Jacek Magiera nie żyje. Był wzorem konsekwentnej pracy i empatii

Fot. PZPN

Zmarł Jacek Magiera. Rzeźbiarz wielu niepowtarzalnych wspomnień i sukcesów. Niezwykle inteligentny, spokojny, empatyczny trener. Profesjonalista, wobec którego nie dało się odczuwać niechęci. Także, świetny piłkarz. Jako zawodnik wystąpił na Camp Nou, jako trener poprowadził zespół na Santiago Bernabeu. Przede wszystkim, ojciec i mąż.

Początki Jacka Magiery

Jacek Magiera karierę piłkarską rozpoczął z wysokiego C. Zdobył wraz z reprezentacją Polski tytuł Mistrza Europy do lat 16 w Turcji w 1993 roku. W finale biało-czerwoni pokonali Włochów, w których szeregach można było odnaleźć Francesco Tottiego i Gianlugiego Buffona. Swoje pierwsze kroki stawiał w Rakowie Częstochowa. Przez znaczną część swojej kariery piłkarskiej związany był z Legią Warszawa. Jako piłkarz „Wojskowych” sięgał dwukrotnie po tytuł mistrza Polski, a także Puchar Polski i Superpuchar Polski. Karierę piłkarską zakończył jako 29-latek i zajął się trenerką.

Pierwszą „fuchą” Jacka Magiery była posada asystenta selekcjonera reprezentacji Polski do lat 18. Podobnie jak w przypadku przygody jako piłkarz i jako trener, Magiera przez większość swojej drogi związany był z Legią Warszawa. W latach 2006-2013 był asystentem trenera, następnie przejął rezerwy Legii, przez rok trenował Zagłębie Sosnowiec, by w latach 2016-2017 objąć pierwszy zespół Legii Warszawa. To tam dokonał jednego z większych sukcesów w historii polskiej piłki klubowej, remisując z Realem Madryt. Legia zajęła trzecie miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów, dzięki czemu znalazła się w 1/16 Ligi Europy.

Po Legii Magiera dwa lata prowadził reprezentację Polski do lat 20 – wyszedł z nią z grupy, jednak w 1/8 finału musiał uznać wyższość Włochów. Następnie pod swoje skrzydła otrzymał reprezentację Polski do lat 19. W 2021 roku objął Śląsk Wrocław, rok później został zwolniony, a po trzynastu miesiącach wrócił na ławkę trenerską ekipy z Dolnego Śląska. W ubiegłym roku otrzymał nominacje jako drugi trener seniorskiej reprezentacji Polski.

Stronił od kontrowersji

Jacek Magiera nie jest postacią, którą można zamknąć w jego CV oraz w znakomitych przecież osiągnięciach. W kontekście zmarłych trenerów, piłkarzy mówimy o ich sukcesach – to naturalne, bo zazwyczaj dzięki nim zostali zapamiętani. Oczywiście, sukcesy Magiery są imponujące, zdecydowanie to jeden z wybitniejszych polskich trenerów piłkarskich w całej historii. Osadzone są jednak na bardzo solidnym fundamencie. Jacka Magiery trudno było nie lubić. To nie był człowiek szukający zaczepek, wbijający szpilki, pchający się w kontrowersje. Świat piłkarski to uniwersum animozji, zgód i kos, niechęć przewija się w wielu relacjach między piłkarzami, trenerami, działaczami, dziennikarzami. W polskiej kulturze występuje piękne powiedzonko, że przecież nie jesteś zupą pomidorową, żeby cię każdy lubił. Jacek Magiera się w tym wyłamywał.

Bo cenił profesjonalizm. Kochał swoją rodzinę. Ciężko pracował, propagował to, dbał o swoich piłkarzy – zawsze służył im radą, rozmawiał z nimi. Był człowiekiem niezwykle kulturalnym. Nie dawał się wyprowadzić z równowagi, cierpliwie rozmawiał z dziennikarzami. W jego życiorysie, osobowości trudno znaleźć jakąś rysę, jakieś ale.

Wychowawca pokoleń młodych, polskich piłkarzy

Poza sukcesami w Europie Jacka Magierę będziemy kojarzyć ze świetnego podejścia do młodych piłkarzy. W Legii Warszawa prowadził Sebastiana Szymańskiego – dziś, trzon kadry narodowej. Jako selekcjoner reprezentacji Polski do lat 20 współpracował z Radosławem Majeckim, Sebastianem Walukiewiczem, Michałem Skórasiem, Nicolą Zalewskim, Bartoszem Sliszem czy Adrianem Benedyczakiem. Swego czasu pod jego opieką znalazł się Maciej Korzym, swego czasu uchodzący za jeden z większych talentów młodego pokolenia w polskim futbolu.

