Jakiś czas temu miałem z moim przyjacielem bardzo ciekawą rozmowę o globalnych zasięgach polskiej muzyki: z jakich gatunków słyniemy, z czego możemy być dumni, a co nie ma siły przebicia. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że naszym głównym towarem eksportowym są metal i… jazz. Od bardzo dawna podtrzymuję zdanie, że powinniśmy być dumni z naszego jazzu, który stoi na najwyższym światowym poziomie. Lubię utwierdzać się w tym przekonaniu jeszcze bardziej oglądając naszych rodzimych, wspaniałych artystów na żywo. Okazja nadarzyła się w sobotę siódmego lutego, kiedy to w poznańskich 2progach odbywał się ostatni z czterech cyklicznych koncertów All-in 2 Jazz, podczas którego mieli zaprezentować się Nene Heroine.

NENE FENOMEN HEROINE
Zespół śledzę już od dłuższego czasu i bardzo podoba mi się ich rozwój. Pamiętam doskonale, jak trzy lata temu jeździli po Polsce, koncertując za grosze w malutkich knajpach dla garstki osób. Kilka lat później, po wydaniu genialnej płyty 4, wyprzedają popularne kluby takie jak właśnie 2progi. Sold out na jazzowym koncercie w 2026 roku? Oczywiście że tak! Szczególnie grając tak wyjątkową muzykę. Zespół bardzo sprawnie łączy ze sobą jazz, psychodeliczny rock oraz alternatywę. Wszystko to słychać na nowym wydawnictwie. Muzyka po prostu się klei i nie jest to „typowy” jazz, jaki możemy sobie wyobrażać. Stojąc w tłumie przed koncertem przypadkiem podsłuchałem rozmowę, podczas której padło stwierdzenie, że Nene Heroine podoba się nie tylko jazzmanom, ale również słuchaczom innych gatunków. Cóż, wyprzedane 2progi chyba doskonale potwierdzają te słowa.
KONCERT-PRZEŻYCIE
Każdy dobry koncert musi zacząć się z obsuwą. Nie inaczej było w tym przypadku, bowiem zespół wyszedł na scenę z piętnaście minut po czasie. Co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, pierwsze dwa utwory Tokyo oraz Floating artyści wykonali w swoich maskach widocznych na okładce płyty 4, tworząc przy tym jeszcze bardziej psychodeliczny i tajemniczy klimat wokół i tak już pokręconej muzyki. Przez cały koncert czuć było niesamowitą ekspresję bijącą ze sceny, szczególnie podczas utworów bardziej rockowych takich jak Post-Royal, kiedy saksofon z przesterowaną gitarą mogą wprowadzić widza w absolutny, psychodeliczny trans. Cisza podczas koncertu była rzadkością. W przerwach między utworami, albo słyszalny był głośny aplauz, albo artyści od razu rozpoczynali intro do następnych numerów. Nie mogło się rzecz jasna obejść bez bisu, a nawet dwóch.

Są koncerty zwykłe, oraz są koncerty-przeżycia. Nene Heroine w 2progach to zdecydowanie ten drugi typ. Chcąc mieć widok na całą widownię, stałem trochę dalej od sceny, a i tak dałem się porwać klimatowi ciemnej sceny i hipnotyzującemu rytmowi płynącemu z głośników. Myślałem wtedy, co musieli czuć ludzie stojący jeszcze bliżej, którzy mogli poczuć wszystko to co ja, tylko bardziej, głośniej. Po koncercie każdy, z kim rozmawiałem podzielał moje zachwyty nad Nene oraz nad show, które dali tamtego wieczoru.
Niezwykle cieszy fakt, że takie koncerty się wyprzedają, że ludzie naprawdę przychodzą na jazz i dają się porwać tej fascynującej muzyce. Powinniśmy być dumni z naszych artystów i wspierać ich, aby mogli rosnąć też poza granice naszego kraju. Życzę Nene Heroine, żeby świat o nich usłyszał, bo naprawdę warto. Gdybyście mieli kiedyś okazję zobaczyć zespół na żywo, bez zastanowienia warto pójść i przekonać się, co Nene robi na żywo. Kawałki, które dotychczas kojarzyłem jedynie z lekkiego osłuchania, po usłyszeniu w wersji live, aktualnie goszczą na moich słuchawkach non-stop, częściej niż cokolwiek innego. Dajcie się porwać, bo rośnie nam, mam nadzieję, wielki zespół.
Autor: Tymek Jaroszewski