycją.
– Zawiodła głośność. Nie wiem, jaka była przyczyna, jednak organizatorzy zapewniali, że nie ma być tak głośno. Natomiast wydaje się, że część mieszkańców Starych Winograd nie słyszała, a jednak gdzieś dalej – komentuje Halina Owsianna, radna miasta Poznania z klubu Lewica Centrum.
Radna przyznała, że sama wolałaby wcześniejsze zakończenie koncertów. Podczas pierwszego dnia zauważyła też problemy organizacyjne.
– Pierwszego dnia było trochę chaosu. Pojawił się problem z dotarciem do pewnych punktów, m.in. do scen, gdzie można było swobodnie przejść – mówi Owsianna.
Jej zdaniem kolejne dni wyglądały już znacznie lepiej.
– Natomiast już w drugim i trzecim organizacyjnie było bez zastrzeżeń – mówi.
Festival Bittersweet na Cytadeli, fot. AK
Nie potwierdziły się również wszystkie zarzuty dotyczące zaplecza sanitarnego.
– Pojawił się zarzut również, jeżeli chodzi o toalety. Nie widziałam kolejek, co więcej były toalety dla osób niepełnosprawnych – dodaje Owsianna.
Radna zwróciła uwagę także na zabezpieczenie terenu przed pojazdami.
– Były również podkładane maty na pojazdy przejeżdżające, aby nie niszczyć podłoża. Dlatego ja, patrząc na to, co było w zeszłym roku i teraz, to widzę konkretną poprawę i chęć wyjścia naprzeciw różnym oczekiwaniom. Było dużo lepiej – uważa radna.
Nie wszystkie problemy wynikały z organizacji
Podczas imprezy pojawiły się również sytuacje związane z zachowaniem samych uczestników. Jedna z nich dotyczyła wejścia na jałowce w pobliżu Dzwonu Pokoju.
– To nie jest zarzut do organizatorów. Wymaga to zachowania kultury uczestników – kwestuje radna.
Owsianna zwróciła także uwagę na sposób dbania o czystość terenu.
– W tym roku wszystkie kosze były opróżniane od razu – dodaje radna.
Radna odebrała również telefony od mieszkańców, którzy pytali o samo miejsce organizacji wydarzenia.
– Ja odebrałam dwa telefony, dotyczące skargi, dlaczego ta impreza jest na Cytadeli – mówi Halina Owsianna.
Jej zdaniem pozytywnym rozwiązaniem było udostępnienie mieszkańcom bezpośredniego kontaktu z organizatorem.
– Jak byłam w domu i miałam otwarte okno, było to słychać, ale nie była to rąbanka, że nie można było zasnąć – mówi Owsianna.
Z relacją radnej nie zgadza się jednak Orlik, który twierdził, że problemy ze snem występowały również na Łazarzu.
– Kompletnie tego nie rozumiem – komentuje radna.
Według pojawiających się informacji najgłośniej miało być na osiedlach Pod Lipami oraz Przyjaźni.
Duża impreza to także promocja Poznania
Mimo zastrzeżeń Halina Owsianna uważa, że miasto nie powinno rezygnować z dużych wydarzeń muzycznych. Jej zdaniem festiwal może przynosić Poznaniowi konkretne korzyści.
– To jest wielka promocja miasta, chociażby tych ludzi przyjezdnych jest wiele – mówi Halina Owsianna.
Radna przypomniała również sytuację z 2015 roku, kiedy zdecydowano o przeniesieniu festiwalu Transatlantyk z Poznania do Łodzi.
– Nie chciałabym, żeby takich imprez nie było. Ciągle konkurujemy z Gdańskiem, Wrocławiem i Warszawą. Nie możemy się takich rzeczy pozbywać – mówi radna.
Jednocześnie jej własna ocena wydarzenia nie jest jednoznaczna.
– Mam mieszane uczucia – komentuje organizację Bittersweet Halina Owsianna.
Podobnie na sprawę patrzy Andrzej Prendke. Radny zauważa zarówno problemy, jak i starania organizatorów o poprawę współpracy z mieszkańcami.
– Nie jestem do końca zdecydowany co do wyników tej współpracy. Dostrzegam bardzo dużą chęć ze strony organizatora, aby te relacje wyglądały jak najlepiej. Docierają różne głosy – mówi Andrzej Prendke, radny miasta Poznania z klubu Koalicji Obywatelskiej.
Scena główna festiwalu nocą, fot. AK
Sam radny pojawił się na festiwalu dobrowolnie i uczestniczył w koncertach.
