Dojrzała animacja – prosty obraz i głębokie przesłanie

Animacja w pierwszej chwili przywodzi na myśl produkcję stworzoną dla najmłodszych widzów. Dorośli niejednokrotnie stają się wtedy zakładnikami maluchów żądających ich uczestnictwa w seansie. Mimo to los opiekunów nie jest aż tak tragiczny, ponieważ filmowe bajki są zwykle naładowane dużą ilością humoru (często dwuznacznego, ale o tym przekonujemy się z wiekiem), a przedstawiony świat wabi nas kolorami i obietnicą przygody. 

Jednak istnieją animacje, które napełniają umysł życiowymi refleksjami, a zamiast śmiechu wywołują łzy. Jeszcze inne są po brzegi wypchane różnymi nawiązaniami kulturowymi. Takie produkcje niekoniecznie muszą zawierać ograniczenia wiekowe, żeby uznać, że czas oglądania lepiej wykorzysta osoba z pewnym bagażem doświadczeń niż dziecko, jeszcze nieświadome wielu odcieni rzeczywistości. Oczywiście nie można mu tego zakazać, należy za to parę lat później zrobić powtórkę. Poniżej prezentuję kilka przykładów takich „dojrzałych” animacji.

„Twój Vincent” – 2017 r.

Źródło: kinoluna.pl

Ten niezwykle barwny obraz filmowy opowiadający o życiu i śmierci holenderskiego postimpresjonisty zachwyca właśnie obrazami. Tak, dosłownie, ponieważ film składa się z około 65 000 klatek, a każda z nich to dzieło namalowane przy użyciu techniki naśladującej styl Van Gogha. Swojego talentu przez 7 lat użyczyło 100 polskich i zagranicznych artystów, dzięki czemu mamy do czynienia z prawdziwą ucztą dla oczu. O ile pod względem technicznym krytycy są niemal całkowicie zgodni, to fabuła wzbudziła nieco więcej kontrowersji. 

Niektórzy zwracają uwagę, że pominięto w nim wiele elementów biografii artysty na rzecz odnalezienia podobieństwa między nim, a jego twórczością. Faktycznie, choć głównym wątkiem filmu jest śledztwo dotyczące tajemniczej śmierci malarza, to zamiast odpowiedzi jak umarł, otrzymujemy we fragmentach szkic jego psychiki. Nawet jeśli, to nie można odmówić szlachetności takiej wizji. Poza tym istnieją już filmy o życiu Van Gogha, a o Vincencie dopiero ten jeden wyreżyserowany przez Dorotę Kobielę i Hugha Welchmana.

„Kimi no Na wa” – 2016 r.

źródło: animeholik.pl

Prawdziwa gratka dla miłośników kraju kwitnącej wiśni. Dzieło japońskiego reżysera Makoto Shinkai to animacja przedstawiająca historię miłości dwojga nastolatków, którzy jeszcze się nie poznali (i nie chodzi o to, że pisali ze sobą na Tinderze). Film łączy w sobie elementy romansu i fantastyki, a wynik takiego połączenia musi być co najmniej interesujący. Główny bohater żyje w Tokio, którego panorama została oddana nie tylko z precyzją, ale też lekkością dzięki wysokiej jakości animacjom i rysunkom. Równolegle poznajemy malowniczy świat dziewczyny z japońskiej prowincji. Ich losy splatają się, kiedy co kilka dni budzą się nawzajem w nieswoich ciałach. Z czasem nić, po której prowadzi nas reżyser, staje się coraz bardziej poplątana, a pozornie banalna fabuła zmienia swoje oblicze. Przed oglądaniem polecam zapoznać się z takimi elementami japońskiej kultury jak: legenda o czerwonej nici przeznaczenia, bóg Musubi i metaforyczne znaczenie zmierzchu. Wtedy przyjemność z oglądania jest jeszcze większa.

„Heavy Metal” – 1981 r.

