AURORA z boską mocą – The Gods We Can Touch

Aurora rozpoczęła swoją muzyczną podróż już w 2012 roku, jednak na jej debiutancki album trzeba było czekać aż 4 lata. Dzięki All My Demons Greeting Me as a Friend rozwój światowej kariery stał się już tylko kwestią czasu. Jej znakami rozpoznawczymi stały się niemal anielski głos i ekscentryczność, przenoszące słuchaczy do innego wymiaru doznań.

Już dwa lata później zaprezentowała kolejne spektrum swoich zdolności. Infections Of A Different Kind – Step 1 i A Different Kind Of Human – Step 2 ugruntowały jedynie jej pozycję w branży. Oliwy do ognia dolał utwór Into the Unknown w duecie z Idiną Menzel, wykorzystany w ścieżce dźwiękowej Krainy Lodu II. Po kolejnej, aż trzyletniej przerwie, przyszła pora na nową odsłonę Aurory w albumie The Gods We Can Touch. Tym razem Norweżka postanowiła zabrać swoich fanów w mityczną podróż po ludzkich obliczach.

Aurora - The Gods We Can Touch
AURORA – The Gods We Can Touch

Wyczekiwanie

Nowy projekt został zapowiedziany jeszcze w 2019 roku. W jednym z wywiadów pod koniec roku Aurora określiła album jako pełen twardości, ale odkrywający delikatne aspekty jej osoby.

To trzeci rozdział mojego życia, zupełnie nowy dla mnie świat. […] Zadaję pytania o wszystko, co sprawiło, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy; w naszej przeszłości, polityce, religii i w dziwnych sposobach myślenia, które stworzyliśmy, chociaż nie mają sensu jak rasizm, niebycie feministami czy palenie kobiet za bycie wiedźmami.

Pierwszy singiel Exist for Love zadebiutował na streamingach w maju 2020, a kolejny Cure for Me niecałe dwa miesiące później. Album stał się zapowiedzią kolejnej, najbardziej prawdziwej odsłony wokalistki, a przepełniony miał być zupełnie nowymi brzmieniami. Sama Aurora deklarowała ukończenie projektu i wydanie go przed końcem 2021 roku. Nieco zmian przyniósł jednak październikowy, trzeci już singiel Giving In To The Love, kiedy ujawniono datę premiery – 21 stycznia.

Przed oficjalnym debiutem projektu można było usłyszeć jeszcze trzy inne utwory. Heathens, które ukazało się w grudniu oraz Everything Matters i A Dangerous Thing na dwa tygodnie przed premierą.

Główną inspiracją albumu stała się mitologia grecka, której bogowie znajdują odzwierciedlenie w tekstach. Do zatopienia się w koncepcji nie trzeba być jednak amatorem śródziemnomorskich legend.

Aurora – Exist For Love

Boskie wartości i ludzkie słabości

Album otwiera pełniący rolę zaproszenia utwór The Forbidden Fruits of Eden. Po 40 sekundach wprowadzenia przychodzi pora Everything Matters – czarującą odę do małych cudów, zdarzających się każdego dnia. Jest to też jedyna kolaboracja, do której zaproszono francuską wokalistkę Pomme, śpiewającą w dwóch językach.

Delikatne brzmienia kończą się jednak szybko z żywszym, bardziej popowym Giving In ToThe Love. W towarzystwie mocnych bitów przewija się historia Prometeusza, mająca inspirować do podtrzymywania wewnętrznego ognia, który w sobie mamy. Kolejne, nawet bardziej radiowe Cure For Me to tak naprawdę hymn do własnej miłości i dowód, że bycie innym jest czymś normalnym. Aurora przypomniała o swojej aktywistycznej postawie inspirując się sytuacją w państwach przeprowadzających na osobach LGBTQ+ pseudonaukową terapię mającą zmienić ich orientację.

Aurora – Cure For Me

You Keep Me Crawling pozwala na przeżycie muzycznego obrotu o 180 stopni. Dramatyczne i przepełnione instrumentami smyczkowymi kontrastuje z poprzednimi utworami, a melancholijny charakter podtrzymuje jeszcze następne Exist For Love. Tym razem doszukać się można nawiązać do bogini Afrodyty, która zafascynowała Aurorę, dzięki byciem fizycznym uosobieniem miłości.

Nigdy nie myślałam, że mogłabym napisać piosenkę o miłości. Ale jestem już gotowa. Moje serce jest gotowe.

Mitologia przeplata się tu również z innymi wierzeniami. W nieco folkowym utworze Heathens na piedestał wystawiona zostaje biblijna Ewa, która po zjedzeniu jabłka zyskała najpiękniejszy dar – wolną wolę. Jej odzwierciedleniem staje się altruistyczna postać matki przyjmującej wszystkich niechcianych w swoje progi.

Aurora płynnie tworzy nowe narracje i żongluje ludzkimi cechami. Mieszający gatunki The Innocent sama określiła jako najdzikszy numer na albumie, jednocześnie wyobrażając sobie ludzką niewinność i czystość jako nagie, wolne postacie tańczące wokół ogniska. Zupełną odwrotnością okazał się Exhale Inhale, którego głównym zadaniem było przypomnienie o oddychaniu. Tym razem wśród głównych motywów pojawia się temat zanieczyszczenia środowiska, którego skutki mogą utrudnić ludziom tę czynność.

Aurora – Exhale Inhale

Aurora z miłością do nowych brzmień

Kolejną porcję mieszania gatunków dostajemy w formie energetycznego i mocno „ejtisowego” zastrzyku.

A Temporary High inspirowane jest bardzo fascynującą kobietą. Gdyby była twoją teraźniejszością, mogłaby dezorientować; gdyby była twoją przeszłością, nie mógłbyś od niej uciec, gdyby była twoją przyszłością, nie mógłbyś za nią nadążyć.

Pomimo różnic w brzmieniach, pomiędzy dziesiątym a jedenastym utworem występuje pewna relacja, dzięki której jeden z nich kończy się dźwiękami gitar, a kolejny się nimi rozpoczyna. Razem z tymi dźwiękami otrzymujemy też nową lekcję. Zwrotki A Dangerous Thing przestrzegają przed fałszywym przekonaniem o naturze danych rzeczy. Coś, co postrzegamy jako piękne lub dobre, tak naprawdę może okazać się pełne brzydoty i toksyczne.

Dla ciągle spragnionych eksperymentów przychodzi Artemis. Uwodzące i przepełnione dźwiękami akordeonu ma na celu wprowadzenie klimatu czyhającego niebezpieczeństwa. Czy był to bezpieczny krok? Wątpliwości nie idą w parze z Aurorą, co można usłyszeć już na początku Blood In The Wine rodem z dzikiego zachodu. Kompleksowość międzyludzkich relacji jeszcze nigdy nie była tak hipnotyzująca. Przedostatnie już This Could Be A Dream to z kolei emocjonująca ballada o trudach życia w obliczu ciągłej walki, po której następuje A Little Place Called The Moon, czyli najbardziej duchowy ze wszystkich utworów.

Jak widać, Aurora nie lubi stać na bezpiecznym gruncie, a próby ciągłego rozwoju widać i słychać na każdym kroku. Trudno stwierdzić, że jest to najlepszy z jej albumów, na pewno jednak nie brak mu potencjału, wielowymiarowości i przede wszystkim wartości.