Bloodhunt, czyli na co wampirowi kły, gdy ma pod ręką AK-47? [RECENZJA]

Wersja 1.0 gry Vampire: The Masquerade Bloodhunt okazała się sporym sukcesem. Jak na razie osiąga imponujące wyniki aktywności na Steamie oraz zbiera dobre recenzje od użytkowników. Czy tryb battle royale nadal cieszy się aż tak ogromną popularnością, czy może sam tytuł ma do zaoferowania coś więcej?

vampire: The Masquerade - Bloodhunt
Wampiry
Źródło: Wallpaper Abyss

Ah s***, here we go again…

Któż by się spodziewał. Jesteśmy dopiero w drugim kwartale 2022 roku, a na pierwszy plan wychodzi jeszcze jedna gra battle royale. Szczerze myślałem, że producenci wyczerpali już zasób genialnych pomysłów, a dostępne gry zeksplorowały już absolutnie wszystko, co można by wyciągnąć z tego gatunku nieustannie zmniejszającego się koła. Bardziej się chyba nie mogłem mylić. To właśnie wtedy zacząłem biegać po ścianach budynków i ochoczo „opijać” sobie cywilów, jak gdyby byli jakimś soczkiem… albo innym Harnoldem. 

Vampire: The Masquerade – Bloodhunt co prawda zadebiutował na Steamie w ubiegłym roku, ale w wersji wczesnego dostępu. Nie rozglądałem się wtedy za nim ani ja, ani cała reszta graczy. Nie powinno to nikogo dziwić. Wszyscy byli zbyt pochłonięci bieganiną w Verdansku, budowaniem wieżyczek w Fortnite czy też niszczeniem własnej „psychy” w PUBG

Dla ułatwienia sprawy przyjmijmy, że tak naprawdę tytuł ten wyszedł niespełna dwa tygodnie temu (27.04). To właśnie wtedy zaczął zyskiwać dość dużą popularność. Trudno jednak stwierdzić, czy gracze porwali się na niego świadomie, gdyż nazwa może lekko wprowadzać w błąd. Nie chodzi tutaj bowiem o grę Vampire: The Masquerade – Bloodlines, oryginalnego i naprawdę udanego RPG-a z 2004 roku. Co to, to nie. Bloodhunt posługuje się światem wampirów i tworzy z niego pole bitwy dla 45 graczy. Mogą oni wcielić się w któregoś spośród dostępnych krwiopijców i toczyć między sobą batalie na kamiennych ulicach Pragi. Trzeba tutaj przyznać, że (jak na razie) wychodzi mu to nie najgorzej.

Yoo hoo, Big Bad Vampire out here

Nie będę ukrywał, że jestem naprawdę pod wrażeniem tego, jak bardzo Sharkmob zadbał o podstawowe elementy rozgrywki. Czuć, że bronie mają kopa, a do tego łatwo się nimi celuje. Zarówno skakanie, chodzenie po ścianach, jak i sliding działają gładko, a umiejętności klasy wampira są niemalże od razu przydatne.

Spośród wszystkich dostępnych postaci oraz klanów, chyba najbardziej do gustu przypadli mi Sabotażyści, czyli istne postacie-pułapki. Ich klanową umiejętnością jest znikanie, które pozwala przez krótki czas stać się niewidzialnym i szybko się poruszać. Do tego jeszcze są wzmocnieni umiejką pasywną oraz archetypową. Ta ostatnia umożliwia rzucenie bomby, która uwalnia toksyczny gaz, gdy tylko zbliżają się żądni mordu pobratymcy. Przydatne, gdy chce się wykonać taktyczny odwrót.

Vampire: The Masquerade - Bloodhunt
Wampir
Źródło: Sharkmob

Na uznanie zasługują też małe akcenty, które wyróżniają Bloodhunta pośród zatłoczonej, battle royalowej konkurencji. Gdybym pisał tę recenzję na Steamie jakieś dobre kilka lat temu, to pewnie podsumowałbym ten tytuł następującymi słowami: „Można ssać ludzi, 10/10”. Gwarantuję, że poziom tego żartu wcale nie oddaje tego, jak dobry jest ten „ficzer”. 

Gracze mogą żywić się krwią cywilów rozlokowanych w różnych miejscach po całej mapie. Czyniąc to, otrzymujemy oczywiście bonusy, na przykład w postaci regeneracji zdrowia, czy też zwiększenia poziomu obrażeń przy walce… Pazurami? Kłami? W każdym razie wiecie, o co chodzi. Jednakże pomysł biegania po ulicach Pragi i urządzenia sobie z NPC-ów swoistej pijalni ma też swoje ograniczenia. Każdy wampir, który zostanie przyłapany podczas pożywienia albo w jakikolwiek inny sposób, zostanie ujawniony przez ludzi. Przełamie w ten sposób wspomnianą w tytule „maskaradę”. W konsekwencji, przez całą minutę będziemy widoczni na mapie u wszystkich pozostałych graczy.

