Szczęki – kulisy produkcji z okazji 50. rocznicy

Pierwszy wakacyjny blockbuster, jeden z najważniejszych sukcesów reżyserskich Spielberga, do dziś – najlepszy film o rekinach. Dokładnie pół wieku temu, w 1975 roku, swoją premierę miały Szczęki. Produkcja, która kompletnie odmieniła amerykańskie kino. Z okazji 50 rocznicy filmu, przygotowaliśmy dla Was kilka ciekawostek dotyczących produkcji Szczęk

Steven Spielberg na planie filmu Szczęki
Steven Spielberg na planie filmu Szczęki; źródło: swifthalf.com

Pierwszy letni blockbuster

Premiera filmu Szczęki 20 czerwca 1975 roku uchodzi za jedno z najważniejszych wydarzeń w historii kina rozrywkowego. Produkcja w reżyserii Stevena Spielberga zapoczątkowała erę letnich blockbusterów – wysokobudżetowych filmów tworzonych z myślą o masowej widowni i szerokiej dystrybucji, mających na celu przyciągnięcie jak największej liczby widzów do kin w sezonie wakacyjnym. Do tamtej pory lato było uznawane za martwy okres dla przemysłu filmowego. Uważano, że ludzie wolą spędzać czas na świeżym powietrzu niż w salach kinowych. Szczęki całkowicie zmieniły to myślenie. Dzięki niezwykle intensywnej kampanii reklamowej, szerokiej dystrybucji i doskonale wyreżyserowanej fabule film odniósł gigantyczny sukces, ustanawiając nowe standardy dla komercyjnego kina. 

W kontrze pełnej chaosu produkcji, Szczęki okazały się ogromnym hitem, zarabiając ponad pół miliarda dolarów na całym świecie. Uczyniło je to najbardziej kasowym filmem tamtych czasów. Niemniej jednak rekordowe liczby oglądalności miały swoją cenę. Okres produkcyjny Szczęk był bowiem usłany przeszkodami i przeciwnościami, które sprawiły, że dopięcie projektu było nie lada wyzwaniem. Z racji, iż nie mówi się o fascynujących kulisach produkcji Szczęk tyle, co o samym filmie – postanowiliśmy zapoznać Was z częścią z nich.

Kulisy produkcji filmu Szczęki; źródło: academymuseum.org
Kulisy produkcji filmu Szczęki; źródło: academymuseum.org

Szczęki – might make a good movie

Wszystko zaczęło się jeszcze w latach 60. gdy amerykański pisarz i dziennikarz Peter Benchley, zainspirowany postacią łowcy rekinów – Franka Mundusa – oraz historiami o atakach rekinów postanowił napisać o tym książkę. Powieść Jaws opublikowana w lutym 1974 roku zdobyła ogromną popularność, szybko trafiając na listę bestsellerów. Jakiś czas przed tym, o powieści usłyszał duet producencki Richard D. Zanuck i David Brown, którzy po przeczytaniu krótkiego opisu fabuły w sekcji literackiej Cosmopolitana, zainteresowali się historią w kontekście nakręcenia filmu. Krótki wpis zwieńczony był hasłem might make a good movie, co dodatkowo pobudziło ich ciekawość. Po przeczytaniu książki, w 1973 panowie postanowili nabyć prawa do ekranizacji za około 175,000 dolarów (dzisiejsze 1,250,000 dolarów). 

Jednym z pierwszych kandydatów do objęcia reżyserskich sterów był Dick Richards. Jednak jego wizja filmu nie spotkała się z aprobatą producentów – Richards miał ponoć uporczywie nazywać rekina „wielorybem”, co wzbudziło ich wątpliwości co do jego przygotowania i zrozumienia tematu. Ostatecznie jego miejsce zajął młody, ale już obiecujący reżyser – Steven Spielberg. 26-letni wówczas Spielberg dopiero co wyreżyserował swój debiutowy The Sugarland Express, również wyprodukowany przez Zanucka i Browna. Początkowo chętny, wraz z postępem prac nad projektem, Spielberg zaczął mieć poważne wątpliwości. Coraz bardziej obawiał się, że film o rekinie-ludojadzie może okazać się artystyczną i komercyjną pułapką, która zaszkodzi jego rozwijającej się karierze. Zastanawiał się nad odejściem z projektu. Producenci zdołali go jednak przekonać, by został – obiecując mu, że po zakończeniu zdjęć będzie mógł wybrać dowolny film, jaki będzie chciał wyreżyserować.

