Scena główna festiwalu „Bittersweet”, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor
Już 13 sierpnia na poznańskiej Cytadeli rozpocznie się druga edycja Bittersweet Festival. Przez trzy dni na kilku scenach wystąpią artyści z Polski i zagranicy, a organizatorzy spodziewają się ponad 40 tysięcy odwiedzających. Wśród największych gwiazd znaleźli się Gorillaz, Robbie Williams i Twenty One Pilots. Festiwal ma być muzyczną wizytówką Poznania, ale podobnie jak w ubiegłym roku, jego organizacja budzi pytania dotyczące hałasu, przyrody, wyłączenia części Cytadeli oraz pieniędzy. Organizatorzy przekonują, że po pierwszej edycji wyciągnęli wnioski.
Cytadela zostaje. Nie wszystkim się to podoba
Bittersweet Festival ponownie odbędzie się na Cytadeli. To właśnie sposób wykorzystania parku jest jednym z głównych tematów dyskusji wokół imprezy. Organizatorzy zwracają uwagę na położenie blisko centrum i dobrą komunikację. Krytycy wskazują natomiast na codzienne funkcjonowanie parku, hałas oraz wpływ dużej imprezy na jego przyrodę.
Jednym z przeciwników organizacji festiwalu w tym miejscu jest Jakub Orlik z nieformalnej grupy „Strona Czynna”. Jego zdaniem problemem nie jest wyłącznie sama impreza, ale przede wszystkim wybór Cytadeli jako jej lokalizacji.
– Nie wiem, czy Bittersweet jest potrzebny Poznaniowi, ale na pewno nie jest potrzebny w tym miejscu, czyli na Cytadeli – mówi Jakub Orlik.
Wśród alternatywnych lokalizacji pojawia się Enea Stadion oraz płyta poznańskiego lotniska. Organizatorzy nie uważają jednak, że sama zmiana miejsca zakończyłaby dyskusję. Ich zdaniem kluczowe jest stworzenie festiwalu plenerowego, a nie jedynie znalezienie dużego terenu, na którym można ustawić sceny.
– My chcemy robić festiwal plenerowy, więc stadion miejski w tym przypadku odpada. Przeniesienie wydarzenia na płytę lotniska również nie sprawi, że kontrowersje znikną, bo nadal będą – odpowiada Szymon Liedtke, rzecznik prasowy Bittersweet.
Rzecznik podkreśla, że Cytadela ma również swoje praktyczne atuty. Bliskość centrum i dostępność komunikacyjna sprawiają, że uczestnicy mogą stosunkowo łatwo dotrzeć na wydarzenie. Dla organizatorów istotne jest także otoczenie samego festiwalu.
– To świetnie skomunikowane miejsce. Park, w którym miasteczko festiwalowe wygląda cudownie. Wiele osób, które przyjechały, zwracało uwagę na bliskość centrum i fantastyczną komunikację. Jesteśmy przeszczęśliwi, że Poznań ma taką wizytówkę – dodaje.
Na walory Cytadeli zwracają uwagę również przedstawiciele miasta. Ich zdaniem park pozwala stworzyć wydarzenie, które nie przypomina typowego festiwalu odbywającego się wyłącznie na zamkniętym terenie.
– Tylko na Cytadeli można stworzyć wizję wielkiego festiwalu, a jednocześnie pikniku, gdzie nikt nikomu nie każe uczestniczyć kompulsywnie w atrakcjach. To jest nowy typ festiwalu i myślę, że to jest coś, czego dopiero uczymy się w Polsce. Bittersweet jest najbardziej innowacyjny, a line-up jest ułożony z przerwami między koncertami – mówi Marcin Kostaszuk z Wydziału Kultury Urzędu Miasta Poznania.
Hałas i „dobry sąsiad”
Jednym z najczęściej powtarzanych zarzutów po ubiegłorocznej edycji był hałas. Problem dotyczył nie tylko osób znajdujących się bezpośrednio w pobliżu Cytadeli. Według krytyków dźwięki z festiwalu były słyszalne również w innych częściach miasta.
Jakub Orlik przekonuje, że ubiegłoroczny poziom hałasu był szczególnie odczuwalny nocą. Jego zdaniem organizatorzy powinni brać pod uwagę nie tylko komfort uczestników, ale także mieszkańców.
