Donnie Darko – Bunny and Clyde

Dokładnie 25 lat temu rozpoczął się okres zdjęciowy do jednego z najbardziej odważnych, przełomowych i intrygujących filmów niezależnych XXI wieku. 24 lipca 2000 roku na planie Donniego Darko w reżyserii Richarda Kelly’ego po raz pierwszy padło „akcja!”. Film szybko zyskał status kultowego hitu dzięki swobodnemu połączeniu horroru, satyry społecznej i science fiction. Z okazji ćwierćwiecza rozpoczęcia prac nad tym wyjątkowym obrazem przygotowaliśmy dla was bezpieczną, bezspoilerową recenzję filmu Donnie Darko.

Kadr z filmu Donnie Darko
źródło: theasc.com

Z niektórymi filmami jest tak, że zaraz po ich obejrzeniu czujemy niepohamowaną potrzebę, tudzież chęć, ponownego seansu. Nie zawsze jednak jest to spowodowane zachwytem absolutnym nad dopiero co doświadczonym dziełem. Czasem jest to kwestia znalezienia się za jego sprawą w kompletnej pustce. Gdzieś w czarnej dziurze kropki pod znakiem zapytania – w miejscu, w którym nie możemy być filmem ani rozczarowani, ani oczarowani. Jesteśmy znów w punkcie wyjścia. Nie jest to jednak złe miejsce – daje nam do zrozumienia, że odbyliśmy podróż. Może trochę pobłądziliśmy, przegapiliśmy jakiś drogowskaz, wątek wyjaśniający lub kluczową kwestię bohatera. Niemniej jednak zatoczyliśmy pewnego rodzaju koło. W tym punkcie możemy jedynie dogłębnie przeanalizować przebytą drogę. Możemy też wspomóc się wyjaśnieniami innych widzów na różnych forach, a jeśli to nie pomoże – wyruszyć w podróż jeszcze raz. Krótko mówiąc, dokładnie tak wygląda doświadczenie filmu Donnie Darko.

Donnie Darko – (nie)przeciętny nastolatek

Donnie żyje na co dzień w rzeczywistości, w której poza kilkoma kolegami, z którymi może zapalić papierosa, czekając na szkolny autobus i ponaśmiewać się z otyłej, pochodzącej z Chin Cherity – nie ma za dużo znajomych. Nie mówiąc już o przyjaciołach. Są co prawda jeszcze dwie siostry i rodzice. Niemniej jednak relacje rodzinne, pomimo ich namacalnego istnienia, nie zawsze są materiałem do zwierzeń i otwartych rozmów. Donnie Darko jest w tym świecie samotny. Na dodatek, jego dość ekscentryczna i podatna na sprawianie problemów wychowawczych osobowość zagwarantowała mu łatkę niezrównoważonego psychicznie nastolatka. Obawy najbliższych, konieczność wysłania Donniego do psychologa i przypisanie leków nie były nieuzasadnione. Niepokojące zachowanie chłopaka, jego zamknięta postawa, a na dodatek epizody lunatykowania po nocach nie wróżą nic dobrego.

Właśnie podczas jednej z takich nocy, Donnie we śnie opuszcza swój pokój. Wychodzi z domu i idzie za potężnym, lecz przyjaźnie kojącym głosem (twórcy nadali mu miano oceanicznego). Po wyjściu na podjazd nastolatek dostrzega postać ni to człowieka, ni królika. Stoi przed nim animalistyczne stworzenie, w przerażającej masce i stroju wielkiego futrzaka. To do tej kreatury należy właśnie głos, za którym podążał Donnie. Ten sam głos mówi mu, że dokładnie za 28 dni, 6 godzin, 42 minuty i 12 sekund skończy się świat. Niedługo po tym, na dom rodziny Darko spada silnik samolotu pasażerskiego, trafiając prosto w pokój Donniego, który w tym czasie już sobie smacznie spał gdzieś na terenie pobliskiego pola golfowego. Nikt nie wie, skąd wziął się silnik, ani jakim cudem z całego samolotu, na ziemię spadł tylko on. I to akurat na dom rodziny Darko.

