Wiking — krwawy film bez wnętrza

Wydawało się, że Wiking będzie odpowiedzią na oczekiwania polskich miłośników filmów kostiumowych. Nie mają oni łatwego życia. Produkcji tego typu powstaje w naszym kraju bardzo mało. Na przestrzeni ostatnich lat można wymienić Kamerdynera Filipa Bajona, Legiony Dariusza Gajewskiego, Piłsudskiego Michała Rosy z bardzo dobrą tytułową kreacją Borysa Szyca czy też Gierka Michała Węgrzyna — udany portret jednego z najważniejszych polskich polityków okresu późnego PRL-u.

Niestety nie ma tego wiele. Nie dziwi więc fakt, że polscy fani tego gatunku z wytęsknieniem czekają na premiery zagranicznych produkcji, których akcja osadzona jest w minionych epokach. Nie inaczej sytuacja wyglądała w przypadku filmu Wiking Roberta Eggersa, którego premiera poprzedzona była intensywną kampanią reklamową. Jest to specyficzne, bardzo mroczne dzieło, które zapewne może przypaść do gustu. Jednak na obcowanie z filmem dorównującym takim poprzednikom, jak kultowy Gladiator Ridleya Scotta czy Braveheart Mela Gibsona, widzowie będą musieli jeszcze poczekać.

Hamlet w świecie Wikingów

Głównym bohaterem filmu Eggersa jest Amleth (Alexander Skarsgard), syn islandzkiego króla Aurvandila (Ethan Hawke), sprawującego rządy na mroźnej wyspie w X w. n.e. Nieprzypadkowo książę Islandii otrzymał od twórców imię podobne do imienia jednego z najważniejszych bohaterów twórczości Williama Szekspira, Hamleta. Główną oś fabularną Wikinga stanowi motyw zemsty, którą Amleth chce dokonać na stryju Fjolnirze (Claes Bang), mordercy swego ojca.

Bratobójcza walka o władzę, długa droga syna do pomszczenia ojca oraz postać jego matki, królowej Gudrun (Nicole Kidman), która po śmierci męża chętnie wchodzi w nowy związek z jego bratem i zabójcą, zachowując tym samym swój dotychczasowy status. Wszystko to sprawia, że film Wiking jest w zasadzie wypełniony bohaterami i wątkami hamletycznymi, a nawiązania do szekspirowskiego dzieła są aż nazbyt czytelne.

Film naturalistyczny…

Reżyser już od pierwszych minut seansu konsekwentnie tworzy przed nami wizję tajemniczego, złowrogiego świata, który dawno został zapomniany. Świata, w którym niepodzielnie rządziła bestialska przemoc i kult sił natury, a więzy plemienne i utworzone przez daną wspólnotę prawa były bezwzględne i nie zostawiały miejsca na żadne emocje czy sentymenty.

Ojciec biega z kilkuletnim synkiem wokół ogniska na czterech kończynach i uczy go wilczych zachowań. Grupa półnagich mężczyzn wyje przed bitwą do księżyca w narkotycznym szale. Rytualne spożywanie zwierzęcej krwi i halucynogennych wywarów. Gwałty, samookaleczenia, okrucieństwo wobec pokonanych, wrzask, śmierć i krew. Poszukiwacze mocnych wrażeń powinni wyjść z sali kinowej raczej zadowoleni. Eggers umiejętnie stworzył w swoim ponad dwugodzinnym filmie obraz przerażającej, północnoeuropejskiej rzeczywistości we wczesnym średniowieczu.

Ponadto zrobił to z dużym zachowaniem wierności realiom historycznym. Reżyser ten jest znany z bardzo rzetelnego studiowania wszelkiej literatury z obszaru tematycznego, którego dotyczy jego film. Jak sam przyznał w wywiadach, przed przystąpieniem do zdjęć spędził w muzealnych archiwach mnóstwo czasu.

Oprócz tego przy powstawaniu tej produkcji pracował cały zespół konsultantów sprawdzających zgodność z faktami przedstawionych w filmie broni, elementów odzieży, fryzur i biżuterii, rytuałów, a nawet kształtu chat i łodzi. „Ciekawe, czy naprawdę tak to wyglądało…”. Jeśli kiedykolwiek w trakcie oglądania filmu kostiumowego zadawaliście sobie to pytanie, to w tym przypadku możecie być spokojni.