– W zeszłym roku basy były tak głośne, że na Łazarzu było je słychać cztery kilometry dalej, więc nie wyobrażam sobie, co było na samej Cytadeli. Gdyby Bittersweet był „dobrym sąsiadem”, mógłby kończyć line-up tak jak cisza nocna, czyli o 22:00, a nie tak jak planuje – o 2:00 czy 3:00 w nocy – mówi.
Jakub Orlik, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor
W tegorocznej edycji większość koncertów ma kończyć się o 2:00. Wyjątkiem będzie zakończenie festiwalu w sobotę, gdzie odbędzie się koncert „Bitter Chopin Sweet Chopin”, który potrwa do 3:00. Organizatorzy zapowiadają jednak działania mające ograniczyć uciążliwość wydarzenia.
Jednym z nich jest program „Być dobrym sąsiadem”. Informacje o zmianach trafiły do mieszkańców także w formie ulotki. Zmieniono układ scen, a dźwięk ma być kierowany do środka terenu festiwalu. Przez cały czas trwania imprezy ma być również monitorowany poziom hałasu.
– W tym roku podejmujemy szereg działań, aby maksymalnie zatrzymać dźwięk na Cytadeli. Trzeba jednak zaznaczyć, że dźwięk jest na tyle specyficzną rzeczą, że trudno zatrzymać go w jednym miejscu – mówi Szymon Liedtke.
Szymon Liedtke podczas konferencji prasowej festiwalu Bittersweet, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor
Organizatorzy chcą również lepiej informować osoby, które na co dzień korzystają z Cytadeli. Chodzi przede wszystkim o to, aby mieszkańcy wiedzieli, kiedy poszczególne części parku będą wyłączone i jak długo potrwa festiwal.
– Chcemy być dobrym sąsiadem i dlatego wprowadziliśmy szereg rozwiązań, które, miejmy nadzieję, w tym roku przyniosą odpowiedni skutek. Pojawią się banery, żeby osoby korzystające z Cytadeli wiedziały, co się dzieje – dodaje.
W przygotowaniu informacji pomagała Rada Osiedla Stare Winogrady. Organizatorzy podkreślają, że współpraca z lokalną radą ma ułatwić dotarcie z komunikatami do osób mieszkających w pobliżu Cytadeli.
– Współpraca z Osiedlem Stare Winogrady jest dla nas bardzo ważna. To właśnie przedstawiciele rady podpowiadali nam, w jakich miejscach najlepiej rozwiesić informacje, a także pomogli przekazać je swoimi kanałami – mówi Liedtke.
Zmiany dotyczą nie tylko hałasu. Organizatorzy zapowiadają rezygnację z pirotechniki hukowej, większą liczbę koszy na śmieci oraz wykorzystanie tymczasowych dróg, które mają ograniczyć ingerencję w zieleń. Zabezpieczone mają zostać również nagrobki i pomniki znajdujące się na Cytadeli.
Pierwsza edycja miała pokazać organizatorom, które elementy przygotowań wymagają poprawy. Jednym z problemów była komunikacja z mieszkańcami przed zamknięciem parku.
– Ten festiwal mógłby być bardziej przemyślany. W zeszłym roku zamykaliśmy Cytadelę, nie komunikując odpowiednio tego, co wywoływało oburzenie osób, które na co dzień odwiedzają ten park. W tym roku o wyłączeniach informowaliśmy już 10 dni przed zamknięciem parku – mówi Szymon Liedtke.
Nie tylko hałas. Co z przyrodą?
Drugim ważnym punktem sporu jest wpływ festiwalu na przyrodę. Na Cytadeli żyją między innymi ptaki, a zdaniem części aktywistów tak duża impreza może zakłócać ich funkcjonowanie. Wątpliwości dotyczą przede wszystkim skali wydarzenia i liczby osób przebywających jednocześnie na terenie parku.
Wiesław Rygielski, wiceprzewodniczący Społecznej Komisji Dialogu Obywatelskiego ds. Środowiskowych przy Urzędzie Miasta i aktywista przyrodniczy, zwraca uwagę na problem spłoszenia ptaków.
