Dekadę temu Valve po raz pierwszy zaprezentowało Steam Machine, które z perspektywy czasu można ocenić jako komercyjną porażkę. Firma chce teraz wydać drugą edycję sprzętu i liczy, że przez zupełnie inne warunki rynkowe tym razem jej się powiedzie.

Dekadę temu Valve próbowało wejść na rynek sprzętu do grania, wydając pierwszą edycję Steam Machine. Urządzenie było odpowiedzią na niezadowolenie Windowsem 8, a także pecetowo-konsolową alternatywą dla sprzętu Sony i Microsoftu. Skończyło się na sprzedaży ledwo ponad pół miliona sztuk, co było wynikiem dużo poniżej oczekiwań firmy. Właściciel największej cyfrowej platformy dla gier komputerowych nie powiedział jednak ostatniego słowa i próbuje swoich sił jeszcze raz. Pytanie tylko, czy aby sytuacja na rynku gier zmieniła się na tyle, by ruch firmy był udany.
Valve wchodzi ze Steam Machine drugi raz do tej samej rzeki
Valve ogłosiło, że w pierwszym kwartale przyszłego roku uraczy nas trzema nowymi urządzeniami związanymi z graniem: Steam Machine, kolejną edycją Steam Controllera, a także Steam Frame, czyli goglami VR. Niektórzy mogli odczuć déjà vu, bowiem w 2015 roku Valve także zapowiedziało Steam Machine i własny kontroler. Teraz korporacja chce najwyraźniej wyciągnąć lekcje z tamtej porażki i dekadę później spróbować ponownie.
Najbardziej interesujące z całej trójki jest wspomniane Steam Machine. Jest to kolejna próbą stworzenia urządzenia, które spodoba się zarówno pecetowcom, jak i konsolowcom. Obie wspomniane platformy odpowiadających za kolejno 21 i 24 procent całych zysków branży gier według raportu agencji Newzoo. Podobnie jak jego poprzednika, napędza go SteamOS, dedykowany system operacyjny bazujący na Linuksie. Ponadto sprzęt jest wspierany przez specjalnie przygotowane komponenty AMD.

Niejedna osoba pewnie zada sobie pytanie: „Po kiego licha Valve znowu chce bawić się w producenta sprzętu?”. Pewnie przede wszystkim dla pieniędzy, ale także przez wzgląd na sukces Steam Decka – urządzenie służące do mobilnego grania w gry ze Steama sprzedało się według szacunków w nakładzie niemal 4 milionów sztuk. Niemniej głębszej odpowiedzi na powyższe pytanie może udzielić nam poprzednie Steam Machine, a konkretniej mówiąc – powody jego porażki.
SteamOS świetny do grania w gry singlowe,…
Jedną z większych bolączek był wspomniany SteamOS. Stanowił on obietnicę większej wydajności, bowiem jest to system przeznaczony stricte do grania, a nie wielozadaniowy jak Windows. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna – w momencie, gdy na Steam Machine instalowało się również Windowsa, to wtedy część gier… chodziła lepiej, niż na systemie Valve, co potwierdzały testy portalu Ars Technica.

Problemem była również ograniczona biblioteka tytułów – SteamOS zbudowany został na bazie Linuksa, niepopularnego wśród gracz i producentów. Z tego powodu zwyczajnie nie wspierał zbyt wielu gier (choć nie mamy niestety statystyk z tym związanych). Nawet teraz z całego ponad 150 tysięcznego katalogu produkcji dostępnych na Steamie Linuksa wspiera nieco mniej niż 20 tysięcy (via SteamDB).
W obu kwestiach doszło do poprawy sytuacji za sprawą sukcesu Steam Decka. System operacyjny bowiem skrzętnie poprawiano, przez co dzisiaj można bez problemu wykorzystywać go do grania w przyzwoitej jakości. Wybór produkcji również jest większy – statystyki z portalu SteamDB wskazują, że wśród ok. 30 tys. tytułów mających więcej niż 100 recenzji na Steamie (czyli tych produkowanych z myślą o szerszej sprzedaży, a nie hobbystycznie), lekko ponad połowa z nich jest grywalna z możliwymi problemami z wydajnością (Steam Deck Playable) lub w pełni gotowa do działania (Steam Deck Verified).

