
Miałem prawo zapytać, arcybiskup miał prawo odmówić odpowiedzi. Nie spodziewałem się jednak, że próba zadania pytania o Osiedle Maltańskie zakończy się interwencją ochrony, żądaniem usunięcia zdjęć i słowami „Młody człowiek się uczy”. Mam 16 lat i jestem dziennikarzem Radia Meteor. Sobotnie wydarzenia były dla mnie trudną lekcją, ale nie przekonały mnie, że powinienem przestać zadawać niewygodne pytania.
Mam 16 lat, uczę się w jednym z poznańskich liceów i jestem dziennikarzem Radia Meteor. Od marca zajmuję się sprawą Osiedla Maltańskiego w Poznaniu. W sobotę chciałem zadać arcybiskupowi Zbigniewowi Zielińskiemu pytanie dotyczące tej sprawy. Nie oczekiwałem, że odpowie. Wiedziałem, że może odmówić i miał do tego pełne prawo. Nie spodziewałem się jednak, że kilka sekund rozmowy zakończy się interwencją ochrony, żądaniem usunięcia zdjęć i słowami, które do dziś próbuję zrozumieć.
W sobotę, 24 października, o godzinie 17.36, na 24 minuty przed rozpoczęciem I Gali Wręczenia Nagrody im. Kardynała Augusta Hlonda, byliśmy przed wejściem do Auli Nova Akademii Muzycznej w Poznaniu. Mieliśmy akredytację, o którą wystąpiliśmy 20 października, zgodnie z prośbą rzecznika archidiecezji poznańskiej, ks. Macieja Szczepaniaka. Trzy dni później otrzymaliśmy pozytywną odpowiedź.
Nie przyszliśmy na galę po to, żeby zakłócać uroczystość. Wiedzieliśmy jednak, że może pojawić się na niej arcybiskup, z którym od dłuższego czasu trudno przeprowadzić rozmowę dotyczącą Osiedla Maltańskiego.
Rzecznik archidiecezji wiedział, że zajmujemy się tą sprawą. Już w marcu opublikowaliśmy materiał „Osiedle Maltańskie bez tajemnic. Konflikt, który podzielił Poznań”, w którym przedstawiliśmy stanowiska obu stron sporu. Rozmawialiśmy z mieszkańcami, osobami zaangażowanymi w sprawę oraz radnymi różnych ugrupowań politycznych. Nie interesuje nas wyłącznie jedna perspektywa. Staramy się przedstawiać wszystkie istotne stanowiska i docierać do informacji, które pozwolą odbiorcom samodzielnie ocenić sytuację.
Czy naprawdę pomyliłem miejsca?
Przed rozpoczęciem uroczystości obserwowałem osoby wchodzące do sali. Wypatrywałem arcybiskupa Zbigniewa Zielińskiego. Wyciągnąłem mikrofon z kostką, na której widniało logo Radia Meteor. To samo zrobił obecny na miejscu Julian Kozanecki, reporter publicznego Radia Poznań.
W pewnym momencie podszedł do nas pracownik ochrony i zapytał, czy zamierzamy kogoś pytać. Odpowiedział mu jedynie reporter Radia Poznań.

Po chwili dostrzegłem arcybiskupa. Wspólnie z Julianem Kozaneckim poprosiliśmy go o krótką rozmowę na uboczu. Zgodził się. Wyszliśmy drugim wejściem z sali i zatrzymaliśmy się na korytarzu. Włączyłem nagrywanie telefonem. Za naszymi plecami znajdowali się dwaj pracownicy ochrony oraz fotoreporterka Radia Meteor, Hanna Adamczyk.
Rozmowę rozpoczął reporter Radia Poznań. Przez około dwie minuty zadawał pytania dotyczące uroczystości, na które arcybiskup odpowiadał. Dopiero kiedy zakończył wywiad, postanowiłem zapytać o Osiedle Maltańskie.
– Księże arcybiskupie, chciałbym zapytać o Osiedle Maltańskie. Są wyniki śledztwa… – rozpocząłem.
– Pomylił pan miejsca. Pomylił pan miejsca – odpowiedział abp Zbigniew Zieliński.
Czy rzeczywiście pomyliłem miejsca?
