Wybory w Rokietnicy – o czym nam nie mówią [FELIETON]

Tablica z banerami wyborczymi kandydatów na wójta Rokietnicy, fot. Wojciech Stefaniak / Radio Meteor

27 września dla większości mieszkańców Poznania i całego województwa był kolejną zwykłą niedzielą. Nieco inaczej jednak, sprawy się miały w jednej z gmin bezpośrednio przylegających do miasta. Gdy przejedziemy palcem po mapie, na północ od stolicy Wielkopolski w powiecie poznańskim znajdziemy Rokietnicę. Po rezygnacji dotychczasowego wójta, rozpisano nowe wybory. Przez kilka miesięcy wyczekiwano następcy – wreszcie biały dym się pojawił i to dwa tygodnie wcześniej niż wielu się spodziewało!

Teraźniejszość a historia

O rozstaniu Bartosza Derecha z dotychczasowym urzędem lokalne media i mieszkańcy powiedzieli już chyba wszystko. Dlatego ten wątek pozwolę sobie pozostawić na boku. Warto jednak cofnąć się kilkanaście lat, by lepiej zrozumieć znaczenie zmiany, która się dokonała.

Był rok 2006 gdy Bartosz Derech obejmował stery w Rokietnicy wygrywając wybory. Gmina liczyła wtedy mniej niż 9 tysięcy mieszkańców, a on sam miał wówczas zaledwie 27 lat. W wyścigu o urząd dopiero co pokonał trójkę kandydatów, podczas gdy każdy z nich był mniej więcej dwa razy starszy od niego. Dziś trudno mówić o wielu przypadkach, w których wójtem zostaje ktoś nie mający 30 wiosen za sobą. Tym bardziej wtedy musiał być to ruch niespodziewany! Obecnie ilość mieszkańców Rokietnicy szacowana jest na blisko 25 tysięcy osób, a Bartosza Derecha w urzędzie gminy nie ma dopiero od kilku miesięcy. Nie przywołuję jednakże tych szczegółów, aby uczynić z nich ciekawostkę. To klarowny dowód na to jak bardzo rzeczywistość zmieniła się przez ostatnie dwie dekady. Gmina również.

Gotowi? Start! Na wybory!

W wyborczym wyścigu dzięki zebranym podpisom zarejestrowało się sześciu kandydatów. Dotychczasowy zastępca wójta Arkadiusz Klapiński, urzędująca przewodnicząca rady gminy Izabela Dziamska, jej zastępca Adam Michta, sołtys Rokietnicy Magdalena Kowalczyk, a także radny gminy Ryszard Sklepik oraz Mateusz Jarczyński. Co ciekawe, pierwsza trójka wymienionych kandydatów wywodzi się z dotychczasowego obozu Bartosza Derecha. W wyborach samorządowych odbywających się w 2024 roku wspólnie startowali z list KWW Bartosza Derecha. Ugrupowanie uzyskało wynik przekraczający 84% i objęło aż 19 z 21 mandatów w radzie gminy. Nawiasem mówiąc – 84% poparcia dla komitetu urzędującego wójta, po ponad 15 latach sprawowania urzędu musi imponować. Nawet jeśli rywalem jest jedynie lista Prawa i Sprawiedliwości.

Jak pokaże czas, dwójka kandydatów ze wspomnianej już listy – mniej lub bardziej, pożałuje stanięcia w szranki z dotychczasowym kolegą z list. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Gdy w nocy z 25 na 26 września w gminie zapadała cisza wyborcza, wydawało się że tygodnie kampanii nie wskazały faworyta do zajęcia wakatu. Fakt, iż ze środowiska obecnie mającego władzę w Rokietnicy, startuje aż trzech kandydatów mocno utrudniał typowanie. Głosowania odbywające się zgodnie z kalendarium wyborczym w Polsce notują różne frekwencje. Wybory organizowane z konieczności w toku kadencji często cieszą się jeszcze mniejszym zainteresowaniem. Przy tylu niewiadomych ostateczny rezultat do samego końca sam pozostawał niewiadomą. 