Od tej pory w okolicy zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Szkoła zostaje zalana, a dom lokalnego gwiazdora – spalony. Jak się okazuje, to postać z wizji Donniego (z którą ten nawiązuje dość specyficzną, przyjacielską relację) każe mu z jakiegoś powodu robić te wszystkie rzeczy.

Kadr z filmu Donnie Darko
źródło: play.google.com

Pokręcone kino

Nie tylko wspomniany silnik stanowi w filmie Donnie Darko nie lada zagadkę. Choć finalnie dowiadujemy się, skąd fragment samolotu znalazł się w pokoju bohatera, produkcja, a w zasadzie stojący za nią scenarzysta i reżyser – Richard Kelly – nie ogranicza się w raczeniu nas różnymi wątkami, których znaczenie można by interpretować przynajmniej na kilka sposobów. Czy to źle? I tak i nie. Są widzowie, którzy oglądają filmy z zamiarem ich zrozumienia. Siadają przed ekranem z założeniem, że jak coś pojawia się na nim pojawia, to gdzieś w końcu musi mieć to klarowne wyjaśnienie. Niektórzy jednak preferują, a przynajmniej nie przeszkadza im złożoność produkcji – niekoniecznie przekładająca się na ilość sensu, jaka z niej płynie.

Nie mówię, że Donnie Darko jest filmem bez sensu, niemniej jednak wiele kwestii, które pojawiają się w filmie, jest co najmniej niejasne, multi-znaczeniowe i zdecydowanie ambitnie pokręcone. Postać króliko-człowieka Franka, podróże w czasie i nakładające się wymiary – to wszystko potrafi skutecznie zamotać w głowie. Tym jednak jest poniekąd clue filmu. Jego założeniem było wyprowadzenie nas w pole, zabawa z odbiorcą. Zachęcenie do wzięcia udziału w grze interpretacji. W tej kwestii, Donnie Darko jest niemal lynchowski.  

Kadr z filmu Donnie Darko
źródło: bloody-disgusting.com

Donnie Darko, czyli jak zrobić film w 28 dni

Jak już wcześniej wspomniałem – za geniuszem filmu Donnie Darko stoi Richard Kelly. Dla 25-letniego wtedy reżysera i autora scenariusza był to pierwszy film, jaki miał okazję zrealizować. Co ciekawe – po dziś dzień to właśnie Donnie Darko, jego pierwsze w karierze dzieło, stanowi największy sukces Kelly’ego. Mało który filmowiec może się tym poszczycić. Lwia część Donniego Darko była inspirowana życiem młodego reżysera. Główny bohater, grany przez fenomenalnego w tej roli Jake’a Gyllenhaala, w swojej naturze wzorowany był na osobowości i przeszłości Kelly’ego. Podobnie świat, w którym żyje chłopak – oniryczne przedmieścia, szkoła, osoby i relacje. Całą tę rzeczywistość, wzbogaconą o wątek podróży w czasie (oparty na książce Stephena Hawkinga „Krótka historia czasu”) oraz postać królika Franka, Kelly stworzył dookoła wizji, w której silnik samolotu spada na czyjś dom i nikt nie jest w stanie stwierdzić, skąd się wziął. 

Od tego punktu, Kelly zaczął pisanie scenariusza. Za cel powziął sobie dojście do rozwiązania fabuły w jak najbardziej skomplikowany i ciekawy sposób. Pracę skończył w zaledwie 28 dni. Co ciekawe, gdy finalnie – po wielu bataliach z domami producenckimi i inwestorami – doszło do rozpoczęcia produkcji, okres zdjęciowy trwał dokładnie tyle samo czasu – 28 dni. Tutaj warto zaznaczyć, że do rozpoczęcia nagrań w dużej mierze przyczyniła się sama Drew Barrymore (nauczycielka angielskiego Karen), która poprzez swoją firmę produkcyjną sfinansowała Donniego Darko. Całość została stworzona za jedyne 4,5 miliona dolarów, co – patrząc na jakość dzieła – nie przestaje wprawiać mnie w podziw. 

