„Klubowe koncerty są na pewno takie słodsze – we własnym sosie, we własnej atmosferze” – metro [WYWIAD]

Znane powiedzenie mówi, że kiedy życie daje Ci cytryny, zrób z nich lemoniadę, a kiedy życie oferuje Ci największe festiwale w Polsce – koniecznie na nich zagraj! Tak stało się w przypadku warszawskiego zespołu metro, z którym mieliśmy okazję porozmawiać przed koncertem w Poznaniu. Kwartet opowiada o spełnionych marzeniach muzycznych i procesie twórczym zza kulis oraz zdradza szczegóły nadchodzącego albumu…

metro
fot. Agnieszka Tułacz
Natalia Urbańczak: Na początek chciałabym Was spytać nawiązując do Waszego singla, wiemy, że Na Balkonie jest Wam bardzo dobrze, ale jak jest Wam na scenie? Co najbardziej lubicie w koncertowaniu?

Aleksander Zajdel (wokal, gitara): W koncertowaniu fajna jest ta wymiana energii, która płynie między sceną a publicznością. Jak wykonujemy kawałki i są błędy to człowiek pluje sobie w brodę, ale jak koncert jest ugrany i ta energia dobrze płynie to myślę, że nie ma lepszego wynagrodzenia dla artysty, muzyka.

N: A macie ulubiony utwór, który lubicie grać na żywo?

Mateusz Kwietniewski (bas): Myślę, że każdy ma swój… czasami o tym rozmawiamy. Ja na przykład bardzo nie lubię grać utworu, którym zaczynamy zazwyczaj każdą setlistę, bo to jest taki moment wejścia na scenę, trochę ręce są jeszcze chybotliwe, a jest to technicznie chyba najcięższy utwór dla mnie. Z tych, które najbardziej lubię to na przykład lubię grać Disco, ale myślę, że każdy ma swój, tak jak powiedziałem.

Aleksander Zajdel (wokal, gitara): Jest taka piosenka, którą gramy na bis, bo nie mamy już własnego materiału – znaczy mamy, ale nie chcemy grać, a ta piosenka jest fajniejsza niż materiał, którego nie gramy. To piosenka takiego szwedzkiego zespołu Cortex i nazywa się Skuggorna kommer i chodzi mniej więcej o to, że tworzą cienie. Bardzo głośno to gramy, bardzo szybko, nic nie słyszymy i po prostu to jest taki punk rock. Bardzo to lubię.

Piotr Biczel (perkusja): Ja lubię grać Intro (znów na osiedlu pachnie śmiercią).

Mikołaj Ilnicki (gitara): Ja nie mam faworyta.

N: Występowaliście już na wielu festiwalach, w tym Opener czy OFF Festival. Czym różni się Wasze nastawienie do grania festiwali w odróżnieniu od solowych koncertów?

Mateusz: Festiwale to jest trochę bój o słuchacza, a solowe koncerty są trochę celebracją tego, że w ogóle tych słuchaczy mamy, także kto, co lubi. Na pewno są to dwa totalnie różne wydarzenia. Tak jak powiedziałem, na festiwalach dużo osób nas nie zna. Warto się dobrze zaprezentować, bo często jest tych odbiorców więcej niż na naszych takich solowych, trasowych, klubowych koncertach. Jednak te klubowe koncerty są na pewno takie słodsze – we własnym sosie, we własnej atmosferze; z ludźmi, którzy znają tekst, którzy przyszli specjalnie dla nas. Zupełnie inne odczucie.

Piotr: Zgadzam się. Wydaje mi się, że nastawienia nie mamy jako tako innego. Tylko po prostu na scenie na solowych koncertach na pewno prezentujemy więcej energii, ponieważ dostajemy tą energię z powrotem od widowni i tak wzajemnie napędzamy się.

N: W utworze Na Balkonie padły słowa: „Bo ja chcę wszystko / Bo ja chcę naraz”. Jakie jest Wasze największe pragnienie muzyczne? Czy na przykład zostało już spełnione, był to może któryś z festiwali czy wciąż czekacie na coś?

