Stage diving, moshpit i intensywna zabawa, czyli relacja z trasy Excessive Guilt Tour – Poznań, 05.05.2025 / 2Progi

To był jeden z tych wieczorów, które zostają w głowie na długo – nie ze względu na sentymenty (choć może trochę też…), tylko na czystą, bezlitosną energię, jaką niosły ze sobą cztery zespoły demolujące klub 2Progi w ramach trasy Excessive Guilt Tour.

Bramki biletowe otworzyły się o 18:30, a już godzinę później całą ceremonię rozpoczął z przytupem Graphic Nature. Brytyjska formacja nu metalcore’owa już od pierwszych sekund postawiła na bezkompromisową ekspresję i ciężar. Ich industrialny, zgrzytliwy hardcore natychmiast przyciągnął uwagę. Na szczególne wyróżnienie zasługują tutaj samplowane wstawki, które tylko dopełniały całokształt ich brzmienia. Gdyby kogoś z was zabrakło tego dnia w 2progach, albo gdybyście najzwyczajniej w świecie już czuli niedosyt energii serwowanej przez Brytyjczyków, to grupa jeszcze w tym roku ponownie zawita do Polski – niestety nie do Poznania, a do Gdańska, gdzie zagra w ramach tegorocznej edycji Mystic Festiwalu.

Następnie po szybkiej przepince i jeszcze szybszym papierosku, na scenę weszli Unity-TX. Poprzedni zespół zdążył już w miarę podgrzać atmosferę, więc czekaliśmy na rezultaty. Jak się okazało – nie zajęło to wcale długo. Praktycznie od pierwszego bicia zaczęły się podrygi i tupanie nóżką, a jeszcze później pojawiła się pierwsza fala. A jaka była nasza reakcja? Cóż… całkiem podobna do reszty publiczności, naprawdę bardzo pozytywne i zarazem miłe zaskoczenie. Choć kompozycje nie były jakoś szczególnie rozbudowane, to naprawdę miało to swój klimat. O to przecież chodzi w tym gatunku, prawda? Gdyby tego wszystkiego było za dużo, być może odbiór nie byłby taki sam…  Kompozycje w całej tej swojej „banalności” miały swój urok. Elementy hip-hopowe były zgrabnie wyważone z cięższymi partiami, dzięki czemu całość setu była spójna i przyjemna w odbiorze. Kapeli zdecydowanie należą się punkty do stylu za różnorodność, od tych prościutkich bidonów do ciekawej, porywającej tłum rytmiki. Na pewno na aplauz zasługuje bardzo dobra dykcja wokalisty, która zrobiła na nas obojgu chyba największe wrażenie. Połączenie estetyki hip-hopowej z hardcore’em i momentami deathcore’em, jest obecnie dosyć popularnym trendem, w którym kwartet z Teksasu wydawał się być bardzo naturalny.

Jako kolejni na scenie zawitali szeroko wyczekiwani Japończycy z Crystal Lake. Trzeba przyznać – oczekiwania wobec ich występu były bardzo wysokie, jednak już na samym początku pojawiły się pewne trudności. Problemy techniczne, które już wcześniej dały się we znaki podczas setu UnityTX, niestety powróciły. Przez niemal całość trwania pierwszego utwóru, wokal był ledwo słyszalny, co na szczęście nie wpłynęło zbyt szczególnie na energię i zapał publiczności. Na widok gości wchodzących na scenę ze sprzętem o wartości odpowiadającej waszej nerce, spodziewacie się po prostu zniszczenia, tutaj niestety nastąpiło wielkie rozczarowanie. Wiadomo – to, że basistów nigdy słychać, to już ogólnie przyjęta zasada, z którą niestety, ale praktycznie każdy już się pogodził, ale w tych warunkach, nawet ten piękny Dingwall nie był w stanie wybrzmieć tak, jak powinien. Dobrze słyszalne były natomiast partie prowadzące, które wnosiły do utworów przestrzeń i melodie – to właśnie wtedy najbardziej można było docenić kunszt techniczny zespołu. Całe szczęście mimo, że brzmieniowo nie wszystko idealnie zagrało, energia sceniczna i zaangażowanie muzyków pozostały na bardzo wysokim poziomie, całkiem skutecznie to rekompensując.

Po energetycznym secie Crystal Lake przyszedł czas Thrown, headlinera wieczoru. Szwedzi to swoisty fenomen w świecie nowoczesnego hardcore’u – w błyskawicznym tempie stali się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych kapel gatunku. Jeszcze dwa lata temu grali w nieistniejącym już poznańskim klubie U Bazyla jako support dla Counterparts. Już tamten, ledwie 25-minutowy występ wystarczył, by dostrzec drzemiący w nich potencjał.

Ich koncert również nie należał do najdłuższych – trwał około 35 minut, co bynajmniej nie wynikało z lenistwa. Thrown po prostu nie mają jeszcze zbyt obszernej dyskografii. Na Excessive Guilt Tour zagrali aż 14 z 16 utworów, jakie do tej pory wydali. Za perkusją zabrakło Bustera Odeholma – lidera i kluczowej postaci zespołu – który nie występuje z nimi na żywo. Mimo to grupa weszła na scenę z ogromną intensywnością i utrzymała ją do samego końca. Marcus Lundqvist nie tracił czasu na zbędne gadanie – koncert był krótki, zwięzły i na temat. Nie zabrakło rzecz jasna takich hitów jak greyout czy on the verge. I choć ponownie nieco zawodziło nagłośnienie, headlinerzy wypadli zdecydowanie najlepiej spośród całego składu.

Excessive Guilt Tour dostarczył line-up, który ucieszył każdego fana nowoczesnego, niskostrojonego hardcore’u. Wysoki poziom, dobra frekwencja i intensywna zabawa – to był wieczór, który przypomniał nam trochę świetlane czasy tej sceny – kto wie, być może jesteśmy świadkami polskiego renesansu two-step’u oraz kręcenia fikołków w środku moshpitu.

Autorzy: Oliver Jakubowicz, Adam Leśniewicz

Więcej relacji z koncertów przeczytasz tutaj!