„Konkurs Wsadów” – magia latania w NBA

Już za niespełna 2 tygodnie obędzie się All-Star Weekend w NBA. 3-dniowy okres, kiedy wszyscy fani koszykówki nieco bardziej zrelaksują się i zobaczą największe gwiazdy świata, które odpuszczają rywalizację i czerpią więcej zabawy z ich ukochanego sportu. Tegoroczna edycja Weekendu Gwiazd odbędzie się w Los Angeles na najnowszym obiekcie Los Angeles Clippers. Niestety trzeba powiedzieć sobie wprost, że ostatnie lata organizowania tego wielkiego wydarzenia nie należały do najlepszych. Zainteresowanie na trybunach, w telewizji, czy platformach streamingowych jest dużo niższe, niż miało to miejsce przed kilkoma laty. Powodów jest kilka: wyczerpująca się formuła, szukanie nowych i niekoniecznie trafnych pomysłów, a przede wszystkim zawodnicy zwyczajnie przestają traktować ten weekend na poważnie. Widać to poprzez ich grę, czy brak zaangażowania w meczu.

Warto też wiedzieć, że poza główną atrakcją, jaką jest Mecz Gwiazd, NBA organizuje w trakcie weekendu też inne konkurencje, a jedną z nich jest właśnie Konkurs Wsadów. Jak zaczęła się jego historia? Czy zawodnik mierzący zaledwie 168 centymetrów może uczestniczyć w takim konkursie i nawet go wygrać? Kto popisał się legendarnymi występami, które fani koszykówki pamiętają do dziś? Wszystkiego dowiecie się w poniższym artykule!

źródło: skysports.com

Początki w… ABA?

Nie ma tu żadnego błędu. W latach 60. i 70. istniała druga, konkurencyjna dla NBA liga koszykówki w Stanach Zjednoczonych, zwana właśnie ABA (American Basketball Association). Liga ta była bardziej otwarta na implementację nowych rozwiązań podczas meczów. Jedną z nich było, chociażby dodanie linii rzutu za 3 punkty, której w NBA nie było aż do 1979 roku! W ABA również nie brakowało wielu gwiazd, które stanowiły o sile tej ligi. Julius Erving, George Gervin czy Moses Malone to tylko garstka graczy, którzy na stałe zapisali się w historii.

Ważnym elementem sezonu, tak jak w NBA, był Weekend Gwiazd. Jednak w tej pierwszej to wydarzenie było traktowane jako prestiżowe, eleganckie i miało prezentować koszykówkę i koszykarzy na najwyższym możliwym poziomie. Tymczasem w ABA postawili na zabawę i zachęcenie widzów nieco innym formatem. Jednym z pomysłów było zorganizowanie Konkursu Wsadów, a jego pierwsza edycja odbyła się w 1976 roku. W konkursie wzięli udział: Julius Erving, Artis Gilmore, David Thompson, Larry Kenon oraz George Gervin.

Zwycięzcą pierwszego w historii konkursu został Erving, który popisał się spektakularnymi wsadami. W jednym z nich oderwał się od ziemi już na wysokości linii rzutów wolnych! Zresztą, sami zobaczcie:

Rok później NBA i ABA połączyły się w jedną ligę i przeprowadzono jeszcze jeden konkurs. Na kolejny świat musiał poczekać do 1984 roku.

Wielki wyczyn małego człowieka

Przenosimy się do roku 1986, konkretnie do Dallas, gdzie odbywa się właśnie kolejna edycja Konkursu Wsadów. Do pojedynku, który wskaże, kto najbardziej porwie jury i kibiców swoimi wsadami do kosza, staje 8 uczestników. Jest tam choćby Jerome Kersey, Paul Pressey, czy Dominique Wilkins, znany jako The Human Highlight Film. Przydomek gracza Atlanty Hawks wziął się z tego, że swoim atletyzmem i fenomenalnymi wsadami podczas meczów rozkochał w sobie fanów drużyny ze stanu Georgia.

źródło: si.com

Był jednak jeszcze jeden gracz Hawks tamtego wieczoru, Spud Webb. Pierwszoroczniak, który dopiero co poznawał ligę i zaczynał swoją przygodę w NBA. Wyróżniało go jednak jedno – wzrost. Webb był rozgrywającym, który mierzył zaledwie 168 cm! Jednak przy tym wzroście dysponował także niesamowitym wyskokiem, który był szacowany na niemal 120 cm z pozycji stojącej. I właśnie dzięki temu zszokował cały koszykarski świat.

