
Czy youtuber jest w stanie zrobić dobry film? Żyjemy w czasach, gdzie internet jest obecny w większości aspektów naszego życia. Od pracy przez naukę, czy przede wszystkim jako rozrywka. Mimo to nadal istnieje wyraźne rozgraniczenie w odbiorze między dziełami powstającymi z myślą o publikacji na platformach takich jak YouTube od tych wypuszczanych w kinach. Z przyzwyczajenia podchodzimy do tych pierwszych mniej poważnie. Może się to potem przekładać na próby wejścia na poletko kinowe. Jednak już w 2022 roku bracia Danny i Michael Philippou zachwycili swoim debiutanckim Talk to Me, udowadniając, że youtubowa przeszłość nie musi ich całkowicie definiować. Czy w takim razie Mark Fishbach znany jako Markiplier zdołał powtórzyć ten sukces?
Sam na sam w metalowej puszce
Iron Lung to horror science fiction oparty na grze komputerowej o tym samym tytule z 2022 roku stworzonej przez Davida Szymanskiego. Historia przedstawia losy skazańca wysłanego w niewielkiej łodzi podwodnej na odludny księżyc i znajdujący się na nim tajemniczy ocean krwi. Przez zjawisko o nazwie Quiet Rapture niewytłumaczalnie zniknęły wszystkie gwiazdy i zamieszkałe planety. Zamknięty w klaustrofobicznej metalowej puszce główny bohater musi zmierzyć się z czyhającym na niego niebezpieczeństwem i znaleźć sposób na przetrwanie ludzkości. Film nie zmienia zbyt dużo, jeśli chodzi o sam rdzeń opowieści, ale rozwija i dodaje do niego więcej wątków. Sam skazaniec (grany przez Markipliera) dostaje konkretną osobowość, wygląd i głos. Dowiadujemy się trochę więcej o strukturze samego świata, innych wydarzeniach, a także słyszymy różne postacie. Dzięki temu fani gry dostali rozszerzenie tego uniwersum, a nowi mogli zagłębić się w dosyć oryginalny i ciekawy koncept.

Zagrałem, Napisałem, Wyreżyserowałem
Najwięcej znaków zapytania z pewnością przyniosły informacje, że Markiplier nie tylko zajmie się reżyserią filmu, ale napisze również scenariusz oraz zagra w nim główną rolę. Ten popularny youtuber mający na koncie ponad 38 mln subskrypcji, podjął się w ten sposób zadania iście herkulesowego. Dotychczas zajmował się produkcją interaktywnych filmów dedykowanych na platformę YouTube oraz grał główną rolę w serialu Edge of Sleep (oba z dosyć dobrym przyjęciem). Tymczasem Iron Lung jest jego debiutem w pełnometrażowych filmach. Nie można, więc odmówić mu dużych ambicji w związku z tym projektem (Markiplier sam go sfinansował). W produkcji pomagał mu również twórca oryginalnej gry, aby odpowiednio zaadaptować doświadczenie znane graczom. Ostatecznie powstał film, który jest wypełniony pasją, ale nie wykorzystuje w całości swojego potencjału. Co się udało, a co poszło nie tak?

Horror kosmiczny czy horror w kosmosie?
Markiplier postanowił nie iść na łatwiznę i wybrał na swój debiut gatunek horroru osadzony w klimatach science fiction. Każdy koneser tej konwencji raczej zdaje sobie sprawę, jak trudno jest zrobić dobry i przede wszystkim trzymający w napięciu horror. Pod tym względem Iron Lung działa raczej średnio. Pierwsze pół godziny dobrze buduje atmosferę filmu, przedstawiając główne miejsce akcji, bohatera oraz charakterystykę sytuacji, w jakich się znajdzie. Podkreśla klaustrofobiczność łodzi podwodnej i zarysowuje postać skazańca skonfliktowanego z własnymi myślami i czynami. Im dalej w ponad dwugodzinny seans, tym szybciej ucieka poczucie niepokoju i tajemniczość, które towarzyszą przy okazji pierwszej połowy seansu. Przeważa narracja przypominająca bardziej lovecraftowską niż tą znaną np. z pierwszego Obcego. Nadal funkcjonuje poczucie strachu przed nieznanym, jednak przez dosadną ekspozycję i dziwnie rozłożone tempo, zanika w ferworze wydarzeń.
Krwiste kadry
Trzeba przyznać, że przez większość czasu wszelkie kadry i sceny prezentują się bardzo dobrze. Chociaż mamy do czynienia z tylko jedną lokacją przez cały film, tak zostaje ona wykorzystana w zupełności. Widzimy ją pod najróżniejszymi kątami, a twórcy nie szczędzą zbliżeń na ociekające rury czy charakterystyczne urządzenia. Łódź podwodna, oficjalnie nazywana SM-13, staje się po części drugim bohaterem po naszym skazańcu. Całe jej wnętrze zostało przygotowane z pieczołowitą starannością. Pomaga to w budowaniu atmosfery i widz szybko przyzwyczaja się do jej nietypowych rozwiązań. Dla przykładu w grze ważna jest mechanika robienia zdjęć, potrzebna do zauważenia tego, co znajduje się na zewnątrz łodzi. Ten zabieg w filmie zyskuje więcej głębi i staję się istotnym elementem narracji. W przypadku efektów specjalnych są one na przyzwoitym poziomie i nie rażą w oczy. Pojawia się też kilka kreatywnych pomysłów w montażu, które pozytywnie zaskakują.

