Dwie ekranizacje „Lalki” Bolesława Prusa, dwie znakomite obsady i zupełnie różne spojrzenia na jedną z najważniejszych polskich powieści. Film i serial wzbudzają emocje, dzielą widzów i budzą pytanie: która wersja jest lepsza? Czy ekranizacja wierna książce zawsze musi być lepsza od odważnej interpretacji?

Film „Lalka” – obsada
O filmie zrobiło się głośno już w ubiegłym roku. Nikt jednak nie spodziewał się tak dobrej obsady aktorskiej. Na ekranie widać czołówkę polskich aktorów. Jedną z największych niespodzianek w obsadzie filmu jest Marek Kondrat, który wciela się w rolę Ignacego Rzeckiego. Czytając „Lalkę”, niesamowicie irytowała mnie postać przyjaciela Wokulskiego. Skrzeczącego, małego „człowieczka”, który rozmyśla tylko o własnych wizjach przyszłości. Na ekranie widzę jednak człowieka poważnego, skromnego, lojalnego, ale przede wszystkim serdecznego. Moim zdaniem to jedna z najlepiej zagranych ról w filmie.

Nie zabrakło również Marcina Dorocińskiego, którego w scenie powrotu do sklepu galanteryjnego z trudnością rozpoznałam. Aktor jako Stanisław Wokulski to dla mnie jeden z najmocniejszych punktów filmowej ekranizacji „Lalki”. Jego interpretacja bohatera jest niemal bezbłędna. Podobało mi się, że produkcja zatroszczyła się o to, by przedstawić tę postać nie tylko w blasku panny Łęckiej. Widzimy tutaj więcej niż zakochanego po uszy desperata – widzimy mężczyznę bystrego i przedsiębiorczego.
Co do roli Izabeli Łęckiej, mam mieszane uczucia. Tak jak bardzo lubię wrażliwość Kamili Urzędowskiej, tak tutaj, w „Lalce”, za bardzo kłóci się ona z obrazem hrabianki. Nie do końca rozumiem, dlaczego produkcja stara się trzymać fabuły powieści Prusa, by później zapomnieć o niej przy tworzeniu postaci Izabeli Łęckiej. Bardzo podobała mi się z kolei kreacja Kazimiery Wąsowskiej, granej przez Marię Dębską. Ta scena z popręgiem od siodła – wspaniała!
Zdjęcia i symbolika filmu
Należy zwrócić uwagę na piękne zdjęcia Piotra Sobocińskiego jr. Może nie pokazują dokładnie Warszawy, ale z pewnością nadają filmowi sentymentalny charakter. Na ekranie możemy oglądać m.in. Łazienki Królewskie, Aleje Ujazdowskie czy kościół św. Anny.

Film jest nie tylko estetyczny i przyjemny dla oka, ale również pełen metafor. Wzruszający. To już nie jest tylko historia o zdesperowanym kupcu, który usiłuje zrobić wszystko dla swojej wybranki. To opowieść o wyborach, poszukiwaniu siebie, kompensacji braków i przede wszystkim próbie znalezienia źródła satysfakcji z życia. Gdyby zapisać każdy piękny cytat z filmowej „Lalki”, zgromadzilibyśmy z pewnością książeczkę z życiowymi sentencjami. Szczególnie ujął mnie pojawiający się fragment wiersza Mickiewicza „Do M***”:
Tak w każdym miejscu i o każdej dobie,
Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,
Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,
Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.
Reżyser filmu
Ciekawa jest w tym kontekście historia reżysera filmu – Macieja Kawalskiego, z wykształcenia również lekarza. W jednym z wywiadów opowiada o tym, że jeszcze jako student medycyny z roku na rok coraz częściej myślał o rzuceniu studiów. Bał się stracić cały poświęcony na naukę czas. Zaocznie studiował również reżyserię i w głębi duszy czuł, że to właśnie jest jego powołanie. Starał się jednak o tym nie myśleć i postawił na karierę lekarską. Pewnego dnia wraz z ordynatorem szpitala przechodzili przez oddział, rozmawiając z hospitalizowanymi pacjentami. Chcieli pomóc im spełnić chociaż ostatnie życzenia. Jedna z kobiet poprosiła jedynie, aby lekarze przesunęli się na bok, ponieważ chciałaby obejrzeć film, który właśnie leciał w telewizji i który był dla niej tak ważny. Młody Kawalski zrozumiał wtedy, że to właśnie on chce zostać reżyserem filmów, które ludzie będą chcieli oglądać nawet u schyłku życia.
Serial „Lalka” na Netflixie
Serial „Lalka” Netflixa proponuje zupełnie inne spojrzenie na powieść Bolesława Prusa. Zanim zdążyłam go obejrzeć, w internecie pojawiły się już komentarze: „To nie jest ekranizacja «Lalki»!” czy „Prus przewraca się w grobie, widząc tę adaptację”. Cóż, muszę przyznać, że podobnie jak film, nie jest to wierna rekonstrukcja powieści, a jedynie interpretacja. Rzeczywiście producenci zdecydowali się na odważny krok i odeszli od fabuły lektury. Wbrew pozorom okazał się sukcesem. Udało się to zdecydowanie lepiej, niż mogłoby się wydawać. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy z nas czytali wcześniej „Lalkę”. Tych, którzy znali jej treść, serial z pewnością zaskoczy, prezentując nowe wątki i wariacje. W tym miejscu właśnie burzą się literaccy konserwatyści, twierdząc, że tak nie powinno być. Absolutnie się z nimi nie zgadzam. Czy warto obejrzeć serial „Lalka” na Netflixie? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Choć produkcja odbiega od literackiego pierwowzoru, wciąga, intryguje i bawi.