Nastał nowy dzień

Istotnie, mieszkańcy gminy obudziwszy się w poniedziałek 28 września musieli przeżyć niemałe zaskoczenie. Nie dotyczyło ono zwycięzcy – fotel pozostanie w rękach Arkadiusza Klapińskiego, który przez ostatnie miesiące po rezygnacji Bartosza Derecha pełnił obowiązki wójta gminy. Trudno zatem mówić w tym kontekście o wyborczej sensacji. Za niespodziankę należy jednak uznać fakt, iż do wyłonienia nowego włodarza wystarczyła tylko jedna tura! Jak podała PKW – 4193 głosy oddane przy frekwencji wynoszącej tylko nieco ponad 48%, przełożyły się na poparcie na poziomie 51,62%. Drugie miejsce w wyścigu zajęła Izabela Dziamska, na którą zagłosowało 1508 osób (18,56%). Najniższy stopień podium przypadł Ryszardowi Sklepikowi, który otrzymał 870 głosów (10,71%). Pozostali kandydaci uzyskali wyniki nie przekraczające 10%.

Szczegółowe wyniki: Wybory przedterminowe Wójta Gminy Rokietnica

Czego nie mówią nam listy, wyniki i startujący?

Jeśli ktoś wnikliwie przeanalizował listę startujących osób, to powinien po przeczytaniu wcześniejszych akapitów zadać sobie jedno pytanie. Czy któryś z kandydatów był wspierany przez partie polityczne? Tutaj muszę się przyznać, zastosowałem ten sam chwyt, po który coraz częściej sięgają kandydaci w lokalnych wyborach. Na kilka chwil ukryłem partyjne szyldy. To jednak nie efekt przypadku, a zamierzonego działania, Moim celem było zwrócić uwagę czytelnika, a kandydatów zwiększyć swój potencjał na wybory. Mechanizm ten jest bardzo prosty, a osoby nie interesujące się strukturami partyjnymi nie wychwycą ukrytej informacji. 

W niektórych głosowaniach o charakterze lokalnym (nie dotyczy to wyłącznie wyborów na wójtów, burmistrzów i prezydentów) pojawia się tendencja do dyskretnego przemilczenia swojej przynależności partyjnej. Proces ten widoczny jest szczególnie na obszarach, na których dotychczasowi włodarze pozostawali bezpartyjni, ale zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Nie mówimy tutaj oczywiście o całkowitym ukrywaniu swoich powiązań, czy wręcz o występowaniu z partii na czas kampanii. To bardziej kwestia subtelnego milczenia na ten temat i braku przesadnego afiszowania się. Trudno mówić o zatajaniu, jednak w treściach należących do kandydatów często nie znajdziemy nazw i logo partii. W ten sposób startujący najprawdopodobniej starają się uniknąć polaryzacji wśród głosujących, która dla niektórych mogłaby być niekorzystna i odbierać szanse na wygraną. 

Budynek Urzędu Gminy Rokietnica, fot. Wojciech Stefaniak / Radio Meteor

Wracając do gminy…

Na naszym przykładzie, którym są wybory w Rokietnicy – z poparciem partii startowali Izabela Dziamska wspierana przez Koalicję Obywatelską, Ryszard Sklepik kandydujący z ramienia Prawa i Sprawiedliwości oraz Mateusz Jarczyński, którego osobiście wsparł lider partii Razem Adrian Zandberg. 

Ostatni z kandydatów niespecjalnie starał się ukrywać partię która go wsparła. Świadczą o tym symbole na banerach, przyjazd lidera partii czy kolorystyka zawarta na materiałach wyborczych. Wreszcie pojawia się nawet nawiązanie w nazwie komitetu – KWW Mateusza Jarczyńskiego “Razem dla Rokietnicy”. On jednak, w przeciwieństwie do dwójki wspomnianych kandydatów nie należy obecnie do lokalnego samorządu. Dlatego mógł mieć interes w promowaniu się z logo partii.