Kły czy AK? – o rozgrywce słów kilka

Vampire: The Masquerade - Bloodhunt
Wampir
Źródło: Wallpaper Abyss

Muszę też zaznaczyć, że gdy pierwszy raz spojrzałem na schemat rozgrywki, a przede wszystkim na skakanie po dachach oraz nieco chaotyczną i znajomą formę wymiany ognia, to mój entuzjazm względem tej gry nagle opadł. Wydawało mi się bowiem, że będę miał (nie)przyjemność z perfekcyjnym odzwierciedleniem Fortnite’a, tyle że osadzonym w innym uniwersum. Albo gorzej — zapomnianym battle royalu studia Ubisoft, Hyper Scape. W tym ostatnim gracze mogli poruszać się z prędkością światła oraz skakać na tyle wysoko, że zdobycie jakiegokolwiek fraga wymagało nieskończonych pokładów cierpliwości. 

Bloodhunt na szczęście nie zapewnia takich ekstremalnych wrażeń. Dość wysoki poziom FOV-a w połączeniu z kamerą z perspektywy trzeciej osoby bardzo ułatwia śledzenie ruchów wampirów, które akurat znajdują się w powietrzu i usiłują przedostać się z jednego miejsca do drugiego. Hitboxy też są dosyć „hojne”, jako że walka na długi czy średni dystans nie sprawia większych problemów.

Większość potyczek kończy się jednak w walce w zwarciu. Przypomina to wspomniany już wcześniej schemat rodem z Fortnite’a. W nim to dwójka graczy „dueluje” się skacząc oraz strzelając na oślep, desperacko usiłując wyeliminować oponenta. W tym konkretnym polu bardzo przydają się indywidualne umiejętności oferowane przez postaci. Każda klasa zdaje się mieć skille, które ułatwiają zarówno zaangażowanie się w walkę, jak i szybkie z niej wymeldowanie. Doświadczyłem tego poniekąd osobiście, podczas jednej z ostatnich rozgrywek. Przeciwnik, którego nadgorliwie nękałem swoim shotgunem, postanowił zaserwować mi nostalgiczną podróż do świata Skyrima, wykonując na moim wampirku Fus Ro Dah!

Impostor vibes – minusy Bloodhunt

Źródło: Youtube

To zadziwiające, że pomimo tylu fajnych i oryginalnych aspektów, które gra jest w stanie zaoferować, to nadal ma się wrażenie, iż twórcy nie wierzyli w jej własny potencjał. Całkowicie niepotrzebne jest dążenie do wpasowania się do wszystkich pozostałych gier battle royale, które wiodą prym ze względu na swoją popularność i już przyjęty schemat. Po co kopiować od nich mechanikę rozgrywki, która więcej psuje, aniżeli w czymkolwiek pomaga. Gracze szukają powiewu świeżości w nowo powstałych grach, szczególnie jeśli zawadzają one o tryb, który jest aż nadto eksploatowany przez minione lata. Niech mi ktoś wyjaśni cel wdrożenia kevlarów, których zakładanie oczywiście zajmuje wieczność. Błagam. 

Na szczęście twórcy jeszcze nie wpadli na pomysł dołączenia do gry plecaków, w których trzeba by było zarządzać miejscem czy też dodatków do broni, które by można było dostosowywać wedle własnego uznania. Dodanie „torebek z krwią” imitujących apteczki przemilczę — bo nadal nie potrafię określić czy jestem bardziej za czy przeciw. Natomiast bez wątpienia zrozumiem osoby, które nie postawią na tę grę ze względu na sam jej format. Nie czarujmy się, „Darmowy Battle Royale” stał się na tyle oklepany, że nie każdemu chce się przenosić na nową grę, z nową metą, nowym systemem lootowania, no i oczywiście kolejnym karnetem bojowym zaopatrzonym w kolejny plan rozwoju. To męczące.

Może i ręki nie poświęcę, ale jestem w stanie postawić parę złotych monet na to, że Bloodhunt „sprzedawałby” się o wiele lepiej, gdyby nie należał do nieszczęsnej sekcji gier spod bandery zmniejszającego się koła. Na tyle, jak dalece jestem w stanie zrozumieć, że twórcy zapewne rozpoczęli produkcję swojego wampirowego uniwersum w czasie, gdy świat zalała plaga BR, to mam też tylko nadzieję, że szybko zdadzą sobie sprawę z potencjału, jaki drzemie w tym tytule. Podstawę mają solidną, a sam nie omieszkałbym wypróbować trybu kooperacyjnego przeciwko AI czy też wypróbowania innego trybu, który nie byłby tak randomowy, jak ten aktualny.

Słowem końcowym…

Vampire: The Masquerade - Bloodhunt
Wampiry i spółka
Źródło: Wallpaper Abyss

Vampire: The Masquerade – Bloodhunt to niewątpliwie godny wypróbowania tytuł o ogromnym potencjale. Zaliczył też naprawdę przyzwoity start, co przełożyło się na największy peak graczy wynoszący ponad 25,5 tys. Jeśli gra będzie dobrze rozwijana i wspierana przez twórców, to jest duże prawdopodobieństwo, że ich liczba będzie się tylko powiększała. Sam tytuł może stać się jednym z lepszych battle royale na rynku, choć aspiracje powinny ulatywać zdecydowanie wyżej. 

***

Po więcej ciekawych tekstów ze świata gier i technologii zapraszamy tutaj ->

https://meteor.amu.edu.pl/programy/meteor-exe/