Kadr z filmu, od lewej: Robert Shaw, Roy Scheider, Richard Dreyfuss; źródło: imdb.com
Kadr z filmu, od lewej: Robert Shaw, Roy Scheider, Richard Dreyfuss; źródło: imdb.com

Rekin Bruce

Zdjęcia rozpoczęły się w maju 1974 roku i miały one potrwać 55 dni. Twórcy planowali zakończyć nagrania do końca czerwca, gdyż wisiało nad nimi widmo strajków związków zawodowych aktorów. Okres zdjęciowy znacznie się jednak przedłużył, finalnie opiewając 159 dni zdjęciowych. Wszystko to spowodowane było ogromną ilością przeszkód, z którymi musieli mierzyć się twórcy. Większość scen kręconych była w Edgartown na wyspie Martha’s Vineyard. W maju woda była tam lodowata, podczas gdy aktorzy musieli udawać, że jest środek lata. Była to jednak doskonała lokacja, ze względu na płytkie wody otaczające wyspę. W promieniu 20 km od brzegu dno było piaszczyste, a głębokość nie przekraczała 11 metrów. Pozwalało to na swobodne operowanie mechanicznym rekinem, jednocześnie zachowując dystans od brzegu i dając wrażenie pełnego oceanu.

Rekin ze Szczęk, jak już wspomniałem, był mechaniczną konstrukcją. Tą, nazwaną pieszczotliwie Bruce skonstruował na potrzeby filmu emerytowany Robert A. Mattey, znany z pracy scenograficznej przy takich produkcjach jak np. 20 000 mil podmorskiej żeglugi (1954). Mimo świetnej konstrukcji, Bruce, wraz ze swoimi kilkoma kopiami często sprawiał problemy. Modele zacinały się przez wodę dostającą się do układu pneumatycznego, rekiny ulegały także korozji. Warto zaznaczyć, że do obsługi takiego Bruce’a potrzebnych było aż 14 techników (nad ich konstrukcją pracowało natomiast prawie 40 osób). Kilkukrotnie trzeba je było także wydobywać z dna, gdyż rekiny nierzadko tonęły. 

Rekin Bruce; źródło: rarehistoricalphotos.com
Rekin Bruce; źródło: rarehistoricalphotos.com

Perfekcyjny Spielberg

Rekin Bruce nie był jednak jedyną rzeczą, która tonęła w Atlantyku w czasie nagrań Szczęk. Problemy techniczne na planie były na porządku dziennym, a jedna z najpoważniejszych sytuacji wydarzyła się podczas kręcenia finałowej sceny. Dwie kamery filmowe wpadły bowiem do wody, co groziło utratą bezcennego materiału. Na szczęście ekipie udało się odzyskać sprzęt, a zarejestrowany obraz – po odpowiednim oczyszczeniu – nadawał się do wykorzystania. Do jeszcze groźniejszej sytuacji doszło pewnego dnia na planie, kiedy tonąć zaczęła legendarna Orca – łódź, na której bohaterowie filmu wyruszają na polowanie na Żarłacza białego. Co gorsza, na pokładzie znajdowali się wtedy aktorzy oraz członkowie ekipy filmowej. Nikomu jednak nic się nie stało.

Kolejne problemy techniczne i powtarzające się wypadki związane z kręceniem na pełnym oceanie sprawiły, że budżet produkcji z 4 milionów dolarów, wzrósł do 9 milionów. Spielberg w tym czasie zaczął się obawiać, że Szczęki będą jego ostatnim filmem w karierze. Znaczne przekroczenie budżetu oraz opóźnienie zdjęć o ponad 100 dni wynikały po części z jego braku doświadczenia, ale też z obsesyjnego perfekcjonizmu. Spielberg chciał nakręcić wszystko na prawdziwym oceanie, by zachować maksymalny realizm. Dopiero później przyznał w wywiadach, że nie docenił potęgi natury. Paradoksalnie jednak to właśnie ta decyzja o kręceniu „na żywo” z dala od bezpiecznego planu zdjęciowego w studio sprawiła, że Szczęki wyglądają dziś tak przekonująco i sugestywnie.

Chaos produkcyjny i napięta atmosfera odcisnęły swoje piętno także na relacjach między Spielbergiem a ekipą. Reżyser był przekonany, że tak mocno podpadł członkom zespołu, iż gdyby pojawił się na planie podczas ostatniego dnia zdjęć, zostałby wrzucony do wody. Od tamtej pory stało się tradycją, że Spielberg nie pojawia się na planie podczas kręcenia ostatniej sceny swojego filmu.