Rozumiem, że gala nie dotyczyła Osiedla Maltańskiego. Rozumiem również, że arcybiskup uczestniczył w niej w określonym celu. Nie zmienia to jednak faktu, że dziennikarze bardzo często wykorzystują publiczne wydarzenia, aby zadać pytania osobom, z którymi trudno skontaktować się w innych okolicznościach.
Tak wygląda codzienna praktyka dziennikarska. Nie każde pytanie musi dotyczyć wydarzenia, na którym spotykamy rozmówcę.
Co więcej, nie przerwałem uroczystości ani wystąpienia arcybiskupa. Zaczekałem, aż zakończy rozmowę z reporterem Radia Poznań. Znajdowaliśmy się na korytarzu, poza salą, w której miała rozpocząć się gala.
Arcybiskup miał prawo powiedzieć, że nie chce rozmawiać o tej sprawie. Mógł również zaproponować inny termin. Zamiast tego usłyszałem, że pomyliłem miejsca. Przyjąłem jego odmowę, choć trudno mi zgodzić się z uzasadnieniem, że samo miejsce czyniło pytanie niewłaściwym.
„Młody człowiek się uczy”
Najbardziej zastanowiły mnie słowa, które padły chwilę później.
Kiedy arcybiskup odchodził, dwóch pracowników ochrony zagrodziło nam drogę. Jeden z nich opuścił mój telefon, którym nagrywałem zdarzenie. Później tłumaczył, że nie chciał, aby jego wizerunek był widoczny na nagraniu. Nie wskazał jednak podstawy prawnej, która uprawniałaby go do takiej ingerencji.
Zastanawia mnie, na jakiej podstawie pracownik ochrony uznał, że może ingerować w sposób rejestrowania przeze mnie zdarzenia. Sam fakt, że nie chciał znaleźć się na nagraniu, nie oznacza przecież automatycznie prawa do fizycznego opuszczania telefonu trzymanego przez dziennikarza.
– Dzisiaj nie ma rozmowy na ten temat. To nie jest to miejsce, aby rozmawiać o tym. Inny dzień, okej? – powiedział jeden z ochroniarzy.
Wówczas usłyszałem jeszcze jedno zdanie, tym razem wypowiedziane przez arcybiskupa do pracowników ochrony.
– Młody człowiek się uczy – powiedział.

Nie wiem, co dokładnie arcybiskup miał na myśli. Być może chciał w ten sposób skomentować moje zachowanie. Być może chodziło mu o brak doświadczenia. Nie zamierzam przypisywać mu intencji, których nie potrafię udowodnić.
Wiem jednak, jak odebrałem te słowa.
Tak, jestem młodym człowiekiem. Tak, nadal się uczę. Uczę się nie tylko w liceum, ale również każdego dnia w redakcji, podczas rozmów z mieszkańcami, urzędnikami, samorządowcami i przedstawicielami różnych instytucji.
Czy to oznacza, że moje pytania są mniej ważne? Czy wiek dziennikarza powinien decydować o tym, czy zasługuje na poważne potraktowanie?
Moim zdaniem nie.
Nie twierdzę, że mam takie samo doświadczenie jak dziennikarze, którzy pracują w zawodzie od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Mam świadomość, że wiele muszę się jeszcze nauczyć. Ale właśnie dlatego wykonuję tę pracę, zdobywam doświadczenie i staram się przestrzegać standardów dziennikarskich.
Jeżeli popełniłem błąd, chciałbym wiedzieć jaki. Samo zadanie pytania o sprawę, którą od miesięcy relacjonuję, nie wydaje mi się jednak takim błędem.
Co więcej, chciałbym, aby doświadczenie zawodowe zdobywało się poprzez rozmowy, obserwację i możliwość popełniania błędów, a nie poprzez przekonanie, że młody dziennikarz powinien wiedzieć, kiedy lepiej milczeć.
Ochrona, która miała wiedzieć, o co nie pytać
O ile odmowa arcybiskupa nie była dla mnie zaskoczeniem, o tyle późniejsze zachowanie ochrony pozostawiło znacznie więcej pytań.
Po odejściu arcybiskupa drzwi oddzielające korytarz od sali zostały zamknięte. Osoby znajdujące się wewnątrz nie mogły więc obserwować dalszego przebiegu zdarzenia.
