Ryszard Riedel, czyli jak to z nim naprawdę było…

Ryszard Riedel – czy trzeba go przedstawiać? Nie sądzę, bo jednak „Whisky” śpiewało się na przedpandemicznych ogniskach za każdym razem. Jeśli jednak znajdzie się tutaj jakiś laik, to dla przypomnienia napiszę, że to pierwszy (przez wielu nazywany również jedyny) wokalista zespołu Dżem, który powstał w 1973 r. w Katowicach. Człowiek, który swoim „sie macie ludzie” porywał publiczność do interakcji z zespołem.

źródło: dzem.com.pl

Skazany na kłamstwo

Czy Ryszard Riedel był nadużywającym narkotyków wokalistą blues-rockowego zespołu? Czy może jednak człowiekiem podatnym na różnego rodzaju nałogi, począwszy od alkoholu,  przez papierosy na narkotykach skończywszy, a przy okazji gwiazdą rocka?

Nie bez powodu zadaję to pytanie, ponieważ wielu ludzi postrzega go przez pryzmat filmu Jana Kidawa-Błońskiego „Skazany na bluesa”. Riedel przedstawiany jest jako nadużywający narkotyków człowiek, który aplikuje sobie działkę przy własnym dziecku, wymiotuje na publiczność, a będąc na haju, myśli, że jest „Indianerem”, czyli wszystkimi ludźmi z jego otoczenia (o ile można wierzyć Wikipedii), a do tego o świcie jeździ konno przez Warszawę na prerię. Film ukazuje Riedla z jego najgorszej i nie do końca prawdziwej strony.

Narkoman uczłowieczony

Może jednak wokalista miał tę lepszą wersję, której nie przesłaniała chmura dymu papierosowego i wiele gorszych rzeczy. Dla porównania, poza wieloma książkami, sięgnęłam także do kolejnego filmu o frontmanie Dżemu. Dokument „Sie macie ludzie” Krzysztofa Magowskiego, w którym główny głos został oddany bliskim Riedla. Tutaj poznajemy go od najmłodszych lat. Nie jako żebrzącego o działkę w podziemiach obskurnego dworca, ale jako człowieka przez duże „c”. Jak każdy ma swoje słabości (nie zawsze z nimi wygrywając), ale jest także kochającym mężem, ojcem, przyjacielem, wokalistą Dżemu, który na końcu staje się legendą.

źródło: pinterest.com

Brudny, niedomytek… na ogniskach

Ironicznie zabawne jest to, że większość charyzmatycznych postaci, które wniosły coś w kulturę, jest już martwa, a ich śmierć nastąpiła w bardziej lub mniej spektakularny sposób. Jest to przygnębiające, ale nie ma co ukrywać, legendy tworzy się w większości z mitów i przejaskrawionych zdarzeń. Ryszard Riedel to bez dwóch zdań legenda. Można nie lubić Dżemu. Nikt też nie każe go słuchać, ale jednak czy można wyobrazić sobie ognisko bez „Whisky”? Oczywiście, że tak, bo to jednak w teorii nic nieznacząca piosenka. W takim razie, dlaczego wciąż ją śpiewamy, znając doskonale cały tekst na pamięć?

EMILIA GÓRAJ