Jake Gyllenhaal i Richard Kelly
źródło: amazon.pl

Geniusz Jake’a Gyllenhaala

Skoro mówimy o aktorach, którzy (dosłownie) odegrali swoją rolę w tworzeniu Donniego Darko, nie sposób nie wspomnieć o genialnej grze Jake’a Gyllenhaala. Dla tego, rola Donniego była jedną z przełomowych w jego karierze. Postać niezrównoważonego, wysoce inteligentnego, uszczypliwego, ale i samotnego, a także pełnego mroku nastolatka nigdy nie wybrzmiałaby na ekranie równie efektownie, gdyby nie Gyllenhaal. Odegranie tak piorunująco niepokojącej, a zarazem intrygującej sylwetki z pewnością nie należało do łatwych. Warto zaznaczyć, że aktor w momencie kręcenia filmu miał zaledwie 19 lat.

Jedną z moich ulubionych rzeczy związanych z grą Gyllenhaala w Donniem Darko jest jego nawiedzony uśmiech, gdy ten widzi Franka. Wieczór przed obejrzeniem Donniego Darko, miałem okazję przypomnieć sobie Psychozę Alfreda Hitchcocka. Mając jeszcze w głowie obraz uśmiechającego się w finałowej scenie Anthony’ego Perkinsa, od razu skojarzyłem te dwa wyrazy twarzy. Nie mam pojęcia, czy Jake Gyllenhaal stylizował ten zabieg na postaci Normana Batesa. Gdyby jednak okazało się to faktem – nie byłbym absolutnie zdziwiony. Ba! Prawdopodobnie padłbym z zachwytu nad młodym Jakiem.

Jake Gyllenhaal i Richard Kelly
źródło: independent.co.uk

Donnie Darko – kulisy produkcji

Analizując produkcyjną część Donniego Darko, nie można zapominać, że mimo przewagi wiekowej choćby nad samym Gyllenhaalem, Richard Kelly wciąż miał mniejsze doświadczenie na planie nawet od młodego aktora. Dla reżysera i w zasadzie ojca całego filmu, lato roku 2000 było ogromnym wyzwaniem. Projekt rzucił go na głęboką wodę. Nawigując po planie zdjęciowym, Kelly nie miał pojęcia o terminologii i o języku branży. Zwracał się do każdego, jak umiał, a z aktorami starał się komunikować jak z przyjaciółmi. Gdyby cała odpowiedzialność za produkcję spoczywała na tak niedoświadczonym twórcy, prawdopodobnie hasło Donnie Darko prędzej kojarzyłoby się nam z batonem czekoladowym niż z jednym z najbardziej uznanych filmów niezależnych w historii. 

Mimo iż Richard Kelly stanowił trzon produkcji, u boku miał dużo bardziej doświadczonych i obeznanych w temacie specjalistów. Jednym z nich był Steven Poster. Autor zdjęć wcześniej miał okazję współpracować z takimi mistrzami kina jak Ridley Scott czy Steven Spielberg. To właśnie dzięki Posterowi, Donnie Darko odznacza się tym enigmatyczno-onirycznym lookiem końca lat 80. Do jego kreacji, para zdecydowała się wykorzystać format anamorficzny. Jest to format wyróżniający się znaczną szerokością oraz charakterystycznymi, niebieskawymi flarami, które rozcinają niejedną scenę filmu. Poster zdecydował się także na wybór negatywu Kodak Vision 800T. Przystosowany do oświetlenia wolframowego film, wraz z wykorzystanymi filtrami dyfuzyjnymi nadał światu Donniego Darko atmosferyczno-eterycznego charakteru. Dodatkowo – o charakterystycznie chłodnym zabarwieniu, co moim zdaniem w punkt koresponduje z osobowością Donniego.

