Festiwal MIL w Lizbonie to pierwsze wydarzenie muzyczne za granicami naszego kraju, które mam okazję Wam zrelacjonować.

Jak piszą sami organizatorzy: MIL ma za zadanie odkrywanie, promocję, docenienie i internacjonalizację współczesnej muzyki popularnej, a także refleksję na praktyki i politykę kulturalną. Projekt łączy festiwale, konwenty, zajęcia, rezydentury artystyczne, przygotowania do dystrybucji międzynarodowej, i magazyn przewidujący trendy i pobudzający debatę na temat problemów kształtujących przyszłość muzyki i innych dziedzin kulturalnych. [tłum. własne]
Czy to zatem lizbońska wersja naszego lokalnego NEXT Festa? I tak i nie. Poza najważniejszym wspólnym elementem – showcasem, MIL sprzężony jest bardziej ze sztuką, konwersatoriami i warsztatami. Podczas trwania festiwalu odbywały się między innymi wystawa artystów w ramach unijnego programu Slash Transition, warsztaty z publishingu czy rozmowy na temat stanu dzisiejszej sceny. Podczas NEXT Festa w moim odbiorze górowały konferencje, dyskusje, branżowe spotkania networkingowe i integracyjne.
Zasadniczą różnicą jest również rozmieszczenie i rozmach – nie po całym centrum pięknego miasta Poznań, pomiędzy kilkunastoma klubami i innymi lokacjami, a w jednej przestrzeni – Unicorn Factory Lisboa na czterech scenach. Unicorn Factory to projekt start-upowo kulturalny, znajdujący się na przekształconych dawnych terenach przemysłowych. Będąc tam, na myśl od razu przychodzi gdańska Ulica Elektryków, jednak industrialny charakter został bardzo mocno przypudrowany i upiększony. Osobiście bardziej podoba mi się surowość na naszym Pomorzu, ale oglądanie przeogromnych silosów czy starych maszyn w przestrzeni wystaw, był czymś wyjątkowym w przestrzeniach nad rzeką Tag.

O ile na NEXT Fest spotykamy nazwiska znane w lokalnym niezalu, tak rozmawiając z portugalskimi uczestnikami MIL, okazało się, że znacząca część line-upu była im nieznana. Artyści i artystki pochodzili z różnych części świata, a reprezentacja Portugalii należała raczej do niszowych. Oczywiście nie zabrakło też nazw bardziej znanych, jak to bywa na tego typu festiwalach. Warto tu jednak wspomnieć, że Portugalia jest trzykrotnie mniejsza od Polski. A co za tym idzie, gdy spoglądamy na nasze „tuzy mainu” te liczby są proporcjonalnie większe.