Kultowa amerykańsko-kanadyjska animacja w reżyserii Geralda Poterttona została stworzona na podstawie komiksów Dana O’Bannona, Richarda Corbena, Agusa McKie, Thomasa Warkentina i Berniego Wrightsona. W skrócie opowiada o odwiecznej walce dobra ze złem, również tym czającym się wewnątrz nas samych. Jednak tym razem ten wielokrotnie eksploatowany motyw został okraszony dużą ilością przemocy, nagości i seksu. 

Sama fabuła też nie należy do najprostszych, ponieważ jest skomponowana z kilku różnych opowieści, które łączy Loc Nar, tajemnicza zielona kula budząca niepohamowaną chęć posiadania i siejąca na swojej drodze spustoszenie. Pozycja obowiązkowa dla fanów mocniejszej muzyki, nie tylko ze względu na tytuł, ale też ścieżkę dźwiękową zawierającą utwory takich zespołów jak Black Sabbath, Journey, Nazareth, Devo i Blue Oyster Cult.

„Katedra” – 2002 r.

źródło: imdb.com

Tomasz Bagiński to współcześnie chyba najbardziej znany polski animator i rysownik. Ten artysta-samouk stworzył swój oryginalny styl, który zazwyczaj objawia się mniejszym lub większym niepokojem u widza. W przypadku krótkometrażowej „Katedry” mamy do czynienia z dość wysokim stężeniem tej emocji. Razem z pielgrzymem zwiedzamy mroczne wnętrze tytułowego budynku znajdującego się na jednej z planetoid. Przyglądamy się wysokim sklepieniom, dziwnym zdobieniom i wąskim, aż chce się powiedzieć kościstym, kolumnom.

Zrozumienie czającego się w głębi niebezpieczeństwa ułatwia towarzysząca nam od początku klimatyczna ścieżka, za którą odpowiada Adam Rosiak. Niespełna 7-minutowy film został zrealizowany na podstawie opowiadania Jacka Dukaja o tym samym tytule i przedstawia jedynie zakończenie, dlatego uzupełnienie go lekturą będzie na pewno dobrym pomysłem.

„Paperman” – 2012 r.

źródło: savethecat.com

Opowieść o miłości tym razem w formie krótkometrażowej. W przeciwieństwie do wcześniej wspomnianej japońskiej animacji nie należy doszukiwać się tu głębszego przesłania. Jednak nie bez powodu uznałam, że do niej również trzeba dojrzeć. Dzięki ograniczeniu palety barw do czerni, bieli i różnych odcieni szarości nic nie odwraca naszej uwagi od bardzo delikatnej więzi łączącej dwoje bohaterów. Tworzy się ona przez jedną niesforną kartkę papieru, kiedy oboje czekają na swoje pociągi do pracy. Niestety, los błyskawicznie ich rozdziela. 

Główny bohater wie, że ta mała iskierka uczucia nie starczy na długo. Zwłaszcza w szarej rzeczywistości wielkich biurowców, stosów papieru i w otoczeniu współpracowników wyglądających jak klony. Dlatego przy pomocy papierowych samolocików stara się nawiązać kontakt z nieznajomą. Trzeba przeżyć pewien czas w świecie „dorosłych”, żeby uświadomić sobie bohaterstwo zauroczonego mężczyzny.

„Wychodzę po papierosy” – 2018 r.

Niespełna czternastominutowa opowieść francuskiego reżysera Osmana Cerfona to niezbyt ładna animacja o życiu rodziny opuszczonej przez ojca, który wyszedł po papierosy i nie wrócił. Oprócz dwunastoletniego Jonathana, jego siostry i matki dom zamieszkuje jeszcze kilku mężczyzn o takiej samej twarzy. Kryją się w szufladach, szafkach, a nawet zamrażalniku.

Wydaje się, że wypełniają okrytą milczeniem lukę w życiu chłopca. Pozostawiony sam sobie przez pracującą do późna matkę i ignorującą go siostrę, spędza czas w samotności. Animacja opowiada o nieprzepracowanych traumach w rodzinie i o tym, że pomijanie trudnych przeżyć nie przynosi ukojenia. Film jest dostępny na YouTube pod angielskim tytułem „I am Going Out For Cigarettes”.

MARTYNA GALANTKIEWICZ