– Ptaki zostały spłoszone w związku z tą imprezą. RDOŚ odpowiada mi, że muszę udowodnić, jakie ptaki zostały spłoszone. No proszę pana, musiałbym wynająć ornitologa, żeby to sprawdził – tłumaczy Wiesław Rygielski.
Rygielski zwraca również uwagę na skargę, którą po ubiegłorocznym festiwalu skierował do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Jak twierdzi, podczas rozmów z przedstawicielami instytucji miał usłyszeć, że skala imprezy była większa, niż wcześniej zakładano.
Obszar Natura 2000 na terenie Cytadeli, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor
– Do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wysłałem we wrześniu ubiegłego roku skargę na to wydarzenie. Rozmawiałem też z dyrektorem i przyznano mi, że skala imprezy przekroczyła ich wcześniejsze założenia. Zdziwiłem się więc, że w tym roku ponownie wydano zezwolenie – mówi.
Organizatorzy przedstawiają jednak inną perspektywę. Wskazują na tegoroczną pozytywną decyzję Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i przekonują, że obecność festiwalu na Cytadeli nie powinna mieć negatywnego wpływu na miejscową faunę.
– Na ten rok mamy pozytywną decyzję Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i jest to dla nas bardzo istotne. Wyraźnie podkreśla ona, że nasza obecność w parku Cytadela nie wpływa na miejscową faunę – tłumaczy Szymon Liedtke.
Według rzecznika po ubiegłorocznej edycji nie odnotowano również trwałych skutków dla przyrody. Po tegorocznym wydarzeniu organizatorzy mają pokryć koszty rekultywacji zieleni zgodnie z wytycznymi Zarządu Zieleni Miejskiej.
Słupy w ziemi i historia Cytadeli
Wątpliwości pojawiły się także wokół prac prowadzonych przed festiwalem. Czytelniczka „Głosu Wielkopolskiego” przekazała redakcji nagranie, na którym widać pracowników wykonujących prace w ziemi. Dla krytyków wydarzenia istotne było to, czy prowadzone prace mogą mieć wpływ na teren dawnego Fortu Winiary.
– Są to dwumetrowe słupy wbijane w ziemię, a w umowie dzierżawy jest jasno napisane, że jest to teren dawnego Fortu Winiary i mogą znajdować się tam niewybuchy i niewypały. Mamy więc ryzyko, że coś wybuchnie, a także ryzyko zniszczenia korzeni roślin, które tam rosną – tłumaczy Jakub Orlik.
Screen z filmu od czytelniczki „Głosu Wielkopolskiego”, źródło: Strona Czynna/ FB
Organizatorzy odpowiadają, że nagrania pokazują jedynie fragment zapisów umowy i nie przedstawiają pełnego kontekstu prowadzonych prac. Jak przekonują, przed rozpoczęciem robót wykonano odpowiednie badania.
– Widzieliśmy te filmiki, które powołują się na zapisy w umowie, natomiast są to bardzo wycięte fragmenty. Jeśli przyjrzymy się zapisom umowy, jest tam jasno napisane, że po wykonaniu odpowiednich badań takie prace możemy przeprowadzać. Przede wszystkim dbamy o bezpieczeństwo naszych pracowników, więc logiczne jest, że takie badania również wykonaliśmy – komentuje Szymon Liedtke.
Ile festiwal zostawia w Poznaniu?
Bittersweet to nie tylko koncerty, ale również tysiące osób przyjeżdżających do miasta. Organizatorzy spodziewają się ponad 40 tysięcy odwiedzających, a 47 procent festiwalowiczów ma pochodzić z powiatu poznańskiego. Część publiczności przyjeżdża jednak spoza regionu i potrzebuje noclegu.
W dniach festiwalu ceny dostępnych pokoi w poznańskich hotelach potrafią sięgać kilku tysięcy złotych za dwie noce. Wśród ofert widoczne są kwoty przekraczające 4 tys. zł, a „Głos Wielkopolski” informował również o skrajnych ofertach sięgających kilkudziesięciu tysięcy złotych za dwie noce.
Nie oznacza to jednak, że przeciętny nocleg w Poznaniu kosztuje kilka tysięcy złotych. Jak tłumaczy Jan Mazurczak, prezes Poznańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej, większość osób z biletami na festiwal zarezerwowała pokoje wcześniej. Na rynku pozostają więc przede wszystkim ostatnie, droższe miejsca.