Dla mnie tytułową „lalką” nie jest tutaj panna Łęcka, a poddający się uniesieniom Stanisław Wokulski. Sam Prus nie zdradził dokładnie, do czego nawiązuje w swoim tytule. Dlaczego zatem nie pójść o krok dalej i pokazać światu inną perspektywę na powieść? Podobnie jak w filmie, obsada aktorska jest fantastyczna. Tomasz Schuchardt i Sandra Drzymalska w głównych rolach, znający się już dobrze z serialu telewizyjnego „Breslau”, tworzą niebanalne i wybuchowe połączenie. Serialowa Izabela w wykonaniu Sandry Drzymalskiej odbiega od sylwetki głównej bohaterki Prusa. Arystokratka wykazuje sporo empatii i sprytu. Jest kobietą ambitną, zadaniową, dobrze wiedzącą, czego chce od życia. Widzowie mogą obserwować na ekranie jej przemianę. Choć wątek romantyczny głównych bohaterów może przyczynić się do błędów na maturze, z pewnością jest wersją, o której wielu marzyło podczas czytania.

W tym miejscu należałoby wspomnieć także o postaciach drugoplanowych, które wyróżniały się tutaj szczególnie na tle całego serialu. Chociażby rola Florentyny, granej przez Julię Wyszyńską, czy Marianny w wykonaniu Marii Kani. Dla mnie obie były fantastyczne.
Czym serial różni się od filmu?
Serial zaskakuje także liczbą różnorakich przekleństw. Rozumiem, że intencją było dodanie mu współczesnego akcentu, nawiązanie do naszego polskiego temperamentu i stylu rodzimej kinematografii. Przyznam, że nadawało to czasem karykaturalny charakter. Mimo to upieram się przy zdaniu, że przekleństwa były zupełnie niepotrzebne. Próbę dostosowania się do obecnych trendów widać w szczególności w promocji serialu. W krótkich filmikach na Instagramie aktorzy opowiadają o swoich postaciach, używając wyrażeń takich jak „gold diggerka”, „toxic” czy „green flag”.
Gdy rozłożymy serialową „Lalkę” na czynniki pierwsze, możemy zauważyć w niej różne gatunki filmowe. Z początku ekranizacja zdaje się być historią obyczajową, momentami przypominającą komedię, czasem także dramat, a nawet serial kryminalny. Nie ulega wątpliwości, że ekranizacja bije rekordy oglądalności nie tylko w Polsce, ale także za granicą, utrzymując się w top 10 najczęściej oglądanych filmów i seriali na Netflixie. W globalnym rankingu najpopularniejszych produkcji nieanglojęzycznych zajął 3. miejsce.
Podsumowanie – którą „Lalkę” warto obejrzeć?
Teraz pojawia się zadawane przez media pytanie: „Serial czy film?”. Czy to nie jest jednak tak, że na siłę chcemy wszystko porównywać? Wprowadzać niepotrzebną rywalizację? I tak uważam, że niektóre postacie i wątki były przedstawione lepiej w filmie, a niektóre w serialu. Jeśli zależy nam na ekranizacji bliższej powieści Bolesława Prusa, skłaniałabym się ku filmowej „Lalce”. Jeżeli natomiast szukamy świeżego spojrzenia na znanych bohaterów, warto obejrzeć serial Netflixa.
Skoro mamy już trzy ekranizacje „Lalki”, wliczając też tę z roku 1977, może powinniśmy zaakceptować istnienie różnych interpretacji? Spójrzmy chociaż na to, co w tej chwili dzieje się w Polsce. Obie ekranizacje „Lalki” doprowadziły wręcz do narodowej debaty o literaturze. Ludzie ponownie, tym razem z zaciekawieniem, chwytają po powieść Prusa. Z początku byłam ciekawa, jak rozwinie się także promocja obu „Lalek”. Myślałam o tym, jak jedna będzie dyskredytowała drugą. Ku mojemu zdziwieniu wygląda na to, że obie ekranizacje wzajemnie na sobie skorzystały.
Po więcej ciekawych tekstów ze świata kultury zapraszamy tutaj – meteor.amu.edu.pl/programy/kultura