Kulisy produkcji filmu Szczęki; źródło: academymuseum.org
Kulisy produkcji filmu Szczęki; źródło: academymuseum.org

Szczęki – mniej znaczy więcej

Wbrew pozorom, długi okres zdjęciowy miał swoje zalety. Podczas kręcenia Szczęk, twórcy wpadali na mnóstwo nowych pomysłów. Pomiędzy majem a październikiem, scenariusz był wielokrotnie zmieniany i dostosowywany do warunków nagraniowych. Jednym z nierealnych wyzwań, przed jakimi stanęła ekipa, była scena gdzie Hooper zostaje opuszczony pod wodę w metalowej klatce, by zabić rekina. Tak jak na powierzchni, mechaniczne rekiny miały sens, tak pod wodą były one nie do ogrania. To zmusiło twórców do nagrania sekwencji z prawdziwymi rekinami. Podjęli się tego Ron i Valerie Taylor – australijskie małżeństwo zawodowo zajmujące się badaniem życia rekinów. Na przeszkodzie stanął jednak fakt, że filmowy rekin miał 8 metrów długości, podczas gdy prawdziwe Żarłacze osiągają do 4 metrów. Problem ten rozwiązano, wykorzystując miniaturową klatkę z kaskaderem-karłem w środku. 

Jedną z najbardziej znaczących zmian względem oryginalnego scenariusza była częstotliwość pojawiania się rekina na ekranie. Początkowo Żarłacz biały miał być widoczny znacznie częściej. Ciągłe problemy techniczne z mechanicznym rekinem zmusiły jednak Spielberga do radykalnej zmiany podejścia. Zamiast eksponować potwora, reżyser przystał się na strategię „mniej znaczy więcej” – co, jak się później okazało, zadziałało na korzyść filmu. Ten zabieg przywodzi na myśl stylistykę Alfreda Hitchcocka, który mistrzowsko budował napięcie, grając przede wszystkim na wyobraźni widza. Suspens w Szczękach działa na tej samej zasadzie – im mniej widzisz, tym bardziej się boisz. 

Ograniczenie bezpośrednich ujęć rekina sprawiło, że film zyskał na atmosferze i stał się w swojej formie niemal wyrafinowanym horrorem psychologicznym. Zamiast pełnej sylwetki potwora, często wykorzystywano jedynie wystającą z wody płetwę. To w zupełności wystarczało, by wzbudzić ogromny strach i napięcie. Widz nigdy nie wiedział, kiedy rekin zaatakuje, a niepewność i cisza okazywały się straszniejsze niż jakakolwiek bezpośrednia konfrontacja. To właśnie dzięki temu film zyskał kultowy statut.

Kadr z filmu Szczęki; źródło: imdb.com
Kadr z filmu Szczęki; źródło: imdb.com

Bajka o rekinie

Premiera Szczęk 20 czerwca 1975 roku była ogromnym sukcesem Stevena Spielberga. Film stał się największym hitem wielkiego ekranu tamtego czasu, a nazwisko 26-letniego reżysera zapisało się na kartach historii. Szczęki zdobyły w 1976 roku aż 3 Nagrody Akademii Filmowej – za muzykę, dźwięk i montaż.  Mimo wielu porażek i wpadek podczas kręcenia, wakacyjny blockbuster wcisnął tamtego lata w fotel 67 milionów ludzi. Podczas seansów na salach musieli podobno przebywać medycy, z racji na wymiotujących i tracących przytomność ludzi. Przez popularność filmu podobno ucierpiały nawet prawdziwe rekiny. Produkcja rzekomo przyczyniła się bowiem do zwiększonego połowu i spadku populacji żarłacza białego.

Dziś, pół wieku po premierze, Szczęki wciąż uchodzą za jeden z najbardziej przełomowych filmów w historii kina. Nie tylko zapoczątkowały erę letnich blockbusterów, ale także na stałe zmieniły sposób, w jaki widzowie postrzegają strach, napięcie i morską głębię. Dzieło Spielberga, mimo że powstało w bólach i chaosie, pokazało, że czasem to właśnie ograniczenia techniczne rodzą największe arcydzieła. Szczęki to nie tylko bajka o rekinie, ale także opowieść o wyobraźni, która potrafi przerodzić filmowy koszmar w kulturowy fenomen.

Po więcej ciekawych tekstów ze świata kultury zapraszamy tutaj – meteor.amu.edu.pl/programy/kultura