
Hodowla egzotycznych zwierząt w Pyszącej koło Śremu była przedmiotem wieloletniego postępowania sądowego. Sąd Apelacyjny w Poznaniu zakończył sprawę Macieja M. prawomocnym wyrokiem i skazał go na rok i 10 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Sąd rozpatrywał zarzuty znęcania się nad zwierzętami w ośrodku Okapi, nielegalnego handlu chronionymi gatunkami oraz fałszowania dokumentów. Uniewinnił jednak oskarżonego od jednego z zarzutów i obniżył nawiązki dla organizacji zajmujących się ochroną zwierząt. Ponadto orzekł dziesięcioletni zakaz posiadania zwierząt oraz prowadzenia działalności związanej z ich hodowlą i utrzymywaniem.
Około 280 zwierząt na terenie ośrodka
15 października Sąd Apelacyjny w Poznaniu ogłosił prawomocne rozstrzygnięcie w sprawie Macieja M. Właściciel Okapi został skazany na rok i 10 miesięcy bezwzględnego więzienia. Wcześniej, w lutym 2026 roku, sąd pierwszej instancji wymierzył mu karę dwóch lat pozbawienia wolności. Orzeczono również dziesięcioletni zakaz posiadania zwierząt oraz prowadzenia działalności związanej z ich hodowlą i utrzymywaniem.
– To jest dobry dzień dla zwierząt, bo oskarżony idzie do więzienia i nie będzie mógł się ubiegać o wykonywanie kary w ramach dozoru elektronicznego. W zakresie jednego z czynów dotyczącego prawa farmaceutycznego sąd uniewinnił oskarżonego. Sąd nie miał najmniejszych wątpliwości i dzisiaj przepięknie uzasadnił to, że zwierzęta nie musiały mieć objawów chorobowych, bo cierpiały – mówi adwokat Katarzyna Topczewska, pełnomocniczka Fundacji Viva!.

Sprawa dotyczyła ośrodka w Pyszącej, gdzie w czerwcu 2017 roku przebywało około 280 zwierząt należących do ponad 80 gatunków. Wśród nich były m.in. tygrysy, lamparty perskie, pumy, rysie, karakale, małpy, antylopy i egzotyczne ptaki. W szerszym okresie objętym postępowaniem przewinęły się przez ośrodek setki zwierząt objętych ochroną.
Sąd uznał, że sposób prowadzenia działalności przez oskarżonego wiązał się z naruszaniem przepisów i niezapewnieniem zwierzętom właściwych warunków. W uzasadnieniu szczególne znaczenie miały dowody dotyczące stanu pomieszczeń, sposobu utrzymywania zwierząt i bezpieczeństwa na terenie obiektu.
Brud, błoto i zaniedbane pomieszczenia
– Znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć jako świadome zadawanie bólu i cierpienia, a w szczególności utrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania, w tym poprzez celowe zaniedbanie lub niechlujstwo – mówi Krzysztof Lewandowski, sędzia Sądu Apelacyjnego w Poznaniu.
Sąd podkreślił, że ustalenie cierpienia zwierząt nie wymaga wykazania u nich konkretnych objawów chorobowych. W tej sprawie nie stwierdzono u nich stanu chorobowego, jednak sam ten fakt nie przesądzał o tym, że warunki ich utrzymywania były właściwe. Ocena obejmowała również otoczenie, w którym żyły, oraz sposób sprawowania nad nimi opieki.