Dość opisów, przejdźmy do tego, po co w ogóle powstał ten tekst: co zachwyciło mnie podczas MIL? Zapraszam na osobisty przegląd przegląd moich 10-ciu odkryć z line upu.
H.LLS
Zaczniemy od mojego aktualnie ulubionego odkrycia 2026 roku i tak naprawdę powodu, dla którego w ogóle usłyszałem o MIL. Tajemnicze trio, o których rozpiszę się nieco szerzej w innym artykule. Zapewniam również, że usłyszycie o nich w Magazynie Muzycznym na antenie Radia Meteor, by potem widzieć ich na największych letnich festiwalach. H.LLS to grupa ziomali z Londynu, którzy swoją identyfikację budują na intensywnej prezencji internetowej, bazując na charakterystycznej anonimowości, oryginalnym podejściu do samplingu, trudnej do zdefiniowania gatunkowości i po prostu świeżym brzmieniu. Proponuję najnowszy singiel z projektu (jeszcze) bez nazwy i wskoczenie do bandwagonu „przed milionem”.
Obelga
Pochodzący z Brazylii, czerpiący z muzycznych tradycji swojego rodzinnego miasta – Uberlândia znajdującego się w stanie Minas Gerais – Obelga łączy rap z soulem, boogie i czymś na wzór R&B. Jak sam o sobie mówi: „Magia moich utworów pochodzi z intymności przełożonej z aranżacji instrumentów i słów, w których raper staje się poetą, a muzyka – narratorem.” Wrażliwy przekaz, opowiadany z krytycznym spojrzeniem na rzeczywistość, przekazuje za pomocą surowych tekstów i bardzo przystępnej warstwy instrumentalnej swoich numerów. Obelga nie znaczy nic konkretnego w portugalskim, ale zapewniam, że nie obrazi Was swoim przekazem. Wręcz przeciwnie – jedynie zachęci do tańca pod groove’iące basy i perkusję.
Fillas de Cassandra
Galicyjskie duo z Vigo – przyjaciółki Sara i María zmieniające długie noce spędzone na rozmowach i imprezach ze znajomymi w muzykę. Projekt, który na albumie Tertúlia prezentuje współczesne spojrzenie na inicjatywy feministyczne, a także po prostu uciechę z młodości. Czerpią z elektroniki, popu i tradycyjnych hiszpańskich harmonii. Bębny są bardzo ważną częścią tradycyjnych wykonań na Półwyspie Iberyjskim, i to właśnie dzięki grze na tamborilu, Fillas de Cassandra urzekły mnie swoim występem. Galicyjski folk jest teraz wyjątkowo popularny w Hiszpanii, warto więc posłuchać tej muzyki także w Polsce, gdzie – odnoszę wrażenie – folkowe nastroje wracają na salony.
Construimos Escaleras
Punkowy przelot, który swoją zadziornością totalnie mnie kupił na żywo. Nieco jazzowe linie basowe świetnie dopełniają się z surowym nawijaniem lidera zespołu – Nilssona. „La musica punk nosta muerta” jakby hiszpański wieszcz mógł powiedzieć, bo buntowniczość, ciekawość świata i punkowy apetyt biją z ich brzmienia jak oszalałe. Muzyka do ruszania głową w górę i w dół, a także do poskakania w conversach i skórzanej kurtce.
Andre Droga
Gdyby Yeat korzystał z melatoniny, a nie innych substancji, jestem przekonany, że robił by taką muzykę. Żyjąc między Berlinem i Lublaną, Andre Droga porusza się w rapowej galaktyce mieszając mumble’owaną nawijkę z elektroniką oraz gitarowym brzmieniem indie i popu. Taki miks (o dziwo) tworzy brzmienie bardzo przyjemne, komfortowe i klimatyczne, niemalże eteryczne, ale też bardzo emocjonalne. Jeszcze niedawno wydał bardzo interesujące Beautiful z koncertującym z nim producentem m84this’em, a teraz pracuje nad Fairytales. Postać z sortu “jesteś tu naprawdę wcześnie”, przed festiwalem Andre miał 120 miesięcznych słuchaczy na Spotify. Żeby nieco oddać wam klimat koncertowy, sprawdźcie to świetnie zrealizowane wykonanie live trzech utworów z albumu Beautiful: tytułowy, Inque oraz Dysphorea.
marta
marta to zdecydowanie moje top 1 odkrycie tego festiwalu. Słuchacze Bass from Space będą mogli usłyszeć wywiad wraz z setem od tego francuskiego duetu, a również czytelnicy konwergentnego medium, jakim jest Radio Meteor dostaną coś dla siebie. Skrzypce, perkusja, trochę syntezatorów, efekty, tworzą spójny i energiczny live set techno. Energia, którą Joachim i Simon tworzą z tak pozornie prostego połączenia instrumentów jest naprawdę pierwszorzędna, poruszająca i ożywiająca parkiet. Muszę przyznać, że był to jeden z najlepszych setów techno, jaki słyszałem w życiu.
Posłuchajcie BIP prosto z apartamentu, który był pierwszym schodkiem na ścieżce ich kariery. Z tego co słyszałem od marty, pojawiły się propozycje występu w Polsce. Zobaczymy czy uda im się odwiedzić nasz kraj w przyszłym roku.
Mordo Mia
Zawsze podczas showcase’ów mamy do czynienia z jakimś artystą, którego chcemy sprawdzić tylko i wyłącznie ze względu na nazwę. Nazwę Mordo Mia można na język polski przetłumaczyć jako „gryzę się”, ale chyba wiadomo, dlaczego ich wybrałem, kochane czytelnicze mordeczki. Muzykę Mordo Mia można zdefiniować poprzez podejmowane przez nich tematy: bullying, e-girls, male gaze, neotrads, Alzheimer, Elton John, urbanistyka – to esencja ich albumu Chumbo Côncavo. Gdy grali na żywo, dali z siebie wszystko – tak jak zapewnili w swoim bio. Naprawdę ciekawe, alternatywne, hyper-rockowe brzmienie prosto z portugalskiego undergroundu. Co warte wspomnienia – zespół powstał na terapii grupowej.
Duques do Precariado
Zaangażowany, pięknie śpiewający „Książęta prekariatu” (prekariat to współczesna kategoria społeczna obejmująca osoby, których sytuacja zawodowa i materialna jest niestabilna, niepewna oraz pozbawiona długoterminowej ochrony). Używają hipnotyzujących harmonii, lekkiej instrumentacji i spokojnego tonu z lekkością analizując sytuację w jakiej znajdują się w kraju odkrywców. Mówią o tradycji, mrugają do folkloru, nazywając swoją muzykę „ethno-new” zachowując przy tym smaki Portugalii. Słony, słodki, kwaśny, umami i przede wszystkim gorzki. Smak trudów życia, śmierci, udręki politycznej i społecznej ale i nadziei na stawienie czoła przeciwnościom.
Candura
Okazuje się, że w Norwegii grają mieszankę brazylijskiej bossa novy, tropicalii i samby. I to w połączeniu z bardziej współczesnymi stylami z zachodu, w tym indie i disco, a nawet klubówką. Okazuje się również, że wychodzi im to fantastycznie. Zespół Candura nie ma jeszcze dużego zaplecza wydawniczego, w 2027 r. dadzą nam swój debiutancki album. Był to koncert z typu „muszę lecieć dalej na inny”, ale udało mi się usłyszeć jeden z ich singli – Por Aí (Tu i tam). Polecam to również wam.
Helena Casella
Lubicie klasyczne r&b romantyzujące z neo-soulem? Helena Casella świetnie to ze sobą komponuje, przy okazji akcentując swoje inspiracje z jazzu i brazylijskich rytmów. Podczas koncertu dostrzegalne były emocje, muzyczny blask i zgranie z zespołem – chociażby synchronizując swoje głosowe riffy z harmonią basu i klawiszy. Jej muzyka, którą sama tworzy, kręci się wokół surowego brzmienia instrumentów i świadomym ograniczeniu cyfrowych efektów. „Zaczynam od fortepianu i wokalu, a potem dodaję kolejne instrumenty, aby w naturalny sposób wzbogacić brzmienie. Zawsze mając na uwadze występ na żywo.” – mówi o swojej muzyce Helena. Zdecydowanie słychać, że ma to na uwadze. Ja natomiast uwadze słuchających czytelników polecam utwór Misunderstood.