Nowe ustalenia w sprawie tragicznego pożaru na Kraszewskiego. Są zarzuty dla dwóch osób

Dogaszanie pożaru na ul. Kraszewskiego w Poznaniu, fot. archiwum

Prokuratura przedstawiła nowe ustalenia dotyczące tragicznego pożaru kamienicy na ul. Kraszewskiego 12 w Poznaniu. Śledczy ustalili mechanizm dwóch wybuchów, wskazali źródło pożaru i postawili zarzuty dwóm członkom zarządu firmy LUPO. W wyniku katastrofy zginęło dwóch strażaków.

Pożar na ul. Kraszewskiego doprowadził do ogromnych zniszczeń

Pożar kamienicy przy ul. Kraszewskiego 12 był jednym z najtragiczniejszych zdarzeń w Poznaniu w ostatnich latach. Ogień pojawił się w nocy z 24 na 25 sierpnia 2024 roku. W trakcie akcji ratowniczej doszło do wybuchu, a następnie zawalenia części budynku. Śmierć poniosło dwóch strażaków, a wiele osób zostało rannych.

Śledztwo w sprawie przyczyn tragedii trwało wiele miesięcy. Prokuratura przesłuchała świadków, analizowała zgromadzone materiały i przeprowadzała eksperymenty. Kluczowe znaczenie miała również opinia biegłych oraz symulacja wybuchu kamienicy przygotowana przez ekspertów z Politechniki Poznańskiej.

Zebrany materiał doprowadził śledczych do ustalenia mechanizmu, w którym doszło do pożaru i późniejszych eksplozji. Prokuratura wskazuje na ogniwa elektryczne przechowywane w pomieszczeniach firmy LUPO.

– Doszło do zapłonu magazynowanych w pomieszczeniach produkcyjno-magazynowych firmy LUPO, mieszczącej się w tej kamienicy, ogniw elektrycznych. Jedno ogniwo zaczęło zapalać kolejne, w wyniku czego powstał pożar. Następnie wydzielające się z nich gazy spowodowały eksplozję – tłumaczy prok. Marek Piegat, prokurator referent sprawy z Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald.

Śledczy badają przyczyny pożaru na ul. Kraszewskiego

Biegli ustalili, że podczas tragedii doszło do dwóch wybuchów. Pierwszy nastąpił w czasie rozpoznawania sytuacji przez strażaków, którzy próbowali ustalić, co dokładnie dzieje się w pomieszczeniach kamienicy.

– Opinia biegłych potwierdziła wystąpienie dwóch wybuchów. Pierwszy powstał na skutek dopowietrzenia pomieszczeń podczas rozpoznania prowadzonego przez strażaków – mówi prokurator referent.

Śledczy przeanalizowali również działania prowadzone przez straż pożarną. W tym celu wykorzystano opinię Akademii Pożarniczej. Z ustaleń wynika, że przy ówczesnym stanie wiedzy strażacy nie mieli innej możliwości ustalenia, co, gdzie i w jaki sposób się pali.

Dotarcie do pomieszczeń wymagało ich otwarcia. Dopiero wówczas strażacy mogli dokładnie rozpoznać sytuację i określić charakter zagrożenia.

– W związku z tym trzeba było dotrzeć do tych pomieszczeń, a dotarcie do nich oznaczało otwarcie drzwi bądź okien, żeby można było osobiście zorientować się, co się dzieje – dodaje Piegat.

Prokuratura podkreśla, że pomieszczenia firmy LUPO nie były zwykłymi piwnicami. Wykorzystywano je jako przestrzeń magazynowo-produkcyjną, w której znajdowała się ogromna liczba ogniw elektrycznych.

– Nie były to zwykłe piwnice. Były to pomieszczenia magazynowo-produkcyjne, w których gromadzono znaczną ilość ogniw elektrycznych. Zgromadzono tam ponad 6,5 tony takich ogniw, a mogło ich być jeszcze więcej – tłumaczy prokurator.

Według prokuratury pomieszczenia nie były przystosowane do pełnienia funkcji profesjonalnego magazynu. Ich charakter odpowiadał raczej tradycyjnym piwnicom, mimo że przechowywano w nich znaczną ilość baterii litowo-jonowych. Prokurator wskazuje również, że przepisy zakazują przechowywania tego rodzaju baterii w piwnicach.