W pewnym momencie zapytałem ochroniarzy, kiedy w takim razie będzie odpowiedni czas i miejsce na zadanie pytań dotyczących Osiedla Maltańskiego.
– Zostaliśmy poproszeni o to, aby nie było pytań o Osiedle Maltańskie. My tylko wykonujemy swoje obowiązki, proszę to uszanować – odpowiedzieli.

To bardzo istotne słowa.
Skoro pracownicy ochrony twierdzili, że zostali poproszeni o niedopuszczanie do pytań dotyczących konkretnej sprawy, naturalnie pojawia się pytanie: kto miał wydać taką dyspozycję?
Pierwsza na myśl przyszła mi archidiecezja poznańska. Swoje przypuszczenie wypowiedziałem na głos w obecności pracowników ochrony. Nie otrzymałem jednak żadnej odpowiedzi ani potwierdzenia, ani zaprzeczenia. Do dziś nie wiem więc, kto miał przekazać ochroniarzom takie polecenie i czy rzeczywiście zostało ono wydane, czy może była to jedynie osobista interpretacja sytuacji przez samych pracowników ochrony.
Póżniej organizatorzy gali zaprzeczyli, aby ktokolwiek z ich przedstawicieli wydawał podobne polecenia.
Nie przesądzam, kto odpowiada za tę rozbieżność. Uważam jednak, że wymaga ona wyjaśnienia. Nie chodzi przecież o zwykłe wskazanie drogi czy zapewnienie porządku podczas uroczystości, lecz o deklarowane ograniczanie możliwości zadawania pytań dotyczących określonego tematu.
Tym bardziej zastanawiające jest to, że jeden z ochroniarzy zwrócił się później również do Juliana Kozaneckiego z prośbą, aby nie pytał o Osiedle Maltańskie. Reporter Radia Poznań nie zadawał przecież takich pytań. Przyszedł relacjonować galę i właśnie to robił.

Z całego zajścia zachował się również około ośmiosekundowy fragment nagrania. Oglądałem go wielokrotnie, próbując dokładnie przeanalizować przebieg interwencji. Poprosiłem o opinię także innych dziennikarzy naszej redakcji. Na nagraniu widać pracownika ochrony w garniturze, ze smyczą oznaczoną logo firmy Hunters.
Wciąż nie rozumiem, dlaczego ochrona, której zadaniem było zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom gali, miała zajmować się tym, jakie pytania zamierzają zadawać akredytowani dziennikarze.
Dlaczego usunęliśmy zdjęcia?
Kolejnym momentem, którego nie zapomnę, było żądanie usunięcia fotografii wykonanych przez Hannę Adamczyk, fotoreporterkę Radia Meteor.
Pracownicy ochrony mieli zastrzeżenia do zdjęć i zażądali ich skasowania. Nie wskazali nam przy tym podstawy prawnej. Usłyszeliśmy natomiast, że w przeciwnym razie możemy zostać wyproszeni z wydarzenia.
Byliśmy w trudnej sytuacji. Naprzeciwko nas stało dwóch dorosłych pracowników ochrony. Nie wiedzieliśmy, jak daleko może posunąć się interwencja, i obawialiśmy się jej eskalacji.

Nie twierdzę, że ochroniarze zamierzali użyć wobec nas siły, ponieważ nie mam na to dowodów. Opisuję jedynie to, co w tamtym momencie czuliśmy.
Hanna usunęła zdjęcia, które później udało się odzyskać.
W dyskusji na antenie Radia Poznań dziennikarz TVP Tomasz Małecki odniósł się do naszego zachowania.
– Dla mnie to jest skandal. To jest brak doświadczenia tych młodych dziennikarzy, no ja bym nie usunął tych zdjęć, nikt by nie usunął tych zdjęć, no ale my przepracowaliśmy kilka czy kilkadziesiąt lat w mediach, więc wiemy, jakie mamy prawa i jakbyśmy się zachowali – komentował.
Rozumiem ten argument. Być może za kilka czy kilkanaście lat również zareagowałbym inaczej.
Ale czy naprawdę od młodego dziennikarza można wymagać, aby w ciągu kilku sekund, pod presją dwóch ochroniarzy, podjął taką samą decyzję jak reporter z wieloletnim doświadczeniem?
