
Kontrola w POSUM rozpoczęła się we wtorek, 18 sierpnia. Biuro Kontroli Miasta Poznania sprawdza miejską placówkę kilka tygodni po ujawnieniu sprawy tzw. pacjentów VIP. Według relacji sygnalistki wybrane osoby miały otrzymywać szybsze terminy wizyt u specjalistów.
Kontrola w POSUM rozpoczęła się we wtorek
Jak udało nam się ustalić kontrolerzy Biura Kontroli Miasta Poznania pojawili się w Poznańskim Ośrodku Specjalistycznych Usług Medycznych we wtorek, 18 sierpnia. Kontrola w POSUM ma związek z zarzutami dotyczącymi sposobu umawiania wybranych pacjentów.
POSUM przedstawiło własną wersję wydarzeń. Ośrodek poinformował, że 21 lipca otrzymał informacje o możliwych nieuprawnionych działaniach osoby zatrudnionej w placówce. Wstępna analiza miała wykazać modyfikowanie wpisów w systemie oraz wprowadzanie oznaczeń, które nie wynikały z procedur obowiązujących w POSUM.
Placówka poinformowała także o możliwym ujawnieniu danych pacjentów osobom nieuprawnionym. Jak przekazało POSUM, po otrzymaniu informacji zabezpieczono materiał dowodowy i rozpoczęto wewnętrzne postępowanie wyjaśniające.
– Chcemy podkreślić, że każda informacja mogąca wskazywać na możliwość nierównego traktowania pacjentów lub też ujawniania danych chronionych jest przez nas traktowana z najwyższą powagą – przekazało POSUM w oświadczeniu.
Ośrodek poinformował również, że złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa dotyczącego ujawnienia danych pacjentów. POSUM zaznaczyło, że na tym etapie analizuje wszystkie zmiany w systemie oraz przypadki, których mogły dotyczyć nieuprawnione działania.
Do prokuratury trafiło jednak również zawiadomienie złożone przez samą Rakowską. 11 sierpnia była rejestratorka zawiadomiła śledczych o możliwości popełnienia przestępstwa przez POSUM w związku ze sprawą tzw. szybkiej ścieżki VIP.

– Miasto Poznań zawsze usiłuje ukryć swoje błędy. Co mnie dziwi, bo chyba lepiej te błędy naprawiać i mówić: „Proszę, wykryliśmy nieprawidłowości, podjęliśmy stosowne kroki i je naprawiamy”. Myślę, że w ten sposób władze zdobyłyby większy szacunek mieszkańców. Tymczasem cały czas jest udawanie, że nic się nie stało – komentuje nasze ustalenia Ewa Jemielity, radna Miasta Poznania z klubu Prawo i Sprawiedliwość.
Sprawa tzw. pacjentów VIP wyszła na jaw pod koniec lipca. Jedna z rejestratorek POSUM, Małgorzata Rakowska, opisała sposób umawiania wizyt wybranych osób. Według jej relacji w systemie pojawiały się oznaczenia „VIP”, „Urząd Miasta” oraz „VIP u pani Bogusi”.
Takie wpisy miały wskazywać osoby, które mogły otrzymać termin poza standardową kolejnością. W niektórych przypadkach pacjenci mieli czekać znacznie krócej niż osoby korzystające ze zwykłej ścieżki rejestracji.
Dyrekcja POSUM przedstawia jednak inną wersję wydarzeń. Ośrodek zaprzecza, aby w placówce działał system uprzywilejowania pacjentów. Według POSUM jedną z rejestratorek miała samowolnie dodawać adnotacje „VIP”. Placówka poinformowała również, że po przeprowadzeniu analizy znalazła pięciu pacjentów, przy których pojawiły się takie oznaczenia.
Sprawą zajęły się także władze Poznania. Miasto zawiadomiło prokuraturę, a POSUM przeprowadziło własną analizę oznaczeń w systemie oraz możliwego zakresu ujawnienia danych pacjentów. Teraz w POSUM rozpoczęła się kontrola Biura Kontroli Miasta Poznania.
