Nie ma chyba zbyt wielu osób na świecie, którym nazwa Superman nic by nie mówiła. Jest on ikoną popkultury amerykańskiej, która na stałe ugruntowała w niej swój wizerunek. Nic dziwnego, że kiedy nadarzyła się okazja, podjęto się próby przeniesienia przygód Clarka Kenta na ekrany kin. Adaptacje człowieka ze stali miały swoje wzloty i upadki
Początek wszystkiego (komiks)
Superman został stworzony przez Joego Shustera i Jerry’ego Siega. Zadebiutował na łamach magazynu Action Comics vol.1 #1 w 1938 roku. Warto wspomnieć o tym, że zanim otrzymaliśmy Clarka, pomysł na tę postać był nieco inny. Miał być złoczyńcą, łysym geniuszem obdarzonym telepatycznymi mocami. Twórcy inspirowali się przy tworzeniu tej wersji filozofią nadczłowieka opisaną przez Friedricha Nietzschego. Jednak pomysł na taką postać nie został przyjęty zbyt ciepło przez wydawców. Po przemyśleniu koncepcji na nowo otrzymaliśmy Kal-Ela. Przybył on z planety Krypton jako niemowlę i został wychowany przez poczciwe małżeństwo Kentów. Człowiek ze stali dostał nadludzkie zdolności w tym m.in. legendarny laserowy wzrok. W tym przypadku twórcy wzorowali się na powieści „Gladiator” Philipa Wylie’a oraz historii Johnego Cartera z opowieści Edgara Rice’a Burroughsa. Superman bardzo szybko zyskał uznanie wśród czytelników, ale na swój filmowy debiut bohater musiał jeszcze trochę poczekać.

Do odważnych świat należy
Przygody Clarka długo pozostawały trudne do przeniesienia na wielki ekran ze względu na ograniczenia technologiczne. Pierwszy serial kinowy zadebiutował w 1948 roku, z Kirkiem Alynem w roli Supermana. W 1951 roku studio Lippert Pictures wyprodukowało pełnometrażowy film Superman and the Mole-Men, gdzie Clarka zagrał George Reeves. Akcja toczy się w miasteczku Silsby, a fabuła koncentruje się na konflikcie z Ludźmi-kretami. Produkcja miała niski budżet, około 275 tysięcy dolarów, co widać po efektach specjalnych, które już w momencie premiery nie imponowały. Mimo to film odniósł sukces i doprowadził do powstania serialu Adventures of Superman. Na prawdziwy przełom w kinie superbohaterskim trzeba było jednak poczekać jeszcze blisko trzy dekady.

Era Christophera Reeve’a
W 1978 roku na ekrany kin wszedł Superman w reżyserii Richarda Donnera. Jest to pierwszy superbohaterski blockbuster, którego budżet wynosił aż 55 milionów dolarów. W rolę Człowieka ze stali wcielił się niezbyt znany w tamtych czasach Christopher Reeve. Na ekranie również możemy zobaczyć gwiazdy światowego formatu jak np. Marlona Brando jako biologicznego ojca Kal-Ela. Film posiadał rewelacyjne efekty specjalne, które zapewniły mu nawet Oscara. Biorąc to wszystko pod uwagę nic dziwnego, że film okazał się światowym sukcesem. Przez wielu internautów jest nadal uważany za najlepszą filmową adaptację. W 2017 roku został wybrany do konserwacji przez Narodowy Rejestr Filmów Biblioteki Kongresu. I tak rozpoczęła się seria filmów z tak zwanej ery Reeve’a. Był to kamień milowy dla kina superbohaterskiego. Możliwe, że bez niego nigdy nie dostalibyśmy Batmanów Burtona czy Spidermanów od Raimiego.

Obniżenie lotów
Superman II (1980) został przyjęty ciepło, choć nie powtórzył sukcesu pierwszej części. Produkcja była problematyczna konflikt producentów z Richardem Donnerem doprowadził do zastąpienia go Richardem Lesterem. Zmiana reżysera odbiła się na spójności tonu i stylu, co podkreślali krytycy. Niestety, kolejne filmy Superman III (1983) i Superman IV: The Quest for Peace (1987) okazały się jeszcze słabsze. Dysponowały mniejszym budżetem, co przełożyło się na gorsze efekty specjalne i fabułę krytykowaną za brak jakości. W rezultacie wyniki finansowe były rozczarowujące i seria o Człowieku ze Stali została na długo przerwana.
Nieudany Powrót
Na powrót Supermana na wielki ekran trzeba było czekać prawie 20 lat. Superman Returns (2006) w reżyserii Bryana Singera miał być hołdem dla dwóch pierwszych części z Reevem i jednocześnie soft rebootem. Fabuła rozgrywa się po wydarzeniach z Superman II. Clark Kent wraca na Ziemię po pięciu latach poszukiwania ocalałych Kryptończyków, nie spodziewając się zmian, jakie go czekają. W filmie pojawia się Kevin Spacey w roli Lexa Luthora. Budżet wynosił około 200 mln dolarów, co pozwoliło na imponujące efekty specjalne, w tym odtworzenie Marlona Brando i animowaną pelerynę. Film został przyjęty w miarę pozytywnie, ale zarobił tylko 391 mln dolarów, co było rozczarowaniem dla producentów. Z tego powodu nie powstała kontynuacja, a Superman został odsunięty na dalszy plan aż do wizji Zacka Snydera.