Nie uważam, że usunięcie zdjęć było właściwym rozwiązaniem. Uważam jednak, że należy uwzględnić okoliczności, w których ta decyzja zapadła.
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że zabrakło nam doświadczenia w reagowaniu na podobne sytuacje. Nie zabrakło nam jednak świadomości, że wykonywaliśmy swoją pracę.
Najważniejsze pytanie brzmi dla mnie inaczej: dlaczego w ogóle postawiono nas przed koniecznością podjęcia takiej decyzji?
Akredytacja nie jest tylko formalnością
W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Krzysztof Chmura, dyrektor ds. rozwoju rynku firmy ochroniarskiej, zwrócił uwagę na brak widocznych legitymacji prasowych.
Zastanawia mnie znaczenie tego argumentu.
Wystąpiliśmy o akredytację zgodnie z procedurą wskazaną przez rzecznika archidiecezji. Otrzymaliśmy zgodę na udział w wydarzeniu. Nikt z organizatorów nie poprosił nas o okazanie legitymacji prasowej.
Co więcej, posługiwaliśmy się mikrofonem z widocznym logo redakcji. Nie ukrywaliśmy, że jesteśmy dziennikarzami. Nie próbowaliśmy również uzyskać dostępu do wydarzenia bez zgody organizatorów.
Oczywiście sama akredytacja nie daje dziennikarzowi nieograniczonych uprawnień. Nie oznacza również, że każda osoba obecna na wydarzeniu musi udzielić wywiadu. Potwierdza jednak, że nasz udział w gali był wcześniej zgłoszony i zaakceptowany.
Chmura przekazał także „Wyborczej”:
– Według naszych informacji arcybiskup został zaczepiony przez wspomniane osoby, odszedł nie udzielając im wywiadu. Sytuacja nie wymagała interwencji pracowników ochrony – powiedział
Nie zgadzam się z określeniem „zaczepiony”, jeśli ma ono sugerować nieproszoną czy przypadkową konfrontację.
Arcybiskup został poproszony o rozmowę i zgodził się na nią. Wspólnie przeszliśmy w spokojniejsze miejsce, a następnie przez około dwie minuty odpowiadał na pytania dotyczące gali. Dopiero później padło moje pytanie.
Nie była to sytuacja, w której bez zapowiedzi wtargnęliśmy w czyjąś prywatną rozmowę.
Jeszcze bardziej zastanawia mnie druga część wypowiedzi przedstawiciela firmy. Skoro sytuacja nie wymagała interwencji ochrony, to dlaczego do niej doszło? Dlaczego zagrodzono nam drogę, przekazywano informacje o zakazie zadawania pytań dotyczących Osiedla Maltańskiego i żądano usunięcia fotografii?
Kto wyjaśni rozbieżności?
Po wydarzeniu zwróciliśmy się z pytaniami do rzecznika archidiecezji poznańskiej, który wcześniej zbierał potwierdzenia akredytacyjne. Pytania zostały przekazane organizatorom gali. Otrzymaliśmy odpowiedź bez wskazania konkretnej osoby, która ją przygotowała.
– Żaden przedstawiciel organizatorów nie wydawał poleceń, aby podczas I Gali Nagrody im. Kardynała Hlonda nie zadawano pytań dotyczących Osiedla Maltańskiego lub innych spraw. Gala nie miała charakteru konferencji prasowej – napisali organizatorzy.
W dalszej części odnieśli się również do zachowania ochrony.
– Żaden przedstawiciel organizatorów nie wydawał też poleceń ochronie dotyczących przerywania jakichkolwiek rozmów, w tym z abp. Zbigniewem Zielińskim. Nie występował również o usuwanie zdjęć przez fotoreporterów ani o wyproszenie jakichkolwiek dziennikarzy. W gali uczestniczyło ponad 450 osób, dlatego zapewnienie bezpieczeństwa, utrzymanie porządku i sprawny przebieg uroczystości były przedsięwzięciem na dużą skalę. W ich realizacji brała udział zewnętrzna firma ochroniarska, wobec której nikt nie zgłosił organizatorom żadnej skargi – dodali.