By dodać tej historii jeszcze więcej uroku, to Webb wygrał konkurs pokonując… Dominique’a Wilkinsa, swojego kolegę z zespołu oraz zawodnika, który bronił tytuł sprzed roku. Po dziś dzień rozgrywający z Atlanty jest najniższym graczem w historii, który wygrał konkurs wsadów. I wydaje się, że ten wyczyn już nigdy nie zostanie przebity. Najbliżej dokonania tego był Nate Robinson, który wygrywając Konkurs Wsadów w 2006, mierzył „aż” 175 cm.

Na zdjęciu: Spud Webb w roli przeszkody oraz Nate Robinson szybujący z piłką w stronę obręczy, źródło: bleacherreport.com

„It’s over, It’s over”

Takie słowa wypowiedział do kamery Vince Carter po jednym ze swoich wsadów, dając do zrozumienia wszystkim, że ta konkurencja nie ma z nim najmniejszych szans. Zacznijmy jednak od początku.

Żeby zrozumieć całą tę sytuację, musimy przenieść się do 2000 roku. „Y2K Bug” nie spowodował końca świata, Polska była pełnoprawnym członkiem NATO, świat wchodził w nowe millenium, a w Oakland odbywał się All-Star Weekend. I tu przychodzi postać Vince’a Cartera, zwanego także przez fanów „Air Canada”. Dlaczego taki przydomek? Cartera na początku kariery w NBA wyróżniały dwie rzeczy: reprezentował barwy Toronto Raptors, jednego z dwóch kanadyjskich zespołów w lidze oraz fakt, że Vince potrafił dosłownie latać z piłką, niezależnie czy przed nim stał obrońca, czy pusty kosz.

Doskonałym tego przykładem niech będzie wydarzenie podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich, które wydarzyły się kilka miesięcy później po legendarnym występie Cartera w Oakland. W trakcie meczu pomiędzy USA a Francją „Vinsanity” zdołał przechwycić piłkę, nabrał rozbiegu i dosłownie PRZESKOCZYŁ nad francuskim środkowym Frédérickiem Weisem, który mierzył ponad 212 cm. Cała ta akcja znana jest jako „Le dunk de la mort”, czyli „Wsad śmierci”.

źródło: nydailynews.com

Wracając jednak do Konkursu Wsadów, oprócz Cartera brali tam także udział Jerry Stackhouse, Steve Francis oraz Tracy McGrady. Co ciekawe, prywatnie Vince i „T-Mac” są kuzynami. I tę więź było widać podczas konkursu, bo przy próbach obydwaj panowie bardzo się wspierali, a nawet uczestniczyli jako pomocnicy poprzez podrzucenie piłki w odpowiednim momencie. Jednak pierwszy wsad Vince’a Cartera, dobitnie pokazał, że skradnie tamtego dnia show.

Legendarny wyczyn

Amerykanin ruszył lewą stroną kosza, rozpędził się, wykonał obrót w powietrzu o 360 stopni i z impetem zapakował piłkę do kosza ku uciesze i szaleństwie kibiców na trybunach oraz gwiazd siedzących bliżej parkietu (wybitne są tu reakcje Shaquille’a O’Neala czy Dikembe Mutombo). Najlepsze, że to dopiero był początek.

W finałowej rundzie, po wyeliminowaniu 3 z 6 uczestników, pozostali McGrady, Francis oraz właśnie Carter. Widać było, że żaden z zawodników zrobi wszystko, aby wygrać tę nagrodę. Tracy wykonał swój wsad jako pierwszy i otrzymał od sędziów złożonych z byłych graczy i dziennikarzy maksymalną ilość punktów, czyli 50. Steve Francis, który radził sobie wyjątkowo dobrze, tym razem spudłował i nie otrzymał żadnego wyniku. A Carter? Carter zrobił to, co potrafi robić najlepiej.

