Obecność 3: Na rozkaz diabła – recenzja

Osiem lat od premiery pierwszej części, po sequelu, trzech częściach Annabelle, Zakonnicy i Topielisku. 11 czerwca do kin trafiła Obecność 3: Na rozkaz diabła. Tym razem za kamerą flagowego projektu uniwersum nie stanął James Wan, a odpowiedzialny już wcześniej za Topielisko Michael Chaves.

Obecność 3
źródło: primenews.pl

Kultowa Obecność?

Można przyznać, że projekt zapoczątkowany w 2013 roku zyskał już miano kultowego wśród fanów najnowszego kina grozy. Czerpiący z historii sławnych demonologów Eda i Lorraine Warrenów wystraszył już miliony widzów z całego świata. Wiele horrorów nie zostaje dobrze przyjętych przez krytyków filmowych, a doceniają je głównie entuzjaści strachu. Zdarzają się jednak produkcje, których krytyka wypada bardzo pozytywnie i właśnie tak na portalach filmowych prezentują się dwie pierwsze części Obecności.

Wizja Chavesa

Na rozkaz diabła już od początku nieco odbiega od swoich poprzedników. Nie ma tu konkretnej demonicznej siły, która czyni życie głównych bohaterów koszmarem. Z jednej strony jest to wielki plus, a z drugiej ogromne wyzwanie. Już w pierwszych scenach mamy do czynienia z opętaniem i egzorcyzmem małego chłopca. Brzmi banalnie i schematycznie, ale wszystko zmienia się, kiedy inny z bohaterów zaprasza demona do swojego ciała. Okazuje się, że tym razem tajemnica nie jest tak prosta, a główne skrzypce odgrywa tu kult szatana. Ed i Lorraine przybierają przy okazji postać detektywów i zmuszeni są udowodnić istnienie nadprzyrodzonych sił nie tylko przed Kościołem, ale i przed sądem. W obrazie Chavesa występuje nieco luk fabularnych, a niektóre jej elementy są aż przekoloryzowane. Tu przykładowo wątek początków miłości Warrenów, która odgrywa tu dość ważną rolę, ale wypada momentami wręcz kiczowato.

Obecność 3
źródło: gram.pl

Obecność klimatu

Nie jest to poziom, do którego przyzwyczaił nas James Wan, jednak ogólny odbiór filmu jest całkiem przyjemny. Niedociągnięcia na tle fabuły nadrabiane są grą świateł i scenografii, które w parze tworzą przyjemny dla oka mroczny klimat. Obraz wzbogacają sceny łączące przeszłość z teraźniejszością i akcję dziejącą się w kilku miejscach naraz. Nieoderwalnym plusem jest jednak obecność duetu Wilson-Farmiga, bez którego uniwersum nie byłoby na takim poziomie. Smuci jednak fakt, że wątek o tak dużym potencjale jak wprowadzenie dotychczasowej działalności demonologów na grunt sądowy i powiązanie go z racjonalnym podejściem prawa został nie do końca wykorzystany. Zakończenie filmu też nie wywarło takiego wrażenia jak można było oczekiwać. Michael Chaves to z pewnością dobrze zapowiadający się twórca kina grozy. Odnoszę jednak wrażenie, że starał się tu grać bezpiecznie i nie wyczerpał pełni swoich możliwości.

Czy warto?

Słowem podsumowania, Obecność 3: Na rozkaz diabła wpasowuje się w dość już obszerne uniwersum, nie oczekujcie jednak po nim fajerwerków i nieprzespanych nocy. Jeśli lubicie oglądać horrory dla samego klimatu lub chemii głównych bohaterów, śmiało zagrzejcie sobie miejsce w kinie. Jeśli wolicie pełne napięcia historie, które długo nie pozwolą wam spać spokojnie, może warto sobie odpuścić.