Nie kwestionuję potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa tak dużemu wydarzeniu. Ochrona jest od tego, aby reagować na rzeczywiste zagrożenia i dbać o porządek.
Nie rozumiem jednak, dlaczego w ramach tych działań miałoby dochodzić do żądania usunięcia fotografii czy przekazywania dziennikarzom, jakich pytań nie powinni zadawać.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Organizatorzy podkreślili, że do momentu udzielenia odpowiedzi nie otrzymali żadnej skargi na działania pracowników ochrony.
Po otrzymaniu tego stanowiska kierownik Radia Meteor i wykładowca na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, Radosław Męczykalski, skierował taką skargę. Jej otrzymanie zostało potwierdzone, a w korespondencji pojawiły się dane Eweliny Goździewicz, członkini kapituły Nagrody im. Kardynała Augusta Hlonda.
Mam nadzieję, że sprawa zostanie wyjaśniona nie tylko poprzez wymianę oświadczeń, lecz także poprzez ustalenie, dlaczego relacja pracowników ochrony o otrzymanych poleceniach różni się od stanowiska organizatorów.
W mojej ocenie odpowiedź na to pytanie jest znacznie ważniejsza niż dyskusja o tym, czy gala była odpowiednim miejscem do zadania pytania o Osiedle Maltańskie.
Pytania, na które wciąż nie ma odpowiedzi
Sobotnie wydarzenie nie było pierwszą sytuacją, w której arcybiskup Zbigniew Zieliński nie podjął szerszej rozmowy z dziennikarzami o Osiedlu Maltańskim.
Wcześniej próbował rozmawiać z nim Krzysztof Polasik, dziennikarz Radia Poznań. Podczas rozmowy na żywo arcybiskup zapytał go, czy jest osobą wierzącą.
Mikołaj Woźniak z „Gazety Wyborczej” również próbował uzyskać komentarz arcybiskupa, między innymi podczas Marszu dla Życia. Wówczas odpowiedział pytaniem, co dziennikarz zrobiłby, gdyby ktoś wprowadził się na jego działkę.

Zastanawiam się, jaki związek z pytaniami o Osiedle Maltańskie ma osobista religijność dziennikarza. Czy odpowiedź na pytanie o sytuację mieszkańców powinna zależeć od tego, czy reporter jest osobą wierzącą i uczestniczy w praktykach religijnych?
Niedawno w Tulcach reporterka lokalnej telewizji WTK, Julia Zygmunt, próbowała uzyskać komentarz arcybiskupa dotyczący eksmisji na Osiedlu Maltańskim.
– Chciałem coś powiedzieć, ale teraz uruchomili się dziennikarze, wobec tego życzę wszystkim dobrej niedzieli – powiedział wówczas arcybiskup.
Po zakończeniu odpustu reporterka ponownie spróbowała zadać pytanie.
– Wyłącznie zachęcam, żebyście odwiedzali tych ludzi, którym udało się już pomóc. Życzę dobrych realizacji – odpowiedział abp Zieliński.
Warto zaznaczyć, że reporterka przygotowywała również materiał o mieszkance, która otrzymała mieszkanie w ramach porozumienia z kurią. Nie można więc sprowadzać jej pracy wyłącznie do poszukiwania krytycznych wypowiedzi.
Właśnie dlatego uważam, że rozmowa z arcybiskupem jest tak istotna. Osiedle Maltańskie to sprawa dotycząca konkretnych ludzi, ich domów i przyszłości. Istnieją różne stanowiska, a zadaniem dziennikarzy jest je przedstawiać, weryfikować i zadawać pytania również wtedy, gdy odpowiedzi mogą być niewygodne.
Nie twierdzę, że archidiecezja w ogóle nie przedstawia swojego stanowiska. Publikuje oświadczenia i komunikaty dotyczące Osiedla Maltańskiego. Problem polega jednak na tym, że przygotowane wcześniej stanowisko nie zawsze odpowiada na konkretne pytanie zadane przez dziennikarza.
Zwracaliśmy się również z propozycją przeprowadzenia autoryzowanego wywiadu w terminie dogodnym dla arcybiskupa. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi na tę propozycję.