Źródło: http://ppe.pl

…i fantastyczny jednocześnie?

Tym bardziej dziwią regularnie pojawiające się w filmie sceny fantastyczne. Dzieło to pod wieloma względami aspiruje do naturalistycznego obrazu pewnej epoki na miarę słynnych Wikingów. W osiągnięciu tego celu niewątpliwie przeszkadza świadomy i kompletnie niezrozumiały zamysł twórców, aby połączyć ze sobą konwencję realistyczną i fantastyczną.

Obserwujemy więc pojedynek Amletha z nieumarłym wojownikiem-kościotrupem, regularnie wkraczamy do krainy skandynawskich duchów, a w ostatniej scenie podziwiamy podróż jednego z bohaterów na podniebnym rydwanie do Valhalli.

Sceny te zostały nakręcone w taki sposób, że można je racjonalizować, tzn. połączyć z realizmem całości akcji. Nie zmienia to jednak faktu, że budzą one w umyśle widza rzadko spotykany dysonans. „Przepraszam, czy właśnie zmienili państwo film na inny?” Chyba nigdy do tej pory nie miałem tak wielkiej ochoty zadać obsłudze kinowej tego pytania.

Być może jest to kolejne nawiązanie do twórczości Szekspira, w której pomieszania świata realnego z nadprzyrodzonym nie brakowało. Bardziej jednak prawdopodobne wydaje się założenie, że jest to konsekwentnie realizowany element stylu Eggersa. Zabieg ten doskonale sprawdził się w nastrojowym Lighthouse, a w horrorze Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii stanowił podstawę założeń gatunkowych. W tym filmie niestety kompletnie zawiódł. Przecież nikt nie chciałby oglądać na przemian scen z Wikingów oraz Władcy Pierścieni. Pomimo że większość z nas uwielbia obie te produkcje.

Czegoś brakuje

Pomimo powyższego nieudanego zabiegu twórców mógłbym długo jeszcze pisać o pozytywnych aspektach tego filmu. Wiking to świetna charakteryzacja i scenografia, imponująca choreografia walk, wspaniale budujące atmosferę zdjęcia czy rewelacyjna kreacja aktorska Willema Defoe. Wszystkie te zalety przegrywają jednak z wszechobecnym wrażeniem, że wyraźnie czegoś w tym widowisku brakuje.

Czegoś, co sprawiało, że losy Maximusa w Gladiatorze śledziliśmy z zapartym tchem. Że w trakcie egzekucji Wiliama Wallace’a w Braveheart z trudem patrzyliśmy w ekran. Natomiast podczas zakulisowych rozgrywek zdemoralizowanych bohaterów Rodziny Borgiów z niecierpliwością czekaliśmy na każde kolejne zdanie. Zabili mu ojca, uciekł, dorósł, wrócił, dokonał swej zemsty. A widza kompletnie to nie obchodzi…

Wbrew pozorom problem ten nie wynika z banalnych założeń fabularnych. Zarówno twórcy wspomnianego Gladiatora, jak i Braveheart oparli scenariusz na uniwersalnym toposie zemsty i odkupienia. Świat Wikinga jest emocjonalnie obojętny dla widza. Powodem tego jest brak równowagi pomiędzy ukazaniem brutalności i braku człowieczeństwa w przedstawionym świecie a relacjami między bohaterami. To, co perfekcyjnie udało się twórcom wybitnego serialu Wikingowie, kompletnie nie funkcjonuje w tym filmie. Oglądamy kalejdoskop pięknie zrealizowanych obrazów z innego, dawnego świata. Niestety nie budzą one w widzu absolutnie nic.

Czekamy dalej

Kino kostiumowe zdecydowanie jest gatunkiem, który wciąż stwarza ogromne pole do wyeksploatowania przez twórców filmowych. Wojny napoleońskie, epoka odkryć geograficznych i kolonizacja obu Ameryk i Afryki, krucjaty europejskich zakonów rycerskich, wojna secesyjna w Stanach Zjednoczonych. Wymieniać można długo. Obejrzenie filmu Wiking jest niewątpliwie ciekawym doświadczeniem, ale nie sprawi ono, że widz, czekający na godne odrodzenie tego gatunku, wyjdzie z sali kinowej usatysfakcjonowany.

Po więcej ciekawych tekstów ze świata kultury zapraszamy tutaj –> https://meteor.amu.edu.pl/programy/kultura/