Numery na bifor / part 1

Powoli dobiega końca bardzo imprezowy okres w roku, a mianowicie karnawał, i choć etymologicznie nazwa ta budzi skojarzenia związane z nawałem kar – to w rzeczywistości jest to czas studniówek, półmetków, bali choinkowych – czyli samych dobrych melanży. Pewnie część z nich macie już za sobą, ale też jeszcze kilka zostało przed nami – Walentynki, Tłusty Czwartek (!), Środa Popielcowa. Niezależnie jednak od okazji, ja mam dla was kilka przebojów, które sprawdzą się zarówno na fajnym biforze, imprezie, albo po prostu rozchmurzą wam tę trudną zimową aurę.

fot. strona facebook klubu WAS.

Numer 1:

Schacke – Kisloty People

Wydawać by się mogło, że moda na “ruską muzę” już minęła, jednak co i raz tak pomyślę, to nasi wschodni sąsiedzi zaskakują nowym obliczem ich charakterystycznego brzmienia. Ten benger został wydany w zeszłym roku i powstał na cześć nieistniejącego już klubu techno w Sankt Petersburgu. W ramach ciekawostki można dodać, że impreza zamykająca to miejsce trwała podobno 60 godzin. Robi wrażenie, nie? Ale spokojnie, Polacy nie gęsi i też swoje długie rejwy mają. (patrz: 50 godzin – maraton miłości organizowany w secret location przez warszawski klub 999 (https://www.facebook.com/events/2585843494840567/ )

A tutaj macie jeszcze wizualizacje do utworu Kisloty people, czyli instagram ze zdjęciami tych krzepkich rejwerów: https://www.instagram.com/kisloty/ .

Numer 2:

Mall Grab – Sleepless

Mall Grab ostatnio stał się bardzo płodny, co i raz wychodzą od niego nowe wydawnictwa, w których czuć powiew świeżości. To nie jest już typowy lo-fi house, którym byliśmy karmieni jeszcze dwa lata temu, to jest TECHNO, ale w nowej, ‚mallgrabowej’ odsłonie. Natomiast numer Sleepless oficjalnie otworzył ten rozdział w muzyce Mall Graba, a nawiązując do innego kawałka tego artysty, można by pokusić się o pewien podtytuł do niego – “6:55 min Monster Energy”. Polecam słuchać chwilę przed wejściem do klubu lub wyjściem z domu. Mocne wejście/wyjście gwarantowane.

Numer 3:

W.E.N.A. i VNM – Cytryny

Ostatnio przypomniał mi się ten numer, gdyż rozpoczęłam odkwaszanie organizmu (który, notabene,  uległ osłabieniu w efekcie mojego wcześniejszego imprezowania) m.in. przy pomocy dużej ilości cytryn, a zerowej alkoholu.

I muszę przyznać, że choć w teledysku widzimy sporo niemodnych już nakryć głowy i jeszcze bardziej passé plastikowych kubków, to numer nadal dobrze lata, tak jak Wudoe z Venomem na bicie.

Numer 4:

Papa Dance – Galaktyczny zwiad

Synth pop w możliwie najlepszym polskim wydaniu. Sprawdzi się zarówno w czasie rodzinnej biesiady, jak i na szałowej domówce.

A poza tym to pochwalę się, że mam rower Galaxy (to nie lokowanie produktu) i gdy na nim jadę po poznańskich ulicach to czuję się jak bym robiła tytułowy galaktyczny zwiad.

Numer 5:

Shakedown – At Night (Peggy Gou’s Acid Journey Remix)

“Some days just don’t feel right,
i think i feel much better at night”

Jeśli tak jak królowa k-house’u lepiej czujecie się w nocy, to korzystajcie z tego, póki jeszcze noce trwają +/- 14 h, bo potem to już nas zaleje fala słońca.