W Radiu Meteor od marca staramy się przedstawiać różne perspektywy w tej sprawie. W pierwszych materiałach rozmawialiśmy z mieszkańcami, przedstawicielami stron sporu oraz radnymi reprezentującymi różne ugrupowania.
Nie oczekuję, że każda odpowiedź będzie zgodna z oczekiwaniami mieszkańców czy dziennikarzy. Oczekuję jedynie możliwości prowadzenia rzeczowej rozmowy.
Gdy sprawa trafiła do ogólnopolskich mediów
Sobotnie wydarzenie odbiło się szerokim echem w mediach. Jako pierwsza sprawę opisała „Gazeta Wyborcza”. Jest to o tyle istotne, że jednym z powodów, dla których chciałem zadać arcybiskupowi pytanie, były właśnie ustalenia dziennikarskiego śledztwa „Wyborczej” dotyczącego Osiedla Maltańskiego.
Dziennik ujawnił m.in. mechanizm dwóch transakcji przeprowadzonych tego samego dnia, najpierw pomiędzy parafią a archidiecezją, a następnie pomiędzy archidiecezją a deweloperem. Różnica pomiędzy kwotami obu transakcji wynosiła blisko 100 mln zł. Dziennikarze dotarli również do niepublikowanych wcześniej nagrań ze spotkań mieszkańców Osiedla Maltańskiego z przedstawicielami Kościoła. Ponadto ujawnili dokument określany jako „propozycja inwestorska”, z którego wynikało, że archidiecezja wnioskowała o zwiększenie dopuszczalnej intensywności zabudowy, co miało podnieść wartość nieruchomości.
Nagranie opublikowane przez Radio Meteor trafiło również do głównego wydania „Faktów” TVN. W materiale pokazano także środową rozbiórkę świetlicy na Osiedlu Maltańskim. Jako komentarz przedstawiciela Kościoła do sprawy przytoczono słowa arcybiskupa Zbigniewa Zielińskiego, które usłyszałem podczas próby zadania mu pytania: „Pomylił pan miejsca”.
O zdarzeniu dyskutowano także na antenie Radia Poznań.
– Poszedł, zadał pytania, które należało arcybiskupowi zadać, które my próbowaliśmy mu zadać bardzo długo, ale arcybiskup się z nami nie chciał spotkać i konsekwentnie odmawia rozmowy z „Gazetą Wyborczą” – mówił Mikołaj Woźniak, współautor publikacji dotyczących Osiedla Maltańskiego.
W dyskusji dziennikarz Radia Poznań Adam Michalkiewicz przypomniał, że gala nie była wydarzeniem związanym z Osiedlem Maltańskim.
– Ile razy chodzimy na wydarzenie czy konferencję i to jest normalna praktyka, że jeżeli jest osoba, która może wypowiedzieć się na inny temat, z którą się trudno skontaktować, to zadaje się to pytanie – odpowiadał Woźniak.
Dziennikarz „Gazety Wyborczej” określił również całe zdarzenie jako „absurdalną sytuację na tylu poziomach, że trudno ją tak szybko skomentować”.
Te słowa są dla mnie ważne nie dlatego, że oczekuję pochwał od bardziej doświadczonych dziennikarzy. Pokazują jednak, że zadawanie pytań przy okazji innych wydarzeń nie jest czymś niezwykłym.
W tej samej dyskusji Tomasz Małecki z TVP zwrócił uwagę na brak doświadczenia młodych dziennikarzy, szczególnie w kontekście usunięcia fotografii. Wypowiedział się również krytycznie o arcybiskupie, nawiązując do jego związków z abp. Sławojem Leszkiem Głódziem.
Nie wszystkie oceny wypowiedziane w medialnej dyskusji muszę podzielać. Nie chciałbym, aby sobotnie wydarzenie stało się pretekstem do personalnych ataków czy ocen niezwiązanych bezpośrednio z przebiegiem interwencji.
Dla mnie najważniejsze pozostaje pytanie, czy dziennikarz, niezależnie od wieku i doświadczenia, powinien obawiać się reakcji ochrony tylko dlatego, że chce poruszyć trudny temat.
Dziennikarze mają prawo zadawać pytania
Po wydarzeniu stanowisko przedstawiła również redakcja Radia Meteor.