– To trochę tak, jak z biletami lotniczymi. Im mniej miejsc zostaje, tym wyższa może być cena. W tym przypadku został już tylko ostatni pokój, dlatego jego cena jest odpowiednio wyższa. W ubiegłym roku średnia cena transakcyjna za pokój hotelowy w czasie festiwalu nie przekroczyła 500 – 600 złotych. Zakładam, że w tym roku będzie ona na podobnym poziomie – stwierdził.
Na festiwal przyjeżdżają nie tylko turyści z innych części Polski. Zainteresowanie noclegami widać także w okolicznych miejscowościach, a na koncerty do Poznania przyjeżdżają również goście z Niemiec.
Dla branży hotelowej tegoroczne wakacje są zresztą wyjątkowo dobre. W lipcu obłożenie poznańskich hoteli wyniosło około 77 proc., podczas gdy rok wcześniej było to 73,5 proc. Przed pandemią wakacyjne obłożenie wynosiło około 40–50 proc.
Milion złotych od miasta
W ubiegłym roku Poznań wsparł organizację Bittersweet kwotą miliona złotych. Krytycy tej decyzji przekonują, że pieniądze można było przeznaczyć na inne miejskie potrzeby, skoro impreza i tak miałaby szansę odbyć się bez dotacji.
– Miasto do zeszłorocznej edycji dołożyło milion złotych. To nie jest jednak tak, że dzięki temu milionowi Bittersweet w ogóle się odbył. W porównaniu z całym budżetem to około półtora procenta całego festiwalu. Bez pieniędzy podatników festiwal nadal by się odbył. Hotelarze byliby zachwyceni, miasto byłoby zadowolone, restauracje również, a ten milion mógłby pójść na lepszy cel – opiekę zdrowotną czy komunikację miejską – uważa Jakub Orlik.
Teren festiwalu Bittersweet, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor
Jego zdaniem miejskie pieniądze powinny przede wszystkim trafiać do wydarzeń, które bez dotacji nie mogłyby się odbyć. Wskazuje przy tym na mniejsze imprezy organizowane z myślą przede wszystkim o mieszkańcach.
– Jako włodarz miasta finansowałbym wydarzenia, które bez dotacji miasta by się nie odbyły. Są różne wnioski rad osiedli na festyny, które są dla poznaniaków, a nie dla turystów, którzy przychodzą, wydeptują Cytadelę, niszczą ją, nie dają nam spać, a później wracają do swoich miast – mówi.
Inaczej na miejskie wsparcie patrzy Jacek Jaśkowiak. Prezydent Poznania przyznaje, że festiwal prawdopodobnie odbyłby się także bez pieniędzy z miasta. Jednocześnie zwraca uwagę na efekt promocyjny, jaki wydarzenie może przynieść Poznaniowi.
– Bez pieniędzy od miasta ten festiwal pewnie by się odbył, natomiast pytanie, jak wtedy byłoby wyeksponowane miasto – mówi.
Jednocześnie prezydent nie deklaruje, że Bittersweet za wszelką cenę pozostanie w Poznaniu. Wskazuje, że zainteresowanie organizacją festiwalu mają wyrażać również inne miasta.
Jacek Jaśkowiak podczas konferencji prasowej, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor
– O Bittersweet zabiegają inne miasta, o czym wiem od swoich kolegów, którzy chcą mieć taki festiwal. Zakładam jednak, że trzeba szukać kompromisów. Nawet jeżeli ktoś będzie niezadowolony, nastąpi bardzo duża poprawa w stosunku do tego, co było w zeszłym roku. Jeżeli będą jeszcze jakieś niedociągnięcia czy problemy, będziemy starali się je usunąć. To nie jest tak, że Bittersweet jest związany z Poznaniem na kolejne 50 lat i że zrobimy wszystko, żeby festiwal odbywał się tutaj w sytuacji, gdy będą kontrowersje – podkreśla Jaśkowiak.
Miasto chce festiwalu, ale z zasadami
Władze miasta nie ukrywają, że duże wydarzenia muzyczne są dla Poznania istotne. Szczególnie ważne ma być przyciąganie młodszej publiczności oraz budowanie oferty kulturalnej miasta.
