Lech Poznań pokonuje Termalikę i wraca na fotel lidera

Niedzielny mecz PKO BP Ekstraklasy było spotkaniem drużyn z dwóch biegunów. Z jednej strony Lech Poznań, który walczy o obronienie mistrzostwa Polski. Z drugiej – Bruk-Bet Termalica Nieciecza okupująca ostatnie miejsce, która ma coraz mniejsze szanse na utrzymanie się na najwyższym stopniu rozgrywkowym. Wyzwanie na papierze proste, ale najpierw trzeba było to pokazać na boisku. I to ostatecznie się udało.

źródło: lechpoznan.pl/ fot. Przemysław Szyszka

Pełne skupienie na obronie tytułu

Czwartkowe spotkanie z Szachtarem Donieck miał dla drużyny Nielsa Frederiksena słodko-gorzki smak. Z jednej strony zakończyło się zwycięstwem Kolejorza 2:1, z drugiej – ostatecznie odpadł z Ligi Konferencji po dwumeczu z wynikiem 4:3 dla mistrzów Ukrainy. I chociaż przygoda Lecha w europejskich pucharach dobiegła końca, tak w lidze cały czas jest w grze o obronę mistrzostwa Polski.

Trzeba przyznać, że rywale zaprezentowali Kolejorzowi idealną okazję na wskoczenie na fotel lidera tabeli. Najpierw w piątek Zagłębie Lubin przegrało z lubelskim Motorem 0:1, a dzień później Jagiellona uległa u siebie Wiśle Płock 1:2. Te wyniki sprawiły, że w czubie tabeli zrobiło się ciasno – trzy pierwsze miejsca miały po 41 punktów. Dla Lecha stało się wtedy jasne, że wygrana z Termaliką pozwoli odskoczyć rywalom o 3 punkty, co mogłoby okazać się decydujące w walce o mistrzostwo.

Na papierze zadanie było bardzo proste. W końcu wystarczyło pokonać ostatnią w tabeli Termalikę Niecieczę. Sam Bruk-Bet rozgrywał przed niedzielnym spotkaniem fatalną rundę wiosenną, podczas której nie wygrał ani jednego spotkania, a ostatnie ligowe zwycięstwo miało miejsce 7 grudnia z Jagiellonią Białystok. Dlatego w teorii Lech Poznań miał banalne zadanie, jednak obecny sezon Ekstraklasy wyraźnie nam pokazał, że zawsze należy trzymać rękę na pulsie.

Bezlitosne 5 minut dla Słoni

Przed pierwszym gwizdkiem kibice na Bułgarskiej otrzymali dwie wiadomości: dobrą i złą. Pierwsza dotyczyła wyróżnienia Wojciecha Mońki, który otrzymał nagrodę młodzieżowca miesiąca Ekstraklasy. Jaka natomiast była zła? Okazało się, że znajdujący się kadrze meczowej Antonio Milić nie rozegra spotkania, a za niego na boisku od pierwszej minuty zagrał Mateusz Skrzypczak. Sam Frederiksen na pomeczowej konferencji prasowej uspokajał i potwierdził, że stan zdrowia Chorwata będzie monitorowany:

„W trakcie rozgrzewki Antonio Milić poczuł delikatne ukłucie. Oczywiście na więcej konkretów będziemy musieli poczekać do jutra. On też miał wątpliwość, czy grać czy nie grać w tym meczu. Również jako sztab szkoleniowy długo się nad tym zastanawialiśmy, ale postanowiliśmy moją decyzją tutaj nie podejmować ryzyka.”

źródło: lechpoznan.pl/ fot. Przemysław Szyszka

Już od samego początku Lech Poznań ruszył do ataku i chciał jak najszybciej zdobyć gola. Stadion nie musiał na to długo czekać i już w 8. minucie piłka wpadła do siatki dzięki Patrikowi Wålemarkowi. Radość nie trwała jednak długo. Po analizie VAR gol został nieuznany po faulu w bramce na Adrianie Chovanie.

W końcu prowadzenie dla gospodarzy w 33. minucie dał Leo Bengtsson. Gol padł bezpośrednio z rzutu wolnego, po tym, jak piłka odbiła się od poprzeczki. I chociaż z początku można było odnieść wrażenie, że futbolówka nie przekroczyła linii, tak sędziowie nie mieli wątpliwości – gol padł na korzyść Lecha Poznań. Wtedy rozpoczęła się istna kanonada, bo 3 minuty później Bengtsson ponownie zapisał się na listę strzelców. Najpierw Mikael Ishak próbował swoich sił, ale trafił w słupek. Dopiero jego rodak wykorzystał okazję i podwyższył wynik na 2:0.