– Rolą dziennikarzy jest zadawanie pytań, niezależnie od miejsca i czasu. Nikt nie powinien w to ingerować, niezależnie od tego, czy jest osobą postronną, czy też nie – podkreśliła Michalina Dobaczewska, redaktorka naczelna naszej redakcji.
W dalszej części oświadczenia zwróciła uwagę na znaczenie docierania do źródeł i wyjaśniania spraw wymagających odpowiedzi.
– Jeśli są sprawy, które wymagają wyjaśnienia, to właśnie dziennikarze mają dojść do źródła i do prawdy. Radio Meteor od prawie 15 lat szkoli młodych adeptów sztuki dziennikarskiej zgodnie z najwyższymi standardami i tych standardów właśnie dotrzymali nasi dziennikarze. Zadawać pytania trzeba, nawet trudne, chociaż oczywiście to od odpowiadającego zależy, czy na nie odpowie – dodała.
Uczymy się poprzez praktykę. Przeprowadzamy rozmowy, zbieramy informacje, weryfikujemy fakty i ponosimy odpowiedzialność za publikowane materiały.
Oczywiście doświadczenie ma znaczenie. Starsi dziennikarze często potrafią szybciej ocenić sytuację, znają swoje prawa i wiedzą, jak reagować pod presją. Nie oznacza to jednak, że młodszy reporter powinien ograniczać się wyłącznie do pytań, które nie wywołują kontrowersji.

Nie chcę, aby mój wiek był argumentem przemawiającym za tym, że powinienem być traktowany pobłażliwie. Ale nie chcę również, aby służył do podważania powagi zadawanych przeze mnie pytań.
Czego naprawdę nauczyła mnie sobota?
Wróćmy do słów, od których rozpoczęła się moja refleksja.
„Młody człowiek się uczy”.
Tak, uczę się. I sobotnie wydarzenie rzeczywiście było dla mnie lekcją.
Nauczyło mnie, że nawet posiadając akredytację i działając w dobrej wierze, mogę znaleźć się w sytuacji, na którą nie jestem przygotowany. Że nie zawsze wystarczy spokojnie zadać pytanie. Że czasami trzeba również wiedzieć, jak reagować na działania osób, które próbują ograniczyć możliwość wykonywania pracy dziennikarskiej.
Ale nie nauczyło mnie, że powinienem przestać pytać.
Arcybiskup miał prawo odmówić odpowiedzi. Ja miałem prawo zadać pytanie. Te dwie rzeczy nie muszą się wzajemnie wykluczać.
Nie zamierzam też przedstawiać sobotniego wydarzenia jako osobistego konfliktu z arcybiskupem. Nie o to chodzi. Sprawa jest znacznie szersza i dotyczy tego, jak traktowani są dziennikarze, szczególnie młodzi, kiedy próbują poruszać trudne tematy.
Chciałbym, aby z tej sytuacji wyniknęło coś więcej niż medialna dyskusja. Aby wyjaśniono zachowanie ochrony, a organizatorzy podobnych wydarzeń mieli świadomość, że obecność dziennikarzy nie ogranicza się wyłącznie do relacjonowania przygotowanego programu.
Nie uważam się za dziennikarza nieomylnego. Popełniam błędy i z pewnością jeszcze wiele razy je popełnię. Jestem gotów przyjmować uzasadnioną krytykę i wyciągać z niej wnioski.
Nie chciałbym jednak, aby lekcją dla młodych ludzi rozpoczynających pracę w mediach było przekonanie, że lepiej przemilczeć trudny temat, niż narazić się na nieprzyjemną reakcję.
Bo jeśli dziennikarz zacznie zastanawiać się nie nad tym, jakie pytanie powinien zadać, lecz nad tym, czy w ogóle wypada mu je zadać, to kto będzie pytał w imieniu tych, którzy sami nie mają takiej możliwości?
W sobotę nie otrzymałem odpowiedzi na pytanie o Osiedle Maltańskie. Otrzymałem za to lekcję, z której wyciągam jeden szczególnie ważny wniosek: doświadczenie zdobywa się również poprzez zadawanie pytań. Także tych, na które ktoś nie chce odpowiedzieć.
Po więcej tekstów ze świata informacji i publicystyki zapraszamy tutaj!