Za sprawą znajomości Postera w Panavision, Kelly miał także zagwarantowany dostęp do ogromnej ilości sprzętu. Bez tego nigdy nie mógłby sobie na tyle pozwolić z tak małym budżetem. Kwestia kinematografii Donniego Darko, zaraz obok gry Gyllenhaala, a wraz z porywającą ścieżką dźwiękową, stanowi w moich oczach kolejny, absolutnie potężny oręż w ręku Kelly’ego. Jak wspominał sam reżyser, zdjęcia miały zahipnotyzować widza od pierwszych scen. Jako „bardzo wizualny człowiek” przykładał on ogromną wagę do komunikacji emocji obrazem, nie tylko narracją.  

Kadr z Filmu Donnie Darko
źródło: artforum.com

Klapa finansowa

Idąc bowiem dalej, oglądając niektóre sceny w Donniem Darko, czujemy się, jakbyśmy nagle trafili do teledysku muzycznego. Opening scene czy sekwencja przyjazdu Donniego do szkoły stanowią fenomenalną symbiozę pomiędzy obrazem, a kultową muzyką, której Kelly w Donniem Darko nam nie szczędził. W soundtracku znalazły się takie hity jak Never Tear Us Apart INXS czy Head Over Heels Tears for Fears. Możemy tez usłyszeć tam The Killing Moon Echo & the Bunnymen. Co ciekawe, spora część praw do tych utworów nie była jeszcze w dniu premiery opłacona. Spędzało to sen z powiek zaniepokojonemu o powodzenie filmu Kelly’emu.

Podobnie jak droga do zrealizowania niezwykle ambitnego i zagmatwanego scenariusza, tak droga do skutecznej premiery filmu usłana była różnymi przeszkodami. Mianowicie, miesiąc przed planowaną premierą doszło do ataków 9/11. To sprawiło, że wątek katastrofy lotniczej stał się w tamtym czasie tematem dość delikatnym. Co więcej, z racji na kampanie związane z samobójstwami nastolatków, kontrowersje budziła scena, gdzie Donnie strzela z pistoletu do rówieśnika. To wszystko złożyło się na niezbyt udany start filmu.

I can do anything that I want… and so can you

Niemniej jednak, pomimo początkowej klapy finansowej, jaką okazał się Donnie Darko, z czasem pieniądze i wysiłek, który twórcy włożyli w ten niesamowity film, zwróciły się ze znacznym procentem. Podczas pierwotnej premiery, film zarobił nieco ponad pół miliona dolarów. Jakiś czas później – Donnie Darko dostał drugą szansę i podczas re-premiery zarobki produkcji sięgnęły już ponad siedmiu milionów. Wtedy też historia Donniego zjednała sobie wierne grono fanów. Z czasem, Donnie Darko stał się typowym cult movie.

Osobiście, fanem Donniego Darko stałem się dopiero niedawno i to nie podczas pierwszego z moich dwóch seansów filmu. Pierwszy screening sprawił, że czułem się zagubiony i nieco rozczarowany filmem. Czułem, że coś mi umknęło. Dopiero drugie podejście sprawiło, że pokochałem produkcję za jej niekonwencjonalny wydźwięk, sposób realizacji i autentyczny charakter. Ten zdecydowanie jest zasługą ambitnego, młodego i nienasyconego branżą umysłu, jakim operował na przełomie wieków Richard Kelly. Czy obejrzałbym Donniego Darko trzeci raz? Zdecydowanie tak. W najbliższym czasie mam zamiar przekonywać kolejnych znajomych do wspólnego seansu. Byle by mieć pretekst, aby wrócić do tego magicznego wymiaru, w którym, jak to mówił do Donniego Frank: I can do anything that I want… and so can you.

Po więcej ciekawych tekstów ze świata kultury zapraszamy tutaj – meteor.amu.edu.pl/programy/kultura