– Zwierzęta trzymane w ośrodku Okapi były przetrzymywane w klatkach, w pomieszczeniach rażąco brudnych i niechlujnych – dodał Lewandowski.
Wśród dowodów znalazły się zeznania osób związanych z ośrodkiem oraz materiały dokumentujące warunki na jego terenie. Jeden z pracowników opisał je podczas przesłuchania słowami: „zwierzęta stoją w błocie wymieszanym z własnymi odchodami”. W czerwcu 2017 roku sytuację w Okapi opisywały także Ewa Zgrabczyńska, ówczesna dyrektorka poznańskiego zoo, i Magdalena Chodyła, rzeczniczka ogrodu zoologicznego.
Do organów ścigania trafiły zawiadomienia dotyczące nieprawidłowości. Powiatowa Inspekcja Weterynaryjna w Śremie przedstawiła dokumentację, w tym zdjęcia. Zgrabczyńska zgłosiła sprawę ustnie, a Fundacja Viva! złożyła zawiadomienie pisemne.
Obrona powoływała się również na nieprawidłowości w funkcjonowaniu poznańskiego zoo w czasie, gdy kierowała nim Ewa Zgrabczyńska. Była dyrektorka jest obecnie oskarżoną w odrębnym postępowaniu karnym, o którym piszemy tutaj. Sąd Apelacyjny uznał jednak, że te okoliczności nie miały związku z czynami zarzucanymi właścicielowi ośrodka Okapi.
– Nie budzi wątpliwości, że okoliczności przedstawione przez obronę nie miały żadnego związku ze zdarzeniami w niniejszej sprawie – mówił sędzia.
Formalnie cyrk, w praktyce hodowla niebezpiecznych gatunków
Jednym z wątków postępowania był status, pod jakim działał ośrodek. Okapi figurowało formalnie jako cyrk, co miało znaczenie dla przepisów regulujących posiadanie i obrót niektórymi gatunkami zwierząt. Według ustaleń sądu rejestracja ta służyła obejściu ograniczeń, mimo że obiekt nie spełniał warunków wymaganych do zarejestrowania hodowli.

– Status cyrku oskarżony uzyskał po to, aby obejść wspomniane ustawowe zakazy posiadania czy obrotu zwierzętami gatunków niebezpiecznych, w sytuacji, gdy zdawał sobie sprawę, że Ośrodek Okapi nie spełnia warunków zarejestrowania hodowli zwierząt – mówił Krzysztof Lewandowski.
Sędzia zwrócił uwagę, że formalny status obiektu nie znosił obowiązków właściciela wobec zwierząt. Samo spełnienie wymogów dotyczących działalności cyrkowej nie stanowiło usprawiedliwienia dla zaniedbań w opiece.
– Ośrodek Okapi funkcjonujący formalnie jako cyrk pozostawał pod nadzorem Powiatowego Lekarza Weterynarii. Spełnienie warunków formalnych dla cyrku nie zwalniało oskarżonego z obowiązku dbania o zwierzęta – dodał sędzia.
Nielegalny obrót zwierzętami i fałszowanie dokumentów
Postępowanie obejmowało również sposób nabywania i przekazywania zwierząt. Sąd ustalił, że Maciej M. posługiwał się nieprawdziwymi dokumentami dotyczącymi ich pochodzenia i transakcji. W sprawie analizowano dokumentację oraz zeznania odnoszące się do obrotu zwierzętami należącymi do chronionych gatunków.
W ocenie sądu nie chodziło wyłącznie o pojedyncze uchybienia formalne. Ustalony sposób postępowania wskazywał na działalność prowadzoną na większą skalę, z naruszeniem obowiązujących regulacji. Wśród dowodów znalazły się również opinie dotyczące autentyczności podpisów na dokumentach.
W uzasadnieniu sąd odniósł się ponadto do traktowania zwierząt przez oskarżonego i sposobu organizacji ich utrzymywania.
– Oskarżony, realizując własne ambicje hodowcy, traktował zwierzęta jak rzeczy, a nie żyjące i czujące istoty. Nie uwzględniał ich potrzeb życiowych, trzymając, a wręcz upychając ogromną liczbę osobników niebezpiecznych gatunków na niewielkiej powierzchni – mówił Lewandowski.
Kapibara z poznańskiego zoo została wywieziona z ośrodka
Osobnym wątkiem sprawy było zwierzę przekazane Maciejowi M. przez poznański ogród zoologiczny. Początkowo kapibara trafiła do Okapi w ramach depozytu, a jej wartość oszacowano na co najmniej 4 tys. zł. Jednak sąd uznał, że właściciel ośrodka rozporządził nią wbrew warunkom umowy, działając na szkodę zoo.
Następnie kapibara opuściła ośrodek żywa, jednak później zmarła. W związku z tym sąd przeanalizował okoliczności jej transportu i dał wiarę zeznaniom byłego pracownika, który pomagał załadować zwierzę do samochodu.
Zabezpieczenia nie chroniły wystarczająco ludzi
Do ośrodka Okapi przyjeżdżały również dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym. Sąd ustalił, że Maciej M. nie zabezpieczył odpowiednio klatek i ogrodzeń, przez co naraził osoby odwiedzające ośrodek na niebezpieczeństwo.
Obrona przekonywała jednak, że część uchybień miała charakter administracyjny. Jako przykład podawała brak tabliczek z nazwami poszczególnych zwierząt. Ponadto Maciej M. oświadczył podczas rozprawy odwoławczej, że wykonał wszystkie zabezpieczenia zgodnie z przepisami. Jednak sąd nie uznał tego wyjaśnienia za wiarygodne.
– Apelujący przyznawali, że mogły w tym zakresie wystąpić nieprawidłowości, ale je bagatelizowali, de facto sprowadzając je do zaniedbań natury administracyjnej, takich jak brak tabliczek z oznaczeniem nazw danego zwierzęcia. Z kolei sam oskarżony w toku rozprawy odwoławczej oświadczył, że wszystkie zabezpieczenia były zrobione zgodnie z ustawą. To oświadczenie było gołosłowne – mówił sędzia.