Muszę czytać książki, bo tak każe mi Jacek Magiera. „Magic” załatwił mi szkołę, pilnuje mnie i każe się dużo uczyć. Co jakiś czas robi mi klasówki. Mówię do niego „panie magistrze”, choć ten tytuł uzyska dopiero za kilka dni. Co do play station, to bez litości ogrywa mnie Marcin Smoliński – dzieli się anegdotą Maciej Korzym.

Legia Warszawa wówczas miała zimowe zgrupowanie w dwóch lokacjach – w Grecji i na Cyprze. Pomiędzy nimi Jacek Magiera przygotowywał się do obrony pracy magisterskiej, a i tak znalazł wolny czas, by udzielać korepetycji z historii Korzymowi i zachęcać go do czytania.

W rozmowie dla Weszło z 2014 roku, Jacek Magiera ubolewał nad faktem, iż Ariel Borysiuk i Maciej Rybus nie ukończyli szkoły. Widać było w Magierze propagatora nauki. To, nie oszukujmy się, ewenement w świecie piłki nożnej. Oczywiście, we współczesnym futbolu wiedzy i nauki jest coraz więcej, ale raczej trenerom szczególnie nie zależy na wykształceniu ich piłkarzy. Jacek Magiera patrząc na swoich podopiecznych, myślał o ich przyszłości, bardzo możliwe, że jeszcze dalej niż oni sami. Była w nim dusza mentora, ojca, który odsyła do książek, nauki, bo poza sportem przecież też jest świat, a wiedzę czy inteligencję można zaimplementować w każdej dziedzinie życia, także na boisku.

Magister Jacek Magiera

Jeszcze jako piłkarz Legii Warszawa zdecydował się na studia. Z wykształcenia był historykiem. Wykształcenie wyższe zdobył na Wydziale Filologiczno-Historycznym Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Studia trwały łącznie osiem lat, były przerwane przez intensywnie prowadzoną karierę piłkarską. Jego praca nosiła nazwę Historyczna i heraldyczna symbolika we współczesnej emblematyce sportowej na podstawie klubów piłkarskich. W taki sposób opisywał herb Legii Warszawa z 1957 roku:

Znak przedstawia tarczę w kształcie zbliżonym do tarcz renesansowych w tzw. trybie polskim. Ową tarczę dzielą na dwa pasy czerwony i biały skos. W białym polu, od czoła, w lewym narożniku jest czarne koło, w którym znajduje się literka 'L’. Pole od dołu i prawej strony jest zielone. Herb Legii nie nawiązuje do żadnego herbu historycznego, został utworzony przy zachowaniu zasad heraldycznych. Czerwony i biały kolor to symbole polskości. Zieleń, to starszeństwo klubów wojskowych. A czerń, która także jest w herbie, nawiązuje do tradycji Czarnych Lwów

Książka, która dostała drugie życie dzięki Jackowi Magierze

Powoli kultowego wymiaru nabiera historia z książką Szczęście czy Fart?, którą ubóstwiał i rozdawał młodym piłkarzom. Bardzo dobrze, bo to wprost fantastyczna historia, która także jest dobitnym dowodem na ponadprzeciętność i wielką wrażliwość Magiery.  

Książka Szczęście czy Fart? była bajką wyjaśniającą niepozorną, acz znaczącą różnicę między szczęściem a fartem. Warunki do szczęścia można stworzyć samodzielnie, to zależy od nas. Otrzymanie tej pozycji na rynku graniczyło z cudem. Magiera lekturę uznał za na tyle wartościową, że chciał propagować ją wśród swoich podopiecznych. Przepisał więc na komputerze 70 stron książki, zilustrował ją i oprawił, wydrukował najpierw 37 sztuk, a później ta liczba stopniowo się powiększała. Magiera rozdawał tę książkę swoim bliskim i piłkarzom, z którym współpracował.

Słodko-gorzkie przygody w europejskich pucharach

Jacek Magiera zremisował jako trener Legii Warszawa z Realem Madryt, choć na dziesięć minut przed końcem „Wojskowi” prowadzili 3:2. Dołożył do tego zwycięstwo ze Sportingiem Lizbona i dzięki temu Legia przedłużyła swoją przygodę w Europie. To największy sukces w polskiej piłce klubowej XXI wieku. Magierę już na zawsze zapamiętamy jako jego twórcę, choć na konferencjach prasowych skrupulatnie podkreślał, że to przecież nie on, a jego genialna ekipa.