Mroczne czasy Snydera
W międzyczasie Marvel stworzył filmowe uniwersum Marvel Cinematic Universe. Pierwszym filmem tej franczyzy był Iron Man (2008) i nikt nie spodziewał się, jak mocno wpłynie to na współczesne kino. Projekt okazał się ogromnym sukcesem finansowym. Warner Bros., posiadające prawa do marki DC, zostało w tyle za konkurencją. Aby dogonić Marvela, producenci powierzyli ekranizację Supermana Zackowi Snyderowi, który miał już doświadczenie z adaptacjami komiksów w 300 (2006) oraz Watchmen (2009). W 2011 roku w roli Supermana obsadzono Henry’ego Cavilla, jednak wybór nie spotkał się z entuzjazmem. Internauci twierdzili, że Człowieka ze Stali powinien zagrać aktor bardziej rozpoznawalny. Kontrowersje budziła także sylwetka Cavilla, ponieważ nie zawsze wyglądał jak superbohater, oraz jego narodowość. Brytyjskie pochodzenie aktora nie wszystkim fanom odpowiadało, gdyż woleli Amerykanina jako symbol własnej popkultury.
Nowa wizja Kryptończyka
W 2013 roku otrzymaliśmy Man of Steel pierwszy film z DC Extended Universe. Trzeba przyznać, że Snyder miał swoją wizję na to uniwersum, chciał je pokazać jako mroczniejsze i bardziej poważne w porównaniu do Marvela. Jest widoczne w dialogach, palecie kolorów no w sumie prawie we wszystkim. Człowiek jutra został ukazany boska istota, w kolejnych filmach można było wręcz wyłapać alegorie do mesjasza. Fanom brakowało tego pozytywnego uroku u głównego bohatera, jaki mogliśmy zobaczyć w poprzednich wersjach oraz scenariusz filmu miał sporo kontrowersyjnych decyzji. Doceniane jednak były efekty specjalne, Henry Cavill w głównej roli oraz sceny walki. Na stałe w historii kina zapisała się scena pierwszego lotu Clarka, która została zrealizowana wzorowo z muzyką Hansa Zimmera w tle. Film mimo mankamentów okazał się sukcesem finansowym i rozpoczął ciekawą i burzliwą historię filmowego uniwersum DC.

Batman i Superman to nie może się nie udać
Historia tego filmu pokazuje, że brak cierpliwości może być zgubny. Studio i Zack Snyder chcieli jak najszybszego oraz pierwszego w historii spotkania Batmana i Supermana na wielkim ekranie. Film miał luźno opierać się na komiksie Powrót Mrocznego Rycerza Franka Millera, który przedstawia konflikt bohaterów po wielu latach wspólnej działalności. Był to kontrowersyjny wybór i niestety Batman v Superman: Dawn of Justice nie spełnił oczekiwań. Krytycy wskazywali przede wszystkim na słaby scenariusz i konflikt, który można było rozwiązać w kilka minut. Widzowie zarzucali, że Batman zabijał wrogów, a Superman nie przypominał swojego optymistycznego pierwowzoru. Dodatkowo śmierć Clarka w drugim filmie nie miała emocjonalnej wagi, bo widzowie wiedzieli, że powróci w Justice League. Produkcja zamiast być przełomem, stała się kolejnym nieudanym podejściem do ikonicznych bohaterów DC.

Początek Końca
Mimo słabego odbioru poprzednich filmów Zack Snyder i studio nie zatrzymywali się, chcieli mieć teraz swoich Avengers. Problem w tym, że w MCU, zanim otrzymaliśmy zwieńczenie pierwszej fazy, jakim był film o Mścicielach większość z nich albo miała już swój film, albo pojawiła się jako postać drugoplanowa. Mieliśmy z nimi jakąś minimalną więź, przez co interesowaliśmy się co stanie się z bohaterami w filmie. W Justice League był taki problem, że tylko Batman i Wonder Woman byli nam wcześniej przedstawieni, reszta drużyny była nam nieznana. Wracając jeszcze do etapu produkcyjnego filmu, trzeba przyznać, że był on kręcony w trudnych warunkach. Snyder, który chciał nakręcić prawie 4-godzinny blockbuster, musiał odejść z projektu, przez tragiczną śmierć swojej córki. Studio chciało jednak zrobić film bardziej na modłę Marvela, aby ton był lżejszy i pojawiło się więcej humoru. Dlatego do tego celu zatrudniono Josha Whedona, reżysera Avengers (2012) i Avengers: Age of Ultron (2015).
Problematyczne dokrętki
Whedon dostał wytyczne, by Justice League trwało maksymalnie dwie godziny. Dopisał około 80 stron scenariusza i nadzorował kosztowne dokrętki, które sprawiły, że film zarobił niewiele. Problemem okazał się także Henry Cavill, który w tym czasie grał w Mission Impossible: Rogue Nation i musiał nosić wąsa. Superman nie nosi wąsów, więc studio usunęło go cyfrowo, lecz efekt był nieudolny i bardziej zapamiętano dziwne ujęcia niż fabułę. Film trafił do kin w 2017 roku i nie odniósł sukcesu. Kal-El wrócił w połowie historii, ale dalej nie przypominał ukochanego przez fanów bohatera. Fabuła i postacie nie były angażujące, a krytycy ocenili produkcję jako kolejny nieudany film DC. Po premierze aktor grający Cyborga oskarżył Jossa Whedona o znęcanie się i tworzenie nieprzyjemnej atmosfery na planie. Historia związana z tym filmem okazała się jednak znacznie dłuższa.

