Kosmonautów chciałem zobaczyć od bardzo dawna. Każdy, kto miał szczęście usłyszeć na żywo chłopaków z Bielsko-Białej, powtarzał mi jedno zdanie – musisz to zobaczyć! Jako fan polskiego jazzu uwielbiam słuchać komplementów o muzykach, którzy podbijają serca polskiej i zagranicznej publiczności. W końcu modern jazz to jeden z naszych głównych towarów eksportowych. Dlatego też zależało mi, aby przy pierwszej możliwej okazji dać się porwać kwartetowi na żywo. Okazja do nadrobienia koncertowych zaległości pojawiła się 15. października. Tego dnia, w związku z drugą edycją All-in 2 Jazz, na scenie w poznańskich 2progach, zaprezentowali się właśnie Kosmonauci.
Zaskoczeniem okazała się dla mnie frekwencja w klubie. Pod sceną zebrał się pokaźny tłum, czekający na muzyczną podróż w polirytmię i połamane dźwięki. Niezwykle ucieszyła mnie też obecność młodzieży, na oko nawet licealnej. Wiele się mówi o muzyce, jaka jest popularna wśród młodych ludzi, a tu niespodzianka. Spore ich grono zgromadziło się na koncercie muzyki jazzowej, i to jeszcze w wydaniu bardzo nieklasycznym. Organizatorzy All-in 2 Jazz przyciągnęli oczywiście również i znaczącą liczbę starszej publiki. Osobiście nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Kosmonauci stanowią pewnego rodzaju ostoję jazzu granego w Polsce przez młodsze pokolenie. Tworzą przy tym coś nowego i świeżego. Albumy Sorry, nie tu (2024) oraz Brudna-Bielizna (2026) poniosły się szerokim echem po polskiej scenie jazzu i muzyki alternatywnej, owocując m.in. współpracą z Pauliną Przybysz.

Po krótkiej zapowiedzi, piętnaście minut po dwudziestej, chłopaki pojawili się na scenie i… wydarzyła się magia. Publiczność od samego początku została wciągnięta w świat pokręconej, pięknej muzyki i nieoczywistych dźwięków. Kosmonauci i ich muzyka pozwalają określić się na wiele sposobów. Melodyjność i prostota w odbiorze nie jest jednym z nich. Mimo wszystko pod sceną nie brakowało słuchaczy pochłoniętych tańcem czy kiwaniem głową.

Koncert składał się z dwóch czterdziestominutowe setów, przedzielonych kwadransem przerwy. Ku mojemu zaskoczeniu muzycy nie skupili się tylko na najnowszym materiale, ale zagrali również starsze kompozycje. Nie zabrakło takich utworów jak SIEKA czy fenomenalnego KOSMOCHOOJUWA poprzedzonego rozbudowanym solo saksofonu. Każdy z muzyków zresztą miał okazję wykazać się solowym popisem w kompozycjach bądź improwizacjach, których również nie brakowało. W podziw wprawia, jak utalentowani są Kosmonauci. Każdy z nich włada swoim instrumentem na mistrzowskim poziomie, a ich prezencja na scenie jest niezwykle żywiołowa. Na szczególną uwagę zasługuje Tymon Kosma grający na wibrafonie oraz syntezatorach. Sam wibrafon jest instrumentem dość nietypowym, jednak perfekcyjnie wpasowuje się w styl zespołu. Czuć również chemię sceniczną między muzykami. Kosmonauci czują to co robią i po prostu bawią się muzyką. Zarówno szybsze, jak i wolniejsze kompozycje budują klimat albo chaosu (kontrolowanego), albo błogiego spokoju i pięknych dźwięków. Chwała organizatorom All-in 2 Jazz, że zapraszają w swoje, nomen omen, progi tak cudowne zespoły jak Kosmonauci. Zespoły, na które trzeba chuchać i dmuchać, aby się rozwijały również poza granicami naszego kraju. Myślę, że grupy jak Kosmonauci czy Nene Heroine to przyszłość polskiego jazzu i cieszy mnie ich obecność na scenach festiwali czy większych klubów.

Natomiast ja, świeżo po obejrzeniu Kosmonautów na żywo, z czystym sumieniem mogę powielić słowa moich znajomych – musisz to zobaczyć!