„Wesele” Smarzowskiego, czyli polskość w czystej postaci

Tej jesieni najlepiej nie wychodzić z kina. Masa zarówno polskich, jak i zagranicznych produkcji czeka na skonsumowanie. Jednym z najciekawszych i najbardziej przeze mnie wyczekiwanych filmów tego roku było Wesele, które trzeba odhaczyć, chociażby dlatego, że jest to kolejna produkcja Wojciecha Smarzowskiego. Ale nie tylko. Zarówno fabuła, jak i obsada przyciągają niezwykle mocno. 

Źródło: wyborcza.pl

Apetyt na dobry dramat

Dobry polski dramat, dziejący się w czasach współczesnych, to zawsze będzie coś, co przyciągnie mnie do kina. Do stworzenia dobrego filmu potrzeba przecież tak niewiele… Wystarczy pomysł, kilku dobrych aktorów i odpowiednia osoba na krzesełku reżysera. A jednak mamy z tym w Polsce mały problem, choć w tym roku jest pod tym względem solidnie, bo Wesele weszło do kin krótko po innym polskim dramacie, który bardzo mi się spodobał, a o którym jest stosunkowo cicho. Chodzi mi oczywiście o Żeby nie było śladów. Sytuacja powinna się jednak zmienić w trakcie „oscarowego szaleństwa”, albowiem produkcja Jana P. Matuszyńskiego będzie reprezentować Polskę w kategorii najlepszy pełnometrażowy film międzynarodowy.  

Jawa czy fikcja?

Wesele przyciągnęło do kin spore rzesze widzów i trudno się temu dziwić. Do stawienia się na seansie zachęca zwiastun, prosty tytuł, solidna obsada i Wojciech Smarzowski jako reżyser i autor scenariusza. Taki film na starcie zawsze będzie potencjalnym hitem. To, czy będzie nim po seansie, to już inna kwestia. Niektórzy pewnie stwierdzą, że Smarzowski trochę popłynął, a innym ta „reżyserska ambicja” się spodoba.

Motyw podróży w czasie Antoniego Wilka jest bez wątpienia interesujący, szczególnie na samym początku. Później, gdy trudno zorientować się, co jest jawą, a co fikcją, robi się lekkie zamieszanie, ale przecież o to chodzi. Kluczowe jest teoretyczne zderzenie się dwóch światów i porównanie ludzi żyjących w odstępie 100 lat. W praktyce dostrzegamy wiele podobieństw i dochodzimy do wniosku, że jako Polacy od czasów międzywojennych zrobiliśmy niewielki postęp… o ile zrobiliśmy jakikolwiek.

Wesele brutalnie uświadamia pewne kwestie na temat naszej nacji. Tolerancja na pokaz, zwierzęce instynkty ponad samozachowawczość i wykorzystywanie władzy w niewłaściwy sposób. To tylko niektóre defekty pewnych jednostek żyjących na terytorium Polski.  

W Weselu mamy mnóstwo mniej lub bardziej brutalnych analogii. Niektóre są pokazywane jedna po drugiej, inne musimy wychwycić i zinterpretować sami. W filmie dosyć istotną rolę odgrywają świnie. Czy jako ludzie bardzo się od nich różnimy? Czy w momencie, gdy nasze zwierzęce instynkty wychodzą na jaw, jesteśmy lepsi od zwierząt? 

Źródło: culture.pl

Aktorska solidność

Gdy widzę w obsadzie filmu Roberta Więckiewicza lub Agatę Kuleszę, mam w sobie pewnego rodzaju spokój, że nawet gdyby produkcja była koszmarnie słaba pod każdym możliwym względem, ta dwójka da mi choć trochę radości. Oglądanie Więckiewicza i Kuleszy zawsze jest dla mnie ogromną przyjemnością. Ten pierwszy, jako Ryszard Wilk, został obsadzony w typowej dla siebie roli – biznesmen, głowa rodziny dźwigająca na barkach finansowe kłopoty swojej firmy, człowiek o wyraźnym charakterze i ciętym języku.

Z kolei Agata Kulesza występem w Weselu przełamała archetyp twardej, niezależnej, klnącej jak szewc babki, z którym jest kojarzona po takich produkcjach jak Sala samobójców (obydwie części), czy Pułapka. Choć już w zeszłorocznym hicie 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy mogliśmy zobaczyć nieco inne oblicze tej aktorki. W Weselu gra żonę, będącą w cieniu swojego męża, rzadko się odzywa i emanuje smutkiem. Nieźle wypada też Mateusz Więcławek jako Antoni Wilk w młodości oraz Michalina Łabacz jako Kasia Wilk. W przyjemny sposób wcieliła się w rolę kobiety delikatnej, prostej, ale mającej swoje marzenia. 

Źródło: culture.pl

Wesele, czyli wesoło i radośnie? No, nie do końca… 

Muszę przyznać, że bardzo mi się podoba zestawienie tytułu ze sprawami przedstawionymi w samym filmie, a szczególnie w jego końcówce, gdy do „weselenia się” jest bohaterom zdecydowanie daleko.  

Wesele to film budzący skrajne emocje. Widzowie, którzy rzadko wybierają się do kina i decydują się pójść akurat na ten film, mając nadzieję na skonsumowanie dobrej komedii o polskiej zabawie, pewnie będą zawiedzeni. Z kolei ludzie lubiący kontrolowany chaos i będący fanami dobrego dramatu, uświadamiającego istotne sprawy, powinni być zadowoleni.