Żelazne płuca z brązu
Jedną z większych bolączek Iron Lung są słabo napisane dialogi i ich bezpośredni przekaz. Prawdą jest, że przez prawie cały film widzimy tylko głównego bohatera, więc często słyszymy jego opinie i komentarze na temat tego, co się dzieje. Produkcja skupia się na nim i to samo w sobie nie jest złe, jednak czasem protagonista zbyt dosadnie mówi wiele rzeczy. W szczególności widoczne jest to w kontakcie z innymi głosami. To właśnie pozostawia bardzo małe pole do popisu dla widza, który dostaje informacje podane na tacy. Odbiera to uczucie tajemniczości, które powinno być motorem napędowym takiego konceptu. Największym problemem jest jednak tempo całego filmu. Niektóre sceny są stanowczo za długie, w innych jest zbyt duża liczba cięć, a cała końcówka aż prosi się o skrócenie. Czuć, że był pomysł na wiele ciekawych i dobrze wyglądających ujęć, ale ich rozmieszczenie w czasie działa na niekorzyść produkcji. Jednak jest coś, co niezmiennie bije z ekranu w trakcie seansu – włożone chęci i serce ze strony twórców w ten projekt. Powoduje to, że patrzy się na niego przychylniej i przymyka oko na niektóre niedoróbki.
Aktorska głębia w oceanie krwi w Iron Lung
Należy oddać Markiplierowi zaskakująco dobrą grę aktorską. Szybko zapomina się, że ma się do czynienia z popularnym youtuberem, a jego kreacja zyskuje własną tożsamość. Stanął on na wysokości zadania uciągnięcia tego filmu właściwie w pojedynkę. Biją od niego zarówno niezadowolenie, jak i stanowczość na drodze do osiągnięcia celu. Można zobaczyć cały przekrój emocji związanych z sytuacją, w której się znalazł oraz budującą się z czasem desperację. Reszty postaci praktycznie nie widzimy na ekranie, ale głosowo nie można im za bardzo nic zarzucić. Caroline Rose Kaplan, Troy Baker czy Elsie Lovelock po prostu dobrze wykonali swoją pracę.

Dźwiękowa uczta
Świetnie w całym filmie prezentuje się oprawa dźwiękowa. Odgłosy z krwistych głębin mieszają się z metalicznym brzmieniem kroków. W łodzi rozchodzą się wyraźne kliknięcia, przesunięcia i pobrzękiwania różnorodnej machinerii. Każdy stukot daje o sobie znać i istotnie wpływa na budowanie niepokojącego klimatu. Czuć to przyłożenie do detali, aby jak najlepiej oddać atmosferę znaną z oryginalnej gry oraz zapewnić pod tym względem odpowiednio dopasowane doświadczenie do oglądania na dużym ekranie.

Kosmos bez kosmosu
Twórcy bardzo oszczędnie podeszli do przedstawienia skolonizowanego przez ludzi kosmosu. Ogranicza się głównie do informacji przekazywanych między postaciami i okazjonalnych flashbacków nawiązujących do przeszłości samego skazańca. Akcja skupiona jest praktycznie wyłącznie na bohaterze zamkniętym w łodzi podwodnej, żeby nie zaburzać ustalonej konwencji. Jednak dla osób zainteresowanych budową tego nietypowego świata, te strzępki faktów mogą okazać się mało satysfakcjonujące. O ile pełny metraż pozwolił na wyciśnięcie więcej z przedstawionego w grze konceptu, tak jednak wybrana formuła wymusiła na pozostawienie tych zagadnień w sferze domysłów.
Brak wiary w sukces?
Ważnym wątkiem do podkreślenia jest fakt, że Iron Lung w polskich kinach puszczany jest w oryginalnej ścieżce dźwiękowej z angielskimi napisami. Z pewnością może to odrzucić sporą liczbę zainteresowanych osób, a sama liczba seansów jest raczej ograniczona. Jak widać dystrybutor Piece of Magic Entertainment nie był przekonany, co do popularności tej produkcji w naszym kraju, żeby zapewnić odpowiednie tłumaczenie. Wyprzedane prawie w całości pokazy premierowe mogą jednak wskazywać na przeciwieństwo tej teorii. W przypadku odbioru na świecie to film zarobił ponad 20 milionów dolarów przy budżecie wynoszącym 3 miliony. Jak na bardziej amatorski film, jest to naprawdę dobry wynik.

2-godzinne zanurzenie
Podsumowując, Iron Lung jest zdecydowanie filmem potrzebnym w dzisiejszym czasach. Pełen pasji i serca powoduje, że widz jest w stanie wybaczyć mu trochę niedociągnięć. Z każdej strony wylewa się z niego mocno zarysowany klimat, a dosyć ekscentryczna osobowość Markipliera nie burzy jego pozytywnego odbioru. Niestety niektórych widzów dosyć szybko może złapać poczucie zmęczenia przedstawioną konwencją. Dużym problemem jest także źle rozłożone tempo i miejscami zauważalna dłużyzna, przez które mocno cierpi napięcie. Można jednak przypuszczać, że nawet takie rozwiązania znajdą swoich zwolenników. Warto przymknąć oko na dosyć słabo napisane dialogi, gdyż z perspektywy całej produkcji nie stanowią one aż tak istotnej części. Ostatecznie nie jest to film zły, a wręcz przeciwnie opłaca się poświęcić te ponad dwie godziny, aby wraz z Markiplierem zanurzyć się w ocean pełen krwi i narastającego szaleństwa. Wszystko po to, aby przekonać się, czy nasz oddech stanie się cięższy, a płuca zaczną przypominać żelazne puszki.
Autorka: Alicja Rychlewicz
Po więcej tekstów ze świata kultury zapraszamy tutaj