… ale za to nadal kiepski w wieloosobowe
Nie rozwiązano jednak zasadniczego problemu produkcji wieloosobowych nastawionych na rywalizację. Wiele popularnych tytułów ma jakiegoś rodzaju oprogramowanie antyhakerskie wchodzące na poziom jądra systemu. Mowa tu o np.: Vanguard (League of Legends, Valorant), BattlEye (Fortnite, Destiny 2), Richochet (seria Call of Duty) czy Javelin (seria Battlefield). Otwartość kodu (tj. open-sourceowy model dystrybucji) Linuksa daje sposobność oszustom do wynajdywania kolejnych cheatów. Dlatego też producenci tego typu gier bardzo rzadko decydowali się na wsparcie rzeczonego systemu. Kolejnym argumentem przemawiającym przeciwko “Pingwinowi” jest jego niska popularność wśród graczy. Sytuacja ta zresztą trwa do dzisiaj, co pokazują statystyki wsparcia multiplayerowych gier na Steam Decka według danych ze SteamDB.

I to nie tak, że zupełnie nie da się wydać sieciowej gry na Steamie wspierającej Linuksa. Wymaga to jednak dodatkowego nakładu pracy, a po Steam Decka i tak sięgają przede wszystkim osoby grające w pojedynkę. Pokazuje to ranking ogrywanych na nim gier, gdzie w pierwszej piątce są obecnie: Megabonk, Hades II, Stardew Valley, Baldur’s Gate 3 i Clair Obscur: Expedition 33. O ile zatem Valve nie przekona producentów do brania pod uwagę SteamOS-a, to Steam Machine nie stanie się alternatywą zwłaszcza dla młodszych graczy, najczęściej grających w tytuły bazujące na sieciowej rywalizacji.
Zupełnie inne otoczenie Steam Machine
Bardzo istotny jest tu również czynnik konkurencji ze strony innych firm. Pierwsze Steam Machine debiutowało dwa lata po pojawieniu się Xboksa One i PlayStation 4, czyli w trakcie ósmej generacji konsol. W przypadku zaś trwającej wciąż dziewiątej ekskluzywność gier kojarzona z konsolami zaczęła powoli się rozmywać. Powodów takiego stanu rzeczy można szukać w chęci rozwoju swojej usługi subskrypcyjnej (tj. Game Passa), czy nakierowaniu na tak zwane gry-usługi, co jest szczególnie zauważalne w obozie „niebieskich”. O ile zatem PlayStation 4 miało ich 48, to już w erze „piątki” mowa wyłącznie o 16 (via Wikipedia). Natomiast Xbox One to 16 tytułów na wyłączność, a teraz w domyśle wszystkie gry obecnej generacji ze stajni „zielonych” wydawane są również na komputery osobiste.

