Po czwartkowej wygranej z KÍ Klaksvík zamiast euforii i optymizmu, zapanował marazm. Lech Poznań, mimo że zwycięski, nie czaruje. W niedzielę Kolejorz dostał szansę na zaprezentowanie się z lepszej strony – mecz u siebie z Piastem Gliwice w ramach 3. kolejki PKO BP Ekstraklasy. I trzeba powiedzieć, że szansę w pełni wykorzystał.

Nie tak miał wyglądać ten początek
Przed rozpoczęciem kampanii 26/27 kibice Kolejorza mieli pozytywne nastawienie. Wejście w sezon jako mistrzowie Polski, konkretne ruchy na rynku transferowym, wygrana w Superpucharze i do tego dobry wynik w pierwszym meczu rywalizacji o Ligę Mistrzów z Aarhus. Nic więc dziwnego, że fani Lecha Poznań optymistycznie oczekiwali kolejnych spotkań. I właśnie w tamtym momencie zostali brutalnie ściągnięci na ziemię.
Najpierw kompromitacja u siebie w rewanżu z Aarhus, potem dwie nieprzekonywujące wygrane z Wieczystą Kraków oraz z farerskim Klaksvík w meczu eliminacyjnym do Ligi Europy. Na chwilę obecną oglądanie gry podopiecznych Nielsa Frederiksena nie należy do najprzyjemniejszych. Kolejorz może w nich częściej posiadać piłkę, tworzyć sobie sytuacje, ale to wszystko traci znaczenie w momencie, gdy brakuje konkretów w postaci zdobywanych goli.
Pierwsza połowa bez fajerwerków
Na mecz z Piastem Frederiksen dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim szansę gry od pierwszej minuty otrzymał Yannick Agnero, który zdobył 2 bramki w dwóch poprzednich meczach. Oprócz niego w wyjściowym składzie znaleźli się również Mateusz Skrzypczak, Luis Palma oraz Daniel Hakans.
Pierwsze 45 minut spotkania dawały kibicom na Bułgarskiej powody do frustracji. Piłkarze Kolejorza nacierali na bramkę Domena Grilla, ale problemy zaczynały się w okolicach pola karnego. Lech miał problem z wykreowaniem sobie szans, aby zagrozić rywalom. Idealną okazję do zdobycia prowadzenia miał Patrik Walemark w 30. minucie, jednak przegrał rywalizację w sytuacji 1 na 1 z Grille. Piast również miał jedną wielką sytuację w 43. minucie, ale wtedy strzał Samuela Ntamacka pewnie obronił Mateusz Lis. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.
Zmiennicy odmienili mecz
Niels Frederisken zaczął wprowadzać zmiany już od początku drugiej połowy – za Antoniego Kozubala wszedł Pablo Rodriguez. Gospodarze częściej i pewniej atakowali bramkę Piasta, a gol ewidentnie wisiał w powietrzu. Duński szkoleniowiec zarządził kolejne zmiany w 61. minucie i na boisku zameldowali się Mikael Ishak oraz Allahyar Sayyadmanesh. Efekty były widocznie w ciągu minuty – Hakans lewą stroną boiska pomknął w kierunku pola karnego i podał do Ishaka, a kapitan Lecha zdobył bramkę dającą prowadzenie.
Bez wątpienia był to dzień zmienników, a dla jednego z nich był w szczególności wyjątkowy. W 78. minucie Frederisken wpuszcza na boisko 18-letniego Karola Delikata, dla którego był to debiut w seniorskiej drużynie Lecha. Wychowanek potrzebował zaledwie 35 sekund, aby Enea Stadion eksplodowała. Po idealnym dośrodkowaniu Palmy Delikat umieścił głową piłkę w siatce i podwyższył wynik na 2:0. Pierwszy mecz, pierwszy kontakt z piłką i pierwszy gol. Lepszego powitania z Ekstraklasą nie dało się wymarzyć.
Chociaż goście próbowali, tak nie byli w stanie powstrzymać rozpędzonego Kolejorza. W samej końcówce Allahyar zdobył bramkę na 3:0 po podaniu od Rodrigueza, tym samym ustalając wynik spotkania.
Kolejorz wraca na właściwe tory?
Mecz z Piastem dał coś więcej niż tylko 3 punkty w ligowej tabeli. Lech był drużyną, która oprócz tworzenia sobie sytuacji, była je w stanie wykorzystywać. Zdobyte w jednym spotkaniu aż 3 bramki są sygnałem, że ofensywa mistrzów Polski nadal stanowi zagrożenie dla rywali. Chociaż pierwsza połowa pozostawiała kibicom wiele do życzenia, tak dzięki dobrym zmianom Frederiksena w drugiej połowie Poznaniacy pewnie kontrolowali spotkanie. Sam duński trener nie krył zadowolenia z meczu na konferencji prasowej:
„Bardzo cieszy fakt, że zdobyliśmy trzy bramki po trzech fazach przejściowych. Mieliśmy swoje sytuacje, kiedy rywal bronił niżej, ale cechowało nas tempo, gdy mieliśmy piłkę przy nodze. Dobrze wyglądaliśmy też w pressingu i co chciałbym podkreślić to to, że gole padły po strzałach zawodników wprowadzonych z ławki. To pokazuje, że mamy zawodników potrafiących robić różnicę. Dodatkowo zachowaliśmy czyste konto.“

Po spotkaniu otrzymaliśmy oficjalny komunikat o tym, że najbliższe spotkanie z Wisłą Płock zostało przełożone. Na chwilę obecną największym priorytetem stały się europejskie puchary. W czwartek o godzinie 19:30 Lech Poznań rozegra rewanżowe spotkanie z Klaksvík. Ma skromną, zaledwie jednobramkową przewagę i w dodatku będzie to mecz na terenie rywala. Występ przeciwko Piastowi daje więcej optymizmu, jednak mając w pamięci dwumecz z Aarhus, piłkarze podejdą do rywalizacji na chłodno.
Po więcej ciekawych tekstów ze świata sportu zapraszamy tutaj -> Planeta Sportu