Głuchy dźwięk metalu – recenzja „Sound of metal”

To, że recenzowany przeze mnie film zdobył dwa Oscary, stało się faktem. „Sound of metal” otrzymał tę prestiżową nagrodę w kategoriach: najlepszy montaż oraz najlepszy dźwięk. Czy warto poświęcić dwie godziny życia i obejrzeć „Dźwięk metalu”? Zapraszam do przeczytania recenzji.

Źródło: naekranie.pl

Jednym z powodów, dla którego postanowiłem obejrzeć „Sound of metal”, było oczywiście aż 6 nominacji do Oscara. Do tego doszły bardzo pozytywne oceny krytyków oraz znajomych. Nie raz się już jednak przekonałem, że nominacje i nagrody to nie wszystko. W gronie moich ulubionych filmów wszechczasów na próżno szukać wielu produkcji nagrodzonych niezliczoną ilością oscarowych statuetek. Często szukam filmów nieoczywistych oraz takich, które z jakiegoś powodu, pomimo pominięcia ich w konkursach, zdobyły serca wielu widzów.

O „Sound of metal” dowiedziałem się co prawda dzięki nominacjom do nagród Akademii, jednak nie był to dla mnie wystarczający powód, aby sięgnąć po ten film. Zaintrygowała mnie tematyka. Po pierwsze – zespół rockowy. Kocham cięższe brzmienia, uwielbiam uczęszczać na koncerty, a słuchanie muzyki i poznawanie dokonań artystów to jedne z moich największych pasji. Do tego dodać utratę słuchu przez niszowego muzyka rockowego, który stara się zdobyć popularność? To musi być dobre… No i było.

Obezwładniająca cisza

Przez dużą część filmu nie słyszymy nic. Choć nie, to nie jest trafne określenie… Słyszymy ciszę. To stwierdzenie pasuje o wiele bardziej. Produkcja „Sound of metal” pokazuje nam, że możemy słyszeć ciszę. Na ekranie nie musi być wybuchów, dynamicznych wydarzeń (choć te ukazane w filmie, są w pewnym sensie dynamiczne) i hałasu. Przeważać może kojąca cisza, która udowadnia, że do stworzenia dobrego filmu czasem wystarczy świetny pomysł i umiejętnie napisana historia.

W czasach, w których największe studia filmowe prześcigają się, kto zrobi bardziej zaawansowany technologicznie film, nadal jest miejsce dla produkcji, w których króluje cisza. Udowadnia to „Sound of metal” oraz recenzowany przeze mnie wcześniej „Nomadland”, który kilka dni temu zdobył aż 3 oscarowe statuetki. Niezmiernie mnie to cieszy.

Źródło: wyborcza.pl

Popis nieoczywistych aktorów

W „Sound of metal” nie zobaczymy na ekranie największych hollywoodzkich gwiazd, co nie oznacza, że gra aktorska nie była w tym filmie na wysokim poziomie. Otóż była, a najlepszym na to dowodem jest Riz Ahmed, który odgrywał główną rolę. W końcu, po wielu rolach na dalszym planie (np. w „Venomie” lub „Wolnym strzelcu”), zobaczyliśmy go jako główną gwiazdę w ciekawej produkcji. Aktor świetnie wciela się w rolę perkusisty tracącego słuch i sprawia tym wrażenie bardzo autentycznego. Opanował umiejętność gry na perkusji, a jego forma fizyczna jest na wysokim poziomie. Dlaczego mielibyśmy więc nie uwierzyć, że naprawdę jest perkusistą? W pełni zasłużona nominacja do Oscara.

Świetnie wypada również nominowany do statuetki aktora drugoplanowego, Paul Raci, dla którego prawdopodobnie była to rola życia. Co ciekawe jest on z pochodzenia Polakiem, albowiem jego rodzice są naszymi rodakami i byli niesłyszący. Aktor, którego nazwisko pierwotnie brzmiało Racibożyński, jest tłumaczem języka migowego i przez lata otrzymywał marginalne role w filmach oraz w niszowych teatrach. Teraz, w wieku 73 lat, po świetnym zaprezentowaniu się w „Sound of Metal” podobno przebiera w niezliczonych ofertach pracy. Mówił o tym w niedawnym wywiadzie dla Gazety Wyborczej.

Montaż i dźwięk

„Dźwięk metalu” nieprzypadkowo otrzymał Oscara w tych dwóch kategoriach. Film zmontowany jest bardzo sprawnie, a przechodzenie z perspektywy prawie niesłyszącego głównego bohatera do perspektywy osoby trzeciej, która słyszy normalnie, jest bardzo płynne. Wydaje się to proste, natomiast w rzeczywistości wcale takie nie jest. Twórcy filmu zapewne od samego początku zdawali sobie sprawę, że tworząc film o takiej, a nie innej tematyce, muszą postawić za wszelką cenę na jakość dźwięku. Nie zawiedli. Każdy szczegół, od granych przez zespół koncertów po chwile, gdy słuch głównego bohatera zdecydowanie się pogorszył, były świetnie zrealizowane. Czapki z głów!

Czy warto obejrzeć „Sound of Metal”?

Zdecydowanie warto. Próba wejścia w skórę głównego bohatera być może nie jest najprzyjemniejszym uczuciem na świecie, sporo jednak uświadamia. „Sound of metal” wielokrotnie skłania do refleksji nad słusznością życiowych wyborów oraz nadawania pewnym wydarzeniom priorytetowego znaczenia. Ten film potrafi zmienić spojrzenie na świat, a to jest chyba wystarczający argument.