Razem to nie wszystko

Ciekawsze zdają się być dwa pozostałe przykłady. Ryszard Sklepik został zaprezentowany jako kandydat PiS w obecności m.in. szefa poznańskich struktur partii Bartłomieja Wróblewskiego. Potem jednak elementy jednoznacznie kojarzące się z ugrupowaniem znikają. Zarówno na banerach jak i ulotkach widnieje jedynie dopisek “KWW Ryszarda Sklepika”. Właśnie pod taką nazwą kandydat zarejestrował swój komitet na te wybory. Nieliczni zauważą, że motywy wykorzystywane w kampanii – takie jak kolorystyka czy układ są zbliżone do tych jakie tworzy partia. 

Jeszcze innym przypadkiem jest kampania Przewodniczącej Rady Gminy – Izabeli Dziamskiej. Tutaj sytuacja również jest niejednoznaczna. Co prawda na materiałach wyborczych nie znajdziemy dopisków “Koalicja Obywatelska” wraz z jej logo, ale zastosowana kolorystyka i motyw mogą się z nią kojarzyć. W tym przypadku jawnego wsparcia jednak udzielili kandydatce m.in. starosta poznański Jan Grabkowski, wiceprezydent Poznania (niegdyś wójt gminy) Bartosz Derech czy minister sportu Jakub Rutnicki. Oczywiście, występowali oni w spotach przede wszystkim jako osoby funkcyjne w strukturach samorządowych i rządowych, a nie jako czynni politycy Koalicji Obywatelskiej…

Rzecz jasna, nie ma mowy o naruszaniu prawa czy innych niedozwolonych praktykach stosowanych w tym kontekście przez kandydatów. Pragnę jedynie nakreślić mechanizm jakim mogą się oni posługiwać, gdy nadchodzą lokalne wybory. W tych parlamentarnych częściej stosuje się wręcz odwrotną taktykę. Taką, by jak najbardziej zaznaczyć swoją przynależność partyjną lub miejsce na liście. Nie wchodząc w szczegóły, może to wynikać z odmiennych preferencji i oczekiwań wyborców. Duża polityka dzieje się bowiem przede wszystkim w Warszawie, dokąd delegowani są kandydaci. W mniejszej polityce, coraz częściej unika się osób wspieranych przez partie. Z resztą, w wielu miejscach jest tak od dawna. Zdarzają się nawet przypadki, w których bycie kandydatem niezależnym czy też bezpartyjnym staje się jedynym, kluczowym i decydującym argumentem. To również nie zawsze musi być najzdrowszą przesłanką do oddania swojego głosu.

Rokietnica barometrem nastrojów?

Niektórzy z zawziętością próbują lokalne wybory przedterminowe przedstawiać jako poligon przed krajowymi. Starają się prezentować wyniki jako badanie poparcia. O ile pojęcie poligonu można zaakceptować przy odpowiednich proporcjach, o tyle poparcie trudno zwykle szerzej przekładać na skalę kraju. Niektórym obserwatorom brakuje wrażliwości na lokalne sprawy i historie, które często decydują. Tak było niedawno w Krakowie – podczas gdy partie przerzucały się argumentami, pierwszą turę dość wyraźnie wygrał tam Łukasz Gibała. Tym samym, zagrał na nosie właściwie wszystkim posiadaczom partyjnych legitymacji.

Przykład stolicy Małopolski przywołuję jednak nie bez powodu. Wybory w Rokietnicy sprawiły, że niektórzy zaczęli zastanawiać się nad kondycją struktur Koalicji Obywatelskiej w regionie. Uwaga skoncentrowała się wokół partii, ponieważ od lat rządzi ona w wielu miejscach, a niektóre okręgi nazywane są jej bastionami. Są to miejsca, w których osiąga ona jedne z najwyższych pośród swoich wyników w skali kraju. Jak to możliwe, że partia, która w Rokietnicy zdobyła w wyborach parlamentarnych w 2023 roku ponad 48% głosów w gminie, tym razem nie dała rady nawet doprowadzić do drugiej tury w wyborach na wójta? Moim zdaniem nie bez znaczenia pozostały wspomniane wcześniej preferencje wyborców. Skoro część z nich nie chce, aby nowy wójt posiadał legitymację partyjną, to trudno będzie ich do tego przekonać. 