To właśnie po tym wsadzie wypowiedział te słynne słowa wprost do kamery: „It’s over, It’s over”. Cała arena dosłownie eksplodowała z ekscytacji. Nikt nie miał złudzeń, kto dziś zgarnie statuetkę do domu. Rzecz w tym, że każdy z zawodników miał jeszcze jedną próbę.

Zakończenie z przytupem

Vince miał jeszcze jednego asa w rękawie. Asa, który sprawi, że wszyscy na trybunach zamilkną, a Kenny Smith powie wprost, że potrzebuje „timeout’u”.

źródło: usatoday.com

Tak, dobrze widzicie. „Air Canada” właśnie włożył do kosza całe swoje przedramię. Zeskakując z powrotem na parkiet, nie odezwał się ani słowem, jakby to był zwykły dzień i robił to każdego dnia (kto wie, może faktycznie tak było). Oczywiście nagroda za wygranie Konkursu Wsadów trafiła do Cartera, ale co ciekawe, to jedyne takie wyróżnienie w jego karierze.

Według wielu, najlepszy w historii

Zostańmy w temacie Kanady, bo przeniesiemy się teraz do Toronto, gdzie w 2016 roku odbył się prawdopodobnie najbardziej wyrównany i w opinii wielu fanów, ekspertów czy komentatorów najlepszy Konkurs Wsadów od początków jego istnienia.

Dziś, w 2026 dużo mówi się o tym, że ten rok to „nowy 2016”. Z tej okazji świat ogarnęła fala nostalgii. Teraz ludzie wrzucają swoje stare zdjęcia, czy filmy, kiedy byli o 10 lat młodsi, czy zwyczajnie wspominają wydarzenia z tamtego okresu. A w 2016 w NBA działo się mnóstwo rzeczy:

  • Kobe Bryant rozegrał swój ostatni, 20 sezon na parkietach najlepszej ligi świata.
  • W tym roku swoje kariery skończyli również Tim Duncan oraz Kevin Garnett, prawdopodobnie dwóch najlepszych silnych skrzydłowych w latach 2000.
  • Golden State Warriors pobili rekord Chicago Bulls z 1996 roku, wygrywając aż 73 mecze w sezonie zasadniczym.
  • Stephen Curry został pierwszym (i jedynym do tej pory) jednogłośnie wybranym MVP sezonu.
  • No i wreszcie – ikoniczny finał NBA pomiędzy Golden State Warriors a Cleveland Cavaliers, zakończony zwycięstwem Cavs 4:3, a LeBron James wypełnił obietnicę dla swojego klubu, któremu obiecał zdobyć tytuł mistrzowski.
źródło: usatoday.com

Wśród wydarzeń z tego sezonu, znajdziemy też właśnie Konkurs Wsadów. Do rywalizacji przystąpiło 4 graczy, ale wyjątkowo skupimy się tylko na dwóch z nich. Mowa tu o Aaronie Gordonie oraz o Zachu LaVinie.

Starcie tytanów

źródło: gq.com

Tych panów łączyło wiele. Obaj zostali wybrani w drafcie z 2014 roku (Gordon z 4. wyborem, LaVine z 13.), obaj grali w zespołach, które nie biły się o najwyższe cele (przynajmniej na tamten moment) i obaj cechowali się ogromnym atletyzmem i skocznością. Dlatego nie jest niczym nadzwyczajnym, że postanowili wziąć udział w tym konkursie. Ba, Zach był obrońcą tytułu, bo już jako pierwszoroczniak wziął w nim udział i zdominował konkurencję. Teraz, miał przed sobą o wiele poważniejszego rywala, który tak samo, jak gracz Minnesoty Timberwolves, pragnął wprawić publikę i sędziów w osłupienie. I co tu dużo mówić – panowie zgotowali wszystkim prawdziwe show przez wielkie „S”.

Żeby lepiej zrozumieć, na jak wysokim poziomie stały wsady, to warto wspomnieć, jak wygląda formuła konkursu. Każdy z uczestników w finałowej rundzie miał dwie próby. Po pierwszym wsadzie następowała zmiana uczestnika i tak do ukończenia obydwu prób. Przy każdej z nich zawodnik może zdobyć do 50 punktów za wsad (w jury jest 5 sędziów, którzy dają noty od 1 do 10). W większości przypadków te dwie próby w zupełności wystarczą, aby wyłonić zwycięzcę. W 2016 roku Aaron Gordon i Zach LaVine wykonali aż 8 wsadów. 4 wsady od jednego zawodnika i 4 wsady od drugiego. To obrazuje, jak zacięta była ta walka i na jakie wyżyny kreatywności wspięli się obydwaj gracze.