Aleksander: Myślę, że takie marzenia, cele trochę zmieniamy z biegiem czasu. Kiedyś naszym największym marzeniem było zagranie w, już nieistniejącym, Pogłosie w Warszawie. Myśleliśmy, że jak zagramy w Pogłosie to będzie w ogóle największe możliwe szczęście i w zasadzie wtedy było. Jednak okazało się, że zespół nie skończył się po zagraniu w Pogłosie i w zasadzie dalej się rozwijał. Tak sobie stawialiśmy kolejne i to kolejne cele. Potem była Stodoła, znaczy w zasadzie od początku była Stodoła, ale potem stała się bardziej realna, kiedy nas zaproszono na supporty Myslovitz, więc zrealizowaliśmy to nasze marzenie w tym roku, na początku. Festiwale takie jak OFF Festival wiadomo – spełnione; Opener – spełnione.

Dużo w zasadzie pospełnialiśmy tych marzeń, ale też mamy ich na pęczki. Widzę też, że odpowiedzialność jest trochę większa, bo każdy bardzo by chciał też nazywać muzykę swoją pracą. Wydaje mi się, że osiągnięcie takiego momentu, kiedy możemy się już temu oddać w pełni, będzie jakimś takim kamieniem milowym. Jakiś taki pierwszy, poważny, życiowy cel, że wszyscy wchodzimy w to, ale przy okazji też wydanie płyty. Mógłbym wymieniać jeszcze parę innych, ale to są takie pierwsze z brzegu.

N: Właśnie te kamienie milowe, czyli jak już wspomniałeś, miedzy innymi support Myslovitz czy wielkie festiwale… Czy spełnianie takich marzeń sprawia, że inaczej postrzegacie siebie jako zespół, czy macie większą wiarę w siebie? Czy to daje Wam większą motywację do dalszego rozwoju?

Mikołaj: Na pewno, jeżeli działalność zespołu przyspiesza. Jak przyjeżdża się do jakiegoś klubu i przyjeżdża się w kolejnym roku i jest tyle samo osób, gra się te same piosenki i nie ma jakiegoś nowego materiału to w pewnym sensie to obniża morale, ale jeżeli, powiedzmy, graliśmy tutaj rok temu i tam było kilkadziesiąt osób, przyjeżdżamy rok później i klub jest całkowicie wyprzedany to to na pewno pokazuje, że to nie stoi w miejscu i dalsze wkładanie pracy w to będzie przynosiło efekty. „Każdy boi się”, czyli przysłowiowe pierwsze koty za płoty.

metro 2
fot. Agnieszka Tułacz
N: W Waszym singlu Hej, Aloszka opowiadacie o tym, że każdy kocha, każdy boi się… Jakie jest, według Was, takie uniwersalne doświadczenie każdego artysty/zespołu muzycznego?

Piotr: Pierwszy spalony koncert, nieudany. My to przeszliśmy dość wcześnie, bo to był nasz pierwszy koncert w Krakowie w 2022 roku. Było ciężko, było bardzo ciężko, ale to hartuje i wydaje mi się, że każdy musi to przeżyć. Wydaje mi się, że jeśli nie poddajesz się po czymś takim to będzie Ci później łatwiej. O nadchodzącym albumie…

N: Za Wami już premiera dwóch singli, które zapowiadają płytę. Czy one zdradzają tak naprawdę co na niej będzie? Będzie cała w podobnym klimacie czy czego możemy się spodziewać i przede wszystkim kiedy?

Aleksander: Kiedy to już standardowo musimy powiedzieć pomidor, ale niebawem. Naprawdę niebawem, także bardziej niebawem niż by się mogło wydawać. Na pewno odnośnie tych brzmień to znajdzie się dużo takich tożsamych z tym, co słychać po Na Balkonie i Hej, Aloszka, ale też odpalimy przester parę razy. Na pewno będzie trochę takich [piosenek – red.] do tańczenia, trochę takich bardziej do snucia się, melancholijnych… Myślę, że tak próbujemy w miarę ubrać ten album holistycznie w brzmienia i tempa, nastroje. Też trochę bardziej, może nie dużo bardziej, ale eksperymentujemy też z różnymi innymi instrumentami i na pewno jesteśmy bardziej świadomi w decyzjach, które podejmujemy. Mamy na to przestrzeń, mamy przy tym też fajnych ludzi, którzy nam dużo pomagają. Spodziewamy się, że to będzie trochę jeszcze bardziej dopieszczone, trochę jeszcze bardziej nasze.