Nowa rozgrywka, stary efekt

Lokalni działacze KO w ostatnich latach nie potrafią znaleźć lekarstwa na ten problem. Taktyki podobne do tych z ostatnich wyborów w Rokietnicy, w 2024 roku stosowane były również chociażby w gminach Suchy Las czy Tarnowo Podgórne. Wszystkie te wybory łączy jedno – porażki kandydatów wspieranych przez ludzi Koalicji Obywatelskiej.  

Dwa lata temu w Tarnowie Podgórnym, podobnie jak teraz w Rokietnicy, nie było nawet drugiej tury. Choć, co ciekawe, w tej pierwszej gminie wygrał kandydat w przeszłości związany z ówczesną PO – teraz jednak niezależny). Najbliżej sukcesu było w Suchym Lesie – w pierwszej turze kandydatów dzieliło nieco ponad 300 głosów. W drugiej jednak spadek frekwencji oraz negatywne nastawienie części mieszkańców do wsparcia udzielonego przez partię, pozwoliły urzędującemu wójtowi utrzymać stanowisko. Takie były wybory mieszkańców.

Dane a opinie

Jak wynika z danych Państwowej Komisji Wyborczej, wyłączając Poznań, obecnie, na 17 gmin powiatu poznańskiego, na terenie tylko jednej rządzi włodarz, który posiadał legitymacją partyjną KO (niegdyś PO) gdy ruszały wybory – mowa o Komornikach. Drugim takim przypadkiem wówczas była Rokietnica gdzie wygrywał wspomniany Bartosz Derech. Dziś jednak jest już wiceprezydentem Poznania. Pomijając kandydatów bezpartyjnych, którzy startowali w wyborach jedynie z poparciem PO/KO, nominaci ugrupowania przegrywali wszystkie pojedynki! W Dopiewie, Swarzędzu i Suchym Lesie. W pozostałych gminach nie startowali kandydaci posiadający legitymacji tej partii w momencie rejestrowania list.

Dla ugrupowania Donalda Tuska to szczególny problem, ponieważ generalnie partia cieszy się w okolicy dużym, czasami nawet bardzo dużym poparciem podczas głosowań krajowych. Wybory lokalne w regionie jednak, nie są w ostatnich latach ich mocną stroną. Inne partie, choć mogą usprawiedliwiać się niższym poparciem w tych miejscach, również nie mają powodów do zadowolenia. Oprócz wspomnianych Komornik, gdzie wygrał człowiek z KO, tylko w Stęszewie “swojego” włodarza ma Polskie Stronnictwo Ludowe. Gdziekolwiek indziej pojawi się kandydat będący członkiem partii, najczęściej przegrywa, niekiedy bardzo wyraźnie.

Nowy rok, nowe nadzieje

Wygląda na to, że w najbliższym czasie nie należy spodziewać się kolejnych zmian włodarzy w powiecie poznańskim. Działacze wszystkich partii, a w szczególności KO mają obecnie o czym myśleć w kontekście przyszłości. Ostatnie wyniki z okolic Poznania to poważny problem dla lokalnych struktur, z którym nie potrafią sobie poradzić. Co ciekawe, pogłoski o klęskach KO, o ile są faktem patrząc na wyniki tych głosowań, o tyle wydaje się, że trudno przekładać je na ogólne poparcie partii w regionie. Przyszłoroczne wybory najlepiej zweryfikują tę tezę – nowy rok, nowe wybory.

Wojciech Stefaniak

Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!