Zarzuty dla członków zarządu LUPO

W toku postępowania przesłuchano Adama H. i Agnieszkę W.-H., związanych z firmą LUPO. Początkowo występowali oni w sprawie w charakterze świadków. Obecnie oboje usłyszeli zarzuty dotyczące nieumyślnego spowodowania pożaru, zawalenia się kamienicy oraz eksplozji materiałów łatwopalnych, w wyniku których zginęło dwóch strażaków.

Obie osoby odpowiadają z tego samego zakresu zarzutów i nie przyznały się do zarzucanych im czynów. Są członkami zarządu firmy. Prokuratura nie zastosowała wobec nich żadnych środków zapobiegawczych.

Firma LUPO prowadziła działalność w kamienicy przez ponad 10 lat. Jak wynika z ustaleń śledczych, przez cały ten okres nie przeprowadzono kontroli dotyczącej prowadzonej tam działalności. Zdaniem prokuratury osoby odpowiedzialne za przedsiębiorstwo powinny znać przepisy regulujące warunki prowadzenia takiej działalności.

– To nie są przedsiębiorcy, którzy mogliby nie wiedzieć, jakie warunki ich obowiązują – uważa prokurator referent.

Śledczy sprawdzili także, czy przed tragedią dochodziło do innych zdarzeń związanych z przechowywaniem i wykorzystywaniem ogniw. W przeszłości podczas montowania pakietów do akumulatorów, między innymi do wkrętarki, dochodziło do zapłonu pojedynczych ogniw. Zdaniem prokuratury tamte przypadki miały jednak zupełnie inny charakter niż sytuacja w kamienicy przy Kraszewskiego.

– Miały miejsce incydenty, które polegały na przykład na montowaniu pakietu ogniw do akumulatora, wkrętarki. Jedno z tych ogniw uległo zapłonowi, co oznacza, że można było je ugasić. Natomiast tutaj chodzi o pewien systemowy sposób przechowywania, magazynowania tak wielkiej ilości ogniw – odpowiada Piegat, odnosząc się do wcześniejszych incydentów związanych z działalnością firmy LUPO.

Współwłaściciel kamienicy bez zarzutów

Prokuratura badała również odpowiedzialność właściciela i współwłaściciela kamienicy. Śledczy sprawdzali między innymi, czy wiedzieli oni, jaki rodzaj działalności prowadzono w pomieszczeniach wynajmowanych firmie LUPO.

Część pomieszczeń była wcześniej przebudowywana także na koszt współwłaściciela budynku. Sam fakt wykonania prac nie oznacza jednak, że posiadał on wiedzę o sposobie późniejszego wykorzystywania tych pomieszczeń przez najemcę.

prok. Marek Piegat podczas briefingu prasowego, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor

– Te pomieszczenia były przerabiane również sumptem przez samego współwłaściciela tej kamienicy. Niemniej jednak trzeba oddzielić kwestię przygotowania pomieszczeń dla najemcy od wiedzy na temat tego, jaki rodzaj działalności jest tam prowadzony – mówi prokurator.

Na obecnym etapie postępowania materiał dowodowy nie wskazuje, aby współwłaściciel wiedział, jaki rodzaj działalności był prowadzony w pomieszczeniach firmy LUPO. W związku z tym prokuratura nie przedstawiła mu zarzutów.

Śledczy sprawdzili także baterie strażaków

W toku postępowania badano również wątek przechowywania baterii litowo-jonowych przez samą straż pożarną. Pojawiło się pytanie, dlaczego miejsce, w którym strażacy trzymali akumulatory, nie zostało wcześniej skontrolowane i czy samo przechowywanie takich baterii może stanowić naruszenie przepisów.

Prokurator wskazał, że samo posiadanie baterii nie oznacza automatycznie złamania zasad bezpieczeństwa. Kluczowe znaczenie mają warunki, w jakich są one przechowywane.

– Każdy może gromadzić baterie w dowolnym miejscu, jeżeli jest to zgodne z zasadami.