Zwieńczeniem jego przygody z polską piłką klubową był czas w Śląsku Wrocław, gdzie również napisał fenomenalną historię. Sensacyjne wicemistrzostwo, a następnie walka w eliminacjach do Ligi Konferencji Europy. W trzeciej rundzie Śląskowi przyszło grać z St. Gallen. Wrocławianie pod wodzą Jacka Magiery pierwszy mecz przegrali 0:2, a w rewanżu triumfowali 3:2. To nie wystarczyło na przedłużenie europejskiej przygody. Duje Strukan, sędzia tamtego pojedynku ukarał graczy Śląska łącznie trzema czerwonymi kartkami.

— Po meczu byłem w pokoju sędziowskim z jednym z chłopców, który płakał. Powiedziałem: „powiedz mu, co zrobiłeś”. Wypchnął mnie wtedy ze swoim asystentem i trzasnął drzwiami. To była jego reakcja. Sędzia ewidentnie nie panował nad emocjami. Słabiutkie sędziowanie opowiadał Jacek Magiera po feralnym spotkaniu.

Jacek Magiera potrafił się tak wkurzyć. Było to umotywowane wysokim stopniem utożsamienia się z zespołem, jego środowiskiem, ale i poczuciem sprawiedliwości, także głęboko u Magiery zakorzenionym.

Niekwestionowana legenda

Jacek Magiera jest legendą polskiej piłki nożnej. Przemawiają za tym jego imponujące osiągnięcia. Wyróżniał się niesamowitym charakterem. Swoim sukcesem z Legią Warszawa objawił się w czasach piłkarskiej nędzy w polskiej piłce. Wtedy przegrywaliśmy z piłkarskim trzecim światem, a świętem była faza grupowa Ligi Europy. Polska była pogrążona w nizinach rankingu UEFA. Jacek Magiera zrobił to, czego nie udało się znacznej większości trenerów, polskich i zagranicznych.

Dla tej wąskiej grupy koneserów polskiej piłki pokolenia Z Jacek Magiera będzie wielkim bohaterem dzieciństwa. Pomiędzy porażkami z zespołami o nazwach trudnych do wypowiedzenia skonstruował zespół będący w stanie zaprezentować przyjemny futbol w Lidze Mistrzów i przełożyć to na wynik sportowy. Remis z Realem Madryt to wielka rzecz, pokonanie Sportingu Lizbona także. Jacek Magiera zostanie w anegdotach o polskiej piłce. Będzie tam utożsamiany z sukcesem, empatią, etosem pracy i kultem wiedzy.

Futbol romantyzuje skrajne emocje, lubimy postaci wyraziste, które niekiedy swoją obecność w świecie piłki akcentują krzykiem i uważają go za narzędzie motywacyjne. My trochę dajemy się na to nabrać – pamiętamy viralowy filmik z Harve Renardem i jego rozmową motywacyjną w reprezentacji Arabii Saudyjskiej. Ogrom zachwytów. Spokój i empatia w tym świecie są niedoceniane. Świadectwo, kawał historii i piłkarskie dziedzictwo, jakie pozostawił za sobą Jacek Magiera, uczą nas, że samodyscyplina, ciężka praca, ale i empatia, otwartość na pomoc drugiemu, nawet nieznanemu człowiekowi też mają swoje zastosowanie w futbolu.

Jacek Magiera miał plany na przyszłość:

Nie zawsze trzeba być głośnym, żeby przemawiać. Praca z reprezentacją u boku Janka to zaszczyt i przywilej. Wciąż jestem młodym szkoleniowcem. Dużo osiągnąłem, ale jeszcze wiele przede mną. Kiedyś wrócę do pracy głównego trenera – opowiadał dla TVP Sport.

Chciał być przez 20 lat szczęśliwym dziadkiem. W rozmowie z Pawłem Paczulem z Weszło mówił, że to jego marzenie:

Gdyby ktoś się mnie zapytał jakie mam marzenie. Wszyscy myśleli, że powiem Real Madryt lub reprezentacja. Moim marzeniem jest to, aby być przynajmniej 20 lat szczęśliwym dziadkiem. Szczęśliwym, a dzieci mam w wieku trzynastu, jedenastu lat. Ja jeszcze mogę żyć w szczęściu, radości, w tym co mnie otacza. To jest najważniejsze.

Jacek Magiera doznał zawału serca 10 kwietnia podczas treningu we wrocławskim parku. Podjęto akcję reanimacyjną, jednak nieudaną. Drugi trener reprezentacji Polski zmarł.

***

Po więcej ciekawych tekstów ze świata sportu zapraszamy tutaj -> Planeta Sportu