#ReleaseTheSnyderCut
To, co wydarzyło się po premierze, było ewenementem, ponieważ rzadko zdarza się, by fani realnie wpłynęli na decyzję studia. Już w 2017 roku pojawiły się pierwsze petycje o wydanie wersji reżyserskiej Zacka Snydera Justice League. Inicjatywa szybko zyskała poparcie w internecie i przerodziła się w ruch pod hashtagiem #ReleaseTheSnyderCut. Fani i część obsady domagali się dostępu do materiałów z wersji Snydera. W 2019 roku sam reżyser potwierdził istnienie swojej wersji, co jeszcze bardziej zmotywowało społeczność. Kampania miała dwojaki odbiór: z jednej strony fani organizowali zbiórki charytatywne, część środków przeznaczając na fundacje przeciwdziałające samobójstwom, z drugiej strony zdarzały się przypadki nękania pracowników studia. Raport śledczy ujawnił, że około 13 procent aktywności wokół ruchu pochodziło od botów.

Zwycięstwo Snydera
W 2020 roku Warner Bros ogłosiło, że w ramach HBO Max w 2021 pojawi się Zack Snyder’s Justice League. Decyzja nie wynikała wyłącznie z presji fanów, lecz była próbą promocji platformy streamingowej. Produkcja wiązała się z kosztownymi dokrętkami, ale pozwoliła Snyderowi pokazać pełną wizję filmu. Różnice względem oryginału były znaczące, obraz trwał 242 minuty i został przedstawiony w formacie 1.33:1, zgodnym z zamysłem reżysera. Kilka dni później udostępniono także wersję monochromatyczną. Krytycy uznali, że film jest lepszy niż edycja Whedona, ale ton opowieści był jeszcze mroczniejszy, a postacie wciąż pozbawione ludzkiego charakteru. Henry Cavill jako Superman pojawił się jeszcze w scenie po napisach w Black Adamie, gdzie miał swój charakterystyczny loczek. Dało to fanom nadzieję na powrót Człowieka ze Stali, jednak studio nie planowało już wprowadzać Kal-Ela w tej formie.
Z uśmiechem Ci do twarzy
Po wielu porażkach związanych z DCEU kierownictwo nad projektem przejęli James Gunn i Peter Safran. Zdecydowali się zresetować uniwersum, co oznaczało pożegnanie z Henrym Cavillem w roli Supermana. Jego następcą został David Corenswet, znany z Pearl (2022). Początkowo internauci sceptycznie oceniali wybór, zarzucając mu zbyt szczupłą sylwetkę, jednak obawy okazały się niepotrzebne. W tym roku otrzymaliśmy Supermana Jamesa Gunna, w którym Clark Kent został przedstawiony w zupełnie inny sposób niż u Zacka Snydera. Człowiek ze Stali jest bardziej ludzki, łatwiej się z nim utożsamić, a na ekranach wreszcie zobaczyliśmy uśmiechającego się Supermana z charakterystyczną fryzurą. Ten bohater chce być blisko ludzi i gotów jest poświęcić się, by ratować każde życie. Choć film ma pewne fabularne niedociągnięcia i słabsze efekty, znakomicie oddał ducha postaci. Krytycy uznali go za najlepszy film o Supermanie od czasów Donnera.

Co przyniesie jutro?
Wiemy, że na horyzoncie czeka na nas solowy film kuzynki Supermana, Supergirl, która pojawiła się w jednej z ostatnich scen w filmie. Kiedy dostaniemy kontynuację przygód Clarka Kenta, tego jeszcze nie wiemy, ale jeśli Supergirl: Woman of Tomorrow będzie na takim samym poziomie co tegoroczny film możemy być raczej spokojni o jakość kolejnych przygód Kryptońćzyka. I jak widzicie historia związana z adaptacjami filmowymi Człowieka ze Stali, jest pełna zawirowań, wzlotów i upadków. Jeśli nie oglądaliście żadnego z nich, to polecam wam zobaczyć chociaż jeden, mimo że dużo z nich było raczej nie udanymi produkcjami, miały one jednak swój wpływ na to jak wygląda współczesne kino superbohaterskie.
Autor: Kacper Ryske
Po więcej ciekawych tekstów ze świata kultury zapraszamy tutaj.