Podczas konferencji jeden z dziennikarzy dopytywał, dlaczego straż pożarna nie skontrolowała wcześniej miejsca, w którym sama przechowywała akumulatory. Prokurator odpowiedział na to pytaniem dotyczącym zakresu obowiązków straży.

– Pytanie jest takie: czy straż pożarna powinna również badać bezpieczeństwo każdej stacji benzynowej, na której tankuje paliwo? – odpowiada Marek Piegat.

Na obecnym etapie śledztwa prokuratura wykluczyła zaniechania po stronie straży pożarnej. Śledczy nie dopatrzyli się również błędów w opinii biegłych. Zmiana liczby strażaków obecnych na miejscu była natomiast możliwa do ustalenia dopiero po przeliczeniu stanu załogi.

Strażacy nie mogli czekać na rozwój pożaru

Jednym z najważniejszych wątków śledztwa było ustalenie, czy pierwszy wybuch można było przewidzieć i czy strażacy mogli uniknąć otwierania pomieszczeń. Prokuratura nie zgadza się z twierdzeniem, że najlepszym rozwiązaniem było pozostawienie ognia i oczekiwanie, aż znajdujący się w środku materiał sam się wypali.

Zdaniem śledczych pożar rozwijał się w warunkach, w których strażacy musieli podjąć działania. W budynku i jego bezpośrednim sąsiedztwie znajdowali się ludzie, a kamienica była położona w gęsto zabudowanej części miasta.

– Pożar był w rodzaju tragedii greckiej, co oznacza, że w ten czy inny sposób doszłoby do tego wybuchu – uważa Piegat.

Prokurator zaznacza, że ocenianie decyzji strażaków wyłącznie z perspektywy tego, co wydarzyło się później, nie oddaje warunków, w jakich musieli działać. W jego ocenie czekanie na samoistne wypalenie się materiału mogło doprowadzić do jeszcze większego zagrożenia.

– Takie wypowiedzi są snute po wydarzeniu z perspektywy wygodnego fotela, a nie w momencie, kiedy wiemy, że rozwija się pożar, ludzie są na ulicy, mamy budynek w zagęszczonej tkance budowlanej i takie postępowania można by kwalifikować jako niebezpieczne – mówi prokurator.

Śledczy wskazują również, że do napowietrzenia pomieszczeń mogło dojść niezależnie od działań strażaków. Wystarczyłoby uszkodzenie któregoś z elementów budynku albo pęknięcie szyby pod wpływem wysokiej temperatury.

– Do tego wybuchu i tak by doszło albo doszłoby poprzez otwarcie drzwi czy wybicie szyby. Równie dobrze szyba, którą wybili strażacy, mogłaby pęknąć pod wpływem temperatury i również doszłoby do napowietrzenia tych pomieszczeń. Mogłaby pęknąć którakolwiek z szyb wewnętrznych tych pomieszczeń, które były blisko pożaru. Mogłoby dojść do rozszczelnienia stropu, ale to wszystko, o czym teraz mówimy, to są wyłącznie dywagacje – dodaje Piegat.

Śledztwo jeszcze się nie kończy

Prokuratura nadal będzie analizowała zgromadzony materiał dowodowy. Dopiero po zakończeniu całego postępowania śledczy mogą zdecydować o skierowaniu odpowiednich wniosków do innych instytucji, w tym straży pożarnej czy nadzoru budowlanego.

Na obecnym etapie nie można jeszcze formułować takich wniosków, ponieważ materiał dowodowy nie został w całości zebrany. Prokuratura podkreśla, że ewentualne decyzje w tej sprawie zapadną dopiero po zakończeniu postępowania.

Najważniejszym ustaleniem śledczych pozostaje obecnie sposób przechowywania ponad 6,5 tony ogniw elektrycznych w pomieszczeniach firmy LUPO. Według prokuratury to właśnie zapłon jednego z ogniw doprowadził do rozprzestrzenienia się pożaru, a następnie nagromadzenia gazów i eksplozji. Jednocześnie śledczy nie znaleźli podstaw, by uznać działania strażaków za zaniedbanie, które doprowadziło do katastrofy.

Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!