– W dzisiejszych czasach emblematyczna, duża impreza skierowana do osób młodych, czyli poniżej 30. roku życia, jest pewnym must-have – mówi Marcin Kostaszuk z Wydziału Kultury Urzędu Miasta Poznania.
Jednocześnie przedstawiciel miasta podkreśla, że kontrowersje wokół dużych wydarzeń muzycznych nie są czymś wyjątkowym. W jego ocenie najważniejsze pozostaje bezpieczeństwo uczestników i odpowiednie zarządzanie potencjalnymi problemami.
– Nie ma imprezy muzycznej, która nie wywoływałaby takich kontrowersji. Chyba jest tak, że patrzymy na to z punktu widzenia mniejszego lub większego dobra albo zła. Myślę, że najważniejszym zagrożeniem jest bezpieczeństwo uczestników – dodaje.
Miasto rozmawia z organizatorami o zmianach od zakończenia poprzedniej edycji. Jednym z efektów tych rozmów jest program „Być dobrym sąsiadem”, który ma odpowiadać między innymi na problemy związane z funkcjonowaniem Cytadeli podczas festiwalu.
– Program „Być dobrym sąsiadem” przyjęliśmy z pełną aprobatą – komentuje Kostaszuk.
Dla miasta istotna pozostaje również sama lokalizacja. Cytadela ma zapewniać odpowiednią przestrzeń, ale jednocześnie jej charakter sprawia, że organizacja tak dużego wydarzenia wymaga szczególnej ostrożności.
– Cytadela jest przez nas i przez organizatorów szanowana, bo to ona zapewnia tak dużą frekwencję – uważa Kostaszuk.
„Nie chcemy być drugim Openerem”
Organizatorzy chcą, aby Bittersweet wyróżniał się nie tylko lokalizacją, ale również silnym związkiem z Poznaniem. Jedna ze scen będzie poświęcona lokalnym artystom. W programie znalazł się również Teatr Muzyczny w Poznaniu, a festiwalowiczów będzie witała orkiestra MPK.
Takie połączenie wydarzenia z miastem ma być jednym z elementów jego tożsamości. Organizatorzy przekonują, że zależy im na tym, aby festiwal nie był jedynie imprezą odbywającą się w Poznaniu.
– Ludzie cieszą się, że ten festiwal odbywa się w Poznaniu i chcemy, żeby tutaj pozostał – mówi Szymon Liedtke.
Promocyjny aspekt wydarzenia dostrzegają również jego organizatorzy. Ich zdaniem obecność zagranicznych artystów i przyjezdnych gości daje miastu dodatkową rozpoznawalność.
– Festiwal wiąże się z promocją miasta i z tego jesteśmy najbardziej zadowoleni – dodaje.
Konferencja prasowa festiwalu Bittersweet, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor
Jednocześnie Bittersweet ma nie być kopią innych dużych imprez organizowanych w Polsce. Twórcy wydarzenia chcą budować własny charakter festiwalu.
– Nie chcemy być drugim Pol’and’Rock’iem czy Openerem. Chcemy być pierwszym Bittersweetem – mówi Liedtke.
Tegoroczny line-up ma łączyć różne pokolenia. Na Cytadeli wystąpią między innymi Gorillaz, Robbie Williams i Twenty One Pilots. Organizatorzy podkreślają, że taki dobór artystów był jednym z założeń wydarzenia.
– Line-up jest różnorodny i piękny, taki, jaki sobie wymarzyliśmy. Headlinerzy – Gorillaz, Robbie Williams oraz Twenty One Pilots – idealnie nawiązują do tego, czym ten line-up ma być: delikatnym powiewem nostalgii, miłym wspomnieniem, które przeżywamy na nowo – tłumaczy.
Pomysł na festiwal nie powstał jednak z dnia na dzień. Jak podkreślają organizatorzy, prace nad wydarzeniem trwały kilka lat, zanim doszło do pierwszej edycji.
– Jest to zwieńczenie bardzo ciężkiej pracy wielu ludzi. To nie jest tak, że pomysł pojawił się rok wcześniej. Ten festiwal zaczął rodzić się w głowach twórców około 2020–2021 roku – mówi.