– Dla mnie dźwięki ze scen były tym, po co przyszedłem – komentuje.
Zwraca też uwagę na pozytywne komentarze dotyczące wydarzenia.
– Przez Cytadelę festiwal jest odbierany w tak atrakcyjny sposób, ponieważ park może służyć dużym eventom dla mieszkańców – kończy Andrzej Prendke.
120 tysięcy osób przyjechało do Poznania
O ekonomicznych korzyściach związanych z festiwalem mówi również Jacek Jaśkowiak. Prezydent Poznania otrzymywał zarówno pozytywne, jak i negatywne sygnały.
– Mam bardzo różne opinie na temat festiwalu. Mam sygnały od mieszkańców Winograd, którzy skarżyli się na uciążliwość, za co ich bardzo przepraszam. Wiemy już, że jedna ze scen generowała największy problem i to nie była ta główna – mówi Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania.
Jednocześnie wskazuje na korzyści, jakie wydarzenie przyniosło lokalnym przedsiębiorcom.
– Mam też sygnały od restauratorów, hotelarzy, że takiego obłożenia, tylu klientów, nie mieli przez cały rok. Cieszę się z tego, że te 120 tys. osób, które przyjechało do nas i będzie tych osób więcej, że część tych osób przyjedzie w kolejnych miesiącach, zobaczyli piękno Poznania i to jest ważne – dodaje Jaśkowiak.
Prezydent nie chce jednak jeszcze przesądzać, czy Cytadela pozostanie miejscem organizacji wydarzenia.
Miasto zamierza najpierw sprawdzić, jak teren będzie wyglądał po zakończeniu festiwalu i przeprowadzeniu prac porządkowych.
– Ja jestem ciekawy i będę chciał zobaczyć, jak wygląda Cytadela za tydzień. Na ile ten festiwal wpłynął negatywnie, na cokolwiek, co na tej Cytadeli jest – mówi Jacek Jaśkowiak.
Organizatorzy chcą zostać w Poznaniu
Choć druga edycja przyniosła zarówno pozytywne, jak i krytyczne głosy, organizatorzy już myślą o kolejnym wydarzeniu. Zapowiadają trzecią edycję i dalsze rozmowy z artystami.
– Na to liczymy. Chcemy w Poznaniu pozostać, ale czy tak będzie, okaże się to w następnych dniach – odpowiada Szymon Liedtke na pytanie, czy festiwal odbędzie się w Poznaniu.
Rzecznik zapowiada również utrzymanie charakterystycznego klimatu wydarzenia.
– Myślę, że zostaniemy w naszym starym klimacie Bittersweety, czyli te nostalgiczne utwory. Niektóre rozmowy z niektórymi artystami już są na zaawansowanym poziomie – dodaje.
O tym, czy Cytadela pozostanie miejscem festiwalu, zdecydują więc nie tylko organizatorzy. Ważne będą również opinie mieszkańców, stan terenu po imprezie oraz stanowisko miasta i zarządcy parku.
Na razie organizatorzy deklarują, że chcą kontynuować wydarzenie w Poznaniu. Strona Czynna domaga się natomiast zmian dotyczących miejsca, godzin i poziomu głośności.
– Są trzy punkty. Pierwszy: godziny trwania, niech to się zakończy o 23. Po drugie: miejsce, niech to się odbędzie w miejscu, gdzie ZZM wyrazi zgodę, bo aktualnie to się odbywało w miejscu, gdzie organizator nie pozyskał zgody, oraz trzecie: głośność, musi być ciszej – punktuje Jakub Orlik.
Druga edycja Bittersweet Festival zakończyła się więc sukcesem frekwencyjnym, ale nie zakończyła dyskusji o miejscu imprezy. W kolejnych miesiącach okaże się, czy Poznań zdecyduje się ponownie udostępnić Cytadelę organizatorom i czy uda się pogodzić duże wydarzenie muzyczne z oczekiwaniami mieszkańców.
Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!
Emocjonujące spotkanie zapewniły w sobotę poznańskie siatkarki. W starciu z drużyną San-Pajda Jarosław zwyciężyły 3:1 (26:24, 21:25, 25:21, 25:19). Energetyczne pokazały klasę […]
Na trzech odmiennych gatunkowo przykładach, z którymi warto się zapoznać. Poetyckiej powieści historycznej, zbiorze felietonów oraz reportażu autorstwa francuskiego duetu; fotografa i […]
Czterech muzyków i dziesięć lat, które na zawsze odmieniły oblicze świata. Oddziaływanie kulturowe The Beatles nie zamknęło się jedynie w obrębie muzyki […]