Według sądu stosowane na miejscu prowizoryczne rozwiązania nie dawały wystarczającej gwarancji bezpieczeństwa. Ryzyko wiązało się z możliwością wydostania się niebezpiecznych zwierząt poza zabezpieczony teren.
Pracownicy i dokumentacja zatrudnienia
W sprawie pojawiły się również wątki dotyczące osób pracujących w ośrodku. Z ustaleń wynikało, że przy opiece nad dużą liczbą zwierząt pracowało niewiele osób, a nie wszyscy pracownicy byli prawidłowo zgłoszeni do ubezpieczeń społecznych. Badano również kwestie składek oraz informacji przekazywanych w dokumentacji zatrudnienia.
W zeznaniach pojawiły się informacje o stawce wynoszącej 10 zł za godzinę. Kwestie pracownicze stanowiły jeden z elementów szerszego obrazu funkcjonowania ośrodka, w którym sąd stwierdził liczne nieprawidłowości.
Uniewinnienie w sprawie leków weterynaryjnych
Sąd Apelacyjny uniewinnił Macieja M. od jednego z zarzutów dotyczących dokumentacji związanej z nabywaniem i stosowaniem określonych leków weterynaryjnych. Uzasadniając tę decyzję, wskazał, że przepis odnosił się do obowiązku posiadania dokumentów w określonych sytuacjach, gdy produkty pochodzenia zwierzęcego przeznaczono do spożycia przez ludzi.
– Przepis ten bowiem penalizuje brak posiadania dokumentów, a konkretnie uchybienie obowiązkowi posiadania dokumentów nabycia i stosowania określonych leków. Obowiązek ten ciąży na posiadaczach zwierząt, kiedy tkanki i produkty są przystosowane do jedzenia dla ludzi – mówił sędzia.
Jednocześnie sąd utrzymał pozostałą część rozstrzygnięcia. Orzekł również nawiązki na rzecz organizacji i podmiotów działających na rzecz zwierząt, których łączna wysokość wyniosła 50 tys. zł.
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu jest prawomocny. Mimo to obrona zapowiedziała wniesienie kasacji do Sądu Najwyższego.

Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!