Kompromis zamiast wojny o Cytadelę?
Problem lokalizacji jest szczególnie istotny ze względu na charakter Cytadeli. Z jednej strony jest to duży teren pozwalający na organizację imprezy, z drugiej – znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowy mieszkaniowej.
– Lokalizacja budziła i budzi emocje. Jest to jednak teren w strefie dość gęstej zabudowy, co w naturalny sposób musi budzić emocje. Oczywiście uważam, że w mieście można organizować duże imprezy masowe, natomiast trzeba brać pod uwagę zastrzeżenia i lokalizować je tam, gdzie opór jest najmniejszy – komentuje Zbigniew Czerwiński, przewodniczący klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości UMP.
Cmentarz brytyjski w parku Cytadela, fot. Stanisław Mazurczak/ Radio Meteor
Nie oznacza to jednak, że wszystkie problemy można rozwiązać poprzez całkowitą rezygnację z wydarzeń tego typu. W ocenie Czerwińskiego warto również rozważyć organizowanie dużych imprez w różnych częściach miasta.
– Wielu ludzi bardzo chętnie pójdzie na festiwal, ale mieliby problem, gdyby odbywał się przed ich blokiem. Może w takiej sytuacji warto organizować festiwal w różnych miejscach – dodaje.
Na razie miasto chce sprawdzić, czy rozwiązania wprowadzone po pierwszej edycji rzeczywiście przyniosą efekt. Szczególnie ważne będzie to, jak mieszkańcy ocenią tegoroczną organizację po zakończeniu festiwalu.
– Szukam zawsze kompromisów. Pierwsza edycja wiązała się z pewnymi emocjami, natomiast jestem przekonany, że po tej edycji te emocje opadną – mówi Jacek Jaśkowiak.
Podobnie sytuację ocenia Magdalena Antolczyk-Stawska, radna Koalicji Obywatelskiej. Z jednej strony dostrzega działania organizatorów, z drugiej nie rezygnuje z pytań o wpływ wydarzenia na Cytadelę. Jej zdaniem dopiero tegoroczna edycja pokaże, czy zapowiadane zmiany rzeczywiście przyniosą oczekiwany efekt.
– Widać dobrą wolę organizatorów, którzy chcą też pozytywnie wpływać na to miasto. Zdają sobie sprawę, że taki festiwal wiąże się, łagodnie mówiąc, z nieprzyjemnościami dla mieszkańców. Zobaczymy jednak, jak w tym roku sprawy się potoczą – mówi.
Radna zwraca przy tym uwagę na kwestie, które jej zdaniem wymagają dalszej obserwacji. Chodzi przede wszystkim o przyrodę, hałas oraz sposób przeprowadzenia rekultywacji terenu po zakończeniu imprezy.
– Ja sama mam problem z Cytadelą, ponieważ widzę kwestie związane z przyrodą i hałasem, a pewnie także te, które nie są odpowiednio rozważane przez instytucje wydające pozwolenia. Dopytywałam też organizatorów, czy wykonali wszystkie kroki związane z rekultywacją Cytadeli. Będziemy obserwować, jak to wyglądało – dodaje.
Druga edycja Bittersweet ma więc przynieść odpowiedź nie na pytanie, czy festiwal może odbyć się na Cytadeli, ale czy organizatorom udało się znaleźć sposób na pogodzenie dużej imprezy muzycznej z codziennym funkcjonowaniem parku i oczekiwaniami mieszkańców.
Dla organizatorów ważne pozostaje jednak nie tylko to, jak tegoroczna impreza zostanie odebrana, ale również jej przyszłość w Poznaniu.
– Liczymy na to, że ten festiwal zostanie w Poznaniu – mówi Szymon Liedtke.
Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!
W sobotę (5.11) w podziemiach Blue Note’a zagościł nietuzinkowy zespół – pochodzący z Białorusi Petlya Pristrastiya (ros. Петля́ Пристра́стия). Nazwa ta w […]
Po ponad dwumiesięcznej przerwie wróciła Liga Mistrzów. Najpopularniejsze klubowe rozgrywki piłkarskie, które elektryzują wszystkich sympatyków piłki nożnej. Największym hitem pierwszej fazy play-off […]