„Później” – najnowsza książka Stephen’a Kinga

Stephena Kinga nie trzeba nikomu przedstawiać. Ma na koncie niemal 80 książek oraz kilka kultowych ekranizacji. Nie znam osoby, która przynajmniej raz nie oglądałaby filmu „Zielona Mila” z Tomem Hanksem, czy „Skazani na Shawshank” z Morganem Freemanem. „Później” to 75. książka z dorobku Mistrza Grozy, wydana pod szyldem wydawnictwa Albatros. Z założenia jest horrorem, tak przynajmniej twierdzi wydawca.

źródło: stephenking.pl

Jamie Conklin widzi ludzi – zmarłych ludzi. Zmarli zawsze wiedza, że są obserwowani. Na zadane pytania muszą odpowiadać zgodnie z prawdą, nawet jeśli to ich największy sekret. Chłopiec stara się żyć jak każde dziecko, korzystając z codzienności. O jego darze wiedzą jedynie najbliżsi, jednak nie rozmawia się o nim przy kolacji. Pewnego dnia Jamie zostaje zmuszony do pomocy policji w sprawie przestępcy, który na swoim koncie miał wiele morderstw, a teraz jest martwy. Chłopiec za swoją pomoc będzie musiał zapłacić wysoką cenę. Czy Jamiemu uda się zachować resztki swojego dzieciństwa po tym, jak codziennością było widzenie zmarłych nie zawsze ze wszystkimi częściami ciała?

Czy ta książka musiała powstać?

Po tak znanym nazwisku można się spodziewać powieści na miarę kolejnego „To”, „Carrie”, czy wspomnianej już „Zielonej Mili”. Ale najnowsza książka Kinga nie zachwyca. Co prawda, możliwość rozmawiania ze zmarłymi jest dosyć nowatorskim pomysłem, ale obiecując czytelnikowi, że będzie czytał horror (co narrator wielokrotnie podkreśla), trzeba się wywiązać ze złożonej obietnicy. Jeżeli ktoś lubi się bać, to raczej za bardzo się tym nie przestraszy. Chyba że mdli go na samą myśl o krwi, to wtedy może tę książkę nazwać horrorem. Oczywiście powieść spełnia wytyczne gatunku, ale chyba nie o to chodzi w horrorach, prawda?

źródło: stephenking.pl

Wątki, które zostały poprowadzone, teoretycznie są składne i przejrzyste. Doskonale się ze sobą łączą, ale brakuje tutaj czegoś, co każda poprzednia książka Stephena Kinga posiada – duszy. Właśnie to sprawiło, że autor ma tak dużą liczbę fanów oraz że jego twórczość podtrzymywała zamiłowanie czytelników do wydań papierowych. W tej historii nie ma komu kibicować. Mamy tutaj tylko głównego bohatera, który walczy z tym ZŁYM (celowo użyłam wielkich liter, bo w tej powieści, podobnie jak w „To”, złego nie da się opisać jednym zdaniem). 

W kulminacyjnym momencie „Później” Jamie jest nastolatkiem, a co za tym idzie, powinien być przerażony, jak każdy racjonalny człowiek w takiej sytuacji. Myśleć chaotycznie, próbować od razu uciekać (ale nie w momencie, kiedy sytuacja jest patowa), a tymczasem chłopak jest jedynie lekko przestraszony. Czego i tak można się domyślać, ponieważ finałowy wątek jest poprowadzony szybko i bez polotu. Takie pstryknięcie palcami i już koniec książki. 

Mistrz grozy abdykował

Nie można powiedzieć, że powieść „Później” jest tak zła, że nie warto jej czytać. Historia jest prowadzona składnie i chronologicznie. Przyjemnie się ją czyta, więc czas spędzony przy lekturze tej powieści, nie jest do końca czasem straconym. Jeśli jednak liczy się na starego, dobrego Kinga, który przez kulturę masową został okrzyknięty Mistrzem Grozy, to można się rozczarować. Jednakże myślę, że dla samego nazwiska pisarza warto mieć tę książkę na półce. Może jedynie po to, żeby wiedzieć, że nie każda książka Króla Horroru to perełka. Zdarzają się również kamienie, bardzo ciężkie kamienie.

EMILIA GÓRAJ