– Te kontrole były zapowiadane od razu, kiedy wynikły kontrowersje. Zdecydowanie to, co głosi sygnalistka, mija się ze stanowiskiem POSUM. Dlatego też kontrola jest z korzyścią dla wszystkich. Mam nadzieję, że wskaże wszystkie nieprawidłowości, a osoby zaangażowane w to poniosą konsekwencje – mówi Andrzej Prednke, radny Miasta Poznania z klubu Koalicji Obywatelskiej.
Dokumenty wskazują na różnice w terminach
Otrzymaliśmy pięć zanonimizowanych dokumentów dotyczących wizyt pacjentów. Materiały nie zawierają imion, nazwisk, numerów PESEL ani innych danych pozwalających zidentyfikować konkretne osoby.
Według Małgorzaty Rakowskiej oznaczenie „VIP” nie było przypadkowe. Jej zdaniem wpis miał informować rejestratorki o szczególnym sposobie traktowania konkretnego pacjenta.
– Ten dopisek VIP był przypisywany dlatego, żeby wiedzieć, że ten pacjent jest dodatkowo uprzywilejowany – mówi Małgorzata Rakowska, sygnalistka.
Jeden z dokumentów dotyczy pacjenta z dopiskiem „VIP”. Skierowanie do dermatologa otrzymał 10 kwietnia 2025 roku, a cztery dni później odbył wizytę. Według informacji przekazanych przez Rakowską zwykły pacjent czekał wówczas na wizytę u tego specjalisty ponad rok.
Podobna sytuacja miała dotyczyć dzieci. Skierowanie do neurologa dziecięcego wystawiono 29 grudnia 2025 roku, a wizytę wyznaczono na 20 stycznia 2026 roku. W przypadku zwykłych pacjentów czas oczekiwania na tego specjalistę miał wynosić dwa lub trzy lata.
Kolejny przypadek dotyczy urologa dziecięcego. Skierowanie wystawiono pod koniec grudnia 2025 roku, a wizytę wyznaczono na 6 lutego 2026 roku. Rakowska zwraca uwagę na termin, który przypadł krótko po okresie świątecznym.
– Był to okres poświąteczny, co oznacza, że w styczniu nie było możliwości jakiejkolwiek wizyty. Ta osoba dostała pierwszy możliwy termin – dodaje Rakowska.
W dokumentach znalazł się także przypadek chirurgii dziecięcej. Skierowanie wystawiono 7 maja 2026 roku, natomiast pacjent trafił do lekarza 15 maja. Według informacji sygnalistki zwykły pacjent czekał na wizytę dwa lub trzy lata.

Podobne różnice miały dotyczyć chirurgii urazowo-ortopedycznej. Skierowanie z 18 maja 2026 roku zakończyło się wizytą 15 czerwca. W tym przypadku Rakowska nie pracowała już w rejestracji, a standardowy czas oczekiwania miał wynosić około roku.
Kolejny dokument dotyczy chirurgii naczyniowej. Skierowanie wystawiono 19 stycznia, a pacjent został przyjęty 17 lutego. Według relacji sygnalistki zwykli pacjenci mieli wówczas otrzymywać terminy dopiero na kolejny rok.
Oznaczenia „VIP” pojawiały się w systemie
Według Rakowskiej osoby, które miały trafiać do lekarzy poza standardową kolejnością, nie zawsze otrzymywały takie samo oznaczenie. W systemie miały pojawiać się między innymi wpisy „Urząd Miasta”, „VIP” oraz „VIP od pani Bogusi”.
Jeden z opisanych przypadków dotyczył pacjenta z adnotacją „VIP od pani Bogusi”. Według Rakowskiej chodziło o osobę z miejskich spółek. Skierowanie do dermatologa wystawiono 18 maja 2026 roku, a wizytę wyznaczono na 19 czerwca. Dla zwykłego pacjenta oczekiwanie miało wynosić około roku.