źródło: espn.com

Za słaby czy niesprawiedliwie oceniony? 

Finalnie obrońca T-Wolves obronił miano najlepszego „dunkera”, chociaż do dnia dzisiejszego pojawiają się głosy, że to właśnie Gordon bardziej zasłużył na miano zwycięzcy konkursu. Wielu uważa, że to właśnie jego wsady były bardziej spektakularne i wymagały o wiele większej precyzji i umiejętności.

źródło: bleacherreport.com

Obecny skrzydłowy Denver Nuggets jeszcze dwukrotnie brał udział w Konkursie Wsadów, lecz nigdy nie zabrał statuetki ze sobą do domu. I to także owiane zostanie kontrowersjami. Chodzi tu o rok 2020, gdzie ponownie opinia publiczna zgodziła się, że Aaron powinien wygrać z Derrickiem Jonesem Juniorem, a werdykt Dwayne’a Wade’a, który przy ostatnim wsadzie Gordona wręczył mu „zaledwie” notę w wysokości 8, to dla wielu skandaliczna decyzja.

Jak jest teraz? 

Ostatnie lata, jak już zostało to wspomniane, są dalekie od ideału. Zainteresowanie drastycznie spada, nie tylko wśród fanów, ale także wśród samych zawodników. W 2021 roku na Konkurs Wsadów zgłosiło się… 3 zawodników. Dwóch z nich rozgrywało swój pierwszy sezon w NBA. Zainteresowanie tą formuła to jednak nie jest jedyny problem. Jest nim także jakość tego konkursu. Obecnie na przystąpienie do tej rywalizacji decydują się głównie bardzo mało znani gracze, którzy znani są w swoich drużynach tylko przez swoje umiejętności wsadów. Wymownym faktem jest to, że od 3 lat tytułu broni Mac McClung, czyli gość który… nie jest nawet zawodnikiem NBA. Co prawda występował on w G-League (jest to liga rezerw drużyn z NBA), ale to nijak ma się do poziomu, który da się zauważyć w głównych drużynach. 

Obecnie poznaliśmy trzech uczestników tegorocznego Konkursu Wsadów. Są nimi Carter Bryant z San Antonio Spurs, Jaxson Hayes z Los Angeles Lakers i zdecydowanie największe nazwisko wśród wymienionych, czyli Jalen Duren z Detroit Pistons. Ten ostatni poza konkursem, weźmie po raz pierwszy udział w Meczu Gwiazd. Zdecydowanie nie jest to wybitna kombinacja nazwisk, a już na pewno nie tak rozpoznawalna jak przed laty.

Ostatnia deska ratunku?

Na ratunek jednak mogą przyjść bohaterowie z przeszłości. Przed rokiem, tuż po Konkursie Wsadów, Ja Morant, zawodnik Memphis Grizzlies postanowił wywołać do tablicy właśnie Gordona i LaVine’a, publikując na mediach społecznościowych ten wpis:

https://twitter.com/jamorant/status/1890965043870650564?s=46

Efekt? Obaj panowie bardzo szybko odpowiedzieli na wezwanie, sugerując, że być może zobaczymy ich legendarny pojedynek po raz kolejny. Fani z pewnością nie obraziliby się i daliby się pokroić za występ podobnego kalibru jak ten sprzed 10 lat.

https://twitter.com/zachlavine/status/1891206088038502645?s=46

Na koniec zostawiamy was z jeszcze jednym materiałem, który warto obejrzeć. NBA na swoim oficjalnym kanale YouTube opublikowało film, gdzie możecie zobaczyć wszystkie wsady w historii konkursu, które zostały ocenione na „maksa”. Polecam obejrzeć, bo jest to kawał historii i prawdziwa sztuka unoszenia się w powietrzu z piłką. Co wsad, to ciekawszy i wywołujący coraz większe wrażenie.

Piotr Stachura

***

Po więcej ciekawych tekstów ze świata sportu zapraszamy tutaj -> Planeta Sportu