Mitski – Laurel Hell (recenzja)

Mitski bardzo ceni sobie prywatność, co nie jest najłatwiejsze w życiu jako artystka. Nie wierzy w bliskie relacje z fanami, którzy w rzeczywistości jej nie znają, jednak to właśnie im zawdzięcza motywację do dalszego tworzenia. Urodzona pod imieniem Mitsuki Laycock mówi o sobie Azjatko-amerykanka, aby nie utożsamiać się jedynie z jedną kulturą. W muzyce daje odzwierciedlenie swojego rozdarcia pomiędzy dwiema narodowościami. Co kierowało nią w trakcie tworzenia szóstego już albumu w swojej karierze?

Okładka albumu Mitski - Laurel Hell
Mitski – Laurel Hell

Laurel Hell

Większą część utworów napisano w 2018 roku, a ich ostateczne szlify miały miejsce w czasie pierwszych lockdownów. Ostatecznie na finalną wersję albumu trzeba było czekać aż do 4 lutego 2022 roku. Producencką pracą zajął się Patrick Hyland, a za wydanie odpowiedzialna była wytwórnia Dead Oceans, pracująca również z Phoebe Bridgers. Laurel Hell łączy w sobie mnogie gatunki od synth-popu, przez indie i elektro-rock, aż po nową falę. Przy tym wszystkim, Mitski pozostaje również wierna swojej tradycji nagrywania projektów długości mnie więcej 30 minut.

Tytuł albumu to tak naprawdę określenie zarośli wawrzynu rosnących w południowych Appalachach. Według historii krzewy te rosną tak gęsto i szeroko, że kiedy raz się w nie wejdzie, nie ma już wyjścia. Pomimo zagrożenia, liście wawrzynu wciąż kuszą swoim pięknem, a Mitski spodobała się perspektywa utknięcia, a być może nawet śmierci wśród kwiatów.

Laurel Hell to ścieżka dźwiękowa dla transformacji, mapa do miejsca, gdzie wrażliwość i wytrzymałość, smutek i zachwyt, pomyłki i transcendencja mogą być razem w naszym człowieczeństwie, wszystkie mogą być widziane jako godne uznania i ostatecznej miłości.

Mitski o albumie
Mitski – Working for the Knife

Mitski z nowymi utworami

2019 rok namieszał w głowach fanom wokalistki, nie tylko za sprawą ogłoszenia przerwy w koncertowaniu na czas nieokreślony, ale również dezaktywacji mediów społecznościowych. Mitski postanowiła jednak powrócić do internetu w celu wypromowania nowego materiału.

Premiera pierwszego singla miała miejsce dopiero 5 października 2021 roku. To właśnie wtedy na serwisy streamingowe trafiło Working for the Knife, będące konfrontacją ze światem. Wśród syntezatorów i dźwięków gitar ukazany został kontrast pomiędzy dawnym ja – pełnym marzeń, nadziei i ambicji, a teraźniejszym ja – niepewnym, wypalonym i zostającym w tyle pędzącego życia.

Już 9 listopada, po ponad miesiącu, zaprezentowano drugi singiel – The Only Heartbreaker. Już na wstępie porywa eightisowymi brzmieniami i znacznie żywszym rytmem. Jeden z najbardziej tanecznych numerów na albumie to jednocześnie pierwszy w karierze Mitski wspólnie pisany utwór. Pomógł jej w tym znany tekściarz Dan Wilson, okazjonalnie piszący również dla Adele, Birdy czy Halsey.

Przed premierą Laurel Hell ukazały się jeszcze utwory Heat Lightning i Love Me More. Wszystkie z czterech singli stały się solidną zapowiedzią albumu i kolejnym dowodem na ogromne zdolności tekściarskie Mitski.

Mitski – The Only Heartbreaker

Taneczny skok w głębiny

Już w pierwszym wersie otwierającego Valentine, Texas otrzymujemy zaproszenie do wkroczenia w mrok. Mitski powraca ze swoim spokojnym, mruczącym głosem w duecie z wszechogarniającymi inspiracjami synth-popem lat 80. Pozwala jednocześnie na zabawę i głębokie rozmyślanie nad życiem. Gitary nieraz zastępowane są syntezatorami, a wkradające się w utwory pianino dodaje dodatkowego rytmu. Ciężko stwierdzić czy gdyby nie kontrakt z wytwórnią moglibyśmy słuchać Lauren Hell, jest to jednak dawka Mitski, której każdy potrzebował.

Taneczne Stay Soft zmienia się w spokojniejsze Everyone, a bezpośrednie tematy w metafory o karierze. There’s Nothing Left Here for You czy Should’ve Been Me to kolejna karuzela brzmień. Powtarzają to jeszcze I Guess oraz That’s Our Lamp. Pod fasadą naprzemiennych żywszych i lekko sennych utworów Mitski wplata problemy bezsenności, braku wartości do zaoferowania czy podupadającej komunikacji w zawiązku.

Pomimo słabszych momentów, które mogą nie przypaść do gustu fanom odmiennych brzmień, Laurel Hell to 100% Mitski w Mitski. Jednocześnie proste i złożone tematy oraz dopracowane brzmienia pokazujące nieco inną twarz wokalistki to mieszanka na jeden z najciekawszych albumów roku.