W materiałach przekazanych przez sygnalistkę znalazł się także przypadek osoby duchownej. Według jej relacji ta sama osoba siedem razy korzystała z wizyt u pulmonologa. Zwykły pacjent miał natomiast możliwość odbywania takich wizyt mniej więcej co pół roku. W jednym przypadku termin wyznaczono już trzy dni po skierowaniu.
Kolejny dokument dotyczył dermatologa. Skierowanie wystawiono 4 stycznia 2024 roku, a pacjent został przyjęty 22 stycznia.
Rakowska twierdzi, że rejestratorki otrzymywały prośby o preferencyjne umawianie konkretnych osób. Według niej takie polecenia miały pochodzić między innymi od osób kontaktujących się bezpośrednio z dyrekcją.
– Uczenie pracownika rozpoczyna się przy pierwszym dniu pracy, gdzie wytłumaczona jest praca. Powiedziano mi również, że jeżeli dostanę telefon od tej pani pełnomocnik, to mamy to zaznaczyć w systemie – mówi Rakowska.
Tak rejestrowano pacjentów w POSUM
Rakowska rozpoczęła pracę w POSUM w lipcu 2025 roku. Wcześniej przez kilka lat zajmowała się rejestracją pacjentów, między innymi w szpitalu na Podolanach.
Swoje doświadczenie zawodowe wskazuje jako jeden z powodów, dla których otrzymała pracę w miejskiej placówce.
– Mam kilkuletnie doświadczenie w pracy na rejestracji, więc nic dziwnego, że mnie zatrudnili w POSUM – mówi.
W POSUM pracowała na recepcji neurologii i dermatologii. Poszczególne specjalizacje miały własne rejestratorki. Z tego powodu nie wiadomo, czy opisany przez nią sposób umawiania pacjentów obejmował także inne części placówki.
Według Rakowskiej oznaczenie „Urząd Miasta” pojawiało się w systemie jeszcze przed jej rozpoczęciem pracy.
Z jej relacji wynika, że jedna z osób odpowiedzialnych za organizację pracy rejestratorek miała zwrócić jej uwagę na konkretną osobę oczekującą na wizytę.
– Raz zadzwoniła do mnie pani pełnomocnik i zapytała, czy ja sobie zdaję sprawę, kogo dopisuję do tej kolejki. Czy zdaję sobie sprawę, kim jest ta osoba. Wtedy musieliśmy to jakoś oznaczyć, by było to jasne, że to jest pacjent uprzywilejowany – tłumaczy Małgorzata Rakowska.
W okresie, gdy sygnalistka pracowała w POSUM, funkcję pełnomocnika praw pacjenta pełniła Bogusława Szafrańska, która była także koordynatorką rejestratorek. Obecnie pracuje w Poznańskich Inwestycjach Miejskich.

Rakowska twierdzi, że początkowo nie otrzymywała takich próśb. Sytuacja miała zmienić się po kilku miesiącach.
– Dopiero po kilku miesiącach od rozpoczęcia pracy byłam proszona o takie rzeczy – mówi Rakowska.
Jak twierdzi, pierwszy przypadek, w którym sama miała dopisać oznaczenie „VIP”, pojawił się w listopadzie 2025 roku. Pacjent miał być związany z jedną z miejskich spółek.
Rakowska nie wie jednak, czy podobny sposób działania funkcjonował także przy innych specjalizacjach.
Pacjenci z miejskich spółek i nie tylko
Według informacji przekazanych przez sygnalistkę wśród osób oznaczanych jako VIP znajdowali się członkowie zarządów miejskich spółek, między innymi Aquanetu, Poznańskich Inwestycji Miejskich oraz Term Maltańskich.
Na liście miało znaleźć się również dziecko jednego z wiceprezydentów Poznania oraz osoba związana z archidiecezją poznańską.
Rakowska szczególną uwagę zwraca na terminy wizyt dziecięcych. Według jej relacji rodzice często słyszeli o bardzo długim czasie oczekiwania na specjalistów.