Dość powiedzieć, że PlayStation wydało 25 swoich dużych tytułów na Steamie, a Xbox – aż 73. Źródło: SteamDB, spis ostatnich gier Xboksa dostępne na Steamie
Z tego, jak i zapewne wielu innych powodów, sprzedaż obu nie jest tak dobra, jak w przypadku swoich poprzedników. Sony jeszcze radzi sobie nieźle (ok. 120 mln sprzedanych PS4 do 85 mln PS5), niemniej Microsoft ewidentnie dostał zadyszki (ok. 60 mln Xboksów One do ok. 30 mln Xboksów Series X/S). To zwłaszcza u klientów tych drugich, niezadowolonych z działań „zielonych”, Valve może szukać potencjalnych nabywców Steam Machine. Choć i gracze PlayStation mogą się na niego skusić ze względu na jego obecną politykę ekskluzywności. Obecnie bowiem gry Sony po 2-3 latach od swojej premiery trafiają na pecety, jak choćby God of War Ragnarök czy Horizon Forbidden West, wraz z wersjami na Steam Decka. Nintendo Switch zaś to już zupełnie inna bajka i nie da się go porównać do Steam Machine.
Jak zawsze chodzi o pieniądze
Wszystko to, o czym dotychczas pisałem, jest istotne z perspektywy tego, jak Steam Machine zostanie odebrany przez rynek. Jest jednak jeszcze jeden, prawdopodobnie najważniejszy czynnik, na podstawie którego podejmujemy decyzje konsumenckie – stosunek jakości do ceny. Starsza edycja sprzętu Valve, w zależności od producenta i modelu (mogły go produkować wówczas zewnętrzne firmy) kosztowała od 460 $ do nawet 1500 $. Nie dość zatem, że już w momencie jego premier można było znacznie taniej nabyć konsolę Sony lub Microsoftu, to wspomniane już ograniczone możliwości sprzętowe i dostępności gier na SteamOS-a tym bardziej nie zachęcały do zakupu.
W przypadku nowego Steam Machine Valve podzieliło się już szczegółową specyfikacją sprzętu. Dodatkowo zaprosiło dziennikarzy do wypróbowania go w swojej siedzibie (lecz już nie w swoich domach). Nadal nie zdradziło jednak ile zażyczy sobie za kupno owej czarnej skrzynki. Z perspektywy czasu całkiem słusznie – obecny kryzys cenowy pamięci RAM z pewnością dotknie również właściciela Steama, dlatego też rozsądnie nie wskazywał jeszcze dokładnej ceny swojego sprzętu, dopóki nie wybadał, co nastąpi w kolejnych miesiącach.
W tym kontekście optymistyczne szacunki kosztu 400 dolarów po stronie konsumentów za „GabeCube’a” prawdopodobnie spełzną na niczym. Cena może bowiem sięgnąć 500 dolarów, tym samym stanowiąc spory problem dla Valve. Kłopoty włodarzy Steama mogą nabrać na sile, jeżeli cena na poziomie ponad 900 dolarów każe się prawdziwa. Mówiło się o niej, gdy czeski sklep umyłkowo udostępnił ją na swojej stronie.
W takim przypadku sytuacja będzie analogiczna do tej sprzed dekady – Xboksa Series X/S i PlayStation 5 można już dziś dorwać w przyzwoitej cenie, natomiast Steam Machine znowu stanie się droższą alternatywą. Sytuacji nie poprawia również fakt, że choć wydajność czarnej kostki Valve ma być większa niż pierwszej z wymienionych konsol, to jednak w starciu z PS5 może już przegrać (przynajmniej według szacunków portalu Digital Foundry).
Steam Machine nie sprzeda się w dziesiątkach milionów sztuk
Sytuacja drugiej iteracji Steam Machine jest lepsza, niż pierwszej. Nadal nie należy się jednak spodziewać że gracze rzucą się do cyfrowego sklepu Valve i hurtowo zaczną ją zamawiać. To zresztą, moim zdaniem, nie jest nawet ambicją firmy, by liczyć na rozejście się tylu sztuk „GabeCube’a”, ile u konkurencji. Trzeba mieć na uwadze, że firma celuje w sprecyzowanych odbiorców, jakimi są dorośli gracze spędzający wolne chwile z grami niezależnymi lub średnio-budżetowymi. Przekazało to samo Valve w pokazanej we wstępie artykułu reklamie nowego steamowego ekosystemu. Tam zamiast nastolatków i młodych dorosłych zagrywających się w Counter-Strike’a 2, Fortnite’a czy Cyberpunka 2077 widzieliśmy ludzi w wieku 25-40 lat grających w Hollow Knight: Silksong, Hadesa II i Silent Hilla f.
Z drugiej strony można spodziewać się, że tym razem Steam Machine pojawi się na półkach więcej niż pół miliona osób. Czynnikiem sprzyjającym jest tutaj dziura pozostawioną przez Microsoft, a także zdecydowanie większą bibliotekę dostępnych gier, niż dekadę temu. Oczywiście ostatecznie wszystko pozostanie kwestią ceny, dlatego największa niewiadoma nie została jeszcze ujawniona. Niemniej obecny klimat w branży gier jest nieco korzystniejszy dla Valve, niż dekadę temu.
Po więcej artykułów i newsów ze świata gier odsyłamy tutaj –> meteor.exe