N: Wcześniej wydawaliście EPki. Co sprawiło, że teraz stwierdziliście, że jesteście gotowi, by nagrać album, a nie kolejną EPkę?

Mikołaj: Myślę, że stwierdziliśmy, że jesteśmy gotowi wtedy, kiedy jeszcze nie byliśmy gotowi. Ale z racji tego, że już uznaliśmy, że jesteśmy gotowi to musieliśmy jakoś przearanżować nasze pomysły i wiele pozmieniać. Myślę, że zdecydowaliśmy się na to, że wydajemy album w momencie kiedy, powiedzmy, nasze przygotowanie i wizja na to była bardzo zbliżona do EPek, czyli tak, jak kiedyś wspominaliśmy, że pierwsza EPka to pierwsze pięć numerów, druga EPka – podobnie, pięć czy sześć; jeden wyleciał. Teraz też było podobnie, pierwsze dziesięć nowych numerów, takich, które uznaliśmy, że się nadają – robimy album. No i to jednak było za wcześnie.

Zastanawialiśmy się nad tym, Olek w ogóle zarzucił taki pomysł – „Nie, to chyba jednak nie jest to” i w zasadzie praktycznie cały ostatni rok to jest przearanżowywanie tego do takiego, momentu, żebyśmy byli zadowoleni. Tak naprawdę jeszcze te ostatnie miesiące to jest jeszcze podmienianie, dopisywanie piosenek, tak by się to zbierało w jakąś już absolutnie spójną całość – przynajmniej w naszym wyobrażeniu w tym momencie. Proces twórczy, czyli o utworach zanim wyjdą na światło dzienne

N: Jak wygląda u Was zazwyczaj proces twórczy? Czy najpierw powstaje tekst czy może jednak warstwa instrumentalna?

Piotr: Najpierw jest iskra boża, którą są zazwyczaj riffy tego dżentelmena – Mikołaja. On przynosi jakiś pomysł, zagrywkę, riff – czasem 2 riffy – na potencjalną zwrotkę czy refren. Później jakoś wspólnie dogrywamy się do tego, przearanżowujemy. Czasem na przykład łączymy jakiś pomysł z jakimś wcześniej odrzuconym pomysłem z przeszłości i wspólnie pracujemy po prostu nad instrumentalem, nad własnymi partiami, ale też często pomagamy sobie jakoś dograć te partie. Kiedy to już jest i jest już też najczęściej melodia wokalna do tego, to dopiero wtedy powstaje tekst i to już o powstawanie tekstów trzeba pytać Olka.

N: Teksty piosenek są przepiękne, bardzo poetyckie.

Aleksander: Miło mi, dziękuję.

N: Jak to jest dzielić się tą wrażliwością z innymi osobami kiedy te teksty wychodzą na światło dzienne?

Aleksander: To bardzo wynagradzające, że znajduje się ujście dla tej ekspresji i że ktoś chce tego słuchać i że może z kimś to zostanie. W tym wymiarze bardzo się cieszę. Lubię to, że osoby myślą o tych tekstach i jakoś potrafią przetłumaczyć na swoje warunki i swoją wrażliwość. Czasami jest to trudne, czasami trochę odsłaniające, ale staram się nie myśleć o tym za dużo. W sensie nie myśleć za bardzo o odbiorcy tylko bardziej szlifować tekst zgodnie z jakąś swoją wizją albo swoim wyobrażeniem. Często nie jest to jakaś taka wizje per se, tylko porządkuję klocki w jakiś taki pejzaż. Staram się nie myśleć o tym, jak ktoś to może zrozumieć, ale fakt, że ktoś o tym myśli i rozumie na swój sposób uznaje za bardzo wynagradzający.

N: Na koniec chciałabym Was spytać – gdybyście mogli stworzyć linię metra, która jechałaby z Waszej sali prób do jakiegokolwiek miejsca, Waszej wymarzonej destynacji, to na jakiej trasie by ta linia kursowała?

Mikołaj: Do domu, żebym miał szybszy dojazd.

Aleksander: Do Omulewa, ewentualnie do Rogoźnicy.

Piotr: Też do domu.

Mateusz: Mi się podoba pomysł Olka. Zgadzam się z nim w pełni; też bym chciał tego ujrzeć, doświadczyć.

Autorka: Natalia Urbańczak

Więcej wywiadów i innych tekstów ze świata muzyki przeczytasz tutaj!