– Rozmawiałam z dużą ilością rodziców dzieci z Poznania i wszyscy się spotykają z odpowiedzią, że wizyty u neurologa i urologa dziecięcego na NFZ to dwa, trzy lata oczekiwania – relacjonuje Rakowska.
Zdaniem sygnalistki rozmowy o podobnych sytuacjach nasiliły się po ujawnieniu sprawy dotyczącej Szpitala Południowego. Wtedy pracownicy mieli między sobą porównywać sytuację w obu placówkach.
– Jak wyszła ta głośna sprawa odnośnie Szpitala Południowego, to bardzo dużo osób zaczęło mówić z pracowników, nie tylko z rejestratorek przy przysłowiowej kawie na przerwie, że u nas dzieje się dokładnie to samo. Mówili o tym, że dzieci z domów dziecka powinny mieć zapewnioną szybką ścieżkę dostępu do specjalistów, a nie dzieci posłów czy ważnych osób z miasta – mówi.
Rakowska straciła pracę w POSUM
Po ujawnieniu sprawy POSUM zakończyło współpracę z Rakowską. Jej koleżanki z recepcji wróciły natomiast do pracy.
Sygnalistka twierdzi, że pozostałe rejestratorki także wiedziały o sposobie oznaczania pacjentów i umawiania ich poza kolejnością. Jej zdaniem mogły obawiać się utraty pracy.
– Koleżanki dobrze wiedziały, co się dzieje w przychodni POSUM, bo również były proszone o umieszczenie takich osób poza kolejnością obowiązującą w przychodni lub również miały dopisywać te sygnatury VIP. One zostały przywrócone do pracy, natomiast ja zostałam zwolniona. Od tamtego czasu nie chciały nawet się spotkać, aby oddać moje osobiste rzeczy, nie mają ze mną żadnego kontaktu. Uważam, że zostały zastraszone – mówi Rakowska.
Po powrocie do pracy jedna z rejestratorek miała wysłać Rakowskiej wiadomość. Miała w niej poinformować, że nie chce już utrzymywać z nią kontaktu i czeka na wyjaśnienie sprawy. Według sygnalistki wiadomość przygotowali prawnicy.
Rejestratorki pracowały na umowach cywilnoprawnych. Rakowska uważa, że taka forma zatrudnienia mogła wpłynąć na ich decyzję o pozostaniu w pracy.
– Każda z nas była zatrudniona na umowy cywilnoprawne, które nie przewidują okresu wypowiedzenia, co równa się ze straceniem środków do życia. Każda z nas jest młodą dziewczyną, one studiują, jedna z nich ma kredyt, nie mogą sobie pozwolić na stratę pracy. Ja osobiście uważam, że nie postąpiły dobrze i oczywiście wolałabym, żeby wyszły za mną i opowiedziały. Ale z jednej strony to rozumiem, bo widzę, jak zachowuje się miasto i dyrekcja POSUM-u – dodaje Rakowska.
Sygnalistka podtrzymuje swoje zarzuty
Rakowska przyznaje, że utrzymuje kontakty z poznańskim środowiskiem anarchistycznym związanym z Rozbratem. Podkreśla jednak, że nie chce, aby jej działalność w kolektywie stała się głównym tematem sprawy.
– To nie jest wątek, na którym chciałabym się skupiać w tej sytuacji – dodaje.
Sygnalistka podtrzymuje zarzuty dotyczące oznaczeń w systemie oraz preferencyjnego umawiania wybranych pacjentów. Twierdzi, że ujawnienie sprawy było jej zdaniem konieczne.
– Nie było żadnego innego wyjścia. Uważam, że dobrze zrobiłam – mówi Małgorzata Rakowska.
Rakowska otrzymała zaświadczenie od Rzecznika Praw Obywatelskich potwierdzające, że objęła ją ochrona sygnalisty.
Teraz sprawę ma wyjaśnić kontrola Biura Kontroli Miasta Poznania. Jej wyniki mogą pokazać, czy w POSUM rzeczywiście dochodziło do omijania standardowej kolejności przy umawianiu wizyt.
Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!