To nadal nie był koniec goli w pierwszej połowie. Już minutę po dublecie Szweda Pablo Rodriguez podał piłkę do Aliego Gholizadeha, a ten pewnie minął bramkarza gości i strzelił do praktycznie niepilnowanej bramki. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniało 3:0 dla Lecha Poznań.

Termalica próbowała walczyć

O ile początek drugiej połowy był podobny do pierwszej i to Lech atakował bramkę gości, tak z kolejnymi minutami to „Słoniki” zaczęły przejmować inicjatywę. W 65. minucie Gabriel Isik dał Niecieczy bramkę kontaktową, a już 3 minuty później kibice zgromadzeni na Enei Stadionie zamarli, kiedy Ambrosiewicz zdobył drugą bramkę dla gości, jednak została ona ostatecznie nieuznana przez wcześniejszy faul na zawodniku Lecha Poznań.

W 79. minucie Krzysztof Kubica obejrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę, przez co Termalica musiała dokończyć mecz w 10. Takie osłabienie nie spowodowało spowolnienia ataków gości, którzy sprawdzali czujność Bartosza Mrozka. Lechici zdali sobie sprawę, że muszą odzyskać kontrolę nad meczem i dobić rywala. Ostatecznie kropkę nad i postawił Teofeek Ismaheel, który przypieczętował zwycięstwo Kolejorza wynikiem 4:1.

źródło: lechpoznan.pl/ fot. Przemysław Szyszka

Drużyna zjednoczona

Część kibiców mogła pomyśleć, że odpadnięcie Lecha z europejskich pucharów może podłamać drużynę. Nic bardziej mylnego. Mimo gorszego okresu w drugiej połowie gospodarze wyglądali na drużynę, która w pełni skupia się na wygraniu ligi. Widać było, że chcą cały czas atakować i nawet po zdobyciu trzeciego gola chcieli ich jeszcze więcej. Leo Bengstsson, autor dwóch trafień dla Lecha, nie krył zadowolenia z gry swojej i swoich kolegów:

„Czuje się wspaniale. Myślę, że zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę, strzeliliśmy trzy fantastyczne gole. Jestem bardzo zadowolony ze zwycięstwa. Mieliśmy wiele sytuacji, ale strzeliliśmy tylko cztery gole i to też powinno nas cieszyć.”

Patrik Walemark, którego bramka była anulowana, po meczu również podkreślał, że wszyscy mogą być zadowoleni z występu na Bułgarskiej. Zaznaczył też, że mimo odzyskania lidera, panują stonowane nastroje:

„Lider to miejsce, do którego dążyliśmy, więc fajnie, że jesteśmy pierwsi, ale zostało nam jeszcze kilka meczów do rozegrania. Trzeba grać swoje i skończymy tam, gdzie chcemy.”

źródło: lechpoznan.pl/ fot. Przemysław Szyszka

Cel jest jeden Mistrzostwo Polski

Po tej kolejce rozpoczyna się przerwa reprezentacyjna, przez co Lech Poznań otrzyma 2 tygodnie odpoczynku przed wznowieniem rozrywek. To może być niezwykle pomocne, biorąc pod uwagę, z kim zmierzy się Kolejorz. Przed podopiecznymi Frederiksena mecz z bezpośrednim rywalem o tytuł, Jagiellonią Białystok. Sam trener Lechitów na konferencji prasowej zaznaczył, że drużyna ma jeden cel i jest nim obrona tytułu mistrzowskiego. Podkreślił jednak, że nie będzie to decydujący mecz:

„Uważam, że nic jeszcze nie rozstrzygnie się po tym meczu po tym meczu. Owszem, jeżeli będziemy cieszyć się ze zwycięstwa, to będzie przewaga kilkupunktowa będzie duża. Niemniej, jeśli ten mecz przegramy, to ta walka praktycznie zacznie się od zera. (…) Widać, że nawet to prowadzenie w tabeli 4 czy 6-punktowe o niczym nie będzie świadczyć, biorąc pod uwagę jak bardzo wyrównana jest ta liga.”

O ile w górnej tabeli walka będzie trwać prawdopodobnie do samego końca, tak na dole pewne rzeczy stają się już jasne. Drużyna z Niecieczy po porażce nadal okupuje ostatnie miejsce. Do bezpiecznego 15. miejsca brakuje jej aż 8 punktów. Wszystko wskazuje na to, że niedługo pożegnamy „Słonie” z Ekstraklasy. Chociaż czy patrząc na to, jak szalona jest kampania 25/26, zdziwiłoby nas ich ewentualne utrzymanie? Chyba nie.

***

Po więcej ciekawych tekstów ze świata sportu zapraszamy tutaj -> Planeta Sportu